Jak strzelać do Meksykanów?

O rany, zły, cyniczny Techland przymierza się do masowej deprawacji amerykańskich serc i umysłów! Jak wykryli eksperci telewizji Fox News, gra „Call of Juarez: The Cartel” sugeruje nieodpowiedni stosunek obywateli południowych stanów USA do bratnich obywateli Meksyku. Trywializuje dramat pogranicza, kapitalizuje tragedię ofiar karteli narkotykowych działających na tym terytorium.

Jak to w przypadku tej telewizji bywa, research, oględnie rzecz ujmując, był nader powierzchowny, a wnioski – definitywne, choć oparte na wątłych przesłankach (do premiery „CoJ: The Cartel” jeszcze daleko). No, ale o tym już doniosły polskie serwisy o grach, nie będziemy się powtarzać. Notabene Techland zaprosił mnie do siebie z okazji nowego „Call of Juarez”, wybiorę się do Wrocławia po powrocie z urlopu i wtedy zdam Wam relację. Może rzeczywiście wymagają egzorcyzmów, ale na razie nic na to nie wskazuje.

Wiele wskazuje natomiast na to, że Amerykanie, patrzący w stronę latynoskich sąsiadów z coraz większą nerwowością, bardzo chętnie daliby upust swym frustracjom (o których tak nie wypada im mówić na głos). Odreagowali lęk przed Złem, Które Nadciąga z Południa. Pod warunkiem gwarancji, że nikt nie oskarżyłby ich o łamanie zasad politycznej poprawności. Bo konsekwencje takich zarzutów bywają katastrofalne w skutkach.

Zresztą co ja mówię – jakie „daliby upust”. To powinien być czas przeszły dokonany. No przecież amerykańscy chłopcy strzelali już do Mexicanos aż miło! Krew sikała ze złych Latynosów strumieniami, odpadały im członki, rozbryzgiwały się wesoło mózgi tych kanalii. Mowa rzecz jasna o grze „Borderlands”. Na pozór akcja dzieje się na planecie Pandora, ale wszystko, począwszy od tytułu gry – jakie, u diaska, „Pogranicze” na Pandorze?! – kojarzy się z pograniczem USA z Meksykiem. Slumsy z falistej blachy, kierowca busa, który podwiózł nas w prologu, kaktusy, pustynie, skaliste masywy… długo by wyliczać.

Z twórcami jest tak, że przetwarzają często to, co widzą wokół siebie. Sprawdźcie na mapie, gdzie mieści się siedziba studia odpowiedzialnego za „Borderlands”. Nie wiem, czy świadomie zagrali na lękach amerykańskich WASP-ów (White Anglo-Saxon Protestant), a właściwie anglojęzycznych białych obywateli USA en masse, by sprzedać lepiej grę. Ciężko o tym przesądzić, bo i zarzut ciężki, a dowodów brak. Może po prostu sami odreagowali to, co ich gryzie. Problemy świata za oknem, na które nic nie mogą poradzić.

Pisałem o tym w ramach recenzji „Borderlands” w „Kulturze”. Mogę tylko powtórzyć to, co zresztą powszechnie wiadome. Rwący przez granicę z Meksykiem strumień nielegalnych imigrantów jest powodem głębokich zmian demograficznych i cywilizacyjnych w USA. Nie kończy się na przysłowiowej gosposi, która służy u bogatych białych, choć prawie nie mówi po angielsku (w ilu filmach widzieliśmy tę figurę?). Stany Zjednoczone stają się w coraz większym stopniu hiszpańskojęzyczne. Przewiduje się, że język ten za sprawą Latynosów kiedyś może być w tym kraju bardziej powszechny niż angielski; w niektórych regionach już jest. Jak to zwykle w czasach gospodarczej bessy, ludność napływowa świetnie się sprawdza w roli kozła ofiarnego, przyczyny wszelkich nieszczęść. Bo przecież „zabierają pracę”, „żyją na socjalu za nasze pieniądze”, „napadają, kradną, zabijają”, „sprzedają dzieciom narkotyki”. Do tego dochodzą realne lęki przed secesją bogatszych stanów, które – ze względu na coraz większe nierówności społeczne, o co również oskarża się m.in. imigrantów – nie chcą się dzielić z „nieudacznikami i pasożytami”. No i nie zapominajmy, jak USA przesuwały granice. Na Południu tli się lęk, że kiedyś Meksyk upomni się o swe dawne terytoria. Choćby na drodze referendum, które, przy rosnącej liczbie naturalizowanych w USA Meksykanów lub ich potomków, mogłoby zakończyć się różnie.

Na ile te demony są prawdziwe, na ile urojone – to bez znaczenia. Wystarczy, że budzą strach. Lub choćby stały podskórny niepokój. Skoro są, jest i potrzeba, żeby je rozstrzelać. I właśnie to umożliwia gra „Borderlands”.

Czy moraliści z Fox News rozdzierają z tego powodu szaty? Skądże, po co. To wszystko dzieje się przecież na odległej Pandorze.

10 odpowiedzi do “Jak strzelać do Meksykanów?

  1. Paweł Schreiber

    A oczywiście najlepsza gra w kategorii „Amerykanie strzelają do Meksykanów” to „Total Overdose”(&”Chili con Carnage”). Chociaż szwedzka.
    Trzeba zakazać Cormaca McCarthy’ego, wczesnego Rodrigueza, połowy amerykańskich filmów akcji z lat 90-tych i w ogóle przedstawiania Pogranicza/Amexiki w mediach, bo to niebezpieczne.
    Tragedię ofiar karteli kapitalizuje przede wszystkim amerykański showbiz, który bardzo powszechnie korzysta z narkotyków przez w/w kartele dostarczanych. Akurat Meksykanom ich nie sprzedają. A więc – najpierw Lady Gaga, a potem Call of Juarez :).

    Odpowiedz
  2. Antares

    Sensacja zawsze się sprzedaje ;) Najgorsze jest to, że zarówno autorów takich rewelacji, jak i Was nazywa się dziennikarzami. Dziennikarze również pisują „artykuły” do plotkarskich magazynów. Zgroza.

    Odpowiedz
  3. kmh

    O, fajnie, że przypomniałeś tę recenzję Borderlands, bo wyjątkowo uważam, że stanowczo nadinterpretujesz. Teksas i tytuł gry bardzo ładnie pasują do tezy, ale gdzie tu terapia, skoro strzela się do skalnych psów, a większość przeciwników jest białasami z bardzo waspowskim akcentem? Autorzy albo mocno tłumią w sobie uczucia i ograniczają się jedynie do tworzenia piaskowych tekstur (kaktusów nie kojarzę jakoś), albo metafora imigrantów jako psow z długimi językami lub małych mutantów z nożami jest w Stanach bardziej popularna niż mi się wydaje.

    Borderlands jest kosmicznym westernem (choć z niezrozumiałych przyczyn wielu twierdzi, że to postapokalipsa). Podobnie jak serial Firefly czy pierwsza kampania ze StarCraft 2. Tytułowe „pogranicza” pasują do konwencji i równie dobrze mogą oznaczać obrzeża znanego ludziom kosmosu i granicę wpływów tajemniczej i obcej cywilizacji.

    Przestrzeliłeś:)

    Odpowiedz
    1. Olaf Szewczyk Autor tekstu

      @kmh
      „wyjątkowo uważam, że stanowczo nadinterpretujesz. ”

      Podoba mi się „wyjątkowo”, nie podoba „stanowczo” ;). A w ogóle o jakiej nadinterpretacji mowa w kontekście opinii autorskiej, jaką jest – a przynajmniej powinna być – recenzja? To mój psi recenzencki obowiązek: szukać nieoczywistych perspektyw i prowokować P.T. Czytelnika do przemyślenia tezy i zajęcia wobec niej własnego stanowiska. Recenzent nie oznajmia prawd objawionych, Konradzie, tylko w oparciu o swą wiedzę i przeświadczenie interpretuje oraz inspiruje – przynajmniej według tej szkoły dziennikarstwa, którą próbuję uprawiać. A tak się składa, że na mój nos „Borderlands” jest jednym z kulturowych przejawów takich właśnie a nie innych napięć.

      „Teksas i tytuł gry bardzo ładnie pasują do tezy”
      Cieszę się, że też tak uważasz :). To, jak i inne znaki, które mnie przekonują, a Ciebie nie – do czego masz równie dobre prawo, jak ja do swojej wersji.

      „ale gdzie tu terapia, skoro strzela się do skalnych psów”
      A dosłowność była konieczna? I naprawdę sądzisz, że nadając grze taki a nie inny tytuł – który przecież na południu USA przywołuje jednoznaczne skojarzenia – ci dżentelmeni zakładali, że lokalny odbiorca, widząc rzeź na rozgrzanej słońcem pustyni, pomyśli: „Obrzeża kosmosu!”?

      „Przestrzeliłeś:)”
      To spór czysto akademicki, Konradzie. Żaden z nas nie może udowodnić swojej racji, obaj opieramy się na poszlakach. Wątpię, by kiedyś ktoś z ekipy odpowiedzialnej za tę grę potwierdził moją intuicję. Lub by sypnął jego psychoanalityk :).

      Odpowiedz
      1. kmh

        No właśnie jako nieobronionemu historykowi trudno jest mi pogodzić się ze stawianiem tak mocnych tez na podstawie tak niejasnych przeczuć! Twój nos, Teksas i tytuł to moim zdaniem po prostu za mało:)

        Myślę, że galeria wrogów do odstrzału występująca w Borderlands nijak się nie kojarzy południowcom z imigrantami. To różne losowe kolorowe stwory, glisty i zwyczajni bandyci. Nikt tam nie biega w sombrero. Żeby jeszcze w Borderlans był gdzieś obecny mit pioniera i cokolwiek mówiło właśnie o życiu na pograniczu – przecież tam szybko okazuje się, że głównym złym są najemnicy korporacji!

        Odpowiedz
        1. Paweł Schreiber

          Tytuł jest chyba argumentem dość mocnym – bo wskazuje raczej na pogranicze między czymś a czymś, a nie pogranicze jak na Dzikim Zachodzie czy w Star Treku, które raczej byłoby „frontier” niż „borderlands”. Busik, wbrew pozorom, też. I na pewno westernowo-meksykańskie klimaty są językiem, w którym Gearbox buduje Pandorę. Włącznie z etosem pioniera/poszukiwacza skarbów/samotnych miasteczek z samotnymi szeryfami itp.

          Ale zgadzam się z Konradem, że konsekwentnie się trzymać meksykańsko-rasistowskiej interpretacji Borderlands byłoby bardzo trudno – tym bardziej, że tu Wielkie Zło właśnie w postaci wielkich korporacji, które pod skrzydłami wojska przychodzą podporządkować sobie ekonomicznie ludność Pogranicza. Więc tyleż o Meksyku, co np. o Iraku i dzisiejszych obliczach gospodarczego kolonializmu. Borderlands bawi się mitem meksykańskiego pogranicza jako jednym z wielu schematów kulturowych, i nie wiem, czy przy innych (kalifornijska gorączka złota, western w ogóle, krytyka globalizacji) to właśnie ten by wyrastał na najważniejszy. Tym bardziej, że na Pandorze zupełnie nie ma napięć etnicznych – są tylko gospodarcze, i nie ma jasno wyznaczonej grupy nieszczęsnych ofiar broniących się przed złem. Rozstrzeliwuje się po trochu wszystkich, a bandytą jest i obdarty mutant z karabinem (który miałby być Meksykaninem), i generał z armią (amerykański) i zombiak (międzykulturowy).

          Co nie zmienia faktu, że podświetlenie B-lands ze strony relacji meksykańsko-amerykańskich bardzo mi się spodobało i mnie zaciekawiło – i chyba też dużo o tej grze mówi, nawet jeśli nie wszystko.
          Więc – jeśli interpretację tu rozumieć jako „wyjaśnijmy, jaki przekaz zakodowali tu twórcy” – to mam zastrzeżenia podobne jak Konrad, ale bardzo mi się ten pomysł podoba z interpretacją rozumianą w kategoriach „przeczytajmy sobie tę grę przez to właśnie pogranicze i zobaczmy, co z tego wyjdzie”, bo wychodzą rzeczy bardzo ciekawe.

          Odpowiedz
        2. Olaf Szewczyk Autor tekstu

          @kmh
          „No właśnie jako nieobronionemu historykowi trudno jest mi pogodzić się ze stawianiem tak mocnych tez na podstawie tak niejasnych przeczuć! Twój nos, Teksas i tytuł to moim zdaniem po prostu za mało:)”

          Uff, chyba jesteśmy w domu, Konradzie – widzę szansę na kruchy konsensus :). Ty wychodzisz z pozycji historyka i oczekujesz dowodów, nie poszlak. Przy takim podejściu masz pełne prawo traktować moją teorię z rezerwą.
          Ja mam ten komfort, że mogę stąpać po kruchym lodzie i szarżować na prawdopodobieństwa, które do mnie przemawiają. Ale jeśli nawet, oceniając mnie z Twojej perspektywy, jawię się jako ta małpa z brzytwą, to chciałbym tylko nieśmiało zauważyć, że to brzytwa w spadku po wujku Ockhamie. Bo za nieprawdopodobne muszę uznać, by Amerykanie, nazywając grę „Pogranicze”, nie wiedzieli, jakie to wzbudzi skojarzenia u wielu z ich rodaków.

          Odpowiedz
  4. Olaf Szewczyk Autor tekstu

    @Antares
    Media się tabloidyzują, bo najłatwiej sprzedać skandal, a dziś w tym biznesie trudniej niż kiedyś utrzymać się na powierzchni. To ma przełożenie na jakość dziennikarstwa. I obawiam się, że lepiej już nie będzie – co zresztą źle wróży wszystkim, nie tylko dziennikarzom.
    Nie ma zdrowych demokratycznych społeczeństw bez silnych, niezależnych, opiniotwórczych mediów.

    Odpowiedz
    1. Paweł Schreiber

      O kurczę. Śliczności! :) W ogóle jakaś zasłużona firma, bo i inne rzeczy ma ciekawe. Jak będzie na Impulsie promocja, to kupię sobie to na pewno do kompletu z „Prison Tycoon 4 Supermax”. O, cytuję, „budowie dochodowego prywatnego więzienia”. „Be the Big Boss! – Determine your prisoner’s fate – release your prisoner on parole or keep them locked up for the safety of society (and your pocketbook)”. Robi się dziwnie.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *