Skanujemy: Subiektywny przegląd tygodnia

Pomyśleliśmy, że warto na Jawnych Snach od czasu do czasu – na przykład raz na tydzień – umieszczać krótki przegląd tego, jakie teksty/informacje/nowiny dotyczące gier zrobiły na nas w ostatnim czasie wrażenie. Broń Boże nie rościmy sobie pretensji do tego, żeby ta cotygodniowa prasówka była w jakimkolwiek stopniu wyczerpująca – co chwila na pewno pominiemy coś bardzo ważnego, a skupimy się na jednym detalu kosztem reszty. O tym, co się na bieżąco dzieje w świecie gier informują serwisy zajmujące się tym dużo systematyczniej, sensowniej i profesjonalniej. Nam chodzi raczej o luźne impresje – i może, bardzo rzadko, wyłowienie czegoś, na co inni zwrócili nieco mniejszą uwagę.

Do rzeczy.

1. W poniedziałek na Rock Paper Shotgun zakończył się cykl tekstów o najważniejszych (zdaniem redaktorów) grach w historii PC. Podsumowanie to lista 122 gier, od nieśmiertelnego „Sapera” do „StarCrafta II”. Dlaczego jest ciekawie? Bo bardzo to nieprzewidywalne i z charakterem. Mnóstwo tu ważnych nieobecnych – choćby „Grand Theft Auto”, pierwszy „StarCraft” (co dziwne tym bardziej, że drugi się przecież pojawia). Ale chyba jeszcze więcej ważnych obecnych – „Blade Runner” „Falcon 4.0”, „Outcast”, „Terra Nova”, „Pathologic”- gier, które były w swoim czasie wielkimi osiągnięciami, a z jakichś przyczyn nic, albo prawie nic z nich później nie wynikło. Dzisiaj są odnajdywanymi czasem przez niektórych graczy skamieniałościami. Czemu ich linie wyginęły? Czasem z powodu technologii, która za nimi nie nadążała („Terra Nova”) albo wyprzedziła stosowane w nich rozwiązania („Outcast” – ostatni wielki dinozaur epoki voxeli). Czasem banał taki jak koszmarna angielska wersja językowa („Pathologic”). Czasem – naprawdę nie wiadomo, co („Blade Runner”). Niedawno na naszych oczach umarła jedna z najbardziej szacownych i długowiecznych serii gier – „Flight Simulator”. To też koniec pewnej epoki, też na RPS uczczony. Za to bardzo lubię tamtejszych redaktorów – historia gier to dla nich nie tylko to, co nas doprowadziło do dnia dzisiejszego, ale również to, co po drodze wyginęło, a o czym warto pamiętać. Przy czytaniu tej akurat listy mnóstwo razy kiwałem głową. Moja własna historia gier jest bardzo podobna.

"Terra Nova" - zapomniane arcydzieło.

2. Jason Rohrer – jedna z największych gwiazd światka gier indie – wypuścił nowe dzieło. Co zawsze godne uwagi. Dzieło nazywa się „Inside a Star-Filled Sky” i jest ciekawym ćwiczeniem z minimalistycznej (ale za to generowanej na bieżąco) formy. Wcielamy się w postać pikselowatego stworka sterowanego WSADem i strzelającego w kierunku wyznaczanym myszką do wszystkiego, co się rusza. Od czasu do czasu stworek trafia na strzałkę w górę – wtedy obraz oddala się, i widać, że korytarze, po których chodził, są tak naprawdę innym stworkiem, którym zaczyna kierować gracz. I tak od wnętrza do wnętrza, od ciała do ciała. Każdy potworek jest najpierw miejscem, później bohaterem. W sam raz do JawnoSnowego cyklu „Gra przestrzenią”. Chodząc po wnętrznościach każdego kolejnego stwora natykamy się na zmieniające nasze właściwości power-upy (czasem bardzo wymyślne, np. rozbijające nasz pocisk na trzy różne, do tego latające jak bumerangi, itp.) – ale jesteśmy ich w stanie użyć dopiero na kolejnym poziomie. Kierowane przez nas potworki umieją więc coraz więcej, ale i coraz więcej się wokół nich dzieje. Akompaniuje temu generowana na bieżąco (jak kolejne labirynty/potworki/dostępne umiejętności) muzyka. W głębi duszy nowa gra Rohrera to sympatyczna, beztroska strzelanka, z ciekawym pomysłem formalnym, z którego jednak poza formą niewiele wynika. Co kto lubi. Mi gra się naprawdę dobrze, dobrze się też na „IaS-FS” patrzy i miło się go słucha. Ale mam też wrażenie, że ciągłe odkrywanie na nowo idei prostej 8-bitowej zręcznościówki przez kolejnych twórców niezależnych trwa już dość długo i jest chyba po trosze modą w złym tego słowa znaczeniu. Co za dużo nostalgii, to niekoniecznie zdrowo.

"Inside a Star-Filled Sky". Moja postać to ten w środku tego w środku tego w środku. To znaczy ten z oczami.

3. Coś, co powinno dla mnie być kluczową wiadomością tygodnia, ale niestety nie jest – pierwsze zdjęcie z rozgrywki dotyczące „Thiefa 4”. Gry, na którą czekam, jak na żadną inną. Świętości. Obgryzałem paznokcie z nerwów czekając, aż coś wreszcie będzie o niej wiadomo. Kiedy zobaczyłem w/w zdjęcie – wściekłem się. Wiadomo, że świat jest dzisiaj bardzo nieszczelny i coś z niego co chwila wycieka. Do Sieci. Wyciekają zdjęcia, filmiki z zamkniętych pokazów – pół biedy. Potrafi wyciec Crysis 2 – i to dla nas wszystkich powód do dużego smutku. A zdarza się też, że twórcy gry są tak podekscytowani ideą wyciekania w ogóle, że informacje o własnej produkcji przemycają właśnie jako coś wyciekającego i kapiącego jak z dziurawej rury. Na zdjęciu z Thiefa 4 jest przede wszystkim jakiś nieostry, zasłaniający ekran facet z okropnym żółtym stoperem. Na ekranie – trudno powiedzieć, co. Nie wiadomo, czy główną postacią jest Garrett, czy jeden ze strzelających prądem robaczków ze „Stranger’s Wrath” (im bardziej się tej fotografii przyglądam, tym bardziej skłaniam się ku tej drugiej opcji; chyba, że to po prostu duża żaba). Poza tym widać tam jakiegoś stojącego pod latarnią pana – czyżby strażnik Benny doprowadzony do finansowej i moralnej desperacji po tym, jak go znowu wyrzucili z pracy? Do tego jakieś niezbyt ładne deski. I bardzo brzydkie domy, których na szczęście nie widać. Moje przesłanie do Ubisoft Montreal – NIE ŻYCZĘ SOBIE, żebym kolejną odsłonę mojej ulubionej gry widział po raz pierwszy w taki sposób. Pewnie się czepiam, ale nie podoba mi się w ogóle moda na podglądactwo, której taka promocja jest wyrazem. Obrazem fotografa prasowego powoli przestaje dzisiaj być człowiek, który najpierw pomyśli, potem zakomponuje zdjęcie, a wreszcie stworzy coś rozpiętego między newsem a dziełem sztuki. Ważniejszy jest paparazzi, który z okna naprzeciwko uchwyci moment, kiedy znany aktor zmienia w swoim ogródku portki na jakieś zupełnie niemodne. Niedbałość zdjęcia – oczywiście pozorowana – ma wzmacniać fałszywe poczucie realności w oczach odbiorcy. Po prostu – jest nam miło, kiedy jesteśmy podglądaczami. Kiedy ktoś nam tłumaczy, że oglądamy coś, czego nie powinniśmy oglądać, ale cudem się udało. To bardzo dziecinna gierka, bo spontaniczność tego rodzaju wiadomości jest pozorowana. Ale jej smutną konsekwencją jest to, że coraz bardziej tego właśnie wymagamy od dziennikarza – żeby szpiegował, podglądał, i ewentualnie się awanturował, jak dobry paparazzi. A my sami przyzwyczajamy się, że najciekawsze jest to, co w pośpiechu chapnięte, prowizoryczne, ukradzione. Takie przyzwyczajenia są chyba przecież szczególnie sprzeczne z interesami twórców gier – bo mam wrażenie, że wciąż właśnie na nie narzekają, płacząc, że zabierają im chleb i wymyślając coraz dziwniejsze sposoby na zwalczanie piractwa. A więc – jakoś straciłem zainteresowanie facetem z żółtym stoperem patrzącym w ekran, na którym duża szara żaba chodzi z łukiem po bezbarwnym mieście. Czekam za to na pierwsze screeny z Thiefa 4.

Wszystko, co wiemy o Thiefie 4.

 

4. Po rozdętej przez media aferze ws. antologii komiksów o Chopinie i nagonce na Bogu ducha winnego Krzysztofa Ostrowskiego (którego bardzo szanuję jako komiksiarza) nie ma już zagrożenia, że polską kulturę będą na świecie w najbliższych tygodniach promować zawierające wulgaryzmy komiksy o wielkim kompozytorze. MSZ powinno zamiast nich zacząć promować gry z serii „Music Master Chopin”, najpiękniejszy owoc Roku Chopinowskiego. A prawda i tak jest taka, że w najbliższym czasie najbardziej powszechnie obecnym na świecie wytworem polskiej kultury będzie „Bulletstorm”. Może warto było, żeby w polskiej wersji osławiony skillshot „Rear entry” nazywał się „Etiuda Rewolucyjna”?

Fantazja na tematy polskie A-dur.

5. Polska premiera „Tactics Ogre: Let Us Cling Together” na PSP. A ja mam akurat urwanie głowy z pracą. Opatrzność jest okrutna – jeśli założyć, że to Opatrzność odpowiada za daty premier gier na PSP.

6 odpowiedzi do “Skanujemy: Subiektywny przegląd tygodnia

  1. glowa711

    God, bless Us n’ let play Paper Wars: Cannon Fodder! Mr. Paweł, have U checked thizz out? Nie no, ale serio-serio. Trup w tejże grze ściele się gęsto, a sama niecodzienna realizacja produkcji skłania do obcykania się z jej meritum. PSP według mojej -być może nadmiernie chwalącej, ale co tam- opinii przez okres Q1 2011 jest zawładnięty przez Polaków. Sprawdź, bo warto – choćby dla poznania ‚inności’ produkcji.

    ( http://www.hyper.pl/info-polski-sukces-gamingowy_1614 )

    Odpowiedz
  2. Paweł Schreiber Autor tekstu

    @głowa – jesteś kolejną osobą, która mi poleca Paper Wars, więc może się wreszcie skuszę:). Grafika mi się tam bardzo podoba – mam do takiej konwencji słabość. A w kategorii „urocze drobiazgi” ostatnio zabrałem się na PSP za „Patchwork Heroes”, i jestem bardzo zadowolony.

    Odpowiedz
    1. glowa711

      Spróbuj, bo warto. Pewnie widziałeś już trailer – on mnie już zadziwił. Potem dołożył mi artykuł SONY i nie miałem wyjścia. Poza tym iFun4all to całkiem milusia grupka, warto docenić ich pasję, inwestując w ‚Papiera’. ;)

      Pozdrawiam.

      Odpowiedz
    1. Paweł Schreiber Autor tekstu

      @jar3k – właśnie skończyłem Gemini Rue. Hmmm. Trudny orzech do zgryzienia – bo to gra zrobiona w zasadzie przez jednego człowieka, na stareńkim silniku AGS, i jako taka rzeczywiście zasługuje na 9/10, ale jako przygodówka z 2011 roku chyba jednak na troszkę mniej. Spodziewałem się po „Gemini Rue” trochę więcej, niż dostałem, ale to nie zmienia faktu, że kilka fragmentów tej gry to prawdziwe cudeńka. Do tego wspaniała ścieżka dźwiękowa. I, przy wszystkich wadach, to najbardziej BladeRunnerowata gra od czasu Blade Runnera.

      Odpowiedz
  3. Jakub

    Witam,

    dodam tylko od siebie, że jeśli chodzi o Pathologica, polscy gracze nie muszą już męczyć się z koszmarną angielską wersją – jest już do pobrania łatka polonizująca pierwszy z trzech scenariuszy (wkrótce pojawi się druga).

    Dziękuję autorowi bloga za kilka ciekawych tej gry (a zwłaszcza za Atak Klonów) – fabuła naprawdę warta poznania, szkoda, że tak mało osób w nią zagra…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *