Skanujemy: subiektywny przegląd tygodnia (albo nawet dwóch)

Bardzo trudno pisać subiektywny przegląd tygodnia, kiedy za oceanem właśnie skończyły szaleć targi E3. Wiadomości jest tyle, że pierwszym odruchem jest zatkanie uszu, zamknięcie oczu i wyobrażanie sobie jeziorka w lesie, gdzie zawsze jeździliśmy, kiedy byliśmy mali. Potem oczy trzeba na chwilę otworzyć, a wtedy okazuje się, że w sumie nie jest aż tak źle – że duża część wiadomości z targów nie jest aż tak ciekawa, jak mogłoby się wydawać, a część pozostała została już wystarczająco dobrze omówiona w innych serwisach. Pozostaje usiąść i brać się do roboty.

1. Na początek wycieczka w tydzień poprzedni, z której miał może wyrosnąć większy tekst, kolejna część cyklu „O łajdactwie”, ale w końcu, przynajmniej na razie, nie wyrósł. Na swoim blogu „Altergranie” Louvette pisze o jednej z najbardziej wynaturzonych gier, jakie widział świat, czyli „Beatiful Escape: Dungeoneer”. Gracz wciela się w niej w jegomościa, który więzi i torturuje zupełnie niewinnych ludzi, każąc im uciekać z zaprojektowanych przez siebie lochów-pułapek tak, żeby wyszli z nich żywi, ale złamani psychicznie. Co ciekawe, Louvette, przyznając, że gra przekracza wszelkie granice tego, co pokazywać można, dodaje, że warto w nią zagrać. W jaki sposób radykalne przekroczenie granic moralności w grze może być ciekawe? Wzbogacające? Na podstawie tego, co wiem o „Dungeoneer” – wciąż mam duże opory przed uruchomieniem tej gry. Choćby dlatego, że autor wykorzystuje w ekranie tytułowym zdjęcie Lynndie England ciągnącej na smyczy Irakijczyka z Abu Ghraib. To jednak gruba przesada. Ale tekst Louvette przeczytałem z wielkim zainteresowaniem.

Louvette nawiązuje przy okazji do tekstu tetelo, od którego zaczęła się cała dyskusja, w której głosem jest JawnoSnowy cykl „O łajdactwie”. Teraz, jak widać, rozlana już na trzy różne blogi, i coraz ciekawsza.

"Beautiful Escape: Dungeoneer". Ofiara w lochu.

2. Kolejna wiadomość odrobinkę spóźniona – tuż przed premierą „Wielkiego Gatsby’ego” w reżyserii Michała Zadary w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, teatr umieścił na swojej stronie internetowej i profilu facebookowym linka do śmisznej gry flashowej opartej na powieści Fitzgeralda. Growe wydanie „The Great Gatsby” udaje zaginiony klasyczny tytuł z NESa. Nick Carroway biega, skacze, rzuca kapeluszem i spotyka postaci z powieści, które wygłaszają długaśne monologi. Ze strony teatru link już niestety zniknął, bo na jego miejsce weszły nowsze wiadomości, ale na profilu wciąż ma się dobrze. Do TPB od dawna mam wielki sentyment – a ten gest tylko go potwierdził. Na zachętę wszystkim, co będą mieli w przyszłym sezonie wybrać się do teatru w Bydgoszczy – trailer spektaklu „Wielki Gatsby”.

3. Roman Książek pisze o tym, jak u Larsa von Triera świat się kończy, kiedy do Ziemi zbliża się ciało niebieskie o nazwie Melancholia. A ja mam ostatnio przeczucie, że koniec świata nastąpił chwilę temu, kiedy miała miejsce premiera „Duke Nukem Forever”. Doczekaliśmy się.

„When it’s done” is now.

I co? I nic. Pierwsze recenzje – IGN daje grze ocenę 5.5/10, a jeszcze bardziej szanowany przeze mnie i rzadko wypisujący głupoty Eurogamer – 3/10. Szwankuje ponoć wszystko, od rozgrywki, przez grafikę, po poczucie humoru.

Pytanie: a czy tak naprawdę mogło być inaczej? Sic transit gloria mundi.

A teraz poczekamy na Fallouta Online.

 

„Duke Nukem Forever”. Obrazek sprzed prawie 12 lat.

4. Do niedawna „Minecraft” był dowodem na to, że na PC zdarzają się rzeczy, których nie sposób sobie wyobrazić na inną platformę. Ale czasy są jakie są, więc na E3 ogłoszono to, co pewnie było nieuniknione. Po pierwsze – „Minecraft” na Xboksa 360. A po drugie – co pewnie dużo boleśniejsze dla PC-towego ego – „Minecraft Pocket Edition” na smartfona Sony Xperia. Tak. To, co dziś unikatowe na PC, jutro pójdzie na komórce. Czas zwijać sztandary? Nigdy!

Artykuł o kieszonkowym „Minecrafcie” z odnośnym filmikiem – w serwisie Indiegames.

 

Signum temporis. Razy dwa. Bo przecież sam "Minecraft" to też znak czasów.

5. Jeśli po recenzji „Frozen Synapse” na Jawnych Snach ktoś wciąż pozostaje niepewny, co i jak, może zajrzeć na Rock Paper Shotgun, gdzie legendarny (i kontrowersyjny), a dziś już właściwie emerytowany (przeszedł do Marvela pisać scenariusze do komiksów) recenzent gier, Kieron Gillen włącza sobie FRAPSa, robi filmik z rozgrywki i komentuje. Stylowo, z sensem, a do tego ze stylowym brytyjskim akcentem. Warto obejrzeć – choćby po to, żeby zobaczyć „Frozen Synapse” w akcji. Z braku dema, to pewnie jeden z najsensowniejszych sposobów na zapoznanie się z FS. A Gillen to naprawdę nie byle kto.

3 odpowiedzi do “Skanujemy: subiektywny przegląd tygodnia (albo nawet dwóch)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *