Fikcyjna wojna, prawdziwe śmierci

To jak rosyjska ruletka à rebours. Zasiadasz do niebezpiecznej zabawy, ale narażasz cudze życie. Co nie znaczy, że sam/-a nie płacisz za tę rozrywkę żadnej ceny. Płacisz, i to wysoką – tym wyższą, im bardziej jesteś samoświadoma/-my. Im większa cechuje cię empatia, odpowiedzialność, wyobraźnia. Gdy dociera do ciebie, co się stało, dopada cię poczucie winy. Strach, że ten rewolwer kiedyś wypali.

Kto wie, może ta zabawa już stała się Twoim udziałem? Może jeszcze nie zdajesz sobie sprawy, co tak naprawdę zaszło? Może już za chwilę obleje Cię zimny pot? A może wzruszysz ramionami, myśląc, że przesadzam?

OK, zaraz się przekonamy.

DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency), czyli Agencja Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych – podległa Departamentowi Obrony USA – stworzyła grę wideo „ACTUV Tactics” (notabene na bazie pecetowej „Dangerous Waters” studia Sonalysts Combat Simulations). Rozwińmy akronim, to wiele wyjaśni: Anti-Submarine Warfare Continuos Trail Unmanned Vessel. W swobodnym tłumaczeniu: Bezzałogowa Broń Pościgowa do zwalczania Okrętów Podwodnych. „ACTUV Tactics” jest symulatorem, w którym sterujemy taką maszyną. Naszym zadaniem jest śledzenie wrogiego okrętu podwodnego, aby nie zwiał w głębiny. Trzeba uważać na obiekty cywilne i kombinować, jak się nie dać zwieść różnym wrednym sztuczkom, którymi wraży kapitan spróbuje nas zmylić.

Gra jest darmowa, każdy może ją pobrać ze strony DARPA. Niestety, jest pewien haczyk.

DARPA uprzejmie prosi, by po zakończeniu zabawy wysłać jej dane o przebiegu rozgrywki. Nie ma się czym denerwować – uspokajają konstruktorzy – żadne inne informacje poza dotyczącymi pościgu naszego ACTUV-a za okrętem podwodnym nie zostaną pobrane z komputera. Chodzi tylko o materiał do analizy, która ma wykazać, jakie rozwiązania taktyczne sprawdzają się w przypadku ACTUV-a najlepiej. Innymi słowy, dzięki naszej zabawie inżynierowie z DARPA będą mogli zwiększyć skuteczność swojej Bezzałogowej Broni Pościgowej do Zwalczania Okrętów Podwodnych. W jeszcze większym skrócie: nasza zabawa pomnoży szanse, że torpeda odnajdzie w oceanie puszkę z ludźmi w środku i ją gwałtownie otworzy. Jeśli mechanizmy wyparcia nie pozwalają komuś dostrzec konsekwencji, ujmę to dosadniej: za naszą sprawą wzrośnie prawdopodobieństwo, że ktoś gwałtownie umrze w głębinach.

No jasne, nie jest to przesądzone. Może nie będzie wojny. Może pływający robot, któremu nasza zabawa pomogłaby skuteczniej tropić ofiary, nigdy nie wejdzie na wyposażenie. Może przesłane przez nas dane praktycznie niczego nie zmieniły. Ale takiej pewności nie mamy. W momencie dostarczenia chłopakom z DARPA paczuszki z naszym skromnym wkładem w rozwój arsenału US Navy, bierzemy na siebie część odpowiedzialności za możliwe śmierci. I nie ma znaczenia, że to procentowo wkład ledwie tyci. Nie jest się żywym czy martwym bardziej lub mniej, to są stany zero-jedynkowe. Albo mamy swój wkład w czyjąś śmierć, albo nie. Nikt, kto brał udział w kamienowaniu, nie może się tłumaczyć, że rzucił w ofiarę tylko raz.

Nie zagrałem w tę grę, ale niewiele brakowało, bym ją bezrefleksyjnie ściągnął i odpalił. Nie jest łatwo z miejsca dostrzec konsekwencje tak niewinnej na pozór zabawy. Wyobraziłem sobie jednak, jak tłumaczyłbym się sam przed sobą, gdyby znaczenie tego, co zrobiłem, dotarło do mnie po fakcie. Bagatelizowałbym. Racjonalizowałbym, że to broń defensywna, ACTUV z gry nawet nie jest uzbrojony, a Amerykanie są po tej fajnej stronie. Łatwo przyswajalne analogi usprawiedliwienia. W końcu trzeba się jakoś bronić przed takimi myślami, po których z przerażeniem patrzymy w lustro.

Ale gdzieś w środku pewnie bym czuł, że nieodwracalnie zawaliłem coś cholernie ważnego.

24 odpowiedzi do “Fikcyjna wojna, prawdziwe śmierci

    1. Olaf Szewczyk Autor tekstu

      @Jakub Gwóźdź

      „Na tej samej zasadzie mógłbyś wzbraniać się przed pracą w fabryce sztućców.”

      Nożem kuchennym też można zabić, ale jest przecież istotna różnica między fabryką sztućców a fabryką granatów, prawda? Każdy instynktownie to wie, zanim jeszcze skrystalizuje w myślach uzasadnienie. Gdybyś ankietował ludzi na ulicy, czy jest im wszystko jedno, w której z tych dwóch fabryk pracują, na pewno nie każdemu byłoby to obojętne. I nie tylko z tego powodu, że widelec nie wzbudza strachu przed eksplozją w hali produkcyjnej.

      Widelec i kałach to nie to samo. Ja pytam, gdzie przebiega granica. I czy jest to granica rozmyta, jakaś skalowana przestrzeń, czy może cienka czerwona linia.

      Ideą tego tekstu miało być postawienie pytania, a nie udzielenie odpowiedzi. Mam nadzieję, że jest to czytelne, mimo że sam jasno określiłem, jakiej odpowiedzi udzieliłem sobie.

      Widzę to tak, że ta granica przebiega w przypadku różnych ludzi gdzie indziej. Broń do zwalczania okrętów podwodnych różni od sztućców przeznaczenie. Intencja, z jaką się je tworzy. Negrin słusznie zauważył, że dla Amerykanina udział w projekcie DARPA ma inny wymiar niż dla kogoś, kto nie jest obywatelem tego kraju. W każdym razie przesłanie danych zbrojmistrzom USA to nie jest akt obojętny – i na to chciałem zwrócić uwagę.

      Odpowiedz
  1. Negrin

    To proste: jeśli jesteś obywatelem Stanów Zjednoczonych, grając w grę pomagasz poprawić obronność własnego kraju. Jeśli nie jesteś obywatelem Stanów Zjednoczonych i/lub nie zależy ci na poprawie obronności tego kraju, nie grasz w grę. Wersja dla zaawansowanych: grasz najgorzej, jak potrafisz, i trollujesz DARPA.

    Odpowiedz
      1. Negrin

        Albo obywatelem takiego, który Stany zaatakuje łodzią podwodną ;) A tak serio: takie tam gdybanie. Równie dobrze można by robić sobie wyrzuty, że się dużo zarabia, bo to znaczy, że duże podatki się płaci, a to znaczy, że więcej płaci się na wojsko.

        Odpowiedz
    1. von.grzanka

      „Wersja dla zaawansowanych: grasz najgorzej, jak potrafisz, i trollujesz DARPA.”

      Nie pomoże – analizowane i wykorzystywane są tylko najlepsze gry.

      Odpowiedz
  2. Froz

    Ehh, ten artykuł to tak na serio? Nie jestem zwolennikiem zbrojeń i wojny ogólnie, ale jednak nie da się ukryć, że:

    1) Załoga łodzi podwodnych to nie cywile.

    2) Łódź podwodna to broń, z tego co wiem, ofensywna (i stosowana także przeciwko cywilom, patrz II WŚ).

    3) Łodzie podwodne mogą wystrzeliwać rakiety z bombą atomową.

    4) Zastanówmy się, przeciwko komu USA mogłoby użyć takiej technologii. Hmm, Rosja, Chiny. Ja tam mimo wszystko czułbym się bezpieczniej, gdyby USA zachowało swoją przewagę militarną nad tymi krajami.

    5) Autorzy gry nie tylko nie ukrywają swoich intencji, wręcz bardzo jasno je wykładają na stronie internetowej gry.

    6) Wysyłanie statystyk ze swojej gry jest opcjonalne, nikt tego nie musi robić.

    7) Interesuje mnie sam pomysł wykorzystania gry do celów mimo wszystko naukowych. Można sobie wyobrazić niemilitarne wykorzystanie tego rodzaju technik.

    Z powyższych powodów artykuł wydaje mi się żenująco… naiwny, żeby nie powiedzieć „głupi”. Gdyby jeszcze była jakaś możliwość wykorzystania tej technologii bezpośrednio przeciwko cywilom, to inaczej by to wyglądało – jednak nie widzę tutaj takiego zagrożenia.

    Aha, żebym nie został potraktowany, jako ten, który w grę grał i dlatego bagatelizuje itd. – nie grałem, zupełnie nie interesują mnie takie symulacje.

    Odpowiedz
  3. Jakub Tepper

    Oj, czy to nie za daleko idące wnioski? Chcąc mieć całkowicie czyste ręce powinniśmy zaprzestać kupowania butów/ubrań/WIELU innych artykułów „made in bangladesh” i „made in wiele-innych-krajów-gdzie-się-nie-respektuje-praw-człowieka”. Czy fakt, że NIE WIEMY czy złamano te prawa człowieka (a szansa jest niemała) oczyszcza nas z odpowiedzialności? Przesada w każdą stronę prowadzi do absurdów…

    Odpowiedz
  4. Olaf Szewczyk Autor tekstu

    @Jakub Tepper

    „Oj, czy to nie za daleko idące wnioski?”

    To zależy, kto osądza. W moim przypadku – nie, bo taka jest moja optyka, wynikająca z mojej osobistej wrażliwości i osądów. Dla obywatela USA – pewnie w ogóle nie ma sprawy. Ty masz prawo widzieć to jeszcze inaczej, bo pewnie inaczej wartościujesz, inne czynniki bierzesz w tym konkretnym przypadku pod uwagę.

    Ja generalnie, jak już wspominałem gdzieś wyżej, chciałem nie tyle dokopać się tym tekstem do jakiejś ostatecznej, bezwarunkowej prawdy, ile sprowokować każdego, kto to przeczyta, do samodzielnego przemyślenia sprawy i zajęcia stanowiska. Bo trochę mnie niepokoi, że ta inicjatywa właściwie nie sprowokowała żadnej dyskusji – a chyba powinna. Nie pamiętam innej gry, która by w podobny sposób angażowała odbiorcę w program zbrojeniowy – „ACTUV Tactics”, o ile nic mi nie umknęło, to precedens („America’s Army”, jeśli komuś teraz przyszedł do głowy ten tytuł, to jednak inny przypadek – klasyczne narzędzie werbunkowe).

    „Chcąc mieć całkowicie czyste ręce powinniśmy zaprzestać kupowania butów/ubrań/WIELU innych artykułów „made in bangladesh” i „made in wiele-innych-krajów-gdzie-się-nie-respektuje-praw-człowieka”.”

    Wiesz, ja wychodzę z założenia, że przynajmniej trzeba się starać. Przez wiele lat konsekwentnie unikałem kupowania produktów z Chin – z powodu Tybetu, Ujgurów, koncentracyjnych obozów pracy laogai, gdzie być może te towary wyprodukowano, etc. Dziś nie mam szans na kontynuowanie tej formy protestu, bo w niektórych niszach handlowych trudno znaleźć towar, który nie wyszedł z Chin. Kiedyś się ucieszyłem, że kupiłem jakieś ustrojstwo Made in EU – w kategorii, gdzie dotąd widziałem tylko chińszczyznę. Po rozpakowaniu w domu okazało się, że z EU wyszedł „projekt” or whatever, ale taśma produkcyjna i tak była w Kraju Środka…

    Fakt, mamy coraz mniejsze pole manewru, ale powtórzę – warto się przynajmniej starać. I być świadomym mechanizmów, w które inni próbują nas wkręcić.

    Odpowiedz
  5. Peteboy46

    Ja nie do końca rozumiem gdzie leży problem. Jest gra. Darmowa. Dla dowolnego użytkownika, który mając w o l n ą wolę zdecyduje czy chce w to zagrać. Następnie twórca gry wykorzysta materiał poglądowy jaki otrzyma od graczy. Może mu to coś da, moze nic. Czy przez to ,ze zagram w te grę, mało tego – zagram najlepiej jak umiem, ktoś kiedyś gdzieś w głębinach szybciej dostanie bilet do nieba? Nie wiem. Nie wydaje mi się. Trudno znaleźć mi tu jakiś link łączący moje granie z momentem eksplozji w morskiej toni..gdzies, kiedyś ewentualnie. Ja wiem, że uzasadniasz to sensownie i może masz troche racji. Zwraczasz uwage na słuszny problem. Ale jednak nie kupuje tego. Zmusiłeś mnie do refleksji, owszem. Stwierdzam,że nie miałbym oporu zagrać w taka grę. Z różnych powodów. Przede wszystkim nie mogę poczuc bezpośredniego związku. Z moja sesyjka wieczorną w grę..i wspomniana juz dramą w głębinach.

    Odpowiedz
  6. Tomasz Ilnicki

    Trudno mi się zgodzić z opiniami porównującymi produkcję sztućców czy kupowanie rzeczy chińskiej produkcji z rolą testera śmiercionośnej technologii. Jako zwykli konsumenci nie pomożemy Chińczykom, gdyż wszystkie światowe koncerny dyktują tu warunki. Sony nagle nie przeniesie produkcji PS3 do innego kraju, podobnie firmy odzieżowe pokroju Adidasa, Nike itp. Niestety, pieniądz rządzi światem, a właściwie tępym człowiekiem, który nie może chyba już niżej upaść.

    Nie rozumiem jak można bezstresowo grać w wyżej wymieniony tytuł będąc świadomą/-ym rzeczywistych intencji jego autorów. Jeżeli zebrane dane choć w ułamku procenta kiedykolwiek przyczynią się do czyjejś śmierci to każdy kto zagrał w „ACTUV Tactics” będzie miał krew poległych na rękach. Czasem wystarczy jeden bezmyślny ruch, żeby pozbawić kogoś wszystkiego, co cenne, z życiem i zdrowiem włącznie. Chyba każdy z czytelników był kiedyś blisko takiej tragedii, w końcu na co dzień poruszamy się z zawrotną prędkością w stalowych maszynach. Myślę, że warto zastanowić się nad tym głębiej, w końcu mowa o technologii, której jedynym przeznaczeniem jest bestialskie mordowanie. Czytając co niektóre komentarze powyżej odnoszę wrażenie, że żyję w innym świecie. Boli mnie ten brak wrażliwości i udawanie jakim kto jest realistą i że posiada tak wielkie zasoby doskonałości, które umożliwiają odnalezienie się w obecnej rzeczywistości. Co niektórym pozostał już chyba jedynie dalszy pościg za banknotami i dobrami materialnymi. Bo po co się wysilać, prawda?

    Odpowiedz
    1. Peteboy46

      Ja doskonale rozumiem związek przyczynowo skutkowy. Racjonalnie oceniając zagadnienie, zgadzam się z Tobą i autorem tekstu. Ktoś udostępnia grę za darmo aby zebrać materiał poglądowy i ewentualnie wykorzystać go opracowywaniu strategii, algorytmów itp.. Jasne. Rozumiem to i widzę związek. Ale czy to powstrzyma mnie by w to zagrać? Nie. Po prostu mnie to nie obchodzi. mam wystarczająco dużo swoich małych codziennych problemów i trosk by zastanawiać się nad czymś takim przed zagraniem. Krew na rękach..bestialskie mordowanie.. Chyba dajesz się ponieść emocjom.
      Zasoby doskonałości…? Daleki jestem od tego. Moze jestem cyniczny. Nie czuję się doskonały. Po prostu nie obchodzi mnie odległy skutek mojej gry. Zresztą .. Kiedy się nad tym zastanawiam to nie mam nic przeciwko , ze z mojej gry( mooocno posrednio) wyniknie to co wyniknie. Tylko te nazewnictwo. Proszę Cię. Krew na rękach..bestalski mord. Ja tu widze ewentualnie załogę podwodniaków płynących ku przeznaczeniu. Do wojska szli swiadomie i na służbę pod woda także swiadomie isę decydowali. Czy trafi ich torpeda..wydumana przez naukowców i inzynierów, czy tez wydajniej na dno pośle ich ACTUV( dzięki graczom) . Jaką im to robi róznicę.

      Odpowiedz
      1. Tomasz Ilnicki

        @Peteboy46, po prostu nazywam rzeczy po imieniu. To, że w łodzi podwodnej nie zginie żaden cywil nie jest argumentem, liczy się fakt, że w przypadku wystrzelenia pocisku zginą ludzie, z których większość zapewne posiada rodziny. Rzeczywiście jest to ich wybór, ale Ty również ryzykujesz życie wsiadając z własnej woli do auta.

        Każdy z nas ma swoje problemy, ale to nie zwalnia z obowiązku dbania o bliźniego. Mówię to nie jako Chrześcijanin, lecz jako człowiek obdarzony empatią.

        Na wiele rzeczy warto spojrzeć z szerszej perspektywy. Jeżeli kiedyś taka łódź zatopiłaby statek, na którym znajduje się mój tata (wieloletni marynarz) to nigdy bym sobie nie darował, że dołożyłem do tego swoją cegiełkę. Oczywiście wszystko to może nie mieć większego pokrycia w rzeczywistości, lecz idea, którą propaguję jest według mnie słuszna i cieszę się, że rozumiesz mój punkt widzenia, choć nie popieram Twej obojętności dotyczącej ewentualnych skutków wysłania Amerykanom tych danych.

        Jeżeli ten projekt wypali z punktu widzenia DARPA to możemy być świadkami narodzin nowej formuły udoskonalania broni. Liczę na jakieś informacje statystyczne od DARPA w tej sprawie.

        Odpowiedz
        1. Froz

          „Na wiele rzeczy warto spojrzeć z szerszej perspektywy. Jeżeli kiedyś taka łódź zatopiłaby statek, na którym znajduje się mój tata (wieloletni marynarz) to nigdy bym sobie nie darował, że dołożyłem do tego swoją cegiełkę. ”

          Równie dobrze można sobie wyobrazić, że taka łódź nie zatopiłaby łodzi podwodnej, która z kolei zatopiłaby statek cywilny, na którym byliby rodzice, dzieci, żony i mężowie setek ludzi. I co, jako chrześcijanin stwierdziłbyś, że to nie Twoja wina, jak Piłat? ;)

          Sorry ale z dwojga złego ja wolę, żeby na wojnie ginęli wojskowi, nie cywile. Poza tym jeśli Twój ojciec jest wojskowym, to już w ogóle masz problem, bo przecież on w pracy ma za zadanie zabijać innych ludzi. Jeśli nie jest wojskowym, to co robiłby na pokładzie łodzi podwodnej?

          Odpowiedz
          1. Tomasz Ilnicki

            Mój tata pracuje na zwykłym statku, a nie w łodzi podwodnej, przepraszam za niedoprecyzowanie. Przykład jaki podałem nie musi mieć związku z rzeczywistością, chodziło mi o sposób myślenia uwzględniający świadomość konsekwencji naszych czynów. Czasem błahostka powoduje katastrofę.

          2. Tomasz Ilnicki

            Ważna sprawa, z tej dyskusji można wywnioskować, że jestem zwolennikiem Kościoła, a to nieprawda.

          3. Froz

            No ale po co przykład, który nie ma związku z rzeczywistością i sprawą, o której jest mowa? Właśnie diabeł tkwi w szczegółach. Jasne, najlepiej jakby nikt nikogo nie zabijał, żeby nie było wojen i wszyscy się kochali, tyle że jeśli stalibyśmy się (jako społeczeństwo) pacyfistami, skończylibyśmy jak Tybet i ja w tym nie widzę nic pociągającego.

            Nie wiem, może podam inny przykład: jeśli to by nie chodziło o łódź do wykrywania i śledzenia łodzi podwodnych, tylko o działko przeciwlotnicze, to też tak byście pisali o krwi na rękach? Bo ktoś gdzieś tam zestrzeli bombowiec, w którym byli żywi ludzie. I co to kogo obchodzi, że to nie byli cywile i że skoro znaleźli się we wrogiej przestrzeni powietrznej, to pewnie mieli niezbyt pacyfistyczne zadanie do wykonania.

        2. Jakub Tepper

          -A gdyby tamtędy staruszka przechodziła do domu starców,a tego wczoraj by jeszcze nie było to wy byście staruszkę przejechali.A to być może wasza matka!
          -Jak ja mogę przejechać matkę,jak moja matka siedzi z tyłu
          -Halo tu Brzoza.Powiedział,że matka siedzi z tyłu.Matka siedzi z tyłu-tak powiedział

          Odpowiedz
          1. Tomasz Ilnicki

            Dyskusja obrała dziwny kierunek. Wystarczyło, że podałem przykład pływającego po świecie taty i wszyscy się do tego przyczepili, niczym małe, przedrzeźniające się dzieci, zapominając o sednie sprawy. Krótko mówiąc, uważam że pomaganie w stworzeniu narzędzi, których JEDYNYM przeznaczeniem jest zabijanie świadczy o braku empatii. Tym bardziej, że decyzja zależy tylko i wyłącznie od jednostki, nie mamy tu do czynienia z sytuacją, w której gdziekolwiek nie pójdziemy, natykamy się na produkty z Chin, które siłą rzeczy należy nabyć, aby żyć w godnych warunkach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *