DRIVE me crazy

„Oglądaj uważnie, bo wszystko wydarza się szybko. Pościg – pustynia – kryjówka – dziewczyna – blokada drogowa – koniec” – tym tłumaczeniem hasła reklamowego z plakatu „Znikającego punktu” Olaf kończył swój tekst o „Need For Speed: The Run”. W artykule podniesiony został m.in. problem braku odwołań wśród gier wideo do szlachetnego wzorca pod postacią wymienionego powyżej filmu:

„Może kiedyś powstanie taka gra. Chciałbym wierzyć, że to tylko kwestia czasu”.

Cytując zebranych w siedzibie PIS-u: „zwyciężymy”. Ale po zdaniu Olafa dotyczącym wyłącznie X muzy: „»Znikający punkt« doczekał się wielu potomków. Zwykle bez zbliżonych ambicji”, należy odpowiedzieć (dać odpór?): taki film powstał. A tytuł jego „Drive”.

"Some heroes are real"

Zastanawiająca sprawa z obrazem Nicolasa Windinga Refna (Złota Palma za reżyserię na Festiwalu w Cannes w 2011). Historia bezimiennego mechanika samochodowego, kaskadera, a w wolnych chwilach kierowcy ekip organizujących napady („nie mam broni, daję wam tylko pięć minut – przed i po jesteście skazani na siebie”) to, jakkolwiek dziwnie by nie zabrzmiało, „Mistrz kierownicy ucieka” w stylu zen. Widziałbym całość jako połączenie „Gorączki” Michaela Manna, pustego emocjonalnie, choć ciekawego od strony formalnej „Amerykanina” Antona Corbijna oraz malarstwa Edwarda Hoppera. Wszystko podbite jest hipnotyczną muzyką Cliffa Martineza (odpowiedzialnego m.in. za doskonały soundtrack „Solaris” Stevena Soderbergha), która z jednej strony odwołuje się do estetyki lat 80. (piosenki), z drugiej – oparta jest na ambiencie odrealniającym często prozaiczne sceny (rozmowa w przydrożnej restauracji z nieprzerwanym ruchem samochodów w tle przypominającym wygaszacz ekranu). Tytuł sugeruje pedał gazu wciśnięty do oporu – w rzeczywistości postać grana przez doskonałego Ryana Goslinga (mutacja Jamesa Deana i Bullita) częściej używa hamulca. Jeden z przeciwników Ethana Hunta w „Mission: Impossible” trafnie charakteryzuje go jako unikającego bezpośredniego starcia i wybierającego „obejście”. W efekcie to gorzej dla bad guya, ale lepiej dla widza, bo oglądamy barokowe operacje wykradzenia danych/szczepionki for deadly virus/Króliczej Stopki (odpowiednie skreślić w zależności od części „M:I”). Podobnie jest w „Drive”. Kierowca częściej stosuje uniki (chowanie się za samochodami) lub zasadzkę niż standardową ucieczkę. I choć „Drive” od „klasyki gatunku” nie stroni, to oglądamy „Bullita” minus pościgi. Michał R. Wiśniewski napisał, że „sceny zmykania przed policją doceni każdy, kto grał w „Need for Speed: Undercover”. Nasz Kierowca jednak inaczej komponuje swoje ucieczki – bliżej im do matematycznych równań z nieoczekiwanym wynikiem. Paradoksalnie, niektóre rozwiązania zbliżają je do gier logicznych (zobaczcie, co trzeba zrobić, żeby przeciwnicy skończyli tak jak skończyli).

Chevrolet Impala. Auto Kierowcy z pierwszej akcji – zgodnie z planem: idealnie nijakie. "Need For Speed: Underground 2"

Co ciekawe, pościgi nie są znaczącą częścią filmu, ale ruch podskórnie (pod maską?) jest w każdym precyzyjnie skomponowanym ujęciu (zwracam uwagę na sposób przedstawienia bohatera w supermarkecie czy refleks na drzwiach lombardu). W „Drive” niby niewiele się dzieje, a można by z niego wykroić cały sezon znakomitego serialu w rodzaju „Breaking Bad” – Bryan Cranston, grający główną rolę w „BB”, stworzył tutaj równie przekonującą kreację. Akcja rozgrywa się współcześnie, ale całość jest wielkim hołdem dla lat 80. (schemat ten sam, co u Tarantino, ale bez postmodernistycznej zgrywy).
Na ścieżce dźwiękowej filmu pojawia się utwór „Nightcall” duetu (?) Kavinsky & Lovefoxxx brzmiący jak skrzyżowanie innych duetów: Air i Daft Punk. Bartek Chaciński recenzując w Machinie (1999/5) płytę „10000 HZ Legend”, pisał:

„Dziwnie się składa, że wszystkie najwybitniejsze płyty ostatnich miesięcy nie są skończonymi arcydziełami. To, co przemawia na ich korzyść, to często niedopowiedzenie, brak końcowego szlifu, czasem surowość pomysłów”.

Może to klucz do zrozumienia sposobu w jaki przedstawiono samochodowe ucieczki w „Drive”? W filmie wspomina się o słynnej opowiastce o skorpionie i żabie (znanej m.in.   z „Gry pozorów”, która to historia pojawiła się swego czasu w komentarzach na Jawnych Snach). W przeciwieństwie do wielu obrazów ta historia nie wybrzmiała tu w całości. Reżyser zakłada, że ją znamy, więc przedstawia tylko finał. To samo dotyczy pościgów: oglądamy swoiste ekstrakty z tego typu scen z punktami węzłowymi, ale z eliptycznym pominięciem tego, co pomiędzy. Reszta wylądowała na podłodze montażowni lub w systemowym koszu. Gdyby „Drive” miało reklamować hasło podobne do tego ze „Znikającego punktu”, jego pierwsze zdanie brzmiałoby:

„Oglądaj uważnie, choć wszystko wydarza się powoli”.

Ta paradoksalność filmu o tytule „Drive” jest właśnie najciekawsza.

I na koniec perełka. Bernie Rose (Albert Brooks) mówi do głównego bohatera:

„W latach osiemdziesiątych produkowałem filmy, o których mówiono, że wyglądają jak europejskie. Ale dla mnie to gówno”.

Natural split screen. Po wyjściu z samochodu ten świat przerażający jest tym bardziej

10 odpowiedzi do “DRIVE me crazy

  1. mrrruczit

    Po obejrzenia trailera film wyglądał mi na „Transportera” z niepasującym do roli bohaterem [>>w wolnych chwilach kierowcy ekip organizujących napady („nie mam broni, daję wam tylko pięć minut – przed i po jesteście skazani na siebie”)<<], ale widzę, że trailer był dla tego filmu krzywdzący.
    Dzięki za zachęcenie, wybiorę się :)

    Odpowiedz
    1. Roman Książek

      @Po obejrzenia trailera film wyglądał mi na „Transportera” z niepasującym do roli bohaterem (…), ale widzę, że trailer był dla tego filmu krzywdzący.

      Dokładnie tak! To jeden z najbardziej niesamowitych przykładów jak zwiastun, nomen omen, rozjeżdża się z zapowiadanym filmem (czytałem też o tym artykuł na amerykańskiej stronie internetowej). Pewnie producenci przestraszyli się transowego „Drive’a”, więc postanowili w trailerze przedstawić zupełnie inny obraz. Zwiastun do tego stopnia przekłamuje film, że nawet zilustrowano go muzyką nieobecną na ścieżce dźwiękowej. Po zobaczeniu tego „czegoś” wzruszyłem ramionami, jedynie Bryan Cranston z „Breaking Bad” był dla mnie zagwozdką. Co on robi w takim filmie? Okazało się, że to TAKI film :-)

      Odpowiedz
      1. Forge

        Należy dodać, że trailer wyjątkowo spoileruje fabułę, co prawie na pewno mocno zepsuje zabawę. NIE OGLĄDAĆ PRZED OBEJRZENIEM FILMU!

        Odpowiedz
  2. mrrruczit

    Done and done.
    Jeszcze raz dziękuję, film godny mojego jakże cennego czasu. Oglądałem go w formie analogowej, co w moim mniemaniu przydało mu dodatkowego uroku. Strasznie mi się spodobała scena w samochodzie, kiedy Irene powiedziała kto dzwonił, a ja najpierw spodziewałem się jakiejś riposty Bohatera, potem czekałem na jakąś odpowiedź, a w końcu zdałem sobie sprawę z tego, co kierowca już wiedział – nie ma tu nic więcej do powiedzenia. Jedna rzecz mi zazgrzytała – film powinien się skończyć 2 min wcześniej i zostawić widza w niepewności.

    Wracając do trailera – poroniony pomysł, czego przykładem jestem ja, który bym w ogóle nie poszedł i delikwent kilka rzędów za mną, który w połowie filmu się znudził (bo myślał, że przyszedł na inny film) za co dostał ode mnie kilka ciepłych słów po projekcji, bardzo zdziwiony, że komuś się to podobało.

    Odpowiedz
    1. Roman Książek

      To ja dziękuję za zaufanie!
      Ha! Milczenie Bohatera w tym filmie jest naprawdę na wagę złota. Zakończenie: pewnie masz rację, ale i tak nie wywołuje ono tylu wątpliwości co „Source Code” (choć na ten temat zdania są podzielone – już sam nie wiem).

      Tego zwiastuna naprawdę nie rozumiem. Jeżeli reżyser dostaje Złotą Palmę, to chyba można sobie odpuścić konwencję „Transportera” (zwłaszcza że nawet Besson nie puściłby tak złego trailera)?

      Odpowiedz
      1. mrrruczit

        Na rezysera bym tego nie zrzucał, wprawdzie nie znam się, ale wątpię, żeby Pan Reżyseru miał cokolwiek wspólnego z trailerami – raczej cudowny dział marketingu.

        Osobiście włączam nazwisko Gosling do do mojego zbioru aktorów, na których trzeba zwracać uwagę bez względu na trailer, bo świetnie zagrał też w naprawdę fajnym Fracture (Słaby Punkt) z samym Anthony Hopkinsem.

        BTW przed filmem właściwym leciał trailer jakiegoś ‚dzieła’ i nagle napis „film wizjonerskiego reżysera filmu WANTED!”. Jak przeczytałem „wizjonerskiego” to prawie spadłem z fotela w ataku śmiechu.

        Odpowiedz
        1. Roman Książek

          @Na rezysera bym tego nie zrzucał, wprawdzie nie znam się, ale wątpię, żeby Pan Reżyseru miał cokolwiek wspólnego z trailerami – raczej cudowny dział marketingu.

          Nigdy bym nawet nie pomyślał, że reżyser mógłby mieć coś wspólnego ze zwiastunem (wyjątkiem są chyba niektóre trailery filmów Tarantino: http://www.youtube.com/watch?v=xBenCY-gRgw). Tymi ostatnimi zajmują się zresztą oddzielne ekipy/studia we współpracy z „cudownym działem marketingu”. Myślałem tylko, że skoro Refn otrzymał już tę Złotą Palmę za reżyserię, to marketingowcy też powinni wziąć ów fakt pod uwagę przy promocji tytułu. Co ciekawe, 2-3 tygodnie po premierze usłyszałem w Trójce pierwsze reklamy „Drive”, które eksponowały właśnie ten aspekt filmu (Cannes, zestawienie z „O północy w Paryżu” itp.). Ktoś tu poszedł po rozum do głowy.

          PS Genialny zwiastun „The Stepford Wives”: http://www.youtube.com/watch?v=2Ci_UbzBKM8

          Odpowiedz
  3. Jakub Gwóźdź

    A ja właśnie dopiero co – po wspominkach na jawnychsnach.pl – obejrzałem w końcu „Znikający punkt”. Jakoś zawsze miałem zamiar, ale się nie składało.
    A teraz się złożyło i nie podobał mi się jak nie wiem co.

    Koleś wyjeżdża sobie w trasę na środkach pobudzających, łamie przepisy, nie zatrzymuje się do kontroli, jest przemęczony i ledwo widzi, stanowi realne zagrożenie dla innych uczestników i co? „Ostatni bohater Ameryki”.
    Rozumiem taką manierę pokazywania prawa w złym, niemal faszystowskim, świetle. Ale się z nią nie zgadzam. Rozumiem też ducha tamtych lat – na ile go znam z popkultury i lekcji historii – i do niego już mi bliżej. Ale nie wydaje mi się, żeby akurat walka Kowalskiego była słuszna. Była głupia i nieodpowiedzialna. Kibicowałem stróżom prawa.

    pozdr

    Odpowiedz
    1. Roman Książek

      @Kibicowałem stróżom prawa.

      That’s my boy! Bodajże Pier Paolo Pasolini, znany ze swych lewicowych poglądów, po jakichś starciach agresywnych studentów z policją, stanął po stronie tych drugich, uznając, że to są właśnie prawdziwi uciśnieni synowie robotników. Czyli: think different (ale raczej nie: „Uważam Rze”…)!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *