Archiwa kategorii: Pełniej sprawni

Żegnaj, Rurouni Kenshinie

Rouroni_KenshinZobaczyłem to zdjęcie pierwszy raz półtora tygodnia temu. Niektórzy z Was być może znają je o wiele dłużej. Zostało upublicznione w roku 2007, gdy brytyjski fotograf Robbie Cooper wydał album „Alter Ego: Avatars and their creators” – owoc trzech lat podróży po kilku kontynentach. Zestawił w nim graczy i stworzone przez nich postacie, dzięki którym wchodzą w interakcje z awatarami innych bywalców sieciowych światów. Pod ramką ze zdjęciem i zapisanym w grze kadrem z awatarem widniało parę słów wyjaśnienia od gracza – lub graczy, bo czasami była to przygoda dla dwojga – skąd ta fascynacja wirtualnym światem równoległym.

Jeden z bohaterów projektu „Alter Ego” przykuwał szczególną uwagę. Jason Rowe, jako potężny wojownik Rurouni Kenshin szukający lepszego życia w galaktyce daleko, daleko stąd – tu, na planecie Ziemia walczył o każdy oddech słabnącymi płucami. Postępujący zanik mięśni nie pozwoliłby mu nawet siedzieć przed ekranem, gdyby nie sztywny, utrzymujący ciało w pionie gorset. Niemal zupełnie bezwładne dłonie wykluczały korzystanie z tradycyjnej klawiatury, mikrofon także nie mógł się przydać na nic. Jason, w „Star Wars Galaxies” snajper, zakuty w pancerz reprezentant rasy ludzkiej o imieniu pożyczonym od ronina z japońskiej mangi i serialu anime, kontaktował się z innymi graczami dzięki klawiaturze wyświetlanej na ekranie.

Czytaj dalej →

Latka lecą albo wołanie z grobu

Ostatnio ktoś mi powiedział, że się zestarzeję. Nie bardzo mam ochotę w to wierzyć, a i temu człowiekowi nie ufam, gdyż potem wydukał coś o śmierci, w co po prostu nie mogłem uwierzyć.

Podobno młodość jest kwestią psychiki. To częściowa prawda, gdyż znam takiego, co już w przedszkolu miał pod osiemdziesiątkę, a następnie obrał kurs odwrotny (teraz liczy sobie mniej więcej czterdzieści lat). Wiele zależy od trybu życia prowadzonego przez danego delikwenta. Weźmy najpiękniejszy z możliwych przykładów, czyli niżej podpisanego. Nie pracuję, nie mam rodziny, zaś żyję z popkultury, wskutek czego nie zauważyłem, jak na razie, upływu lat. Inni nie mieli tyle szczęścia. Ostateczną granicę stanowi oczywiście zdrowie, które, trwale nadszarpnięte, otwiera przed delikwentem perspektywę niedołężności oraz grobu. Chciałbym napisać, że wszystkich nas to czeka, ale przecież nie każdy dożyje.

Czytaj dalej →

Votum separatum w sprawie „Call of Juarez: The Cartel”, czyli co motywuje recenzentów

Skończyłem najnowszą grę Techlandu. Nie żałuję. Nie ziewałem, nie musiałem zmuszać się, by dobrnąć do napisów końcowych. Owszem, przeszkadzały mi różne błędy techniczne i brak szlifów, na które to słabości zwracali uwagę krytycy, ale „Call of Juarez: The Cartel” nie wydał mi się katastrofą, jaką zwiastowały recenzje. Na Metacritic w tej chwili: 48/100 (X360) i 49/100 (PS3). Czyli w świecie gier – dno. Taki na przykład Joystiq, który najchętniej wycenia gry na jakieś osiemdziesiąt z hakiem (czy jest na sali lekarz?), a „Halo: Reach” wyróżnił notą 91/100 (siostro, poproszę o jakiś proszek!), przyznał „The Cartel” ledwie 30/100. Notabene nie ocenił tej gry najniżej. GameShark żeruje przy dnie z 25/100.

Czytaj dalej →

D-FENS: Gramy w wisielca?

Jean-Dominique Bauby

„»Gramy w wisielca?« – pyta Teofil, a ja chętnie bym odpowiedział, że bycie paralitykiem całkiem mi wystarcza, gdyby mój system komunikowania umożliwiał szybkie riposty. Najbardziej cięte repliki niezdarnieją, skoro trzeba tak wiele minut, by je ujawnić. Kiedy już się coś pracowicie wypichci, litera po literze, to się w końcu nie rozumie, dlaczego przed chwilą odpowiedź wydawała się tak zabawna. Należy więc unikać niewczesnych dowcipów. To pozbawia konwersację smaczku, żywości, rac słownych: przymusowy brak poczucia humoru włączam w poczet uciążliwości mego stanu”.

Czytaj dalej →

Tak jak w kinie: Apokalipsa teraz

W scenariuszu „Wściekłych psów” Quentina Tarantino pamiętna sekwencja otwierająca film spuentowana została stroną tytułową   z napisem:

I KONIEC KOŃCÓW ZGINĄ WSZYSCY PRÓCZ JEDNEGO

Introdukcja „Melancholii” Larsa von Triera – w przeciwieństwie do tekstu twórcy „Pulp Fiction” – nie pozostawia żadnej nadziei. „Nikt z nas nie ocaleje”,  by zacytować bohatera „Aniołów w Ameryce”. Malarski, ale i nieco manieryczny początek filmu w „maksymalnie zwolnionym” tempie (doskonałe!) przedstawia „piękny koniec świata” pod postacią zbliżającej się do Ziemi planety: Melancholii. Rzecz mogłaby stanowić intro jakiejś awangardowej gry wideo (#czygrysasztuka?). Zresztą, za efekty specjalne   w „Melancholii” odpowiedzialna jest polska firma Platige Image (należy ją kojarzyć z intro/outro wiadomo-jakiej-gry).

Czytaj dalej →

Skanujemy: Pełniej sprawni (1)

Strona internetowa brytyjskiego pisma „Edge” donosi dzisiaj o człowieku, który ukończył grę „Abe’s Exoddus”. Tego rodzaju informacje oczywiście zawsze mi imponują, bo ja, chociaż Abe’a szczerze uwielbiam, nigdy nie wygrałem w żadną część jego przygód (a właśnie się do tego kolejny raz przymierzam, tym razem na PSP). Niniejszym składam wyrazy podziwu każdemu czytelnikowi „Jawnych Snów”, który wygrał albo w „Oddyssey”, albo w „Exoddus” (dalsze „Oddworldy” się już nie liczą, bo łatwiejsze). Ale i tak bardziej podziwiam Terry’ego Garretta, o którym pisze „Edge”. Bo Terry Garret jest niewidomy.

Czytaj dalej →