Skanujemy: subiektywny przegląd tygodnia

Na powitanie – biję się w piersi, bo przegląd tygodnia znów haniebnie opóźniony. Taka jest niestety poetyka wakacji – wyjeżdża się od czasu do czasu, traci się dostęp do Internetu, i najpierw się człowiekowi wydaje, że pewnie zaraz przestanie istnieć, a potem zaczyna oddychać pełną piersią. Po powrocie pierś przygnieciona nawałem informacji, obrazków, filmików, bon motów i narzekań. Trzeba nadganiać. To nadganiamy.

 

1. Była sobie kiedyś zrobiona przez grupkę studentów gra „Narbacular Drop”. Gra polegała na przechodzeniu przez portale przenoszące postać w inne miejsca tego samego labiryntu. To oczywiście dzisiaj już żadna nowość – ale tylko dlatego, że pewna duża firma zorientowała się, że to dość dobry pomysł, dała studentom pracę i dzięki temu możemy sobie grać w obie części „Portala”. Jak donosi RockPaperShotgun, Tobias Zirr, student Politechniki w Karlsruhe, stworzył prosty prototyp gry pt. „Torsion”. Pomysł jest tu i prosty, i skomplikowany. Jak w „Portalu”, znów mamy działko z dwoma rodzajami strzału. Ale zamiast tworzyć portal od jednego do drugiego celu, to działko oba cele do siebie zbliża, zakrzywiając trójwymiarową przestrzeń. Efekt zapiera dech w piersiach, a gra się zadziwiająco naturalnie. W demie technologicznym, które można sobie ściągnąć z sieci, jasno widać, jaki ten pomysł ma potencjał. Zwłaszcza, kiedy po skrzywionej przez nas powierzchni nagle coś zaczyna się toczyć. Jeśli dalej dobrze pójdzie – to mamy wynalazek na miarę „Portala”. Teraz trzeba tylko trzymać kciuki, żeby na podstawie tej technologii powstała gra, na jaką ona zasługuje. Niechże ktoś to dostrzeże! Wtedy może się okazać, że premiera dema „Torsion” była jednym z najważniejszych wydarzeń w grach AD 2011.

2. Uwielbiam grę „Dwarf Fortress” i opowieści o grze „Dwarf Fortress”. I trochę ich czytałem. Ale kiedy, (też z polecenia RockPaperShotgun) trafiłem na stronę Bravemule, i tak jęknąłem z zachwytu. To chyba jednak najdoskonalsza historia z krainy krasnoludów. Ilustrowana mrocznymi malowidełkami, filmami i obrazami z gry w Stonesense; ich jaskrawe barwy pięknie kłócą się z ponurą kolorystyką ilustracji i posępną treścią. Czasem wydaje się, że w szaleństwo popadają nie tylko krasnoludy, ale i opowiadający o ich poczynaniach autor. Taka to gra. Bravemule to lektura obowiązkowa, i dla miłośników „Dwarf Fortress” i dla tych, co nigdy o tej grze nie słyszeli. Ponad gór omglony szczyt lećmy zanim wstanie świt, by jaskiniom, lochom, grotom, czarodziejskie wydrzeć złoto…

Obrazek/logo Bravemule.

3. Blog „Indiegames” poleca jedyną w swoim rodzaju grę flashową – „Mosquito&Cow”. Sterujemy w niej komarem, który musi napić się krwi z Bogu ducha winnej krowy. A krowa, jak to krowa, opędza się przed nami ogonem. Żeby się napić, trzeba ją najpierw uśpić. Tu otwiera się pole do podstępów, podchodów i wybiegów. Każdy kolejny poziom to prosta łamigłówka rodem z gry przygodowej – trzeba a to krowie coś zrzucić na łeb, a to wpędzić ją do dołka, a to przewieźć ją przez rzeczkę… Siłą gry nie jest sama rozgrywka (chociaż łamigłówki są całkiem przyjemne), tylko oprawa. Światek sprawia wrażenie, jakby narysowało go dziecko, krowy są prostokątne, a komar wygląda jak robak. Do tego piękna, dziwaczna muzyka. Proszę o więcej, bo to, co jest, przypomina początki, które później doprowadziły do „Machinarium”. Gra dziecinna w najlepszym znaczeniu tego słowa.

 

"Mosquito&Cow". To w paski to krowa. To nie w paski to komar.

4. Na „Polygamii” bardzo ciekawy artykuł „Literatura w grę przekuwana”. Na bazie sukcesu „Wiedźmina 2” Kamil Bogusiewicz zastanawia się, jakie jeszcze polskie powieści nadawałyby się do zeGranizowania. Jego propozycja numer jeden pokrywa się z moim największym marzeniem – „Inne Pieśni” Jacka Dukaja. Gdyby ktoś zrobił z niej grę, która stawałaby na wysokości zadania tak jak seria o „Wiedźminie”, nie odchodziłbym do komputera i przestałbym pisać na Jawne Sny, bo nie byłoby już potrzeby przekonywania za wszelką cenę, że gry mogą wspinać się na kulturalne wyżyny. Wystarczyłoby zagrać w „IP”. Oczywiście czegoś takiego nie doczekamy, więc przyszłość JS jest bezpieczna. Bogusiewicz wymienia kolejne propozycje – czasem nie budzące zdziwienia (wrocławski cykl Marka Krajewskiego), czasem bardzo dające do myślenia w sprawie tego, co się w grach da przekazać („Prawiek i inne czasy” Olgi Tokarczuk), a czasem po prostu cieszące (zapomniane horrory Stefana Grabińskiego!!). Warto przeczytać i pomyśleć. A ja wracam do medytowania nad tym, jak by na ekranie wyglądał szturm rycerzy księżycowych na moskiewski Kreml.

 

Gra moich marzeń.

5. Na „Destructoidzie” Jim Sterling słusznie zauważa, że kiedy tylko mowa o „Final Fantasy VII”, od razu na obrzeżach rozmowy zaczyna się kręcić słówko „przereklamowana”. Bo wszyscy trąbią w kółko, że nie masz cutscenek nad ff7-owe, że nic tak nie wzrusza jak *sami wiecie która scena*, że nigdy przedtem i nigdy potem itd. itp., a przecież FF7 to już gra dość leciwa, niespecjalnie ładna i pojawiło się od tego czasu dużo lepszych rzeczy. A potem Sterling dodaje – jeszcze słuszniej – że nawet, jeśli ktoś FF7 nie lubi (albo uważa, jak choćby on i ja, że FF9 jest od niej sporo lepsza), to jeśli jest zdrowy na umyśle, powinien ją szanować. I wymienia większość powodów, dla których ta gra zasługuje na dozgonną wdzięczność graczy (a do zgonu jej daleko). Tekst ciekawy, choćby ze względu na dość jasne rozdzielenie przepadania za grą i przyznawania, że jest niezwykle ważna.

 

Honorowi obywatele świata gier. Nawet Yuffie, co przyznaję z pewnym trudem.

5. „Gamasutra” publikuje kolejny odcinek cyklu tekstów Guya Hassona na temat budowania fabuł w grach. Lektura to dość ciekawa, bo Hasson w prosty sposób zajmuje się kolejnymi ważnymi elementami budowania historii – nie tylko w grach, ale w scenariuszach w ogóle. Filmowych, growych, teatralnych. Bardzo bym prosił całkiem wielu twórców gier, żeby sobie poczytali. Dlaczego? To chyba jasne – „Ten miecz należał kiedyś do twojego ojca. Weź go -będziesz go potrzebował. W okolicznych lasach znów zaczęły mnożyć się potwory”.

6. A na stronie projektu „Gambit” – kolejny wywiad z cyklu rozmów z dawnymi pracownikami Looking Glass. Tym razem z panem, którego kiedyś na największym LookingGlassowym forum – TTLG – wszyscy witali z otwartymi ramionami. Potem nadeszła premiera „Bioshocka” i Ken Levine jest chyba na TTLG persona non grata. Ale TTLG to TTLG, a na Gambicie – wspomnienia Kena z czasów, kiedy pracował nad „Thiefem”, a potem nad legendarnym „System Shockiem 2”. To były piękne czasy, które już dawno minęły, ale na szczęście gry z nich zostały.

 

Ken Levine. A w tle dwa z moich ukochanych budynków.

6 odpowiedzi do “Skanujemy: subiektywny przegląd tygodnia

  1. mrrruczit

    Dzięki za „Torsion”! Projekt wygląda świetnie, a zapewne bym się o nim nie dowiedział z innych źródeł (jako że ostatnio tylko na Poly i Sny mam czas) . Mam cichą nadzieję, że Valve to kupi i wprowadzi do Portala 3 (4?).

    Odpowiedz
  2. Dr Judym

    Ken Levine jest na TTLG personą z gratami, ponieważ zwyczajnie nakłamał w sprawie Bioshocka :) Inna sprawa, że gra niemal do ostatniego momentu wyglądała zupełnie inaczej, niż to co podano nam w wersji ostatecznej. Ponoć testerzy nie byli w stanie wyjść z pierwszego pomieszczenia (pytanie czy byli tak głupi, czy gra tak trudna, ale tego się już raczej nigdy nie dowiemy).

    Odpowiedz
  3. Paweł Schreiber Autor tekstu

    @mrrruczit – tak, w kolejnym „Portalu” technologia z „Torsion” czułaby się jak w domu, bo w sumie jest przecież wariacją na temat „Portala”.

    @Dr Judym – Tak, chciałem to jakoś grzecznie ująć. Sam przepadam za towarzystwem z TTLG i z ich(naszą?) krytyką „Bioshocka” w dużej mierze się zgadzam.

    Odpowiedz
  4. Piotr Sterczewski

    Co do artykułu na Polygamii i gradaptacji polskiej literatury, to ja mam taki pomysł (inspirowany rozmowami z kolegami z wydziału): steampunkowa kontynuacja „Lalki” Prusa, w mechanice RPG gdzieś pomiędzy „Planescape: Torment” a „Wiedźminem”. Wokulski wraca od Geista do Warszawy wyposażony w różne tajemnicze wynalazki i supermoce, ma zamiar odegrać się za swoje rozgoryczenie i znowu zostać panem sytuacji. Rozbudowana sieć intryg: stronnictwa biznesowe, rodziny arystokratyczne i konspiracja przeciw Rosjanom. Do tego możliwość romansowania (do wyboru i w różnych konfiguracjach) z Izabelą Łęcką, Heleną Stawską, Kazimierą Wąsowską i jeszcze jakąś nową postacią.

    Odpowiedz
    1. Paweł Schreiber Autor tekstu

      @Matesko – Chyba jednak nie. W Faultline to nie ma w zasadzie zniekształcania przestrzeni, tylko zwijanie jej fragmentów – a tutaj rzeczywiście przestrzeń się zakrzywia, a do tego dochodzi solidna fizyka. W Faultline wszystko tylko w wyznaczonych miejscach – tutaj gdzie dusza zapragnie. Faultline to bardziej łamigłówka geometryczna, a Torsion daje dużo więcej swobody. Wykorzystują tę samą koncepcję, ale pomysł na jej zrealizowanie jest zupełnie inny. Co nie zmienia faktu, że Faultline, jak właściwie wszystko z Nitrome, daje mnóstwo radochy:). Dzięki za link!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *