Skanujemy: O nas – i o Was :) – w „Playboksie”!

Nasz skromny kącik wpadł w oko redaktorom magazynu o grach na konsole „Playbox”. W najnowszym, czwartym numerze tego pisma – od sierpnia już miesięcznika – na stronie dziesiątej znajdziecie artykuł „JawneSny.pl. O grach kulturalnie” prezentujący krainę Kota z Cheshire w ciepłym tonie. Podbija go ramka „Warto przeczytać” z krótkimi rekomendacjami „pięciu najciekawszych i najbardziej prowokujących tekstów na portalu JawneSny.pl”. Bardzo nam miło i serdecznie za ową promocję dziękujemy! Zaszczyt to tym znaczniejszy, że Sny są dopiero drugim adresem rekomendowanym przez „Playbox” w ramach cyklu przewodnikowego o najciekawszych miejscach w polskiej sieci poświęconych grom wideo.

Zacytuję fragment, który chyba ma szansę Was zaciekawić. W końcu to o Was:

Oprócz samych artykułów uwagę przyciągają także treściwe komentarze przedstawicieli coraz liczniejszej grupy czytelników serwisu, które według twórców często bywają ciekawsze od głosów autorów, przez co nierzadko to właśnie one są punktem startu dla interesujących, wielowątkowych dyskusji.

Ano właśnie. Bez Waszego udziału – że pozwolę sobie powtórzyć to raz jeszcze – to miejsce nie miałoby racji bytu. Serdecznie Wam za ten wkład dziękujemy!

***

PS. Oj, faux pas. Wypada – ale i warto – skrobnąć parę słów o piśmie, które potraktowało nas tak uprzejmie. Po pierwsze, to dobry znak, że na kurczącym się rynku prasowym ktoś ryzykuje nowe otwarcie. Mniej więcej w tym czasie, gdy miesięcznik „Play” ogłosił, niestety, przejście na cykl dwumiesięczny, „Playbox”, zaczynający wiosną na próbę jako dwumiesięcznik (czy może nieregularnik?), wszedł w tradycyjny dla magazynów rytm miesięcznika. Trzymamy kciuki, żeby się udało. Im bardziej zróżnicowana oferta wydawnicza, tym dla nas, czytelników, lepiej. Niech każdy ma szansę wybrać dla siebie pismo, autorów, którzy najbardziej trafiają w jego gusta.

Nie, nie, to nie ten "Playbox"! To jakaś japońska podróba, którą niniejszym piętnujemy jako wysoce niestosowną. (fałszywkę wygrzebał w odmętach sieci serwis Niezgrani.pl)

Postrzegam „Playbox” jako przemyślaną inwestycję w lepszą dla rodzimego rynku gier przyszłość, którą dopiero zaczynamy zauważać na horyzoncie. Gry wideo w Polsce właśnie się emancypują, ale jeszcze nie są powszechnie odbierane jako atrakcja dla każdego: forma spędzania wolnego czasu tak oczywista i zwyczajna, jak telewizja czy kino. Granie wciąż uważane jest przez znaczną część społeczeństwa za coś jeśli nie wstydliwego, to podejrzanego, co najmniej infantylnego. To się zmieni. Reklamy gier w telewizji, recenzje w prasie głównego nurtu, konsole jako bonusy za kontrakt z operatorem telefonii komórkowej, popularyzacja tabletów, a zwłaszcza smartfonów, etc., etc. – robią swoje. A to oznacza rozrost grupy osób, dla których gry to nowa, ekscytująca przygoda. Będą chcieli wiedzieć, co ciekawego trafia na rynek, co akurat im może się najbardziej spodobać. To nie weterani, czytający regularnie internetowe fora i serwisy specjalistyczne. Nie mają czasu ani ochoty na tak głęboki drenaż. Oczekują przejrzystej, praktycznej informacji w pigułce. „Playbox”, mam wrażenie, jest redagowany właśnie z myślą o nich.

Pismo punktuje estetyką. Wyróżnia je schludna, czytelna szata graficzna. Jak to się mówi w branży dziennikarskiej, ma dobrą makietę i jest fachowo łamane. Duży format pomaga eksponować ilustracje bez ryzyka przyduszenia tekstu. Strony mają oddech, miło się je ogląda i łatwo czyta. Nie miałem jeszcze czasu na większe artykuły, ale już teraz mogę powiedzieć, że „Playbox” zdaje egzamin jako lekkostrawne źródło praktycznej wiedzy o grach na konsole. Dobrze gra krótkimi komunikatami.

Oj, to też nie ten "Playbox"! Ten nasz mierzy chyba w nieco inną grupę wiekową.

To pismo, jak sądzę, z założenia transparentne i sterylne. Liczy się przede wszystkim czysta, fachowo zredagowana informacja – a to, kto za nią stoi, nie ma chyba według redakcji większego znaczenia. „Playbox” (na razie?) nie robi wiele, by zaprzyjaźnić czytelnika z autorami, eksponując ich osobowość, poglądy. Nie ma felietonów, nie ma wstępniaka, a ascetyczna rubryka prezentacyjna „Nasi autorzy” tekstów stricte autorskich nie zastąpi. Być może łatwiej będzie dostrzec kontur żywego człowieka w recenzjach (a te wciąż przede mną), które z racji swej formuły powinny przecież brzmieć jak czyjś głos.

Większość ze 114 stron zapełniają zapowiedzi i recenzje – w tym numerze między innymi „Dead Island” (podobno pierwsze polskie podsumowanie tej gry na papierze). Jest miejsce na teksty koncepcyjne. Największy apetyt mam na materiał o rodzimych lokalizacjach gier, dobrze się zapowiada.

„Playbox” już przy pobieżnym kontakcie sprawia wrażenie oferty skierowanej do innego czytelnika niż ten, który dziś kupuje choćby „Neo Plus”. To dobrze, bo raz, że różnorodność jest lepsza od monotonii jednego szablonu, a dwa – trzymamy kciuki za „Neo Plus” szczególnie mocno. Gdyby „Playbox” miał zyskiwać czytelników kosztem fajnego magazynu Marcina Góreckiego, byłoby to bardzo niefortunne. Na szczęście zdaje się celować w inną klientelę, a to nas zwalnia od rozterek :). Nowemu czasopismu o grach i jego ekipie, dowodzonej przez Tymona Smektałę, serdecznie życzymy sukcesu!

 

7 odpowiedzi do “Skanujemy: O nas – i o Was :) – w „Playboksie”!

  1. mrrruczit

    Napisali o mnie w czasopiśmie, ha!
    Kupiłem swego czasu pierwszy numer, ale jakoś mnie nie zachwycił i w sumie zapomniałem o tej pozycji.

    Odpowiedz
  2. Dr Judym

    Wow, miło że blogo- i papierosfera tak się będą przenikać, dawno już takich czasopism nie miałem w ręku, tym niemniej trzymam kciuki. Ciekaw jestem tego materiału o lokalizacjach gier, bo sam siedziałem w temacie przez kilka lat, ale sytuację tejże branży jestem w stanie streścić dość krótko: CDP i Cenega (a raczej Porting House i Q-Loc) to takie tłumaczeniowe biedronki, do których lgną co najwyżej studenci pragnący zaistnieć w tłumaczeniach, a EA czy Sony korzystają z międzynarodowych molochów lokalizacyjnych typu Lionbridge czy SDL, obydwie sytuacje aktywnie przyczyniają się do pogarszania jakości tłumaczeń gier :)

    Odpowiedz
  3. glowa711

    Opiekunów Playboxa obdarowuję pieniążkiem od pierwszego wydania. Ówczesny numer mnie zwyczajnie kupił schludną i nieprzelewającą w tę i we w tę wody treścią. Recenzje są też jak najbardziej zjadliwe. Śmiało mogę polecić czasopismo, obok PSX Extreme jest to w moim przypadku osobisty must-have. Okazyjnie dodając, czytam prócz tego Przekrój (Pawle – solidne dwie recenzje z numeru o nazizmie bodaj, chwali się) , Politykę, magazyn Logo i trzy o mniejszej reputacji gazety – głównie dla sekcji tekstowych o grach, które albo występują regularnie od dawien, albo występują od niedawna ale coraz częściej. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
  4. zapiskowiec

    A ja mam wątpliwości. Nie bardzo rozumiem – tekst b. pozytywny w wydźwięku dla PB, ale autor zastrzega, że w zasadzie tekstów nie czytał, ciągle to przed nim itp. A co znaczy sformułowanie „lekkostrawne źródło praktycznej wiedzy o grach na konsole” jest dla mnie zagadką i jakoś tak wpisuje się w ogólną formułę tego tekstu. Niestety, odnoszę wrażenie, że chodzi o polecankę z zastrzeżeniem, że dobrze toto wygląda, ale jeszcze nie wnikałem, więc gdybym okazało się, że jest inaczej, to przepraszam, ale patrz wyżej.

    Odpowiedz
    1. Olaf Szewczyk Autor tekstu

      @zapiskowiec

      „A ja mam wątpliwości. Nie bardzo rozumiem – tekst b. pozytywny w wydźwięku dla PB, ale autor zastrzega, że w zasadzie tekstów nie czytał, ciągle to przed nim itp.”

      Czytał co nieco, a nawet sporo, tyle że po tych dłuższych – jak recenzje – ledwie się prześlizgnął, bo zabrakło czasu. Na wszelki wypadek, żeby wszystko było lege artis, wolałem nie brać tych ślizgów pod uwagę w podsumowaniu. Ale skoro już o nich mowa, pierwsze wrażenie robiły pozytywne.

      Notabene dobrze wróży obecność w puli recenzentów Jacka Smolińskiego. Może to, że bardzo lubię Jacka jako człowieka, ma jakiś wpływ na to, że lubię także czytać jego teksty, ale ceniłem go jako autora jeszcze wtedy, gdy się nie znaliśmy :).

      W każdym razie „Playbox” nie sprawia wrażenia fanzinu kleconego przez amatorów. I mówię to nie tylko jako czytelnik z doskoku, ale też jako facet, który zbiera dziennikarskie doświadczenia niemal od początku narodzin wolnej prasy w Polsce. Co, jak sądzę – może nader śmiało ;) – daje mi jakieś tam kwalifikacje do podobnych podsumowań. Howgh!

      „A co znaczy sformułowanie „lekkostrawne źródło praktycznej wiedzy o grach na konsole” jest dla mnie zagadką”

      Przejrzysty poradnik po nowościach wydawniczych, a nawet nieco starszej ofercie rynkowej, esencjonalne za i przeciw. Zapowiedzi dla ciekawych, czego wypatrywać na horyzoncie. Profesjonalnie zredagowane informacje – czytelne także dla tych, którzy dopiero wchodzą w świat gier.

      „Niestety, odnoszę wrażenie, że chodzi o polecankę z zastrzeżeniem, że dobrze toto wygląda, ale jeszcze nie wnikałem, więc gdybym okazało się, że jest inaczej, to przepraszam, ale patrz wyżej.”

      Wyraźnie, jak sądzę, dałem do zrozumienia, że „Playbox” nie do końca trafia w mój gust, ale cenię go jako magazyn informacyjny, który wielu czytelników ma szansę uznać za ciekawy i przydatny. Jest sensownie sformatowany na rosnącą grupę docelową, a także konsekwentnie i sprawnie w myśl tych założeń redagowany.

      Napisałem, że „Playbox” ma sens nie dlatego, że polecił Jawne Sny, ale dlatego, że jest o czym wyrażać się z uznaniem. Gdyby ten magazyn okazał się porażką, nie napisałbym po prostu nic. Wychodzę z założenia, że nie wypada wypowiadać się krytycznie o pracy kolegów po fachu, jeśli nie ma ku temu rzeczywiście ważnych powodów.

      Oczywiście są w „Playboksie” rzeczy, które jako redaktor widziałbym inaczej, ale nie moją jest rzeczą pouczać innych dziennikarzy, jak mają robić swoją gazetę, ani tym bardziej przeprowadzać nad ich głowami publiczny audyt. Zresztą na pewno sami widzą masę spraw, które można spróbować ulepszyć, przecież ciężko pracują nad tym pismem z numeru na numer – to widać. Pierwszy „Playbox” był słaby, sprawiał wrażenie jakiejś wczesnej zerówki (zerówki to numery próbne, robione tak, jakby miały trafić do sprzedaży). Drugiego nawet nie kupiłem, wychodząc z założenia, że ten projekt najwidoczniej potrzebuje jeszcze czasu na okrzepnięcie. Trzeci numer już był wyraźnie lepszy. Obecny ugruntował we mnie przekonanie, że „Playbox” się skrystalizował. Myślę, że ma sporą szansę nie przepaść. Czego mu szczerze życzę.

      Odpowiedz
  5. Simplex

    Chętnie przeczytalbym jakieś zestawienie/podsumowanie rynku papierowej prasy growej w Polsce. Moja skromna wiedza ogranicza sie do świadomości, że wychodzą takie pisma jak CDACTION I PSX Extreme. O istnieniu Playboxa dowiedzialem się z tej notki.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *