Charles Barkley – Shut Up And Jam

charlesbarkleyCharles Wade Barkley urodził się w 1963 roku w Leeds, stan Alabama. Karierę w koszykówce zaczął w drużynie Auburn University, do której zwerbował go trener Sonny Smith. Młody Barkley został przez niego nazwany „grubasem, który może grać jak wiatr”. I rzeczywiście, początkowo niedoceniany z powodu niskiego wzrostu i wagi, dzięki zdolnościom, którymi znacznie przewyższał przeciwników o bardziej adekwatnej do gry posturze, szybko stał się ulubieńcem publiczności i zasłużył sobie na żartobliwy przydomek „The Round Mound of Rebound” („Wielka Góra Zbiórek”).

Z college’u zrezygnował rok przed jego zakończeniem, by wziąć udział w drafcie NBA w 1984 roku – tym samym, w którym do Chicago Bulls wybrany został Michael Jordan. Trafił do drużyny Philadelphia 76ers, w której koszulce miał występować przez osiem sezonów. W zespole tym grał z takimi weteranami, jak Julius Erving czy Moses Malone, i pod przewodnictwem tego drugiego przygotowywał się do kolejnych meczy. Z biegiem lat stawał się coraz lepszym graczem, coraz ważniejszym członkiem zespołu i coraz bardziej kontrowersyjną ze względu na bezkompromisową osobowość oraz cięte poczucie humoru gwiazdą.  Postanowił jednak porzucić Filadelfię po tym, gdy w sezonie 1991/1992 nie udało im się zakwalifikować do playoffów. Nastąpił zatem transfer, w wyniku którego trafił do Phoenix Suns.

W Sunsach jego przyszłość malowała się w jasnych barwach. Pasja Barkleya do gry nadal nie miała sobie równych, dzięki czemu zdobywał liczne nagrody i wyróżnienia. Na igrzyskach olimpijskich w 1992 roku zdobył wraz z reprezentacją Stanów Zjednoczonych złoty medal w koszykówce. W 1993 roku ocalił Kalifornię przed Godzillą w komiksie „Godzilla vs. Barkley”. W 1994 doczekał się własnej gry wideo „Barkley, Shut Up And Jam!”. Problematyczne dla jego kariery okazały się jednak liczne kontuzje i wydarzenia z 1996 roku, z powodu których na jakiś czas został zupełnie pozbawiony talentu przez Obcych.

charlesbarkley2

Był to wynik knowań Pana Swackhammera, właściciela lunaparku na Górze Kretynów, który koniecznie potrzebował nowej atrakcji – a jego wybór padł na całą obsadę Zwariowanych Melodii z Królikiem Bugsem na czele. Kiedy wysłani przez niego malutcy i cherlawi kosmici ruszyli pojmać słynne gwiazdy Warner Bros, Bugs dla żartu stwierdził, że Looney Tunes mogą zagrać z nimi o swoją wolność w mecz koszykówki. Obcy uznali to za swoją szansę i dzięki piłce do kosza o tajemniczej mocy skradli umiejętności pięciu gwiazd NBA – Patricka Ewinga, Shawna Bradleya, Muggsy’ego Boguesa, Larry’ego Johnsona, i właśnie Charlesa Barkleya. Charles był zdruzgotany – nawet kilkuletnie dzieci dryblowały odtąd lepiej niż on. Nie obyło się bez wizyt u psychiatry. Na szczęście drużynę Bugsa wzmocnił jego przyjaciel Michael Jordan, któremu w ostatecznej rozgrywce ledwo udało się pokonać drużynę „Monstars” i odzyskać skradzione gwiazdom umiejętności. Te wydarzenia zapisały się w annałach historii jako „Kosmiczny Mecz”.

W 2041 Barkleya spotkało jednak coś znacznie gorszego – „B-ballnacht”. Podczas meczu New York Knicks z Phoenix Suns Charles użył najpotężniejszej techniki koszykówkowej znanej ludzkości – Wsadu Chaosu. Moc, którą wyzwolił przerażający „Verboten Jam” zniszczyła pół Nowego Jorku. W wyniku tego „b-ball” stał się zakazanym sportem, a większość najsłynniejszych graczy zginęła w Wielkiej Czystce B-ballu.

Mamy obecnie 2053 rok. Barkley, nadal dręczony przez poczucie winy z powodu wydarzeń sprzed dwunastu lat, samotnie wychowuje swojego syna, Hoopza. Ich jedynym przyjacielem jest Balthios, oktoron i prawnuk LeBrona Jamesa. Wspólnie marzą o tym, by „b-ball” znów zajął szczególne miejsce w sercu każdego, kto żyje w ciężkich czasach Postcyberapokalipsy. Cała trójka niespodziewanie musi stawić czoła kolejnej tragedii – Wsad Chaosu powrócił, niszcząc cały Manhattan. Ścigany za zbrodnie przeciwko ludzkości przez zdradzieckiego Michaela Jordana, który stanął na czele Departamentu Likwidacji B-ballu w Neo Nowym Jorku, Charles musi znaleźć prawdziwego winowajcę, odzyskać najpotężniejsze artefakty NBA i stawić czoła złowieszczej organizacji B.L.O.O.D.M.O.S.E.S…

Tak właśnie zaczyna się „Barkley, Shut Up And Jam: Gaiden, Chapter 1 of the Hoopz Barkley SaGa”, jeden z najwspanialszych erpegów wszech czasów.

Comeonandjam

„Ciężko powiedzieć, czemu w ogóle zaczęliśmy tworzyć taką grę. Zobaczyłem gdzieś „Barkley, Shut Up And Jam!” i pomyślałem, że śmiesznie byłoby dodać do tej nazwy Gaiden” – stwierdził w wywiadzie z RPG Codex Eric „Chef Boyardee” Shumaker. „Bez namysłu wzięliśmy się za robienie gry z takim właśnie tytułem. Kpiliśmy sobie nią z ludzi, którzy tak jak my zajmowali się RPG Makerem. Wszyscy tworzyli takie poważne i pretensjonalne gry, które były oczywistymi kopiami znacznie lepszych gier. „Barkley Gaiden” służył nam początkowo tylko po to, by ich wyśmiać, ale stał się czymś znacznie więcej. (…) Nadal nie mam pojęcia, czemu ludzie tak się nim zainteresowali.”

Zainteresowali się nim, bo „Barkley” to najlepszy i najbardziej absurdalny fanfik, jaki można sobie w stanie wyobrazić. Bill Cosby eksperymentuje tu nad mistyczną mocą, jaką można uzyskać z piłek do kosza, wydarzenia z „Kosmicznego Meczu” okazują się kanoniczne, Square Enix staje się złowrogą korporacją zajmującą się masową produkcją broni palnej, a w piwnicy jednego z bohaterów znajduje się ogromny grobowiec zbudowany ku czci Dikembe Mutombo. Od większości fanfików grę odróżnia jednak naprawdę wysoki poziom scenariusza. Scenarzyści traktują przedstawiony świat niezwykle poważnie, wkładając wiele wysiłku w jego postapokaliptyczną atmosferę, wewnętrzną logikę, charakteryzację postaci i mitologię (choć chronologia wydarzeń celowo nie ma najmniejszego sensu). Żadna z postaci nie jest skłonna do strojenia sobie żartów, co może zdziwić po streszczeniu fabuły – ale humor bierze się tu stąd, że twórcy nie puszczają oka do gracza ani nie zatrzymują się, by wyjaśnić mniej rozgarniętym, czemu to, co się stało, było śmieszne. Po prostu ze śmiertelnie poważną miną brną w opowieść o pochodzącej z filmu familijnego piłce do kosza, która może zniszczyć świat, kpiąc nie tylko z amatorskich erpegów, ale i klasyków z Kraju Kwitnącej Wiśni.

larrybird

Bo „Barkley, Shut Up And Jam: Gaiden” jest też chyba najbardziej zachodnim jRPGiem, jaki istnieje. Wschodnie klisze gameplayowe i fabularne łączą się tutaj z otoczeniem i postaciami ściśle związanymi z USA, a efekt to mieszanka wybuchowa. Obowiązkową rolę zapomnianej cywilizacji, której mocy poszukuje główny bohater zajmują tutaj zatem NBA i Spalding, a rola zawziętego rywala przypada legendarnemu Michaelowi Jordanowi. Nie sposób nie uśmiechnąć się, gdy zrozpaczony Barkley wrzeszczy w jego kierunku „you gatdam baka” lub gdy przypadkowy NPC zapewnia nas, że ma „doktorat z anime”. W kontekście starcia Zachód-Wschód największym gwiazdorem jest tu jednak bez wątpliwości zapisująca stan gry gadająca pompa, która jednocześnie parodiuje przesadnie zawziętych fanów jRPGów i doprowadza do szewskiej pasji fanów zachodniej szkoły robienia gier. Przed każdym sejwem musimy bowiem wysłuchać kolejnej rozwlekłej tyrady jej autorstwa. Jak bardzo ułomnymi produkcjami i naśladowczymi w stosunku do arcydzieł Japończyków są „Quake”, „Madden” i „Baldur’s Gate”? Czemu wydane tylko w Japonii „Angelique: Tenkuu no Chikonka” popchnęło całe medium do przodu? Dlaczego najlepszą przekąską dla konesera gier wideo są Pocky? Pompa ochoczo odpowie na te wszystkie pytania, mimo, że ktoś na jej poziomie nie powinien nawet odzywać się do tak niewykształconych gaijinów, jak my.

