Archiwa kategorii: Przegrywamy

Partacze. Be the first to comment

Wyobraźcie sobie, że bierzecie do ręki książkę PWN, Ossolineum, Czytelnika, Znaku, czy nawet tak niewielkiego wydawcy jak Czarne (ukłony dla Pawła Schreibera) i znajdujecie tam byka na byku. Nie wyłączając błędów ortograficznych największego kalibru, jak u/ó czy rz/ż.

Ja bym się poczuł jak w jakimś mocno zwichrowanym wszechświecie równoległym.

Czytaj dalej →

Obiektywne recenzje, obiektywne rankingi

Dobrych parę lat temu, jeszcze jako nastoletni smarkacz, wykłócałem się na jednym z forów o kontrowersyjną – bo negatywną – recenzję klasycznej już dziś gry. Jak wielu ludzi rozczarowanych wywodami krytyków, użyłem argumentu, że „recenzja powinna być obiektywna”. Ludzie mądrzejsi ode mnie od razu wytłumaczyli mi oczywisty fakt, że recenzja nie może być obiektywna, bo zawsze będzie odbijała się w niej opinia recenzenta. Po kilku coraz mniej buntowniczych postach przyjąłem to do wiadomości i dyskusja się zakończyła.

Bolączka obecna w czasie lektury wielu recenzji wcale mi jednak nie przeszła. Widziałem zagorzałych pecetowców, którzy nie rozumieli filozofii gier arcade i krytykowali je niesprawiedliwie za brak głębi. Przewracałem oczami, gdy fani „Halo” recenzujący gry strategiczne, ignorowali głębię systemu gry i oceniali ją negatywnie za to, że nie jest dla każdego. „Recenzja nie jest obiektywna.” Jasne, rozumiem – ale coś jest jednak nie tak. Chciałbym to zignorować, ale nie mogę. Niestety, w tej branży Metacritic jest zbyt często panem i władcą.

Tematy, w którym fani zapowiadali, że przejdą „ME3” kilkoma postaciami, po premierze często przeradzały się w koła wzajemnego wsparcia.

Pół roku temu jednak recenzentom przytrafiła się wpadka, której nie dało się już przykryć tą wygodną wymówką. Oczywiście chodzi o „Mass Effecta 3”, zrecenzowanego w wersji na Xboxa 360 siedemdziesiąt cztery razy, za każdym razem pozytywnie. Gra wytworzyła podział typu „my i oni” między graczami a dziennikarzami – ci pierwsi krytykowali zakończenie trylogii i wściekali się z powodu ogromnego zawodu, ci drudzy zaś żarliwie bronili BioWare i swoich ocen. Doszło do chorej sytuacji, w której dziennikarz Forbesa, Erik Kain, który jako jeden z nielicznych reprezentantów poważanych portali internetowych postanowił postawić się po stronie graczy, doczekał się wielu ataków ze strony weteranów dziennikarstwa growego, począwszy od „tabloidowego” Jima Sterlinga po „poważną” Leigh Alexander. Ta ostatnia, popularna choćby ze względu artykuły w „Edge”, kpiła z niego, że jako „niedoświadczony outsider” próbuje być większym ekspertem niż ludzie w branży. Straż przednia dziennikarstwa growego, panie i panowie.

Czytaj dalej →

A ja wolę „Daturę”

Dopiero teraz rozumiem jak trafnym było nazwanie gry łacińskim terminem oznaczającym rodzaj roślin o tak dwoistym charakterze. Hodowanych, podziwianych, choć dzięki wysokiej zawartości uroczego wachlarza alkaloidów – niebezpiecznych, po dostaniu się do organizmu zmieniających postrzeganie rzeczywistości. Utwór łódzkiego studia Plastic to właśnie ze mną uczynił – wzbudził nieufność, potem zachwycił i na koniec zatruł.

Czytaj dalej →

Wybrane Zmory gier wideo

    W konkursie na artykuł dla Jawnych Snów szczególną uwagę zwróciłem na dwa teksty pani Zmory. Szczególną z powodu przekonania, iż konkursu zapewne nie wygrają, a niosą pewną unikalną informację. Rzeczywiście – nie są krytycznymi komentarzami, do których na tych łamach przywykliśmy. Raczej komentarza wymagają. To pisane z odrobiną gwarantującej szczerość naiwności, ale i trafnej autodiagnozy, raporty z wewnątrz. Wprost z psychologicznego i kulturowego pola bitwy.

Czytaj dalej →

Przegrywamy: Gra na 3 maja

Plany miałem ambitne: napisać w czasie majówki dwa teksty na Jawne. Jeden o grze na 1 maja. Wiedziałem, o czym będzie – „Cartlife” na silniku AGS, symulatorze ciężkiego życia Amerykanina (lub Amerykanki) zmagającego/cej się trudami prowadzenia skromnej działalności gospodarczej i paskudnymi cenami jedzenia w supermarketach. Ciekawa rzecz, która pewnie tak czy inaczej doczeka się swojego tekstu. Drugi – o grze na 3 maja. Z pierwszego nic nie wyszło – okazało się, że w Święto Pracy miałem więcej pracy, niż się spodziewałem. Drugi postanawiam napisać, choćby i dlatego, że święto 3-go maja poważałem zawsze nieco bardziej niż 1-go.

Czytaj dalej →

Gdyby tylko

– Moja droga córko, zaspałaś!
– Czułem się wyjątkowo niedobrze, mamusiu.
– Ty tutaj narzekasz na ból głowy, a czyż twoje wszystkie żony nie stoją na skraju śmierci?

Taki jest pierwszy dialog w „Pirouette”, znakomitym flashowym drobiazgu Stephena Lavelle (increpare) i Haydena Scotta-Barona (dock), dostępnym za darmo w przeglądarce. Mój przekład zdradza jednak oryginał, bo język polski wymusza użycie rodzaju gramatycznego („czułem się”) – w „Pirouette” nie jest jednak całkiem pewne, czy główna postać jest mężczyzną, czy kobietą. Mama zwraca się do niej „córko”, ale nasza postać wygląda jednak raczej jak facet, ma zresztą żony (byłe? aktualne? wyobrażone?).

Czytaj dalej →

Klęsk@ i N@dzieja w Sieci

Kupując „Journey” (w wersji polskiej – „Podróż”) nawet o sprawie nie wiedziałem. Kupiłem dla intrygujących autorów, dla obrazów podpatrzonych w internecie, dla muzyki zapowiadającej się pysznie, wreszcie dla notorycznego już wsparcia gier eksperymentalnych. Zaskoczeniem było, że eksperyment rozciąga się tym razem na obszar, do którego ostatnimi czasy czułem obrzydzenie. Na rozgrywkę wieloosobową.

Czytaj dalej →

Oszukany w Los Angeles

Byłem w Los Angeles dwukrotnie i za każdym razem mi się nie podobało.

Pierwszy raz pojechałem naprawdę, wiedziony złotym wyobrażeniem fabryki snów. Dostałem ponure bryły miasta rozsypane na górkach, do przesławnej plaży nie dopchałem się wcale ze względu na korki, czego nie żałuję – nad wybrzeżem wisiała mgła gęsta jak katarakta. Żarcie mieli okropne, dobrze, że przynajmniej drogie. Najsmutniejsze wrażenie zrobił sam Hollywood, zaludniony przez turystów oraz osobników, których tylko czysty strój odróżniał od kloszarda. Sklepy powtarzały się naprzemiennie: koszulki pamiątkowe, studia tatuażu oraz szeroki wybór fajek wodnych. Innymi słowy, mogłem co najwyżej zrobić sobie dziurę, nabyć t-shirt z Nicholsonem, a potem zjarany jak Snoop Dogg zastanawiałbym się, czy było warto.

Czytaj dalej →

Art Games vs Game Art

Na tegorocznym Biennale Sztuki w Wenecji dzieła włoskich artystów prezentowane są w dwóch pawilonach: oficjalnym, od którego estetycznopersonalna burza zdystansowała część środowiska artystycznego Italii, oraz „alternatywnym” – małej, darmowej wystawie „Neoludica”, gdzie rwetes wokół „wielkiej sztuki” nie dociera. Jest skromnie, inaczej i ciekawie. Ale i tu, pod powierzchnią, widać linie podziału.

Czytaj dalej →

Przegrywamy: dzieci do odstrzału

Twórcy „Call of Duty” znowu szokują. Po raz kolejny w okolicach premiery wyciekł do sieci fragment ich gry, który ma wzbudzić wielkie kontrowersje. Wszędzie, gdzie się pojawiał, ludzie bledli, albo przynajmniej czuli się nieswojo. Filmik trzeba zobaczyć szybko, bo Activision gorliwie ściga wszystkich, którzy go udostępniają i jeśli się nie pospieszymy, zobaczymy tylko informację, że ze względu na prawo autorskie, drastyczność i Bóg wie co jeszcze, na fragment z MW3 już się nie załapaliśmy. Przerażający film zaczęto już określać mianem „drugiego lotniska”, na pamiątkę sławetnego wycieku obrazów misji „No Russian” z MW2. Znalazłem, obejrzałem, zrobiło mi się przykro. Nie dlatego, że fragment jest poruszający (mnie nie poruszył zupełnie), ale dlatego, że ktoś znowu próbuje się promować chwaląc się, że umie pokazać zabijane dziecko.

Czytaj dalej →