Miesięczne archiwum: Listopad 1984

To nie jest najmocniejszy scenariusz w całym „Black Mirror”, ale jak słusznie zauważył Jakub Majmurek w rozmowie z Tomaszem Stawiszyńskim, siła tego odcinka, zasadnicze story, tkwi w jego formie. Jesteśmy zmuszeni do podejmowania wyborów, nie dążymy do jednoznacznie pozytywnego zakończenia, towarzyszy nam zagubienie bliskie bohaterowi filmu graniczące z paranoją. Jest to więc historia o latach 80. (doskonale sfetyszyzowane komputery ośmiobitowe) opowiedziana w konwencji lat 90. (interaktywny film). Ciekawy jest tu stosunkowo duży wpływ na fabułę – na ok. 1,5-godzinną opowieść przypada łącznie 5 godzin materiału filmowego. To wyróżnia ów film na tle swoich poprzedników z lat 90. Trudno nazwać go grą, choć Charlie Brooker jest namiętnym graczem (w latach 90. był również recenzentem gier), więc „jak na film” to mimo wszystko dosyć grywalne doświadczenie. Sam „grałem” w „Bandersnatch” dwa razy (trzeci raz zobaczyłem to w trybie braku wyboru – polecam, jeśli ktoś chce poznać wszystkie zakończenia historii) i po pierwszym razie zauważyłem u siebie reakcję typowego gracza przygodówek: „OK, teraz przejdę to, ignorując zupełnie postać X, na pewno dotrę gdzie indziej”. Oczywiście są tu wszystkie słabości tego rodzaju opowieści: niekiedy wyczuwalna jest dominująca ścieżka fabularna. Interesującym rozwiązaniem natomiast jest chwyt pojawiający się przy jednym z pierwszych kluczowych rozwidleń (stanowiących zresztą zmyślną pułapkę dla ludzi spoza branży gier wideo): film cofa nas ponownie do tej sceny, korzystając ze skrótów montażowych rodem z filmów „Na skraju jutra” (nawiązującego zresztą narracyjnie do gier wideo) czy „Dnia świstaka”. W tym jednym momencie wydaje się zresztą, jakby „Bandersnatch” pamiętał nasze poprzednie nietrafne wybory – to oczywiście złudzenie. Pamięta je natomiast Netflix… [NETLIX]

Deus Ex Machina
Mam z tym odcinkiem zastanawiające doświadczenie. [Roman] Otóż w pokoju Stefana na ścianie wisi plakat eksperymentalnej gry „Deus Ex Machina” z 1984 roku (plakat ten pojawia się również w tle jednego z punktów kontrolnych filmu oraz przy biurku projektanta gier, Colina Ritmana – w tej roli Will Poulter niesłusznie strollowany za tę kreację przez graczy niszowego „Twittera”). Zwróciłem na to uwagę, ponieważ pod koniec lat 80. jako dumny użytkownik Commodore 128, jedyną oryginalną grą w mojej bogatej kolekcji – proszę wezwać policję, najlepiej teraz – był wspomniany tytuł, wydany na dwóch kasetach magnetofonowych. W który zresztą nie wiedziałem jak grać… Pamiętam dokładnie jego okładkę powtórzoną na wewnętrznym rozkładanym plakacie. Nie pamiętam natomiast zupełnie, w jaki sposób (deus ex machina?) gra znalazła się u mnie – mówimy o dosyć awangardowym tytule wydanym w stosunkowo niedużym nakładzie. To jak w „Incepcji” – nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ów sen się rozpoczął. Więc na wszelki wypadek nie będę szukał „Deus Ex Machina” w zakurzonych skrzyniach, żeby nie zostać zawróconym do poprzedniego ekranu kontrolnego.
[ZAKOŃCZENIE B]               [COLIN’S TRIP]