Archiwa kategorii: Technologia

Niepokojąco szybki postęp

Apple chwali się, że ma dłuższy słupek. Dzień później urażona Nvidia śmie twierdzić, że wątpi. Kurtyna. Skonsternowana widownia czeka na rozstrzygnięcie w akcie II

Dzisiejsza sklepowa premiera iPada przypomniała mi niedawne kontrowersje związane z prężeniem muskułów przez Apple. Zapowiadając swój nowy tablet, firma z Cupertino oświadczyła, że układ A5X, który wszystko w nim przelicza, jest aż czterokrotnie bardziej wydajny niż Tegra 3, wielka duma Nvidii. Nvidia głośno wyraziła zdumienie i nie tylko ona zresztą. W końcu przebicie x4 to nokaut, a Tegra 3 jest przecież obecnie kalkulatorem z bardzo wysokiej półki – pierwszym procesorem czterordzeniowym dla tabletów i smartfonów (jest też alternatywny rdzeń piąty, przejmujący obowiązki w prostych zadaniach, gdy moc czterech rdzeni nie jest potrzebna), z grafiką obliczaną przez 12-rdzeniowego GeForce’a. Jak wiele dzieli oba układy, dowiemy się pewnie lada dzień, bo dziennikarze już robią testy. Na pewno najnowszy iPad potrafi więcej, bo Tegrę 3 już wyprzedzał wydajnością procesor A5 z iPada 2, ale czy różnica jest aż czterokrotna? – dziś trudno uwierzyć.

Czytaj dalej →

ReVITAlizacja

Znienacka zaatakowało mnie wczoraj swoją nową wunderwaffe Sony. Nie stawiałem oporu.

Szychtowałem akurat w fabryce, walcząc w amoku z jakimś tekstem, który ostatecznie i tak spadł z makiety (wrr!), gdy zadzwonił telefon. Czy chciałbym? Chciałbym. I choć wzięto mnie z zaskoczenia pytaniem, które niejednego wprawiłoby w konsternację („Mamy też gry. Czy podesłać je panu z konsolą?”), jakimś cudem, mimo typowego dla godzin deadline’u zawężenia świadomości, obstawiłem właściwą odpowiedź [oklaski]. Kurier dowiózł, czas znalazłem dopiero wieczorem, wracając do domu kolejką. I tak powinno być, przenośną konsolę wypada testować w warunkach polowych.

Czytaj dalej →

iPadło jabłko

Podczas niedawnych świąt w moim domu objawił się iPad. By zacytować Klasyka: IT works like magic. Dopiero po kilku godzinach używania tabletu uświadomiłem sobie (#facepalm), że na stałe zagościła u mnie nowa konsolka. Lepiej późno niż później (#konsolacja). Czytaj dalej →

Się zapamiętało

Wspominając ubiegły rok, nie postrzegam go w chirurgicznie precyzyjnym przekroju, z gradacją lepszych i gorszych gier, wolną od białych plam mapą trendów. Jasne, mógłbym teraz, jak to zrobiłem z obowiązku w piśmie, które mnie zatrudnia, wydusić z siebie taką analizę. Powtórzyłbym znowu, że był to precedensowy sezon dla polskich twórców gier. Że wciskając się tylnymi drzwiami, atakując z telefonów komórkowych – a coraz częściej i tabletów – gry podbijają środowiska dotąd je ignorujące. Że „Minecraft” udowodnił, że. Że „Battlefield 3” dał sygnał do. Itepe.

Ale chyba sobie daruję. Powiem Wam o tym, co odcisnęło mi się najsilniej w pamięci. Z najrozmaitszych powodów. Bo zaskoczyło, zaniepokoiło, zastanowiło, rozczarowało. Kolejność loteryjna, nie ma tu żadnego klucza. Ot, parę luźnych uwag na marginesie.

Czytaj dalej →

Co nas czeka za rogiem

Akademia Ravensbourne, ucząca o nowych mediach i projektowaniu - miejsce tegorocznego festiwalu Mozilli

Byłem na fajnej imprezie. I nawet miała pewien związek z grami. Wątły co prawda, ale wystarczy za punkt wyjścia, by przyjrzeć się paru zdarzeniom, do których doszło w ostatnim czasie. I spróbować wyciągnąć wnioski.

Jakimś cudem dostąpiłem rzadkiego przywileju. Zostałem jednym z dwóch polskich dziennikarzy, których Fundacja Mozilla zaprosiła do Londynu na trzydniowy festiwal „Media, Freedom and the Web”. W poniedziałek trafi do kiosków „Przekrój”, w którym opisuję to wydarzenie w formule felietonu, skupiając się na tym, co wydało mi się najważniejsze: na perspektywach dziennikarstwa obywatelskiego. Mozilla Festival to był bowiem w dużej mierze zlot społeczników, którzy tworzą w sieci centra i kanały informacyjne służące organizującym się oddolnie kolektywom – bezcenne narzędzia w krajach opresyjnych, pomocne jednak także w normalnych, zdrowych społeczeństwach demokratycznych.

Czytaj dalej →

Nowa powieść. Stara płyta

Jan Tomkowski, "Literatura powszechna"

„Artyści rzadko kierują się w pracy racjonalnymi przesłankami. Kiedyś [Steve Jobs – RK] kazał inżynierom przerobić w jednym z komputerów płytę główną, bo – jego zdaniem – była zbyt brzydka. Ta mozaika kabelków i układów scalonych jest zazwyczaj niewidoczna pod obudową sprzętu, o czym natychmiast przypomnieli mu zszokowani pracownicy. Niewzruszony Jobs odparł, że dobry stolarz nie pozwoli sobie zamontować brzydkiej tylnej ścianki w meblu. Prace nad nową płytą pochłonęły mnóstwo czasu i pieniędzy. Ostatecznie wizjoner się poddał. Ale to rzadki przypadek”.

(źródło: Gazeta Wyborcza)

„Another Steve Jobs original” (Nicole Collard w „Broken Sword: The Sleeping Dragon”   na widok obrazu przedstawiającego nadgryzione jabłko).

[Świat] „nie jest (…) wspólnikiem naszego poznania; nie istnieje przeddyskursywna opatrzność oddająca go nam do dyspozycji. Należy pojmować dyskurs jako przemoc, którą wywieramy na rzeczy, a w każdym razie jako praktykę, którą im narzucamy. To właśnie w tej praktyce zdarzenia dyskursu odnajdują zasadę własnej regularności”.

(Michel Foucault, „Porządek dyskursu”, tłum. M.P. Markowski)

Kolejne straty

Kalifornijska firma Apple Computer [„podczas konferencji Macworld 2007 Steve Jobs ogłosił zmianę nazwy firmy z Apple Computer Inc. na Apple Inc.” – RK] – producent komputerów Macintosh znowu przynosi straty. Po okresie niewielkich przychodów, producent »jabłuszek« ponownie znalazł się »pod kreską«.

Jak wynika z danych firmy, straty określane są na ok. 100–150 mln dolarów. Nie jest to może suma duża, szczególnie w porównaniu z 700 mln, które firma Apple straciła w zeszłym roku, ale nie obejmują one kosztów przejęcia Next Software i Steve’a Jobsa. (…)

Czytaj dalej →

Małe staje się wielkie

Do grania na urządzeniach przenośnych mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony uważam, że od wyciągania z kieszeni DS-a przy byle okazji, żeby tylko nie zostać sam na sam z myślami, blisko do patologii. Gdy obserwowałem ludzi w londyńskim metrze, włączających kieszonsolki po to, by zabić czas potrzebny na przejechanie circa trzech stacji, miałem wrażenie, że nie ma w tym rozrywki, pasji, jakiejkolwiek przygody. Że to zwykła kompulsja, jak obgryzanie paznokci. Z kolei przy dłuższych życiowych przestojach lepiej po prostu sięgnąć po książkę (hej, moment dziejowy taki, że to właściwie już kontestacja), na którą przecież coraz trudniej znaleźć czas. Choć z tym akurat, jak Paweł zwrócił mi kiedyś uwagę, bywa różnie. Dał przykład swoich nocnych powrotów autokarami ze spektakli teatralnych w innych miastach, kiedy to przy zgaszonych światłach ekran PSP był zwyczajnie jedyną opcją, by przetrwać bezsenne godziny.

Czytaj dalej →

Tęsknota za dotykiem (2): mysz wszechmogąca

Chyba muszę się powoli zacząć przyzwyczajać do pełzającej (i to już od dłuższego czasu) rewolucji w sterowaniu w grach wideo – czyli korzystania z ekranów dotykowych. Nie wiem, czemu jestem w tym zakresie uprzedzony. Może dlatego, że boję się (pewnie niepotrzebnie) biedy, jakiej poważniejszym grom narobią gry casualowe ukazujące się na smartfony. Albo dlatego, że jestem przyzwyczajony do bardziej tradycyjnych, uświęconych tradycją, metod sterowania. Albo dlatego, że próbowałem się kiedyś dowartościować opanowując klawiszologię „Falcona 4.0” (oczywiście bezskutecznie). Ale, niezależnie od uprzedzeń, ciekawie jest patrzeć, jak rozwijają się growe interfejsy dotykowe. I widzieć, jak przejścia ekranu dotykowego przypominają to, przez co przechodziło kiedyś sterowanie myszą.

Czytaj dalej →

Chomik w kołowrotku

Henry David Thoreau, autor słynnego eseju „Obywatelskie nieposłuszeństwo”, pewnego dnia odmówił płacenia podatków na rzecz rządu USA. Zorientował się, że ich płacenie jest tak naprawdę wspieraniem zjawisk, z którymi się skrajnie nie zgadza: wojny Stanów z Meksykiem i wciąż obowiązującego na Południu niewolnictwa. Jego czas i jego praca są przetwarzane na pieniądze. A pieniądze te trafiają do rządu, który kupuje za nie broń i wspiera z nich plantatorów używających pracy niewolników. Można sobie wmawiać, że przecież Thoreau nie biega z karabinem strzelając do Meksykanów i nie zakuwa niewolników w kajdany – ale dzieje się to za jego pieniądze. Krótko mówiąc, jest jak biedny chomik z „Day of the Tentacle” – ktoś daje mu ciepły sweterek, żeby było mu milej, on z wdzięczności biega sobie w swoim kołowrotku, do kołowrotka dołączona jest prądnica – ale co prądnica napędza, chomik przecież nie wie. Ważne, że jego praca zostaje przetworzona na energię. Thoreau jako chomik przyszedł mi do głowy, kiedy przeczytałem ostatni tekst Olafa o grze wydanej przez DARPA.

Czytaj dalej →