kobebryantSatyrę jRPG wieńczy gameplay stylizowany na modłę znanych i lubianych RPGów z Mario w roli głównej. Wyjaśnienie dla niewtajemniczonych: oznacza to, że poza klasycznym turowym systemem walki mamy tu też elementy zręcznościowe. Nie wystarczy więc sam wybór komendy ataku, trzeba i dobrze wymierzyć rzutem osobistym czy podaniem… tak, i gameplayu nie ominęło specyficzne poczucie humoru twórców. W jakiej innej grze negatywne statusy, których należy się wystrzegać to zespół Aspergera, cukrzyca i Zemsta Montezumy, rzecz jasna traktowane przez członków naszej drużyny z grobową powagą? Ogólnie rzecz biorąc, można by przyczepić się zbyt wolnego tempa walki i żądać większego poziomu wyzwania, ale jak na tytuł, który jest w zasadzie jednym wielkim dowcipem gameplay jest zaskakująco porządny i przyjemny. Konieczne jest korzystanie z zaklęć zmieniających statystyki i status postaci, przyda się także pewna doza zręczności przy wykonywaniu ataków. Podsumowując: jest całkiem dobrze.

Ale przecież walki to tylko wisienka na torcie. Chodzi tu o eksplorację świata zrodzonego w umysłach kilku wesołych szaleńców, pełen dramaturgii bój o przyszłość koszykówki, wyborne nawiązania popkulturowe i… chęć pomocy Charlesowi Barkleyowi w przywróceniu ładu światu. Może to zabrzmieć równie absurdalnie, co fabuła gry, ale Barkley jest lepiej napisanym protagonistą, niż niejeden główny bohater cierpliwie tłumaczonych na angielski jRPGów. Pewnie Motomu Toriyama nocami marzy, by napisać tak wiarygodną postać, jak on – może nawet David Cage czasem z pogardą patrzy na „Heavy Rain”, wiedząc, że przedstawione w nim ojcowskie dramaty nijak nie mają się do tych przeżywanych przez Sir Charlesa. Może. W każdym razie „Barkley” bez wątpienia pod względem oryginalności i jakości fabuły nie ma sobie równych wśród niezależnych erpegów, ha, nawet większość produkcji wydawanych obecnie przez Square Enix nie ma szansy się z nim mierzyć w tym aspekcie.  A to przecież darmowa gra, której fabuła kręci się wokół postaci luźno opartej o medialny portret znanego koszykarza!

barkley_survival

Grę pobrać można na stronie studia Tales of Game’s, a pobrać ją powinien każdy, kto ciepło wspomina Kosmiczny Mecz, klasyczne jRPGi lub/i NBA z przełomu wieków. Inni może nie wyciągną z gry tyle samo radości – nie zrozumieją choćby, czemu Barkley nieustannie powtarza, że nie jest wzorem do naśladowania – ale myślę, że i im gra jest w stanie przysporzyć sporo zabawy. Ba, możliwe, że w pewien sposób już to zrobiła.

„Barkley” zaczął bowiem modę na kosmicznomeczowe mashupy z utworami znanymi z innych gier oraz anime; mashupy, które dają naprawdę sporo radości. Obecnie najpopularniejszym i chyba najlepszym z nich jest „Battle for Everyone’s Slams”, które kultowy motyw Quad City DJs miesza z motywem ostatniego bossa z „Persony 3”. Swoich wersji „Space Jam” doczekały się między innymi utwory z „Blazblue”, „Phoenixa Wrighta”, „Marvel vs Capcom” i „Fate/stay night” – przy czym tradycją stało się już, by w ilustracji towarzyszącej każdemu z utworów centralne miejsce zajmował wklejony przy użyciu Photoshopa Charles, czasem stający twarzą w twarz z podłym Michaelem Jordanem.

Tu dziedzictwo „Barkleya” jednak się nie kończy. W tym miesiącu Tales of Game’s zapowiedziało bowiem „The Magical Realms of Tír na nÓg: Escape from Necron 7 – Revenge of Cuchulainn: The Official Game of the Movie – Chapter 2 of the Hoopz Barkley SaGa”, czyli w skrócie “Barkleya 2”. Tym razem ma to być “pełnoprawna”, sprzedawana w serwisach pokroju Steama i GoG.com produkcja – tu znaleźć można Kickstarter, którego spore powodzenie wzięło twórców z zaskoczenia. Co prawda komercyjność przedsięwzięcia sprawia, że pożegnać możemy się ze smaczkami pokroju kradzionej muzyki, znajomych sprite’ów pobranych najprawdopodobniej z Google Images i występów kolejnych gwiazd co kilka minut, ale to, co studio oferuje nam w zamian brzmi bardzo obiecująco. Głównie przez listę inspiracji.

barkley

Pierwsza część sagi Barkleya celowo zamknęła się w ramach budowy typowego jRPGa – druga ma być kompromisem między tym, co najlepsze w japońskiej i zachodniej wizji gatunku RPG. Zarówno „Dark Souls”, jak i „Gothic” stanowią wzorce dla systemu walki – ten pierwszy tytuł posłużył też za wzór do systemu zapisu gry, a ten drugi do otwarcia świata na tyle, by gracz mógł od razu ruszyć, gdzie chce, nawet tam, gdzie czeka go pewna śmierć. „Arcanum” jest inspiracją dla budowy miast i questów, zaś system łączenia i tworzenia broni oparty jest o fuzje demonów z „Shin Megami Tensei”. Filozofię budowania otwartego świata zawdzięczamy „Daggerfallowi”, a mechanikę, dzięki której za każdym razem możemy trafić na zupełnie inne zadania poboczne poznać mogliśmy w „Romancing SaGa”. Inne tytuły, które ludzie z Tales of Game’s stawiają sobie za wzór, to „Realms of Arkania”, „Ogre Battle”, „Vampire the Masquerade: Bloodlines”, „The Legend of Zelda”, i „Dark Sun: Shattered Lands”. Trzeba przyznać, że wiedzą, na co się zapatrywać – oby stać ich było na realizację ambitnych planów.

Teraz pozostaje życzyć im powodzenia i ewentualnie wesprzeć ich swoimi pieniędzmi. Kto wie, może w przyszłym roku gra roku fanów jRPG sygnowana będzie nazwiskiem sławnego amerykańskiego koszykarza, który już wszedł do panteonu legend gier wideo, a nie ma o tym zielonego pojęcia?

7 odpowiedzi do “Charles Barkley – Shut Up And Jam

  1. Paweł Schreiber

    O kurczę. I kolejna gra na liście tego, w co muszę zagrać, a do czego mnie zachęciłeś. Nie nadążam :). A jeśli chodzi o gry RPGMakerowe, to bardzo się zaniedbałem. Muszę się tej gromadzie solidniej przyjrzeć.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Są tu może dwa momenty, które uznałem za „IN YOUR FACE”, a i tak nie denerwowały mnie tak jak w grach, o których mówisz. Chałupniczości tu nieco znajdziesz, ale użytej głównie w celu parodiowania konwencji.

      Odpowiedz
  2. nef

    „„Barkley, Shut Up And Jam: Gaiden, Chapter 1 of the Hoopz Barkley SaGa”, jeden z najwspanialszych erpegów wszech czasów.”
    Muszę uwierzyć na słowo, bo chyba nie spróbuję.

    (…)„Gothic” stanowią wzorce dla systemu walki – ten pierwszy tytuł posłużył też za wzór do systemu zapisu gry, a ten drugi do otwarcia świata na tyle, by gracz mógł od razu ruszyć, gdzie chce, nawet tam, gdzie czeka go pewna śmierć. „Arcanum” jest inspiracją dla budowy miast i questów.”
    Na jRPG to sie nie znam, bo ich nie czuję, ale to co pamiętam o Gothicu i Arcanum chyba mi nie przystaje do tego, co tu wyczytałem. Jesteś Autorze pewny, że to Gothica i Arcanum jako wzorce i inspiracje trzeba stawiać we wzmiankowanych kontekstach?

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Cytuję tylko słowa autorów – „Gothic” miał na tyle otwarty świat, by gracz mógł łatwo skonać przez odwiedziny w nieodpowiednich rejonach. A Tir na Nóg, miasto, w którym toczy się akcja „dwójki”, jest ich zdaniem mocno wzorowane na Tarancie, co nie dziwi, skoro „jedynka” miała quest niemal żywcem wyjęty z Arcanum.

      Co tu się wyklucza, jeśli autorzy tworzą teraz połączenie jRPG i wRPG?

      I czemu nie dasz szansy „Barkleyowi”, jeśli gra jest darmowa, zajmuje kilkadziesiąt megabajtów i trwa parę godzin? To chyba jedyny „klasyczny” jRPG, którego kocha RPG Codex, a to coś oznacza.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *