Dlaczego lubię Grakademię

grakademiaDruga edycja Grakademii odbyła się w Łodzi 27 kwietnia. Czyli już kawał czasu temu. Mnie od tego czasu spotkało kilka wyjazdów i remont mieszkania – dlatego piszę dopiero teraz, co, mam nadzieję, organizatorzy mi wybaczą. A piszę, bo warto o tej cyklicznej imprezie informować, z edycji na edycję coraz bardziej.

Kiedy przyjeżdżałem na pierwszą edycję, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Zostałem zaproszony na kameralną imprezę organizowaną przez członków studenckiego koła naukowego, więc spodziewałem się, bez żadnej obrazy dla studenckich kół naukowych, spotkania miłego, ale raczej pod względem towarzyskim niż merytorycznym (czyli takiego, jakie sam organizowałem jako członek takich kół). Spotkało mnie duże zaskoczenie, bo pierwsza Grakademia stanowczo wyrastała ponad poziom wszystkich podobnych przedsięwzięć, z jakimi się spotykałem. Było ciekawie, na temat (i to nieczęsto podejmowany, czyli wspólne granie w rodzinie), całość skończyła się bardzo sensownie poprowadzoną debatą z ciekawymi gośćmi. Zupełnie nie żałowałem tego, że musiałem wcześnie rano wsiąść w pociąg na stacji Toruń Główny i bardzo późno wieczorem na tejże stacji z pociągu wysiąść.

A druga edycja – chociaż zdarzały się w niej niedociągnięcia (problemy z punktualnością, nierówny poziom prelekcji) – okazała się jeszcze ciekawsza i lepiej zorganizowana od pierwszej. Pozwolę sobie przejść do wyliczanki – za co lubię Grakademię:

1. Na pierwszy rzut oka nikt by się nie zorientował, że to impreza organizowana w głównej mierze przez dwie osoby – Dominikę Staszenko i Marcina M. Chojnackiego. Plakaty, materiały, promocja, imponująca lista sponsorów, wystąpienia twórców z ciekawych polskich grup tworzących gry (tym razem – Flying Wild Hog i Plastic). Jak im się to udaje – nie wiem. I trochę zazdroszczę.

Michał Staniszewski (Plastic) pokazuje najwyższy punkt krzywej emocjonalnej.

Michał Staniszewski (Plastic) pokazuje najwyższy punkt krzywej emocjonalnej.

2. Grakademia ma bardzo otwarte podejście do różnych form zajmowania się grami. W części teoretycznej – prelekcje o naukowej ludologii, opowiadanie o konstruowaniu fabuł (o czym – to ważne – mówią nie teoretycy, tylko praktycy, czyli Cezary Skorupka z Flying Wild Hog i Michał Staniszewski z Plastic), granie na żywo w stare gierki na Amstrada i Spectruma (niżej podpisany, który postanowił widzów trochę rozerwać po poważniejszych prelekcjach), rozmowa o recenzowaniu gier. A w sąsiedniej sali – turnieje „Mortala” i „Tekkena”. Nie ma z góry założonego podziału na prawdziwych graczy i elitarystów – jest szeroka oferta, z której każdy może sobie coś wybrać. I tak powinno być.

turniej

Strefa turniejowa. Łupu-cupu na całego.

3. Wokół Grakademii zbiera się coraz fajniejsze i ciekawsze środowisko. Już zeszłym razem bardzo sobie chwaliłem kuluarowe rozmowy – tym razem było jeszcze lepiej. Impreza jest na tyle kameralna i nieformalna, że każdego daje się zaczepić, a jednocześnie można na niej spotkać dużo ciekawych osób. W tej edycji ważnym uczestnikiem spotkania była publiczność – tam, gdzie szwankowały zawarte w programie wystąpienia, rodziły się zwykle bardzo ciekawe dyskusje.

4. Debaty na koniec. I poprzednim, i tym razem naprawdę ciekawe. Organizatorzy zawsze przygotowują bardzo dobry zestaw pytań, a nad dyskusją czuwa uczestniczący w niej grający filozof języka – Paweł Grabarczyk. Dochodzę do wniosku, że spec od filozofii języka powinien dyżurować przy każdej dyskusji. Kiedy dyskutanci się zagalopowują, wyjaśnia im, co właśnie powiedzieli, a to zawsze skłania do myślenia. Zapis debaty kończącej drugą Grakademię – na stronie serwisu swiatgry.pl. Tym razem rozmawialiśmy o tym, czy świat potrzebuje ludzi specjalizujących się w gromadzeniu wiedzy na temat gier. Szkoda tylko, że w rozmowie nie uczestniczył praktyk-twórca gier, który mógłby trochę ostudzić nasz entuzjazm.

Dyskusja na koniec. Od lewej: Dominika Staszenko, Paweł Grabarczyk, Maria B. Garda i Paweł Schreiber.

Dyskusja na koniec. Od lewej: Dominika Staszenko, Paweł Grabarczyk, Maria B. Garda i Paweł Schreiber.

5. Grakademia z edycji na edycję bardzo się zmienia – na lepsze.

Jednym z tematów wiodących drugiej edycji Grakademii było groznawstwo. Czyli znanie się na grach. Grakademia, łącząc turniejowe uciechy z prelekcjami i dyskusjami dobrze pokazuje, na ilu poziomach to znawstwo może się przejawiać. W dyskusji padało pytanie czy i do czego są nam potrzebni groznawcy. Kluczowy argument powinien tu, tak naprawdę, być argumentem ad personam. Organizatorzy tej imprezy, Dominika i Michał, to młodzi ludzie, którzy w ramach studiów zajmują się właśnie grami. Integrują twórców gier, teoretyków i graczy. Tworzą pole do ciekawych rozmów i równie ciekawych rozgrywek.

Potrzebujemy takich groznawców? Jasne! I to jak!

7 odpowiedzi do “Dlaczego lubię Grakademię

  1. Marcin M. Chojnacki

    Grakademia zakrzywia czasoprzestrzeń – byłem święcie przekonany, że robiłem imprezę 27 kwietnia :P Pozwolę sobie też odpowiedzieć na pytanie o trzecią edycję – na pewno będzie we wrześniu, ale co dokładnie na nią planujemy będę mógł zdradzić dopiero za jakiś czas – trzymajcie kciuki :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *