Skanujemy: subiektywny przegląd tygodnia

Tak się przykro złożyło, że przez cały zeszły tydzień prawie nie miałem czasu na granie. Koniec semestru nie sprzyja żadnego rodzaju uciechom. Człowiek poważnieje i na wszystko patrzy smutniejszym okiem. Łatwo się irytuje. Łatwo wpada w melancholię. Do tego wszystkiego wygląda przez okno i widzi pogodę, która wyraźnie cierpi na chorobę dwubiegunową. Jedyny plus – można sobie od czasu do czasu wyjść na deszcz i trochę przemoknąć. Nic tak dobrze nie robi na zbytnią powagę, jak zmoknięcie na dworze i kichanie potem w domu. Zgodnie z posępną porą i w odruchu solidarności ze studentami radzącymi sobie z sesją i wykładowcami radzącymi sobie z pracami studentów – dzisiaj ponuro i poważnie.

1. Twórcy gry „Project Zomboid” wpadli swego czasu na pomysł, jak sfinansować produkcję ich dziełka o inwazji zombie na Bogu ducha winne przedmieścia – postanowili sprzedawać powstającą (a więc nieistniejącą) jeszcze grę. Jako że gra zapowiadała się dobrze, pojawiło się całkiem sporo chętnych. Pojawił się jednak problem – administratorzy Google Checkout uznali, że sprzedawanie czegoś, czego nie ma, to dość dziwna praktyka, i cały plan IndieStone Studios wziął w łeb. Podeszli do sprawy z innej strony i otworzyli sklepik internetowy, w którym sprzedawali inne gry swojego autorstwa (na oko – robione w pół godziny na kolanie. pewnie cudzym), W POŁĄCZENIU z dostępem do wersji pre-alfa „Project Zomboid”. Tu do akcji wkroczyli piraci; okazali się na tyle skuteczni, że dalsze oferowanie dostępu do stopniowo uzupełnianych wersji gry mogło się okazać dla twórców samobójstwem. W związku z tym postanowili całą sprawę zablokować.

Finał tej historii jest jednak szczęśliwy dla konsumentów i mam nadzieję, że równie szczęśliwy dla twórców – ludzie z IndieStone wypuścili pre-alfę gry jako darmowe demo.

Proszę Państwa – w „Project Zomboid” trzeba zagrać. Nie ze względu na piękną izometryczną grafikę w stylu retro. Nie ze względu na to, jak ciekawe jest zamienianie domu w fortecę z pomysłowością godną MacGyvera. Nie ze względu na świetną, poruszającą muzykę. Nie ze względu na przekonywujący świat gry, w którym ogień się rozchodzi, a źle zapalona kuchenka gazowa może wybuchnąć.

Ze względu na to, że jednym z pierwszych zadań jest nie obcięcie komuś łba piłą łańcuchową, tylko przyniesienie umierającej pod naszą opieką żonie zupy z kuchni na parterze. „Project Zomboid” to nie jest gra rajcująca. To gra przejmująca. Warto jej twórców, po wszystkich ich perypetiach, wesprzeć.

 

"Project Zomboid". Proszę znaleźć na obrazku głównego bohatera.

2. W kolejnym odcinku cyklu filmików „Extra Credits” na The Escapist: kwestia miejsca odbiorcy w grze wideo. „Extra Credits” przedstawiają zwykle dość skomplikowane kwestie dotyczące projektowania gier w prosty i malowniczy (bo opatrzony obrazkami!) sposób. W najnowszym filmie mowa o tym, że gracz to nie po prostu widownia dla tych, co robią gry, tylko ostatni twórca w ich łańcuszku.Każda gra jest tak naprawdę czymś w rodzaju edytora/SDK – tylko buduje się w nim może nie tyle poziomy/plansze, co fabuły i doświadczenia. Gracz dostaje do ręki zestaw narzędzi i to dopiero on buduje za ich pomocą ostateczny produkt, o który twórcom od początku chodziło. To miłe spojrzenie na gry – i mam nadzieję, że jak najwięcej autorów gier będzie je z czasem podzielać. Przy okazji stwierdziłem, że jestem pewnie już starym prykiem, bo za mało mi było w filmiku solidnej teorii, a za dużo optymistycznej praktyki. Co nie zmienia tego, że warto obejrzeć.

 

"The Dark Eye" - gracz przegląda się w grze.

3. Mam nadzieję, że po ostatniej fali włamań do wszystkiego, co się da, stereotyp szlachetnego hakera, który walczy o wolność naszą i waszą włamując się na cudze serwery, wreszcie diabli wezmą. A to przecież stereotyp bardzo żywotny – opiera się na nim pół cyberpunka i całe mnóstwo gier. Panom/Paniom z grupy LulzSec i im podobnym wydaje się pewnie, że poza tym, że się dobrze bawią, to walczą jeszcze przy okazji z takim czy innym odpowiednikiem SHODAN. Ale tak naprawdę walczą z nami.

Etos prawdziwego hakera? Pewnie. Osiedlowy dres też ma etos. Nie bije swoich, chyba że po pijaku, i szanuje matkę swojej dziewczyny (trochę ze strachu).

LulzSec. Chamy jako dżentelmeni.

4. Ciekawy problem – i dyskusja nad nim – na Destructoidzie. Chad Concelmo zagrał na E3 w wersję demo gry „Blackwater” – FPSa na Xboksa 360, ze sterowaniem opartym wyłącznie na systemie Kinect. Stwierdził, że to bardzo ciekawa rzecz. Ale potem przypomniał sobie, do czego odwołuje się nazwa gry. Blackwater to nazwa prywatnej agencji najemników, która zasłynęła z brutalności i braku skrupułów w czasie swojej obecności w okupowanym przez Amerykanów Iraku. Teraz firma ma się całkiem dobrze, choć wciąż zmienia nazwę i rozczłonkowuje się na mniejsze jednostki, które mają się mniej kojarzyć z tym, co się działo w Iraku.

Jak taką grę oceniać? Czy zwracać uwagę na to, do czego odwołuje się jej tytuł? A może przymknąć oko na fakt, że pokazując szlachetnych wojaków uwalniających afrykański kraj spod władzy okrutnych watażków, twórcy gry wybielają organizację, która odpowiada za przestępcze, jeśli nie zbrodnicze, działania i jest jednym z najgorszych ambasadorów cywilizacji, do której pewnie należymy?

Dla równowagi – pomysł na to, jak mogłaby wyglądać gra „Blackwater” ze strony Monkeys with Typewriters. Mało subtelne, ale miejscami celne.

Obrazek z czasów, zanim gry o najemnikach straciły niewinność. Jeśli ją kiedykolwiek miały.

4 odpowiedzi do “Skanujemy: subiektywny przegląd tygodnia

  1. Simplex

    Dziękuję za cynka o Project Zomboid. Sciagnalem pre-alpha tech-demo i dalem chlopakom piątala (funtów) – niech rozwijają projekt :)

    Odpowiedz
  2. Simplex

    Ja akurat gry z zombiakami lubie :) Póki co czekam na bardziej grywalna wersje, w sensie – z możliwością zapisu stanu gry.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *