Archiwa tagu: Counter-Strike

Szlam

jewish_gay_prideWyrwałem chwasta. Mam nadzieję, że, zbanowany, zniknął na zawsze w zimnym piekle niepamięci, że już nigdy nie wróci, by rzygać na innych. Niech się tam miota, wścieka, przeklina do głuchych ścian, wygraża w poczuciu bezsiły, że nikogo to nie obchodzi; po napisaniu tego tekstu nie chcę mu poświęcić ani jednej myśli.

Lewy górny róg ekranu to w sieciowym „Battlefieldzie 4” okno na świat, z którym na co dzień nie chcielibyśmy mieć do czynienia. Komunikaty pisane przez graczy, często w furii i złości. Bywają obraźliwe i pełne bluzgów. Zwykle nie reaguję, bo to jak powstrzymywać parasolem tsunami, ale czasami nie sposób zdzierżyć. Nie, gdy jakiś gnojek bryzga jednym za drugim antysemickim tekstem. Na niemieckim serwerze.

Czytaj dalej →

Klęsk@ i N@dzieja w Sieci

Kupując „Journey” (w wersji polskiej – „Podróż”) nawet o sprawie nie wiedziałem. Kupiłem dla intrygujących autorów, dla obrazów podpatrzonych w internecie, dla muzyki zapowiadającej się pysznie, wreszcie dla notorycznego już wsparcia gier eksperymentalnych. Zaskoczeniem było, że eksperyment rozciąga się tym razem na obszar, do którego ostatnimi czasy czułem obrzydzenie. Na rozgrywkę wieloosobową.

Czytaj dalej →

Art Games vs Game Art

Na tegorocznym Biennale Sztuki w Wenecji dzieła włoskich artystów prezentowane są w dwóch pawilonach: oficjalnym, od którego estetycznopersonalna burza zdystansowała część środowiska artystycznego Italii, oraz „alternatywnym” – małej, darmowej wystawie „Neoludica”, gdzie rwetes wokół „wielkiej sztuki” nie dociera. Jest skromnie, inaczej i ciekawie. Ale i tu, pod powierzchnią, widać linie podziału.

Czytaj dalej →

Zen strzelania z deagle’a

Gram w „Counter-Strike’a” od ładnych paru lat. Z różnych powodów. Jeden, dość istotny, wyjaśniłem tu kiedyś i nie ma sensu do tego wracać. Kolejny jest tak oczywisty, że nie wymaga szerszego omówienia – to zbawcze iniekcje adrenaliny, czyszczące krew ze zmęczenia, gdy wracam wymięty późnym wieczorem z fabryki. Mapa, dwie i powieki przestają ciążyć ołowiem, mogę jeszcze funkcjonować przez chwilę. Nie mam też złudzeń – to oczywiste, że karmię w ten sposób pomniejsze demony atawizmów. Godzę się na te proste, niskie satysfakcje bez wyrzutów sumienia. Wierzę, że znając mechanizmy, nie pozwalam ewolucyjnym zaszłościom w swojej psychice na przejęcie kontroli. To nigdy nie jest do końca bezpieczna gra; niewykluczone, że zachowuję się jak „sportowy” narkoman przekonany, że racjonalnie odmierza dawki i wszystko ma pod kontrolą. Wychodzę z założenia, że gwarantem mego bezpieczeństwa jest w tym przypadku rozumienie przyczyn i znaczenia procesów, ale też nie jestem na tyle naiwny, by nie wiedzieć, że to spacer po wysoko zawieszonej linie. Niestety, lubię się zatracać i zbyt łatwo ignoruję ryzyko.

Ale to tylko dygresja. Chciałbym dziś spojrzeć na „Counter-Strike’a” pod innym, mniej oczywistym kątem.

Czytaj dalej →