Archiwa autora: Marek Pańczyk

Archeologia projektowania gier – część 1

indiana jonesZ powodu hobby związanego ze starymi maszynami, ostatnio wsiąkłem dość mocno w tematy retro. Chciałem jednak, żeby nie był to czas zupełnie bezproduktywny, w wyniku odświeżenia specyfiki gier ośmiobitowych wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski. Z czasem zacząłem więc spisywać kwestie, które mogą mieć znaczenie również w grach z dzisiejszej epoki. Przypomnę, że może być to wartościowe, bo kilka fenomenów, które pojawiły się w ostatniej dekadzie (Minecraft, Demon’s Souls) to nic innego jak twórcze rozwinięcia popularnych filozofii z zamierzchłych czasów.

Sądzę, że tak jak geologia, archeologia czy dendrologia potrafią wyciągnąć istotny materiał do badań dla przyszłych pokoleń, tak i tutaj można wskazać parę tematów godnych refleksji dla twórców nowych gier. Zacznijmy od dinozaura, który kiedyś panował na ziemi, a dzisiaj wręcz wyginął. Zacznijmy od Złośliwości.

Czytaj dalej →

Commodore 64, czyli jak przestałem grać w The Last of Us i pokochałem głowicę

pixel_heaven_2013

Pixel Heaven, foto: Niezgrani.pl

Każdy mężczyzna musi się przygotować, że kiedyś nadejdzie kryzys wieku średniego. Ma on najróżniejsze oblicza. Jedni kupują motocykl, drudzy robią tatuaż skorpiona na plecach, a jeszcze inni rozwodzą się i porzucają dzieci, aby zacząć spotykać się z osiemnastolatkami. U mnie wyglądało to jeszcze inaczej.

Czytaj dalej →

Sześć grzechów polskich gier niezależnych

W pierwotnej wersji artykułu wykorzystaliśmy bez pozwolenia fotografię „Polska” Pana Pawła Wołochowicza. Bardzo przepraszamy Autora za naruszenie jego praw. Jednocześnie zapraszamy na jego stronę internetową: http://pawelwolochowicz.pl/ .

Tekst pierwotnie pojawił się na zamkniętym forum gamedevelopers.pl. Wywołał na tyle dużą i ciekawą dyskusję, że postanowiłem go po delikatnych zmianach opublikować w Jawnych Snach. Wszak zamieszczona poniżej problematyka może dotyczyć każdego z nas.

Od pewnego czasu namiętnie czytam polskie fora poświęcone tworzeniu gier, poznaję mnóstwo powstających produkcji i bacznie przyglądam się filozofiom, którym hołdują poszczególni twórcy. Muszę przyznać, że po tych obserwacjach miota się we mnie kilka dość krytycznych spostrzeżeń, którym wreszcie muszę dać upust. Ich dławienie może w końcu doprowadzić do bolesnych wrzodów żołądka.

Czytaj dalej →

Crunch w pigułce

Każda branża zawodowa ma swoje cienie i blaski. Przy jednej działalności cienie dominują w postrzeganiu tematu przez postronnego obserwatora (na przykład polityka), przy innej wprost przeciwnie – blaski tak oślepiają, że postronny obserwator o cieniach dowiaduje się dopiero w momentach prasowego skandalu. Branża gier wideo należy zdecydowanie do tej ostatniej kategorii.

Praca w gamedevie dla zupełnego laika lub niedoświadczonej zawodowo osoby (dziecko, młodzież) wydaje się nieprzerwanym ciągiem grania w gry. Człowiek bardziej dojrzały emocjonalnie i życiowo wie, że w czasie tworzenia gier nie może być tak, że wszyscy cały czas grają, bo kto wtedy ten produkt by tworzył, rozwijał i nieprzerwanie testował. Jest to bardziej racjonalne podejście. Nie zmienia jednak to faktu, że i tak większość osób przeciera oczy ze zdumienia, gdy okazuje się, że w procesie powstawania gry miały miejsce permanentne nadgodziny. Postronni widzowie nie mogą zrozumieć, dlaczego ludzie wyzywają się od najgorszych i pragną dochodzić sprawiedliwości w sądach. I dlaczego w post mortem projektu nie pojawia się świat z bajek i snów, a panorama z koszmarów lub co najmniej z mało wesołej rzeczywistości.

Czytaj dalej →