Archiwa tagu: Fallout: New Vegas

Ogłoszenie drobne: Jawne na Polconie

197856_polcon-2013_logo_200Wszystkim zainteresowanym donoszę, że na zbliżającym się wielkimi krokami warszawskim Polconie – największym święcie polskiej fantastyki – nie zabraknie Jawnych Snów, w mojej osobie. Pojawiam się w sobotę, 31-go sierpnia. Będę mówił kilka razy i o kilku sprawach. Najpierw, oczywiście, o grach tekstowych. Od 10 do 11 – o ich historii, a od 14 do 15 o tym, jak wyglądają teraz. O 15 nie przerwę gadania, tylko gwałtownie zmienię temat – przejdę do tego, jak bardzo (i dlaczego) gry komputerowe nadają się do przedstawiania społeczeństw dystopijnych i czym takie growe dystopie mogą się różnić od dystopii literackich czy filmowych. W roli ram całego spotkania wystąpią „A Mind Forever Voyaging” i „Fallout: New Vegas”; pomiędzy nimi znajdzie się, mam nadzieję, miejsce dla mnóstwa innych tytułów – i ciekawej rozmowy. Zapraszam serdecznie – impreza odbywa się w gmachu Politechniki Warszawskiej.

Czytaj dalej →

Sieć społecznościowa

Wyobraźmy sobie, że gram w jakiegoś RPGa, jakich wiele. Wchodzę do wsi. Facet z pierwszej chatki po lewej mówi, że zgubił rodowy pierścień w pobliskim grobowcu, a tam starożytne zombie, więc kłopot. W drugiej chatce jakaś kobieta skarży się, że jej syn od dwóch dni nie wraca, a poszedł tylko do karczmy po piwo. W karczmie (za wyjątkiem karczmarza pustej) dowiaduję się tylko, że w piwnicy rozpleniły się szczury, a ten, kto je zgładzi, dostanie w nagrodę pół barku i córkę karczmarza. Każde z tych zadań pięknie się rozwija (na trzy sposoby jawne i jeden easter-eggowy), za każde dostaję piękne nagrody. Czemu się krzywię? Ano temu, że faceta z pierwszej chatki po lewej zupełnie nie obchodzi zaginięcie syna sąsiadki, a karczmarz, który miał mu sprzedawać piwo (więc może widział go jako ostatni) nie ma na jego temat nic do powiedzenia. To przecież mała wioska, w której wszyscy powinni wszystkich znać. A tu – każde zadanie i każda postać to samotna wyspa, zawieszona w społecznej próżni. Czy rzadko widywaliśmy takie gry?

Czytaj dalej →

10 powodów, dla których już po 4 godzinach strasznie lubię nowego Deus Eksa

Powód 1. Uniwersalny. Bo to kolejna gra, po której będzie jeszcze trudniej z miną starego zgorzkniałego dziada dręczyć młodzież komentarzami typu „Dzisiaj się już takich gier nie robi”, „Kiedyś to było”, „A co wy tam wiecie”, „A ja wciąż gram pod Windows 98” itp. Kolejny (po choćby „Falloucie: New Vegas” czy pierwszym „Dragon Age”) kasowy przebój, którego twórcy uznali, że aby osiągnąć sukces, nie trzeba niczego upraszczać, bo gracz nie jest głupi. Nowy „DX” nie choruje na konsolozę, nie ogranicza rozmiarów map, żeby lepiej działały na Xboksie, nie ładuje do wszystkich pistoletów tego samego typu amunicji. Przy swoich przodkach – a szczególnie przy najstarszym antenacie – nie ma się czego wstydzić. Nostalgia niepotrzebna.

Czytaj dalej →

Skanujemy: syndrom dzieciucha

Impreza w akademiku – staramy się być w miarę cicho, bo wiemy, że ludzie w sąsiednich pokojach właśnie wkuwają do ważnego egzaminu. Tylko jeden kolega, który trochę już się rozweselił, skacze i porykuje – krótko mówiąc, cieszy się życiem. Trzy różne osoby przychodzą z prośbą, żeby był ciszej – pomaga na krótko. Próbuję sam go uciszyć. W odpowiedzi: „Stary, […], nie bądź taki Rumcajs! Ja się tu świetnie bawię!” Ta scenka przypomniała mi się, kiedy przeczytałem ostatni wpis na blogu Femina Ludens.

Czytaj dalej →

Gra przestrzenią (1): Wszystkie drogi prowadzą do Vegas

„Fallout: New Vegas” co chwila mnie zachwyca. A najbardziej w tym zachwycaniu zachwyca mnie to, że chodzi w nim zwykle o drobiazgi, których równie dobrze mógłbym nie zauważyć. Jednym z moich najmilszych wspomnień z F:NV jest moment, kiedy późnym wieczorem uparłem się, że zanim pójdę spać, dojdę do Vegas, żeby je wreszcie zobaczyć. Bez rozmawiania z ludźmi, bez wykonywania żadnych zadań. Miałem jeszcze kawałeczek do przejścia, bo byłem przy sklepiku na skrzyżowaniu 188. Tej podróży długo nie zapomnę.

Czytaj dalej →