Wiatr ze Wschodu (1): Męska robota

Zima w Moskwie dzisiaj dość łagodna. Ot, cztery stopnie poniżej zera. Tylko wiatr zimny. Władimir Władimirowicz Putin otula się mocniej swoim szynelem. Jemu może najzimniej. Jeszcze do niedawna był jak car na Kremlu, ogrzewany miłością Narodu, a teraz ciepła z tej miłości jakby już coraz mniej. Narodowi coraz więcej się nie podoba. Naród trochę się chwilowo uspokoił, ale przecież jeszcze przed chwilą wychodził na ulicę, chociaż było duże zagrożenie epidemią grypy. Nie jest dobrze. Władimir Władimirowicz bierze do ręki polskie pismo „Play” i na jego twarzy rozkwita nieśmiały uśmiech. Dołączone do pisma gry to „Alfa Antiterror” i „Man of Prey”. Może Polacy wreszcie nas zrozumieją, myśli Władimir Władimirowicz. Przynajmniej tyle.

Swoimi pełnymi wersjami „Play” mnie w tym miesiącu bardzo zaskoczył – a przy tym dał do myślenia. „Alfa” i „Man of Prey” to gry przeznaczone właściwie wyłącznie na rynek rosyjski, bo traktują o sprawach dotyczących przede wszystkim Federacji Rosyjskiej, i to z punktu widzenia, który nie zostałby wzięty za dobrą monetę już na zachodzie Ukrainy, nie mówiąc o zachodzie Europy. Jaki z nich pożytek w polskim piśmie? Ano, są bardzo pouczające. Okazuje się, że gry wideo są dzisiaj wspaniałym narzędziem do poznawania sposobów myślenia innych kultur.

To, co w „Playu” nosi tytuł „Alfa Antiterror”, to tak naprawdę „Alfa Antiterror: Męska Robota”, dodatek do oryginalnej „Alfy”. Gra opowiada o elitarnym oddziale radzieckich, a później rosyjskich komandosów, używanym do walki z terroryzmem i przestępczością zorganizowaną. Akcja „Męskiej Roboty” rozgrywa się w latach drugiej wojny w Czeczenii (1999-2003). Głównym bohaterem jest nieco wymuskany oficer, który trafia do „Alfy” i poznaje życie prawdziwego mężczyzny, walcząc z brodatymi terrorystami w na wpół zburzonych wioskach i miastach Czeczenii. Strona internetowa wydawcy gry, Russobit-M, stwierdza, że jest przeznaczona „dla prawdziwych patriotów”.


/”Dawaj za” zespołu Lube – piosenka o Specnazie w wykonaniu ulubionej grupy Władimira Putina/

Wydana w 2005 roku gra jest bardzo wyraźnie dzieckiem epoki Putina. Pokazuje chwałę rosyjskiego oręża, usprawiedliwia rosyjskie działania w trakcie obu wojen w Czeczenii, buduje powiązanie między chwałą Rosji a dawną chwałą ZSRR (podstawowa wersja gry pokazuje szlak bojowy Alfy od Afganistanu do Czeczenii), które jest charakterystyczną cechą prezydentury Putina. Gloryfikacja ZSRR przebiega tu ostrożnie, ale stanowczo, podobnie jak w filmie „9-ta kompania” – system był odrobinę zły, ale ludzie, którzy wypełniali w nim swój żołnierski obowiązek – szlachetni. Można więc znowu oddawać hołd fladze z sierpem i młotem. Nie darmo wielki rosyjski wydawca gier Nowyj Disk ma w swoim logo czerwoną radziecką gwiazdę.

Nie da się też ukryć, że „Alfa Antiterror” powstała w czasach, w oddział Alfa i jemu podobne były najbardziej widocznym ramieniem władzy i najbardziej się kompromitowały. W 2002 roku czeczeńscy bojownicy wkroczyli do teatru na Dubrowce, biorąc za zakładników całą publiczność oglądającą właśnie popularny musical „Nord-Ost”. W czasie akcji odbijania teatru, wskutek użycia nieprzetestowanego gazu paraliżującego zginęło około 300 zakładników. Uśpionych terrorystów, których można było przecież aresztować i przesłuchać, żołnierze zabijali strzałami w głowę. W 2004 roku miał miejsce kolejny cios dla reputacji rosyjskich oddziałów specjalnych – oblężenie szkoły w Biesłanie, w czasie którego przedwcześnie wydany rozkaz ataku spowodował śmierć 334 zakładników, w tym 156 dzieci. Dubrowka i Biesłan były w swoim czasie największymi wyzwaniami dla władzy Putina; komandosi byli w obu istotnym elementem, w obu też (w różnym stopniu) uczestniczył oddział Alfa. A ludzie wciąż pamiętali nieudany szturm na szpital w Budionnowsku, w roku 1995, w którym też masowo ginęli cywile.

Problemem jest też kwestia obecnej w „Męskiej robocie” drugiej wojny czeczeńskiej. Rozpoczęła się w roku 1999, jako reakcja Rosji na serię zamachów bombowych w budynkach mieszkalnych, w których zginęło w sumie kilkaset osób. Było jasne, że za zamachami stoją czeczeńscy separatyści. Jasne do momentu, kiedy mieszkaniec bloku w Riazaniu zobaczył w piwnicy ludzi z wielkimi workami dziwnej substancji. Wezwana milicja po wstępnych badaniach stwierdziła, że to ogromne ilości materiałów wybuchowych. Kiedy worki zabrano, pojawiła się wiadomość, że to nie materiały wybuchowe, a cukier, i nie ma się o co kłopotać. Uciekający przed milicyjną obławą niedoszli cukrowi zamachowcy byli prowadzeni telefonicznie przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa. Były funkcjonariusz FSB, Aleksander Litwinienko, utrzymujący, że wybuchy były wywołane przez FSB, żeby dać pretekst do wojny, zmarł w 2006 roku, otruty w Londynie. Promująca tę i podobne opinie dziennikarka Anna Politkowska została w tym samym roku zastrzelona w windzie swojego bloku.

Anna Politkowska.

„Alfa Antiterror” powstawała bardzo długo, o ile mnie pamięć nie myli od początków lat 2000-nych, a więc na długo przed Biesłanem i chyba odrobinę przed Dubrowką. W momencie, w którym się ukazała, była jednak czymś więcej niż jeszcze jedną współczesną grą wojenną. Była głosem w obronie jednostki wojskowej, o której pewna mała, ale ważna grupka Rosjan mówiło głośno, że ma niewinną krew na rękach, i apologią wojny prowadzonej ze strasznym przeciwnikiem (nie warto chyba idealizować mudżahedinów walczących z Rosjanami w drugiej wojnie czeczeńskiej), ale też strasznymi metodami, w których cywil, i rosyjski, i czeczeński, był wart tyle, co nic. O co w czeczeńskiej wojnie chodzi, gra nie precyzuje, posługując się łatwym hasłem walki z terrorem. Nie taki w końcu jej cel. Ma być usprawiedliwieniem żołnierza, a pośrednio – usprawiedliwieniem władzy, której rozkazy wykonuje.

A usprawiedliwić trzeba z jednego zasadniczego powodu. Duma narodowa to w Rosji coś jednak trochę innego niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Upadek ZSRR był kataklizmem, którego skalę dla Rosjan trudno nam sobie wyobrazić. Ludzie, którzy kiedyś byli obywatelami wielkiego mocarstwa, stali się nagle mieszkańcami państwa w rozpadzie. Przestał istnieć pewien świat. Zastąpił go kompletny chaos. W nowym świecie, który się wyłaniał na początku lat 90-tych, Rosjanie byli Tymi Złymi – narodem, który napsuł całemu światu krwi i teraz musiał posypać sobie głowę popiołem. W najlepszym razie mogli być dziećmi uczącymi się od starszych braci demokracji. Niedawni przeciwnicy pochylali się nad nimi z protekcjonalną troską.

Z dawnej chwały nie pozostało nic. Pozostałe republiki radzieckie cieszyły się z odzyskanej lub uzyskanej niepodległości. Federacja Rosyjska nie miała czego świętować. Z czym się identyfikować? Komunizm skompromitował tradycję caratu, a potem został skompromitowany przez kapitalizm. Nieśmiało odradzała się kultura prawosławia, ale ona też dla wielu Rosjan była bardzo egzotyczna. Rosja była krajem z amputowaną przeszłością i nieznaną przyszłością. Straszliwie skorumpowanym i w wielu miejscach rządzonym przez bezkarne gangi.

Po chaosie panowania coraz bardziej schorowanego Jelcyna, Putin wreszcie dał Rosjanom to, na co tak długo czekali. Poczucie, że mają wielką historię, że są potomkami wielkiego narodu i zostali przez świat potraktowani niesprawiedliwie, bo zasługują na więcej. Że jedną z kluczowych wartości, które powinni wyznawać, jest jedność narodowa. A co najważniejsze – po strasznych czasach chaosu po upadku ZSRR, Putin dał ludziom poczucie stabilności i (względnego) bezpieczeństwa. Nawet, jeśli dla tego bezpieczeństwa niektórzy wysyłali na wojnę synów, którzy potem wracali w zaplombowanych trumnach.


/Rosja w oczach grupy Lube – „Koń”/

„Alfa Antiterror: Męska Robota” to gra o ludziach, którzy o to bezpieczeństwo walczyli, nie oglądając się na ofiary. Nie wolno było pozwolić na to, żeby ktoś ich szkalował. Nawet jeśli niektórzy mówili, że robią straszne rzeczy – to alternatywą dla nich byłby rozpad Federacji Rosyjskiej na szereg walczących ze sobą, rządzonych przez lokalnych watażków państw. Koszmar jeszcze gorszy, niż ten, który Rosjanie już przeszli, a którego przedsmakiem były trupy  ze szpitala w Budionnowsku i szkoły w Biesłanie.

Dziwnie się gra w „Alfę”. To skądinąd bardzo ciekawa gra taktyczna – szkoda, że nikt nie naśladuje jej formuły (jest połączeniem „Jagged Alliance”, w skali,  z „Combat Mission” czy „Frozen Synapse”, w kwestii wydawania rozkazów i patrzenia, jak nasi wojacy je wykonują). To świetny obraz rosyjskiego myślenia o wojnie czeczeńskiej – w tego rodzaju gry powinien, prawdę mówiąc, grać każdy student wschodoznawstwa. „Alfa Antiterror” pozwala wejść w skórę naszego największego sąsiada i popatrzeć na świat jego oczami.

"Alfa Antiterror". Rosyjscy komandosi w Czeczenii.

A gdzieś w tle tego wszystkiego okrutny cynizm prezydenta Putina, posmak rosyjskiej propagandy, straszne doświadczenia Rosjan z czasu transformacji ustrojowych, przerażenie w oczach młodych żołnierzy wysyłanych na czeczeński front, zdjęcie ciała Anny Politkowskiej w trumnie, przerażające obrazy z Biesłanu, i równie straszne te, których często prawie nikt nie widział, obrazy czeczeńskich cywilów, którzy zapłacili cenę za odnalezioną rosyjską dumę. Dzisiaj są uwięzieni między wspieranym przez Rosjan prezydentem Czeczenii, playboyem i zbrodniarzem, Ramzanem Kadyrowem (który morduje przeciwników politycznych i bawi się w towarzystwie hollywoodzkich gwiazd), a fanatycznym samozwańczym emirem Emiratu Kaukaskiego, Doku Umarowem (który z pomocą arabskich ochotników tworzy zalążki ogólnoświatowego państwa islamskiego; historia wojen czeczeńskich to też historia radykalizacji bojowników, którzy najpierw walczyli o niepodległość, a dzisiaj walczą o prawo islamskie).

Gra to tylko gra, prawda? Nie trzeba za dużo myśleć? Bawmy się dobrze. Przy zabawie pamiętajmy o Czeczenach, którzy dziś dla obu stron konfliktu stali się kompostem historii. Prawie wszyscy o nich pozapominali, a oni za dużo przecierpieli, żeby o nich zapomnieć.

Grozny wczoraj: stolica Czeczenii, druga wojna czeczeńska.

 


/Grozny dzisiaj: urodziny Ramzana Kadyrowa z udziałem Jeana-Claude’a Van Damme’a, Vanessy Mae i Hillary Swank/

21 odpowiedzi do “Wiatr ze Wschodu (1): Męska robota

  1. Antares

    Przeczytałem jednym tchem i jestem pełen podziwu – czuję się dokształcony. Temat współczesnej Rosji jest mi nieobcy, ale o kilku faktach nie wiedziałem. Kłaniam się nisko i linkuję u siebie na Facebooku.

    Odpowiedz
  2. Fsr6jXJm

    Zastanawiam się nad wyrazem „kluczowym” w zdaniu „Alfa była w obu przypadkach kluczowym elementem”. Już kiedyś słyszałem, że Alfa w Biesłanie miała tylko zadania pomocnicze i nie miała walczyć – większość oddziału podobno została w Moskwie. Nie wiem na ile te informacje są wiarygodne, ale chyba udało mi się znaleźć ich źródło. http://www.specops.pl/vortal/taktyka_czarna/operacje%20AT/Bieslan/Bieslan.htm

    Co do reszty – świetny tekst – m.in. dlatego powinna być rozwijana ludologia – gra, jak każde dzieło sztuki (a może silniej niż inne?) pokazuje sposób myślenia twórców, sposób myślenia, który może być nawet nie uświadomiony i dzięki niemu można analizować obraz świata. Polonistom też by się przydały zajęcia z analizy gier – w końcu to współczesne „powieści”…

    Odpowiedz
  3. Fredosław

    Bardzo dobry tekst, dla takich warto tutaj wpadać. Pamiętajmy że gry funkcjonują w szerszym kontekście.

    Tak na marginesie: Play nadal ukrywa jakie gry są w środku? Kiedyś to było wyraźnie napisane na okładce, teraz chyba jest na foliowej torebce tylko zachęta do sprawdzenia po zakupie. Dzięki wielkie, jakoś nie chce kupować pisemka które mi wciska coś takiego. W następnym numerze powinny być romantyczne przygody dzielnego enkawudzisty.

    Odpowiedz
    1. Paweł Schreiber Autor tekstu

      @Fredosław – „Play” swoich pełnych wersji nie ukrywa – to, o czym piszesz, pojawia się tylko przy dodawaniu płyt z pełnymi wersjami z poprzednich numerów. Artykuł nie miał też broń Boże na celu dyskredytowania „Playa” jako pisma, bo zasadniczo to pewnie mój ulubiony tytuł wśród polskich magazynów o grach. „Alfa Antiterror” to pewna niezręczność z ich strony (choć nie taka, jak „Death to Spies”, czyli przygody dzielnego członka SMIERSZ swego czasu w śp. „Clicku!”). Warto było chyba przynajmniej zaznaczyć, o czym gra traktuje, albo dodać do niej bardziej szczegółowy komentarz. Gramy w „Silent Huntera III”, w którym kapitanowie hitlerowskich U-Bootów są bohaterami, bez komentarza, bo wiemy, jak interpretować ten kawał historii. Z „T72 – Bałkany w ogniu” może być już problem. Z „Alfą” w takiej postaci, w jakiej wyszła – problem jest jeszcze większy, bo na pytanie o Czeczenię nie ma dziś żadnej prostej odpowiedzi. Umiarkowane i sensowne stanowisko zajmuje tylko Achmied Zakajew, którego Rosjanie chcą zabić jako terrorystę, a terroryści jako psa, zdrajcę i rosyjską marionetkę…
      Może samo dołączenie gry do gazety nie jest jeszcze aż tak nieprzyjemne (bo, jak pisałem, zobaczenie, że coś takiego istnieje, jest bardzo pouczające), ale zrobienie tego bez podania kontekstu to zgrzyt. Miejmy nadzieję, że jednorazowy.

      Odpowiedz
  4. Tomasz12

    Bardzo dobry tekst, jednak radzę panu uważać – zostanie pan oskarżony o mieszanie gier do polityki i oszołomstwo, jak kiedyś (w związku z Death to Spies) pański redakcyjny kolega Olaf Szewczyk.

    Odpowiedz
    1. Paweł Kamiński

      To faktycznie oszołomstwo spojrzeć na grę w szerszym kontekście. Bo przecież to gra, dla rozrywki. My tu sobie postrzelać chcemy. Co za różnica, Czeczen, czy nie Czeczen. Kontekstów to sobie w powieściach szukajcie, naukowce jedne.

      ech…

      Pawle, pisz dalej, nie uważaj. :)

      Odpowiedz
  5. Filigraneczka

    Gramy w „Silent Huntera III”, w którym kapitanowie hitlerowskich U-Bootów są bohaterami, bez komentarza, bo wiemy, jak interpretować ten kawał historii. Oj, ja bym nie była pewna, że „wiemy” i bym jednak nie zostawiała bez komentarza. Bo zostawianie bez komentarza kwestii np. shoah (bo przecież wszyscy wiedzą, że…) doprowadziło do „polskich obozów”/tego, że moja znajoma pod koniec podstawówki była pewna, że to Polacy postanowili zabić Żydów w trakcie II WŚ, nie chciała mi uwierzyć, że to jednak raczej Niemcy – och, pardon, naziści, znam ludzi, którzy się obrażą o stwiedzenie „Niemcy mi dziadka zabili” – i dopiero pójście do historyka zażegnało spór. To tak anegdotycznie, oczywiście, ale chyba coś mówi o obrazie (pop)kulturowym i tym, czy naprawdę wiemy, jak go interpretować.

    Pamiętam, jak bardzo się przejęłam śmiercią Asłana Maschadowa, płakałam prawie (był kiedyś, wtedy kiedy GW się dało czytać jeszcze, artykuł o synu Maschadowa i Kadyrowie – też jako synu – właśnie – poruszająca lektura; sam fakt, że ją do dzisiaj pamiętam). Z drugiej strony, widać pewne zafiksowania polskie, przynajmniej wg mnie, chociażby w takim sformułowaniu winy za Biesłan, bo wszyscy oczywiście wiemy, że to były oddziały Basajewa, ale jakoś zawsze nam się „Putin” wkradnie w zdanie i przynajmniej gramatycznie go oskarżymy, skoro moralnie nie możemy (przy czym w artykule i tak jest wspomniane, że czeczeńskie oddziały to nie aniołki, a to nie norma).

    Ale to nawiasując, bo ja się tak naprawdę z główną tezą artykułu – o odpowiedzialności za publikowane słowo/tekst kultury i konieczności przytaczania kontekstu tam, gdzie w samym dziele jest ewidentnie przeinaczony* oraz o tragedii Czeczenów i obojętności świata – absolutnie zgadzam i uważam, jak przedpiścy, za bardzo dobry. „Pax” wołam, nim kłótnia się zacznie. ; – ) Zresztą, nie są „Jawne sny” miejscem powołanym do tego, by rozprawiać się z narodowymi mitami (poza tymi, które dotyczą gier, oczywiście).

    * W sumie, coraz częściej spotykam się z postawą pt. „ja tylko cytuję/analizuję fakty, nie zajmuję się stroną moralną/resztą” nawet, gdy chodzi o II WŚ, tragedię niedawną, co trochę straszne.

    Odpowiedz
    1. Paweł Schreiber Autor tekstu

      @Filigraneczka – Postawiłem sobie tu dość karkołomne zadanie – przedstawić syntetyczne informacje o wojnie w Czeczenii, pokazując też racje rosyjskie, ale nie rezygnując z jakiejś formy osądu na koniec. Wiadomo było, że do końca się nie uda:). Ale nie chciałem, żeby tekst był antyrosyjski. Co najwyżej – antyputinowski. Czyli zgodny z poglądami coraz większej ilości Rosjan.
      O Biesłan broń Boże nie oskarżam Putina – tu chyba sytuacja jest jasna. Terroryści bez skrupułów biorą dzieci za zakładników (niby nie mieli zamiaru ich wymordować, ale wiedzieli, czym ryzykują), siły osetyjskie głupio zaczynają szturm, a posiłki z góry, w tym Alfa, włączają się do niego. Szamil Basajew też miał na rękach mnóstwo niewinnej krwi. Już w latach 2000-nych bojownicy czeczeńscy często bywali po prostu przybudówką Al-Kaidy, a przywódcami bywali wyszkoleni ochotnicy z Arabii Saudyjskiej. I można powiedzieć, że kiedy Doku Umarow zlikwidował zalążek niepodległej Czeczenii – Republikę Iczkerii – a stworzył Emirat Kaukaski, symbolicznie zdradził nadzieje Czeczenów na niezawisłość. Umiarkowanego Zakajewa starały się zniszczyć obie strony – rosyjskiemu PR-owi było na rękę, żeby świat widział, że walczy tylko z radykałami islamskimi, a bojownicy woleli czystą sytuację dżihadu, w którym narodowość nie gra już roli.
      Biedny Maschadow był ostatnim czeczeńskim prezydentem, z którego działaniami się solidaryzowałem.
      Więc nie, nie jest tak, że bojownicy działali zawsze słusznie w słusznej sprawie, a do okrucieństwa prowokował ich Putin. I nie jest tak, że okrutni Rosjanie cynicznie patrzeli na tragedię Czeczenii. Kiedy piszę o ich realnej obawie przed chaosem i rozpadem Federacji, piszę bez ironii. A gdybym miał dzisiaj wybierać między wspieraniem Umarowa a Kadyrowa… to oddycham z ulgą, że nikt przede mną takiego wyboru nie stawia, bo obaj są zbrodniarzami. „Tym dobrym” pozostaje Zakajew, ale Zakajewa już nikt nie słucha i nikt nie będzie słuchał.

      Odpowiedz
      1. Filigraneczka

        Na dżihad jest chyba obecnie więcej forsy niż na walkę narodowowyzwoleńczą, co jest ciekawym signum temporis i gdybym siedziała w biurach analiz świata Zachodu to bym tego nie lekceważyła, bo można sobie wyobrazić stworzenie panislamskiej kultury, która dla tegoż Zachodu będzie problemem. Pewnie się zresztą tym zajmują, miejmy trochę „wiary” w wywiady tego świata.

        Ale, ja nie o tym, tylko z pytaniem o propagandę/retorykę/inne punkt widzenia kulturowe właśnie – jakie są gry, które powstają na Bliskim Wschodzie? Pytanie mnie męczy od kilku tygodni, coś tam sobie wyguglałam, ale to taka powierzchowna wiedza – może na „Jawnych snach” ktoś będzie miał lepszą i będzie gotów się podzielić, proszę?

        Odpowiedz
  6. Dawid Walerych

    Pierwszą myślą po przeczytaniu było: Ech, kiedy wreszcie nie tylko semipropagandowe gry będą komentowane dobrą publicystyką, a same gry zaczną być trafnym komentarzem dla propagandy politycznej i prasowej. To też a propos komentarza Filigraneczki – zgadzam się, że nie wszyscy „wiemy”, a gry nam na pewno wiedzieć w przytłaczającej większości nie pomagają. A mogłyby.
    Druga myślą po przeczytaniu było, że w zasadzie mógłbym napisać analogiczny tekst zastępując Putina – Bushem, Czeczenię – Irakiem, na Dubrowce i Biesłan – 11 września, Grozny – Al-Falludżą, oddział Alfa – oddziałem Delta/Marines, a grę – dowolnym Call of Duty: Modern Warfare. Oczywiście, widzę różnice – ale fundament koszmarnej spirali przemocy i propagandy pozostaje dla mnie podobny. Jesteśmy tylko z innej strony barykady.

    PS. Z 7 lat temu zetknąłem się z modem „Powrót do Kosowa” do Operation Flashpoint, pokazującym dzielnych serbskich gierojów robiących porządek w zbuntowanej prowincji. I wtedy też myślałem sobie, że co jak co, ale flirt z propagandą gry mają już odfajkowany.

    Odpowiedz
    1. Paweł Schreiber Autor tekstu

      @Dawid – Z zamianą – święta prawda. Każde supermocarstwo tworzy swoje dzieła tyrtejskie dotyczące najświeższych wydarzeń. Amerykanie powstrzymują się jednak często przed ścisłą dosłownością, wolą nieistniejące kraje albo scenariusze hipotetyczne. Pamiętamy przecież kontrowersje wokół „Six Days in Fallujah”, które się w końcu nie ukazało. Nie wiem, czy to istotna różnica (pamiętając, jak nieswojo czułem się napadając na Syrię w „Combat Mission: Shock Force”)- wydaje mi się, że chyba jednak tak.
      Co mi przypomina, że będzie trzeba coś stuknąć o „Kuma/Wars”.
      Spirala propagandy i przemocy – i budowanie bardzo jasnych podziałów swój/wróg, żołnierz/terrorysta. Tu gry mają chyba największe „zasługi” po wiadomościach telewizyjnych – idealnie się nadają do budowania wrażenia, że walczący z naszymi siłami w różnych dzikich krajach ludzie to gromada brodatych i zamaskowanych klonów kierowanych sztuczną inteligencją i przeznaczonych do odstrzału. Coś nam z tego, niestety, zostaje w głowach…

      Odpowiedz
      1. Dawid Walerych

        @Paweł – Słusznie – to jest istotna różnica. Ale zawsze czy na plus i usprawiedliwienie dla Zachodu? Może jednak coś o tym dłuższego napiszę, bo akurat coś mnie podkusiło aby zagrać w pewną Bardzo Dużą Grę i to co tam zobaczyłem (niestety) pasuje do tematu jak ulał.

        Odpowiedz
  7. SumioMondo

    Podpisuję się pod powyższymi pochwałami i zastanawiam się:
    a) czy gdy rosyjscy developerzy zaczną mieć większe pieniądze, zaczną swoją kontrofensywę przeciw Call of Duty i podobnym tytułom na rynku międzynarodowym i jak w takich przypadkach wyglądałaby ich propaganda,
    b) jak wygląda droga takich produkcji z Rosji do polskich czasopism.

    Świetny tekst, choć nie pogardziłbym jakimś gameplayem z gry. Na YT jest tylko jakiś tani montaż z motywem 007 w tle (i chyba jest to oficjalny „trailer”, więc sam dobór muzyki o czymś świadczy).

    Odpowiedz
    1. Paweł Schreiber Autor tekstu

      @SumioMondo – Nie jestem koneserem niskobudżetowych FPPów sprzedawanych w galeriach handlowych, ale strzelanek o Specnazie walczącym z terrorem jest wśród nich przynajmniej kilka. Starają się.
      Jeśli chodzi o gameplay – słabo nagrany – to jest tutaj http://www.youtube.com/watch?v=frgY0RUqtOQ . Niezbyt dobrze oddaje bardzo dobrą mechanikę gry – bardzo, bardzo bym się cieszył, gdyby ktoś ten pomysł walk a la Combat Mission w ogromnych, skomplikowanych sceneriach pociągnął. Gdyby nie tematyka, umieściłbym „Alfę” na mojej ulubionej półeczce „niedopracowane perełki ze wschodu”.

      PS. A tu przykład realizacji wydanych rozkazów – zapis misji, tura po turze. http://www.youtube.com/watch?v=a1rHVPbAEJU . Patrząc na to, można nie uwierzyć, że to turówka.

      Odpowiedz
      1. SumioMondo

        Sprawdziłem z ciekawości w Google twórców Alfy i wyskoczyły mi takie oto smakołyki:

        – ludzie z Mist Land mieli stworzyć Jagged Alliance 3D – grę, która w założeniach była przystawką przed właściwą trzecią częścią serii, ale bez wiedzy producenta zamiast wrócić do tradycyjnej walki turowej skopiowali system walki właśnie z Alfy. W efekcie gra była „Jagged Alliance” tylko w nazwie. Ten i kilka innych konfliktów z wydawcami spowodowało, że współpraca została tuż przed premierą zerwana, a samą grę twórcy wydali pod innym szyldem,

        – Fragment wyrwany z fanowskiej strony Jagged Alliance – relacja Rosjanina, z którym mieli kontakt i który grę widział na targach.

        „Po tym wszystkim jestem jeszcze bardziej sceptyczny odnośnie przyszłych gier z serii JA. Ponadto, powiniem dodać, że Mist Land jest niewątpliwie dziwną firmą, która posiada, zapewne, najgorszą reputację w całej Rosji.

        Powodów jest wiele. Wydawane przez nich gry wręcz topią się w różnego rodzaju bugach i ogólnie są nieco dziwne… Sama firma zamiast posłuchać użytkowników, tłumaczy wszystkim, którzy nie rozumieją jak genialna jest ich gra, że są skończonymi idiotami (w bardzo bezpośredni i niegrzeczny sposób). Ich stosunki z licznymi rosyjskimi gazetami komputerowi są raczej w opłakanym stanie, ponieważ po każdej złej recenzji ich przywódca – Shutov (napalm) publikuje jakiś artykuł, w którym twierdzi że dane czasopismo jest głupie a autor artykułu to piep**** dup**, ponieważ nie potrafi zrozumieć jak wielce genialna jest ich gra w rzeczywistości.

        Zazwyczaj ich gry są mnie udane przy czym do każdej z nich wychodzi około 8-9 patchów :(„

        Źródło: http://jaggedalliance.pl/arch/news002.htm

        Odpowiedz
        1. Paweł Schreiber Autor tekstu

          @SumioMondo – Tak, ich JA wyszło, również w Polsce, jako „Hired Guns: The Jagged Edge”. Pograłem sobie, nawet z dużą uciechą. W ogóle lubię gry MistLandu, chociaż są okropnie zabugowane, mają toporną grafikę, dziwaczne fabuły i średniawą SI. „Paradise Cracked”, „Cops 2170” (takie prywatne zboczenie, rzucam się na wszystkie taktyczne turówki)… Ich znakiem rozpoznawczym są ogromne mapy i duże ambicje. W „PC” i „Cops 2170” można się np. w ramach kolejnych bitew sprzymierzać z różnymi frakcjami, które potem albo nas wspierają, albo biją. Gdyby im się chciało/udawało realizować swoje pomysły w pełni, byliby świetni. A tak – są na rynku gier kuriozum, które długo próbowało stworzyć coś na miarę „Jagged Alliance”, ale w końcu im nie wyszło, a wyszło trochę potworków z przerostem ambicji (a takie akurat gry czasem bardzo lubię)

          Odpowiedz
  8. Paweł Olszewski

    Świetny tekst, poproszę więcej tego typu publikacji. Ogólnie rzecz biorąc propagandowa siła gier jest mocno niedoceniana i co za tym idzie słabo opisana. Przykład Kuma Games jest bardzo trafny, zwłaszcza w świetle ostatnich doniesień o powiązaniach z CIA etc.

    Odpowiedz
  9. Void

    Właśnie wziąłem się za tą grę z opóźnieniem. Alfa jest lekko propagandowa, ale żaden z zachodnich wydawców nie wydał niczego na zbliżonym poziomie. Frozen Synapse zawiera znacznie mniej elementów.
    Gra wciąga i jako jedna z nielicznych pokazuje że żołnierze nie są robotami z paskami życia.
    Piszę to po spotkaniu z Jagged Alliance: Back in Action które mnie mocno odrzuciło i znudziło błyskawicznie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *