Podsumowanie 2016

Cóż to był za rok! Brexit, Trump, Syria, Kaczyński, Macierewicz, kryzys grudniowy, kryzys migracyjny, uchodźcy, zamachy. Brzmi jakby Billy Joel układał kolejną zwrotkę do “We didn’t start the fire”. Działo się też w świecie gier: rewizje sprzętowe, rzeczywistość wirtualna, zapowiedzi nowej konsoli, mnóstwo świetnych tytułów, rozmaite afery i emocje. Doskonałe podsumowanie roku z perspektywy growej znajdziecie na Eurogamerze i Polygonie. Miłym polskim akcentem było zauważenie przez “Politykę” gier wideo i utworzenie w Paszportach Polityki kategorii Kultura Cyfrowa – wśród nominujących znajdziecie parę nazwisk które pojawiały się na Jawnych Snach, w tym Pawła Schreibera i niżej podpisanego.

20160221_095252

Żeby nie zanudzić osobistymi wtrętami, skróćmy je do minimum: w 2016-tym działo się. Siłą rzeczy oznaczało to mniej czasu na granie, o pisaniu już nie wspominając. Co powiedziawszy, udało się jednak parę rzeczy zdziałać: wspomnieć Terry’ego Pratchetta w rocznicę jego śmierci (jeśli mielibyście przeczytać tylko jeden mój tekst w tym roku, to niech to będzie ten), zrecenzować “Hyper Light Drifter”, opowiedzieć historię biblioteki Flixel, a także porozwodzić się trochę nad mechanicznym Sercem z “Dishonored”. Do tego jeszcze dwa artykuły zamówione do Kompendium Neo+Retro, które niestety padło zanim się ukazało – pierwszy z nich przytuliła Polygamia, drugiego na razie nie miałem motywacji by dokończyć. Całość uzupełnia dwanaście felietonów okołogrowych na wspomnianej Poly plus parę tekstów na Jawnych, gdzie w tym roku czuję się nieco jak zarządca masy upadłościowej.

Na początku 2016 pograłem sobie trochę w “Sunless Sea”, nie pod żaden artykuł, tylko po prostu dla przyjemności – i świetnie się przy tym bawiłem. Również w styczniu nabyłem “Darkest Dugeon”, które wciągnęło mnie na kolejnych kilka miesięcy. To naprawdę fantastyczna gra, gdzie dodatkowo bawią mnie paralele z zarządzaniem zespołami IT, czym zajmuję się zawodowo. Wysmakowana wizualnie, bardzo lovecraftowska w stylistyce, kojarzy się trochę z komiksami Mignoli i Oeminga – więcej przeczytacie tutaj.

Z tych czy innych względów na wiosnę sporo grałem na komórce, głównie nadrabiając gry z poprzednich lat: “80 Days” (niby powinno, a nie wciągnęło), “Machinarium” (prześliczna rzecz od braci Czechów) i “Out There: Ω Edition”, które bardzo mi się spodobało. Po części to kwestia DNA współdzielonego z “Faster Than Light”, niespieszny model rozgrywki nie wymagający zręcznościowego klikania i główkowanie jak poradzić sobie z ograniczonymi zapasami w ograniczonej przestrzeni małego stateczku. W znacznej mierze zaś nastrój rodem z science-fiction mojego dzieciństwa, samotny człowiek wobec ogromu i piękna niezmierzonego wszechświata. Urzekła mnie oprawa audiowizualna “Out There” i dziwaczne dialogi z obcymi rasami, teraz to jedna z gier które zawsze mam na telefonie.

Kwiecień to fantastyczny “Hyper Light Drifter”, którego największą wadą jest dla mnie to, że nigdy nie ukaże się na Vicie, gdzie pasowałby idealnie. Szkoda. Maj to moment powrotu do Game Boya, czego rezultatem było katowanie “The Legend of Zelda: Link’s Awakening” na emulatorze na PSP, bo przy gameboyowym ekraniku LCD mogą oczy wypłynąć. Przy okazji udało mi się wreszcie ustawić na nim takie kolory jak chciałem, to znaczy stosowne odcienie zielonego.

Późny maj i czerwiec to z kolei szerzej niezauważone i zdecydowanie niedocenione “Stories: The Path of Destinies”, o którym, co ciekawe, dowiedziałem się z recenzji na Polygamii. Koncept trochę podobny do gier z serii “Zero Escape” (o drugiej części pisałem tutaj, o trzeciej będzie dalej) – eksploracja całej przestrzeni zdarzeń, gdzie skompletowanie jednej gałęzi drzewa decyzyjnego odblokowuje informacje potrzebne w innej. Tyle że zamiast na grę logiczną i visual novel nałożono to na bijatykę w baśniowych klimatach – co akurat jest chyba najsłabszą częścią “Stories”. Na plus można za to policzyć narratora i zabawę konwencją baśni, całość jest oryginalna, pomysłowa i niedroga, więc zdecydowanie warto. Poleca się.

stories_-the-path-of-destinies_20160427223627

Gdzieś w tym czasie grałem też (i nadal grywam, tylko rzadziej) w “Bastion“ i “Risk of Rain“ na Vicie. Co ciekawe, obydwa tytuły weszły mi tam o wiele lepiej niż na PC: w teorii większy ekran i myszka powinny działać na ich korzyść, a jakoś bardziej smakowały mi na Vicie. To samo wrażenie miałem też grajac w “Super Meat Boy“. Nie jest to może najmocniejszy argument za Vitą (granie w pecetowe indyki na PSV, ekran mniejszy, za to drożej, hmm) – jednak subiektywnie bardziej podobają mi się właśnie na tej platformie. De gustibus i co nam pan zrobi?

Latem zahaczyłem “Oxenfree” i ”Duskers”, oba tytuły są bardzo ciekawe, ale z tych czy innych względów nie miałem czasu się zagłębić, a wyrwany z klimatu nie dałem rady potem do nich wrócić. Zapewne w jakiejś wolniejszej chwili spróbuję ponownie. Nadgryzłem też “Curious Expedition” i podobnie jak to było z “80 Days”, w teorii powinno bawić, a znudziło. Zupełnie nie rozumiem czemu tak się stało, bo wszystkie składniki niby są na miejscu: eksploracja, rouguelike, klimaty awanturniczo-przygodowe, ładne piksele. A nie zachwyca, jak Słowacki.

o-axiom-verge-facebook

Gdzieś w sierpniu na wyprzedaży Sony nabyłem “Axiom Verge”, na temat którego kolega z pracy piał mi peany od początku roku. Cóż, jako że ciągle jeszcze nie mam PS4, skusiłem się na tę grę dopiero gdy wyszła wersja na Vitę. I, cholercia, jaka to dobra rzecz jest, to nie macie pojęcia. Bardzo klasyczna metroidvania w klimatach sci-fi, z rozpikselowaną grafiką w stylu retro (te kafelki! ta paleta!), fantastyczną muzyką (rewelacyjny chiptune’owy soundtrack), niezłą fabułą (sic! niby potrzebna jak w porno, a jest i daje radę), mnóstwem sekretów do znalezienia i pomysłowymi elementami pogrywającymi z konwencją (hakowanie rzeczywistości – jak zagracie, zrozumiecie). A wszystko to zrobił jeden człowiek, Thomas Happ, na dodatek inwestując własne pieniądze i walcząc z ciężką chorobą dziecka w międzyczasie. Dostępna jest w zasadzie na wszystko (PlayStation 4, PlayStation Vita, Microsoft Windows, OS X, Linux, Xbox One, Wii U, inteligentną pralkę, internetową lodówkę, mikser do kawy), więc jeśli tylko macie wolnych parę groszy, kupcie ją i ręczę że będziecie się dobrze bawić. Przy okazji zaś wesprzecie człowieka którego warto wesprzeć, choćby po to żeby zobaczyć co następnego zrobi.

1979

We wrześniu wziąłem się na porządnie za “1979 Revolution: Black Friday” do którego pracę domową w postaci odświeżenia rozmaitych książek o Iranie odrabiałem prawie od początku roku. Choć widać po tej grze ograniczony budżet, to zdecydowanie warto – zwłaszcza w tandemie z “The Cat and the Coup” (tekst Pawła do przeczytania tutaj). Chciałbym kiedyś doczekać gry wideo opowiadającej o naszej historii najnowszej w równie zniuansowanej i wyważonej formie. Zważywszy jednak podejście do polityki historycznej w naszym kraju marne szanse… ach, dość o tym, bo wejdziemy na śliski grunt.

Październik i listopad to “Zero Escape: Zero Time Dilemma” na PS Vita – fajne, ale wtórne względem dwójki, powielające wszystkie jej słabe strony (irytujące postacie, przekombinowana fabuła), w dodatku łamiące niektóre wcześniej ustalone reguły tego świata. Ogólnie rzecz biorąc, gra całkiem znośna, ale po znakomitej “Virtue’s Last Reward” – rozczarowanie.

cat-teaserW listopadzie z uwagi na wczesne wieczory, fatalną pogodę i ogólne fuj grałem ciut więcej. Przeszedłem znakomite “ᗢ”, jak dla mnie najlepszą darmową grę tego roku. Nie zdążyłem napisać recenzji, ale zrobię to na początku 2017-ego, bo uważam że to tytuł w który powinien zagrać każdy gracz ceniący sobie nastrój i wpływy klasyków.

Zachęcony komentarzem na Jawnych zacząłem “Inside”, ale im dalej w ten las, tym mniej mi się podobało. Po obejrzeniu zakończenia odechciało mi się nawet recenzować. Zahaczyłem “Life is Strange” na PS3, ale odciągnęły mnie od niego rozmaite rzeczy i chyba będę musiał rozpocząć tę przygodę od nowa. Zachęciły mnie recenzje “Tyranny”, które wdrożyło jeden czy drugi patent który wymyśliłem dawno temu, fantazjując na temat wyśnionego erpega co to bym go chciał kiedyś stworzyć – ale sama gra znużyła mnie powtarzanymi bez końca walkami i jakimś takim mało ciekawym światem.

Grudzień zaś to był czas zmian i powrotu syna marnotrawnego do świata pecetowego grania po prawie dekadzie grania na konsolach. Z tych czy z innych względów zakupiłem bowiem laptopa wyposażonego w procesor i7, dysk SSD oraz kartę graficzną GeForce GTX 1060 – po czym okazało się że chodzi na nim absolutnie wszystko co wyszło na przestrzeni ostatnich lat, w FullHD, na najwyższych detalach i tak płynnie, że nie wiem ile klatek na sekundę. Steam sam instaluje patche, poprawki i sterowniki, więc moja interakcja z systemem operacyjnym ogranicza się w zasadzie do włączenia trybu Big Picture i grania. Czym prędzej kupiłem i zainstalowałem “Tales of Borderlands”, wszystkie “Wiedźminy” i “Dark Souls”, “Dishonored”, “Mirror’s Edge”, “Tomb Raider”, “Spec Ops: The Line”, “Ori and the Blind Forest”, “Far Cry 4” oraz wiele innych rzeczy, płacąc za to odpowiednik jednej gry na PS4 (ok. 300PLN), po czym wziąłem się za granie. Fascynujące, jak lekki piętnastocalowy laptop jest w stanie uciągnąć wszystko to do czego niedawno potrzebowałem PlayStation 3, tylko w wyższych rozdzielczościach i z o wiele krótszymi czasami ładowania (!). Wniosek praktyczny: PlayStation 4 kupię już wyłącznie dla exclusive’ów, co oznacza że zakup ten po raz kolejny odsunął się w czasie na bliżej nieokreśloną przyszłość. W “Dark Souls 3” mogę teraz spokojnie zagrać na PC, to samo dotyczy odświeżonych nowych “Tomb Raiderów” i “Dishonored 2”. Chwilowo cierpię tylko na dylemat osiołka i żłobów – w co nie wsadzę pyska, to za chwilę korci drugie. W efekcie FOMO, ADHD i skakanie od sasa do lasa, kwadrans w to, pół godziny w co innego, chaos i masakra.

Grudniowego szaleństwa nie biorę w zatem pod uwagę składając listę najulubieńszych gier roku. Znajdują się na niej tylko rzeczy w które miałem czas wgryźć się głęboko i starannie. Podium zwycięzców:

  • Darkest Dungeon (PC) – numer 1 i tyle, co potwierdza milion sprzedanych egzemplarzy,
  • Axiom Verge (Vita) – wysoka nota za grywalność i inspiracje klasykami,
  • 1979 Revolution: Black Friday (PC) – wysoka nota za wyważone ukazanie trudnej historii i walory dydaktyczne,

oraz rekomendacje:

  • Stories: Paths of Destinies (PC) – warto za oryginalny pomysł i estetyczne wykonanie, mimo ograniczeń warstwy rozgrywki,
  • Hyper Light Drifter (PC) – warto za całokształt, szkoda tylko że nie ma na Vitę,
  • (PC) – najlepsza darmowa gra roku, uwierzcie mi na słowo.

Brawa, oklaski, confetti. Pamiętajcie, że to moja prywatna top lista – obiektywnie możliwe że w 2016-tym roku znalazłyby się lepsze gry, ale czego nie widziałem, tego nie ma.

Gdzieś w tym roku ukazał się czwarty akt “Kentucky Route Zero”, którego koniec końców nawet nie włączyłem. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam KRZ za nastrój, estetykę i wielopoziomowe nawiązania kulturalne, ale częstotliwość z jaką pojawiają się kolejne odcinki powoduje, że za każdym razem powienienem przejść poprzednie, żeby pamiętać co się wydarzyło. Przejdę sobie całość w 2018-tym jak wyjdzie ostatni epizod.

Sporo też było w 2016-tym tytułów które zacząłem, a których nie dałem rady nie tylko skończyć, ale nawet porządnie rozgrzebać, najczęściej z uwagi na tak zwane życie.

zubmariner

“Zubmariner”, “Oxenfree”, ”Duskers”, “Life is Strange” – wszystko to znakomite, oryginalne i pomysłowe gry, niestety wymagające czasu, czyli waluty o którą w dzisiejszych czasach coraz ciężej. Podobnie z “Dark Souls 3”, rzecz jest piękna, ale albo ja tak odwykłem od poziomu trudności z From Software, albo jakaś trudniejsza jest od poprzedniczek, bo na razie, wstyd przyznać, ciągle baruję się z pierwszym bossem.

Do tego jeszcze dochodzą gry zbyt drogie lub exclusive’y. Przykro mi bardzo, zarabiam w Polsce, cena trzysta złotych za grę kojarzy mi się z najgorszym okresem lat dziewięćdziesiątych. A jeżeli do czegoś potrzebna jest konkretna platforma której nie mam – no cóż, po prostu w to nie zagram. Tak że “Bloodborne” i czwarty “Uncharted” muszą jeszcze chwilę zaczekać.

W rok 2017-ty wchodzę zatem z toną zaległości, kilkunastoma nadgryzionymi grami i miłą świadomością, że co by się fajnego nie ukazało, to mój nowy sprzęt to pociągnie. W pierwszych miesiącach planuję jednak zamknąć oczy, zatkać uszy, omijać sklepy i strony o grach, żeby nie dokładać nowych rzeczy na kupkę wstydu. W zasadzie mogę przestać zaglądać do internetu, zamknąć w chatce na skraju lasu i grać w starsze tytuły, które ominęły mnie z uwagi na brak stosownego sprzętu. Parę rzeczy dokończę, paroma na spokojnie się pobawię, zobaczę jak wychodzi mi wylogowanie się z konsumpcyjnego pędu.

20160708_190809

Nieco niepokoi mnie tylko, że z każdym kolejnym rokiem coraz ciężej mi wykrzesać z siebie entuzjazm wobec nowych gier, nowych konsol i nowych trendów. W tym roku zamanifestowało się to między innymi napadami nostalgii retro, powrotami do ZX Spectrum, Amstrada i Game Boya, gmeraniem w Pico-8, zakupami książek o starych komputerach. Może to oznaka dziadzienia i czas ustąpić łamów młodszym i bardziej podekscytowanym?

Tak czy owak, życzę wszystkim udanego growego roku 2017.

17 odpowiedzi do “Podsumowanie 2016

  1. zielona

    To ja czekam na wrażenia z Dishonored, bo to gra, która niby fabułą nie zachwyca, bo klisza na kliszy i w ogóle, ale jakoś wgryzła się we mnie (dizajn!, mechanika! i ogólny klimat) i lubię czytać, co inni o niej myślą.

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      „Dishonored” przeszedłem na PS3 wraz z DLC. Teraz kupiłem za grosze na Steamie żeby sobie odświeżyć przed kolejną częścią, tylko w wyższej rozdzielczości i detalach. Ogólnie – bardzo mi się ta gra podobała, dużo jest w niej rzeczy za które ją można lubić. Grafika, świat przedstawiony, klimat, swoboda rozgrywki, krytyka klasizmu etc.

      Odpowiedz
    2. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      O, znalazłem swoje impresje z podsumowania 2013 roku:

      W lipcu katowałem „Dishonored”, rewelacyjną grę, która zasługuje na znacznie wyższe oceny i dodatkową meta-analizę pod kątem inspiracji malarskich i historycznych. Paweł troszeczkę podszczypywał „Dishonored” za logikę AI i faktycznie, tytuł ten nie jest pozbawiony pewnych wad. Niemniej chyba wszyscy jawnosnowicze zgodzą się, że pod względem mrocznego nastroju, kreacji świata przedstawionego, przepięknej strony wizualnej, pomysłowej rozgrywki i palety bohaterów pierwszo- i drugoplanowych jest to jedna z najciekawsztch gier ostatnich lat. Ja się zakochałem.

      oraz dotyczące DLC z podsumowania 2015-tego:

      Kolejna wyprzedaż zaowocowała dubletem DLC do “Dishonored”, które gorąco polecam każdemu fanowi gry. Klimatyczne, ponurawe, z różnymi wariantami finału, a do tego świetnie wpasowane obok głównego wątku. Ponadto Daud, morderca do wynajęcia, tytułowy “Nóż Dunwall”, obecnie targany wyrzutami sumienia po zgładzeniu cesarzowej, wydaje mi się ciut ciekawszym bohaterem niż milczący Corvo, dobry rycerz bez skazy i zmazy.

      Odpowiedz
  2. Bartosz Grzesiowski

    Szukam laptopa do gier z kartą GeForce GTX 1060 albo 1070, wydajnego i wyróżniającego się jakością wykonania. Przyznam, że z większością laptopów dla graczy trudno by mi się było pokazać poza domem, wyglądają jarmarcznie. Na polskim rynku pojawił się Dell Alienware 15 r3, ale do cieniutkich (do dyskretnych – chyba również) nie należy. Chyba najlepszy jest Razer Blade 2016, ale jest dość drogi, a o profesjonalny serwis niełatwo, poza tym nie wiem, czy ma polski układ klawiatury. Czy mógłbyś polecić jakiś cieniutki i solidny model?

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      Przerabiałem dosyć podobną ścieżkę myślenia co Ty: Alienware ciężki, klocowaty i – izwinitie – oczojebny. Razer Blade ładny, lekki, ale u nas na rynku go nie ma, więc z serwisem może być krucho. Poza tym drogi. Wizualnie i wagowo podobał mi się Dell XPS 15 – ale ten z kolei ma tylko 960M, a kosztuje jak MacBook. MSI mają fajną podświetlaną klawiaturę, ale są ciężkie. Argh! Cholery można dostać.

      Cofnijmy się do początku zeszłego roku. Szukaliśmy laptopa do CAD-a i Inventora dla mojej żony. Parametrami i ceną pasowało Lenovo Y50-70 z kartą 860M, ale w internecie dużo było opisów problemu z pękającymi zawiasami. Rozważaliśmy jeszcze MSI GE60 i ASUS ROG G551JM. Koniec końców stanęło na tym drugim. Wizualnie godny (czerwony to nie mój kolor, ale żonie się podobał), ciut przyciężki jak na 15-tkę (pod 3kg), karta wystarczająca do pracy, jakość wykonania bez zarzutu.

      Wracamy zatem do naszych rozważań. Zdecydowałem się zobaczyć co tam słychać w tej samej mniej więcej półce, czyli ASUS ROG. Z nowymi NVidiami były dwa: GL502VS (1060) i GL502VM (1070). W ogóle ASUS powinien się zastanowić nad oznakowaniem modeli, bo poprzednie nazywały się GL502VT (970M) and GL502VY (980M) – pomylić się łatwo, znaleźć stosowne recenzje ciężko, ogólnie ktoś sobie tego nie przemyślał.

      Recenzje z NotebookCheck obu egzemplarzy na architekturze Pascala linkuję poniżej dla Twojej wygody:
      http://www.notebookcheck.net/Asus-ROG-Strix-GL502VM-Notebook-Review.187341.0.html
      http://www.notebookcheck.net/Asus-ROG-Strix-GL502VS-Notebook-Review.171567.0.html
      Ten z 1070 jest grubszy, cięższy i znacznie droższy. Takoż bardziej hałasuje. Padło więc na model z 1060.

      Konkretnie taką wersję i od tego sprzedawcy (negocjuj cenę!):
      http://www.x-kom.pl/p/326189-notebook-laptop-156-asus-strix-gl502vm-24-i7-6700hq-24gb-4801tb-win10.html

      Wady:
      – wizualnie bardziej – pardon my french – oczojebny niż ten starszy model który ma żona. Pomarańczowe elementy, czerwone podświetlenie i jeszcze te klawisze WSAD. Ech.
      – 2.5kg to jest okej jak na laptop do grania, ale mógłby być lżejszy. Do tego ciężki zasilacz.
      – ekran jest okej, ale ma grube ramki dookoła.
      – nagrzewa się przy graniu, acz nie jakoś strasznie (w porównaniu z innymi jakie miewałem w rękach).
      – słyszalne chłodzenie jak tylko odpalimy coś ciut bardziej wymagającego (nie wyje, ale nie jest to cichy laptop).
      – mnóstwo poinstalowanych śmieci od ASUS-a.
      – tylko 3h na baterii i to bez grania.
      – Windows 10…

      Zalety:
      – wszystko chodzi jak marzenie w FullHD i na co najmniej wysokich detalach.
      – kształt ma zgrabny i w sumie jest dość lekki.
      – G-sync powoduje że jest miodopłynnie i bez rwania.
      – dwa dyski twarde w cieniutkiej 15-tce, w tym jeden SSD!
      – mocne głośniki jak na laptopa.
      – chłodzenie słychać, ale nie piszczy i nie skrzeczy, więc nie przeszkadza.

      Nie jest to laptop idealny, ale jak na ten rozmiar i wagę, to jest to rakieta w rozsądnej cenie. I o to mi chodziło. Dlatego przy wszystkich wadach (a wyliczyłem totalnie wszystko co przyszło mi do głowy) jestem zadowolony z zakupu i wszystkim polecam, zanim złotówka nie spadnie tak, że będzie kosztował 10kPLN…

      Odpowiedz
      1. Bartosz Grzesiowski

        Dzięki za rekomendację. Wygląda na to, że osób zainteresowanych zakupem mocnego i nierzucającego się w oczy sprzętu jest wielu, mamy podobne doświadczenia. Ja również jestem zainteresowany Striksem, ale ze względu na 2 wady, które wymieniłeś (przedpotopowe ramki i pastelowe klawisze WASD), nadal szukam alternatyw (może wkrótce po targach CES pojawi się coś interesującego).

        Poszukuję solidnej rakiety w rozsądnej cenie – nawet niekoniecznie przeznaczonej do grania, rozważałem kombo stacjonarka gamingowa + laptop. Apple w tym roku przegięło – quad core i7 rozpoczyna się od 13 tys. zł, więc muszę szukać gdzie indziej. Kupiłbym, gdybym był przekonany, że pochodzi ze 3, 4 lata, ale mój iPad Air zaraz po wygaśnięciu rękojmi nadaje się tylko do wymiany (czas pracy na baterii to ok. 60 minut), więc nie jestem już skłonny do przesadnych wydatków na wzornictwo, skoro tak szybko wchodzą na rynek coraz bardziej wydajne podzespoły.

        Dlatego w tym roku nastawiam się na opcję kebabową: dużo i tanio. Właśnie te kryteria spowodowały, że zainteresowałem się jeszcze innym modelem: HP Omen 17 z GTX 1070 za 8 tys. HP jest na szczęście nudną korporacją, której próby wyprodukowania drapieżnego laptopa gamingowego doprowadziły do powstania monotonnego Paviliona z trybalnym logo. Mimo wszystko spore nadzieje wiążę ciągle z Alienware 15 r3, który stał się dostępny w Polsce tuż przed świętami (jest lżejszy, niż poprzednik: http://www.euro.com.pl/laptopy-i-netbooki/dell-alienware-15-a15-i7-6700hq-16gb-1tb-512-ssd-gtx1070m-w10.bhtml). Diody LED-owe zawsze można wyłączyć, tych nieszczęsnych, cukierkowych WASD-ów niestety nie – a wiadomo, że w pracy lepiej się przyznać do oglądania porno, niż do grania w gry komputerowe, przynajmniej na razie.

        Odpowiedz
        1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

          Ramki przeszkadzają mi tylko wtedy, kiedy korzystam z ekranu laptopa – czyli w podróży, bo w domu albo zewnętrzny monitor albo telewizor. Stylistyka pod nastoletniego gracza – trochę irytuje, ale szkoda mi życia na szukanie idealnego ideału. Zawsze za rogiem jest coś co będzie szybsze/ładniejsze/lżejsze/etc i co by się nie wybrało, to i tak zaraz przyjdzie coś nowszego, więc można albo przebierać w nieskończoność albo się wreszcie zdecydować (to działa nie tylko z komputerami). :)

          Odpowiedz
        1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

          Nie bardzo, bo, jak piszę powyżej, odnotowałem że są cięższe i głośniejsze, i przestałem się interesować. Myślę, że gdyby mnie korciła moc bez ograniczeń, to poszedłbym w 17″ – więcej miejsca w obudowie, więc z chłodzeniem lepiej, nie jest to wszystko tak naćkane, a czy będzie o pół kilo cięższe, to już wtedy nie robi wielkiej różnicy. Co powiedziawszy – to tylko moje „rozważania nagórze”.

          Odpowiedz
  3. M

    2016 – rok, w którym tęskniłem do swego dawnego entuzjazmu dla gier, a w praktyce większość gier mnie znudziła. Chyba czas do piachu.
    No, „The Witness” jest spoko – może nawet kiedyś przejdę.

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      Ja tak miałem w 2014-tym. W 2015-tym mi przeszło, w znacznej mierze za sprawą Invisible Inc. Obiektywnie rzecz biorąc 2016 to był naprawdę niezły rok dla gier – ale też mam trochę tak jak Ty, w sensie że jakoś mniej mnie to wszystko rusza. Starość nie radość. Na odtrutkę polecam Darkest Dungeon, Axiom Verge i ᗢ. U mnie pomogło.

      Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      Czeka na swoją kolej. Przez większą część 2016-tego nie miałem dostatecznie mocnego komputera żeby się w pełni nacieszyć tym tytułem. A teraz mam zaległości. Więc na 90% przejdę w tym roku.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *