Magiczne chwile

Gone_home_Lonnie„Gone Home” podarował mi dwa magiczne momenty. Nie mówię o wzruszeniach, nawet tych głębokich, które, nie wątpię, dzieliłem z wieloma z Was. Oczekiwanych i oczywistych, gdy odbiorcami są ludzie o niestłumionej wrażliwości; dojrzali na tyle, by rozumieć język pokrewnych im doświadczeniem twórców mówiących rzeczy ważne, dotykające trzewi. Mówię o tych intymnych, niezwykłych chwilach, gdy odnosimy wrażenie, że Autor zwraca się bezpośrednio do nas, do nikogo innego. Tak jakby aktor nagle spojrzał nam z ekranu prosto w oczy, ignorując resztę widowni, powiedział coś tylko do nas, co tylko dla nas jest zrozumiałe i tylko dla nas ma znaczenie. Jakby narrator powieści nawiązał do naszych doświadczeń, refleksji i emocji, znienacka komentując myśli, odpowiadając na zadane w duchu pytania lub eksponując symbol dla innych nieczytelny, niemal niewidoczny w lekturze, a dla nas pełen znaczeń, głęboko poruszający.

Takie magiczne momenty zdarzają się najczęściej w trakcie obcowania z ważnymi tytułami, znacznie rzadziej przy blotkach. Nawet gdy te przyprawiające o dreszcze kulminacje, te zakłócenia w rzeczywistości, nie są intencjonalnie powodowane przez twórcę – gdy mamy wrażenie, że jego dzieło jest tylko medium, za sprawą którego kontaktuje się z nami jakaś niepojęta ukryta siła Wszechświata. Jakby Logos postanowił zamanifestować się w nieprawdopodobnej koincydencji zdarzeń, coś próbując nam w ten sposób powiedzieć.

Gone_Home_Riot_Grrrl„Madame” Antoniego Libery. Docieram do fragmentu, w którym bohater jedzie tramwajem przez warszawski Most Poniatowskiego – i czytam o tym właśnie w tramwaju, w tym samym miejscu, na Moście Poniatowskiego. Prawdopodobieństwo zetknięcia się obu światów w tym lilipucim punkcie niepoliczalnie małe, a we mnie gejzer emocji i kłębowisko myśli, które próbuję wyciszyć Liberą; po to się w nim zanurzam w tramwaju, by zyskać dystans, wziąć czas, zanim podejmę krytyczną decyzję. I nagle zdarza się coś, co łatwo uznać za Znak, tak też go traktuję. Ale przecież Libera, choć „Madame” to powieść wybitna, napisana zachwycającym językiem, nie mógł mieć z tym cudem nic wspólnego.

Są jednak i takie magiczne chwile, które zawdzięczamy bezpośrednio Autorom, ich talentowi lub nadnaturalnej intuicji. Używają obrazów, słów, zdarzeń, które dla wielu z nas okażą się zaproszeniem do bardzo osobistego tête-à-tête, pierwszym kamykiem nagłej lawiny emocji, myśli, wspomnień. Bywa i tak – i zdarza się to chyba najrzadziej – że za mechanizm spustowy służą artefakty.

Pierwszy dreszcz: egzemplarz „Wilka Stepowego” Hermanna Hesse, niewidoczny na pierwszy rzut oka, ukryty pod stolikiem w salonie. Chwilę wcześniej myślałem o tej książce – jak bardzo ważnym jest doświadczeniem, gdy ma się te 15 czy 16 lat i reguły świata budzą opór. Gdy trzeba się zmierzyć z własną samotnością, tęsknotą i niezgodą – nieważne za czym i na co – które w tym wieku osiągają gargantuiczne rozmiary. To przecież wspólne doświadczenia nastolatków każdej generacji, Samantha nie przeżywa niczego nadzwyczajnego. Jej miłość i przeszkody na drodze do spełnienia są, wbrew pozorom, całkiem banalne. Płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Wielu z nas mogłoby dostrzec w jej losach siebie.

Gone_Home_Hermann_Hesse_Wilk_StepowyNa „Wilka Stepowego”, i w ogóle na Hermanna Hesse, w tamtym okresie mojego ulubionego autora, trafiłem, jak na wiele innych ważnych dla mnie książek, via „Outsider” Colina Wilsona – w tamtych latach biały kruk, miałem niebywałe szczęście, że podarował mi tę książkę przypadkowo poznany na letniej włóczędze przyjaciel. Nie miałem pojęcia, że dla wielu młodych Amerykanów w latach 60. i 70. „Steppenwolf” był jednym z doświadczeń pokoleniowych (wraz z „Grą szklanych paciorków” i „Siddharthą” tegoż autora). Czułem się jak odkrywca nowego lądu.

Rozumiem, że dla twórców „Gone Home” postawienie egzemplarza „Wilka Stepowego” gdzieś obok wyboru z Komedii Ludzkiej Balzaca to nic nadzwyczajnego; choć, na marginesie, daje ciekawy trop – kto czytał tę powieść? Mama Samanthy i Kaitlin, malująca akwarele i potrafiąca docenić tomik „Źdźbeł trawy” Whitmana otrzymany od amanta?

Dla mnie, faceta, który odkrył Hessego przypadkiem, a tuż przed chwilą wspominał Harry’ego i Herminę, ujrzenie tej książki było jednak szczególnym doznaniem.

Drugi dreszcz: znaczek z nazwą zespołu X-Ray Spex, znaleziony gdzieś przy łóżku, chyba na podłodze. Czy po tym, co niedawno pisałem, muszę tłumaczyć, dlaczego mną to poruszyło? I to mimo że w „Gone Home” znaczek ten ma swoje miejsce – Lonnie, o czym wiemy z różnych źródeł, identyfikuje się z Riot Grrrl, a Poly Styrene była dla dziewczyn z tego ruchu bodaj najważniejszą ikoną, z niej one wszystkie. W „Gone Home” słyszymy muzykę Heavens to Betsy, gdzieś leży znaczek Bratmobile, oba te zespoły są również silnie kojarzone z Riot Grrrl, X-Ray Spex pasuje zatem do mozaiki. Warto jednak pamiętać, że poza tym wąskim środowiskiem ostro kontestujących punkowych feministek grupa Poly Styrene była w USA niemal nieznana. Amerykanie mieli swoich Dead Kennedys, Bad Brains, Black Flag itd., punk zza oceanu nie cieszył się tam szczególną popularnością. Ten zespół był niszowy nawet na Wyspach – spróbujcie spytać o Poly Styrene jakiegoś młodego Anglika, a niemal na pewno zrobi oczy jak lemur. Gdy wpisałem w Google „X-Ray Spex” i zawęziłem wyszukiwanie do roku wstecz, na pierwszym miejscu – po Wikipedii (x1) i YouTube (x3) – wyskoczyły Jawne Sny. Dziś mało kto o tym zespole pamięta.

Gone_Home_X-Ray_SpexTak czy owak, poczułem się bardzo szczególnie, gdy znalazłem ten znaczek. Tak jakby ktoś puścił do mnie oko.

Po ukończeniu „Gone Home” próbowałem sobie przypomnieć, kiedy wcześniej przy grze doznałem takich przeżyć. Rzecz w tym, że obcując z tym medium przeżywamy magiczne chwile – oceniam po sobie – zdecydowanie rzadziej niż choćby podczas lektury. Zazwyczaj świat gry i świat naszych doświadczeń mijają się tak bardzo, że trudno o wspólne pole. Na co dzień rzadko zwalczamy smoki zagrażające królestwu. Owszem, da się powiedzieć wiele o naturze ludzkiej językiem alegorii, da się też wpleść w wiedźmińskie przygody motywy szalenie swojskie (scenarzyści CDP RED odrobili lekcję zadaną przez Sapkowskiego), bliższe nam i lepiej czytelne niż perypetie i rozterki sztampowych bohaterów heroicznych, ale generalnie dystans pozostaje duży.

„Oh Bondage Up Yours!” (1977), X-Ray Spex

Brakuje w grach (nie licząc Interactive Fiction – to inna galaktyka) opowieści z naszego świata. Portretów zwyczajnych rodzin żyjących w domach, w których skrzypienie schodów nocą nie oznacza ataku zombie. Walczących nie z kosmitami, ale z problemami, z którymi borykami się i my. Brakuje luster, w których moglibyśmy się przejrzeć.

Im bardziej oba te światy – przedstawiony i rzeczywisty – będą na siebie zachodzić, im większy będzie zbiór wspólny, tym więcej szans dla twórcy, by się do nas zbliżyć. Zaintrygować, zainspirować, sprowokować do refleksji, wzruszyć.

Tym więcej będzie szans, że przeżyjemy być może nawet coś więcej. Magiczne chwile.

Gdy ja żyłem typowym dla nastolatka złudzeniem, że samotnie odkryłem Nową Ziemię, w Ameryce Hessego czytano powszechnie. „Wilk Stepowy” był już powieścią kultową, wziął od niej nazwę zespół Steppenwolf. Jego największy przebój „Born to Be Wild” został wykorzystany w filmie „Easy Rider”.

 

4 odpowiedzi do “Magiczne chwile

  1. GameBoy

    Przypomniało mi to jedną rzecz. W Gone Home Sam w jednym ze swoich opowiadań pisze o Polsce i mieście, które było zaatakowane jako pierwsze przez Niemców podczas II WŚ. Tak się składa, że to moje rodzinne miasto. Chociaż nadal nie jestem pewien, czy mi się to nie przewidziało, bo nazwa miasta była napisana z błędem – przekręcono ze sobą 2 litery.

    Odpowiedz
    1. Simplex

      Chodzi zapewne o to „wypracowanie” Sam za ktore nauczycielka kazała jej przyjść po lekcjach porozmawiać o nim: http://cloud-2.steampowered.com/ugc/921271305954723676/023B1AF701F5FFFBB481BE28093BCCED0C3F9F57/
      http://cloud-3.steampowered.com/ugc/921271305954724469/0C53403F566330591A0FA05B6978295031CF932A/

      Czyżby Wieluń? Muszę przyznać, że nie znam nikogo o imieniu Borysław ;)

      Jako ciekawostkę dodam, ze mozna znalezc to samo zadanie odrobione przez Katie (kilka lat wczesniej) – fajnie pokazuje roznice osobowościowe sióstr.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *