Nier – coś bardzo wyjątkowego

Dlaczego „Nier” jest wyjątkowy? W końcu nie ma w nim niczego, czego branżowe media by nie skrytykowały. Nasz rodzimy Neo Plus w swojej recenzji określił go „grą dla nikogo”. Holenderski XGN stwierdził bez ogródek, że „brak mu krzty oryginalności”. 1UP.com określił mechanikę gry „prymitywną”, a Gamespot przyznał jej specjalne odznaczenie za kiepską fabułę. Co drugi recenzent zżymał się na słabą grafikę, a muzykę słynny Ben „Yahtzee” Croshaw określił jako coś, co będzie mu przygrywało w jego osobistym piekle. Słaby marketing dawał odczuć, że nawet Square-Enix nie wierzyło w sukces gry.

Justin McElroy z serwisu Joystiq.com zapowiedział wręcz, że nie zamierza zrecenzować „Niera”. Jako usprawiedliwienie zamieścił na portalu film, który dla wielu graczy był pierwszym i ostatnim kontaktem z tą „przestarzałą i bezduszną” grą. Usiłuje w nim pchnąć fabułę do przodu, raz za razem próbując złowić rybę konieczną do sporządzenia leku dla chorej córki. Niestety, „Nier” przez długi czas nie chce mu na to pozwolić, co McElroy na bieżąco sarkastycznie komentuje, dając sobie ostatecznie spokój z recenzją, gdy po wymagającej cierpliwości i koncentracji ciężkiej walce łowi w końcu zamiast poszukiwanej ryby szamańskiej… olbrzymiego leszcza. Niby nie jest to recenzja, ale wydźwięk materiału jest jasny – nie grajcie, ludzie, z tej gry można się co najwyżej pośmiać. Więc, jak na komendę, komentatorzy pod artykułem w przeważającej większości śmieją się i kpią sobie z twórców.

I mało kto zauważa, że gdy McElroy zajęty jest tanimi dowcipami, w lewym górnym rogu mapy widnieje wielki, czerwony krzyżyk. I mało kto sprawdza, co bohater mówił tuż przed wędkowaniem – a powiedział, że czas znaleźć dobre miejsce do połowu.

Na usta ciśnie się pytanie – jeśli gry recenzują obecnie ludzie, którzy nie wiedzą, co oznacza wielki, czerwony znak „X” na mapie, jak możemy ufać w kwestii krytycznej analizy gier wideo?

Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby podobną „przeszkodę” napotkał recenzent kolejnej części którejś z doskonale reklamowanych i słynnych obecnie serii gier. To oczywiste, że nikt nie zostawiłby na nim suchej nitki. Tu pod filmem pojawiło się jedynie coś na kształt sprostowania, którego autor i tak zrzucił winę za zaistniałą sytuację na projektantów gry, a zła opinia czytelników pozostała niezmieniona.

Wiesz, że to twoja wina, baranku?

Japońskie RPG to kolejny gatunek gier, którego największym nieszczęściem jest to, że patrzy się na niego pod kątem minionej popularności. Tak, jak przygodówki uznano za martwe, gdy zniknęły gry Sierry czy LucasArts; tak, jak łkano nad bijatykami, gdy Capcom przestał je produkować; tak, jak podczas długiej przerwy między „Warcraft III: Frozen Throne” a „Starcraftem II” coraz częściej pojawiały się głosy o śmierci gier strategicznych; tak błędy i upadki Squaresoftu/Square Enix w ciągu ostatniej dekady wraz z komercyjnymi sukcesami BioWare i Bethesdy sprawiły, że na jRPG wielu zaczęło reagować wzruszeniem ramion czy nawet pełnym politowania grymasem. Jest w branży gier jakaś nieprzyjemna tendencja do oceniania gatunku przez to, czy jest obecnie modny i popularny, czego miarą staje się często kondycja najsłynniejszego twórcy.

Zatem gdy na komputery osobiste pojawiła się poprawiony „The Last Remnant”, którego system walki pozbawiony znanych z konsol wad rozwinął skrzydła i uzależniał, większość recenzentów potraktowała grę identycznie, jak wersję na Xboxa 360. IGN zapowiedział niedawno, że nie zamierza zająć się recenzowaniem „Gungnira” i „Growlansera IV”, gier na PSP ciepło przyjętych i długo wyczekiwanych przez gorliwych wielbicieli, gdyż im się to nie opłaca – przenośna konsolka Sony jest ich zdaniem już martwa. Najwidoczniej nie liczy się to, czy gra jest dobra, a to, jak dobrze podbija licznik wyświetleń. Zresztą zakładam, że przy angielskiej premierze „Pokemon: Black & White 2” IGN porzuci swoje zdanie dotyczące rzekomej śmierci handheldów z przemijającej generacji.

I nie mam zamiaru przekonywać, że gatunek ten nie ma swoich wad, bo ma ich wiele. Po prostu zbyt często jego ocenę zostawiamy ludziom, którzy nie mają na niego odpowiedniej perspektywy. Zazwyczaj nie mają ochoty rozłożyć na czynniki pierwsze systemów walki, które często niszczą prymitywne mechaniki w najsłynniejszych zachodnich erpegach. W wypadku „Niera”, pisząc o nim jako o „grze bez tożsamości”, nie zauważyli, jak w wielu aspektach niepowtarzalna to gra. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że recenzje zupełnie przemilczają obecny w grze system New Game+, który nowymi zakończeniami wywraca grę do góry nogami. Po niepokojącym „Drakengardzie” tych samych twórców można było się tego spodziewać, ale kto by raczył przed recenzją gry poczytać o niej w internecie?

Co najmniej niepokojącym.

Nie zamierzam też twierdzić, że pozbawiony wad jest sam „Nier”. Najpopularniejszy i kopiowany wszędzie polski opis gry głosi, że jest to produkcja „w stylu takich tytułów jak Devil May Cry i Ninja Gaiden”. Jest to wierutna bzdura, gdyż gameplayem Nier nie sięga im do pięt. Znacznie trafniej byłoby już porównać go do „Kingdom Hearts II”, które może bywa efektowne, ale głębi i wyzwania za wiele w nim nie ma. Blok, unik, atak, kilka zaklęć, i tyle – gdzie temu do złożonego gatunku stylowych gier akcji? Prawda, cięcia i kontry satysfakcjonują, a czary są świetne – przykładem tego jest choćby Dark Phantasm, zostawiająca za sobą efektowną smugę szkarłatna kopia bohatera, znikająca natychmiast po zadaniu ciosu. Ale jasne jest, że to gra klasy B, bez zapierającej dech w piersiach grafiki, z banalną konstrukcją questów i gameplayu.

Niemniej – jest to najlepsza gra klasy B obecnej generacji. Średniak, jakich wiele, za który wziął się najbardziej nietypowy reżyser gier w Square Enix – Yoko Taro, i wraz ze scenarzystką Sawako Natori oraz muzykami z Namco z Keiichim Okabe na czele przekształcił w coś wyjątkowego. Natori i Taro pracowali razem już wcześniej przy „Drakengardzie”. Tytuł tak rozwścieczył japońskich graczy mroczną, depresyjną fabułą i niekonwencjonalnymi zakończeniami, że reżyser po ich reakcji na internetowych forach ponoć… zamknął się w szafie, by przeczekać wywołaną burzę. „Drakengard” bulwersował i szokował. Wydany sześć lat później „Nier”, póki co ostatnia gra Taro, budzi inne uczucia – smutek i melancholię.

Gra rozpoczyna się wolnymi ujęciami kamery przedstawiającymi zrujnowaną, opustoszałą metropolię pokrytą białym puchem, w której schronienia szukają marznący ojciec z małą córką Yonah. Napis, który pojawia się tuż przed pierwszym dialogiem, nie pozostawia wątpliwości, że coś w tym świecie poszło nie tak. „2049. Lato”. A co to za miasto? Zależy od tego, gdzie mieszka grający. Jeśli w Japonii, jest to Tokio. Jeśli na przykład w Wielkiej Brytanii – kończące prolog ujęcie z Big Benem nie pozostawi wątpliwości, że to Londyn.

Prolog jest krótki. Ojciec – główny bohater – bojąc się, że nie będzie miał już sił ochronić córki, zawiera pakt z tajemniczą księgą, która zdaje się posiadać własną świadomość. W zamian za nadludzkie moce oddaje jej swoją duszę. Po pokonaniu otaczających schronienie dziewczynki tajemniczych, przypominających cienie potworów wraca do miejsca, w którym ją ukrył. Znajduje ją leżącą na podłodze i kaszlącą wskutek ataku śmiertelnej choroby. Yonah jest umierająca, a ojciec nie może jej pomóc. Znowu parę ujęć na zrujnowane miasto, przejście w czerń. Pojawia się kolejny napis, który tym razem informuje, że oto akcja gry przenosi się o 1312 lat w przyszłość.

Skok to nagły i spory, ale o dziwo – wciąż gramy tą samą postacią. Nier (bo takie jest „oficjalne” imię bohatera, którego nazywamy sami) mieszka obecnie w małej wiosce, w której znaleźć można ślady naszej, minionej cywilizacji. Nad sklepami i karczmą góruje biblioteka pełna książek z zamierzchłych czasów, które mało kto potrafi czytać, zaś za bramami górują pourywane, żelazne mosty, po których niegdyś pędziły nieznane już od dawna pojazdy. Nier jednak się nie zmienił. Dalej jest w stanie oddać wszystko za swoją córkę, pracując dorywczo dniami i nocami, by mogli się utrzymać. Wciąż szuka też sposobu, by wyleczyć ją ze śmiertelnej choroby, którą ludzie nazywają Black Scrawl. Historia się powtarza – by obronić córkę przed przerażającymi Cieniami, nie mając innego wyboru, ojciec zawiera pakt ze znalezioną księgą, Grimoire Weissem. Tym razem jednak gra się nie kończy, a Nier rozpoznaje w Weissie obecną w pieśniach i legendach białą księgę, która po zdobyciu Zaklętych Wersetów ma moc przywrócenia światu harmonii. I choć wódz wioski sceptycznie odnosi się do oparcia planu ratowania córki o podania i klechdy, zdesperowany Nier widzi w sarkastycznym Weissie jedyną szansę dla Yonah. Razem wyruszają szukać siedmiu rozrzuconych po świecie Wersetów, gotowi zmiażdżyć każdy Cień, który stanie im na drodze.

Nietypowy duet – barbarzyńca i grymuar.

Patrząc przelotnie na trailery, w „Nierze” zobaczyć można tę samą grę, w jaką graliśmy już setki razy. Mężczyzna o wyglądzie Conana Barbarzyńcy, który wycina w pień wraże hordy demonów (zastąpił nastoletniego pięknisia z japońskiej wersji zwanej Nier Replicant). Walcząca u jego boku Kaine – piękna kobieta w stroju, którego bardziej nie ma niż jest, a której atakom towarzyszą fontanny posoki i wulgaryzmów. Misje poboczne typu „przynieś-zamieś-pozamiataj”. Zabij ich wszystkich, uratuj damę w opałach. Nie stosuj w walkach strategii, bij każdego. Marketing Square-Enix nie ukrywał, że adresuje grę do stereotypowego, zachodniego gracza. Wybredny artgamer tylko splunie w jej kierunku.

I niesłusznie. Geniusz Yoko Taro polegał nie na uczynieniu gameplayu głębokim, a na przedstawieniu znanych i ogranych w medium klisz w nowym świetle oraz wspaniałym hołdom złożonym seriom, które ukształtowały go jako gracza. Większość zgryźliwych uwag na temat „Niera” ktoś obeznany z całą fabułą bez problemu skontruje. Tak, nawet te o paradowaniu po polu walki w bieliźnie erotycznej. Z tyłu pudełka gry znaleźć można napis „Nic nie jest takie, jak się wydaje”. Jest zaskakująco trafny. Ale o tym później.

Pierwsza rzecz, która wyróżnia „Niera” spośród tłumu to dialogi. Można usłyszeć zarzut, że są przesadnie wulgarne, ale to nieprawda. W przeciwieństwie do wielu gier, przekleństwa czyni przyprawą, a nie podstawą wygłaszanych kwestii. Przeklina zresztą tylko (ale jak!) jedna postać, jest to uzasadnione jej życiorysem, a przed jej pojawieniem Weiss i Nier sami udowadniają, że i bez tego dialogi potrafią się obronić. Weiss, który ma wyraźny przerost ego, nieustannie kpi z „growości” tego, co się wokół niego dzieje. Prychnie „Pah! Jakie to typowe!”, gdy Nier zacznie rzucać bombami w usta bossa, by go zranić – czasem wytyka klisze, zanim zdąży się je spostrzec. Co chwilę złośliwie komentuje też strój Kaine czy skłonność głównego bohatera i gracza do pomagania każdemu z nawet najdrobniejszym problemem. Nier nie pozostaje mu dłużny, jednak im więcej niebezpiecznych przygód wspólnie przeżywają, tym mocniejsza staje się między nimi więź.

Jeśli chodzi o te „drobne problemy” mieszkańców… „Nier” ma jedne z najgorzej i najlepiej zrobionych sidequestów obecnych w grach wideo. Najgorzej, bo często robią z bohatera chłopca na posyłki, potrafią  być żmudne i przypominać najgorsze „zbierackie” zadania z MMO, mają nagrody niewarte zachodu oraz zmuszają do wysłuchiwania nierzadko słusznych kpin. Najlepiej, bo twórcy rozumieją, jak napisane powinny być dobre misje poboczne. Po pierwsze, powinny wywoływać jakąś reakcję u drużyny – i każda z nich prowokuje zabawne dialogi, z których czasem można dowiedzieć się o towarzyszach i przyjaciołach różnych ciekawych rzeczy. Po drugie, wzbogacają wizję przedstawionego świata – pozwalają poznać historie lub kultury miast, czyniąc ich mieszkańców czymś więcej, niż bezimiennymi postaciami w tle. Po trzecie i najważniejsze – doskonale uzupełniają fabułę, zamiast się od niej odrywać. Zazwyczaj poruszają te same tematy i pytania, co główny wątek fabularny, tak, jak powinny w każdym erpegu. Jaka jest wartość życia? Czy można zawsze postąpić słusznie? Odpowiedzi nie są proste, a wszystko nie zawsze kończy się tak, jak chcemy.

Nie zmienia to faktu, że wiele zadań pobocznych się nie opłaca. Cavia, studio tworzące grę, zdaje się nie znosić łowców osiągnięć czy ludzi grających „na sto procent”. Grającym radzę więc odnieść się do poniższego diagramu, przy czym za zadania obowiązkowe uznałbym tylko pomoc staruszce w latarni morskiej i walkę z dzikiem na północnych wzgórzach. Pierwsze dlatego, że wzrusza i pięknie wpasowuje się w historię. Drugie ze znacznie bardziej przyziemnego powodu – daje możliwość jazdy na superszybkim dziku, na którym można driftować. Tak. Driftować.

Posłuchajcie dobrej rady. Aha – celowanie w 100% achievementów/trofeów jest równie przyjemne, co samookaleczanie się.

Oprawa robi nienajlepsze pierwsze wrażenie z powodu ubogich zdolności technicznych Cavii. Nigdy nie były ich mocną stroną – „Drakengard” sceny batalistyczne psuł mgłą godną pierwszego Silent Hilla. „Nier” potrafi zauroczyć momentami dobrze użytymi efektami czy pokazem umiejętności pracujących przy nim artystów, ale widać, że jedną nogą twórcy ciągle tkwili w poprzedniej generacji konsol. Można im to jednak wybaczyć, gdy usłyszy się muzykę.

Niech Yahtzee mówi co chce, „Nier” ma najlepszą ścieżkę dźwiękową tej generacji. Stworzona pod wodzą znanego choćby fanom Tekkena Keiichiego Okabe muzyka to arcydzieło, a album z nią poleciłbym każdemu, nawet ludziom darzącym gry wideo nienawiścią. Oczywiście, ci nie byliby w stanie usłyszeć, jak świetną pracę włożyli w nią inżynierzy dźwięku, dzięki którym warstwy utworu zmieniają się w zależności od sytuacji na ekranie – smutny utwór na organach od razu zagrzewa do walki, gdy wraz z przeciwnikami pojawiają się potężne bębny. Nie zobaczą też, jak doskonale ilustruje wydarzenia na ekranie, często bezbłędnie grając na emocjach i wykorzystując motywy przewodnie co najmniej równie dobrze, co Masafumi Takada w „No More Heroes”. Ale nie muszą, różnorodna, lecz zawsze równie wspaniała muzyka broni się i bez tego.

Na szczęście na jej jakości poznało się Square Enix, które wydało już cztery albumy z gry – ich zakup polecam co równie tak serdecznie, co samego „Niera”. Poza oryginalną ścieżką dźwiękową, która sama wiele utworów prezentuje w kilku wersjach, zdobyć można „15 Nightmares & Arrange Tracks”, na której znajdują się bardziej elektroniczne brzmienia z DLC i nowe aranżacje znanych już utworów. Wydane zostało też „Tribute Album -echo-” z muzycznym hołdem oddanym grze przez współpracujących ze Square artystów. Godny uwagi jest tu zwłaszcza utwór „Snow in Summer ~ The Dark Colossus Destroys All”, wykonany przez słynny postrockowy zespół World’s End Girlfriend. Najnowszą płytą jest „Piano Collection”, której nazwa rozumie się sama przez się.

NieR Gestalt & Replicant Original Soundtrack
The Wretched Automatons
Song of the Ancients/Fate
Hills of Radiant Wind
Blu-bird

NieR Gestalt & Replicant 15 Nightmares & Arrange Tracks
Kaine/Duet Version
Shadowlord – Crying Yonah Version
The Legend of Nier: 8-bit Heroes

NieR Tribute Album -echo-
Temple of Drifting Sands
Shadowlord’s Castle/Roar
Snow in Summer ~ The Dark Colossus Destroys All

NieR Gestalt & Replicant Piano Collections
Gods Bound By Rules
Shadowlord

Muzykę uzupełniają świetne efekty i bezbłędnie dobrane głosy postaci. Gwiazdą jest tu Liam O’Brien (Wojna z Darksiders, Akihiko Sanada z Persony 3), który głosem podobnym do Alana Rickmana od razu zaczarował wszystkich jako elokwentny Weiss – GRIMOIRE Weiss. Daleko za nim nie zostaje Laura Bailey, która jako Kaine odgrywa jedną z najbardziej pamiętnych kobiecych ról tej generacji, i Jamieson Price, bez którego błyskotliwe dialogi Niera z Weissem straciłyby trochę blasku. Tak, jak bez doskonałego tłumaczenia 8-4, którzy w kwestii lokalizacji japońskich gier nigdy nie zawodzą.

Wszystko to przyprawione jest pełnymi klasy nawiązaniami. Obecnie coraz trudniej o nie – taki World of Warcraft na przykład jest już przesycony odwołaniami popkulturowymi tak bardzo, że przesłania to historię świata. Dodatkowo wielką gier plagą są „memy” (w cudzysłowiu, bo postrzegane w spaczony sposób), które każą twórcom myśleć, że wrzucenie oklepanych obrazków i tekstów z sieci do gry wyręczy ich z wymyślania własnych, zabawnych żartów. „Nier” w tej kwestii nie błądzi i budzi uśmiech na twarzy – kąty kamery w podziemnym laboratorium przypominają o złotych czasach izometrycznych wRPG, tajemnicza rezydencja budzi tęsknotę za pierwszym Resident Evil, a przyjacielski pstryczek w nos sprawiony The Legend of Zelda jest wisienką na smakowitym torcie. Jak zauważył reżyser w jednym z wywiadów, zachodni recenzenci ostro skrytykowali w tej kwestii loch złożony z krótkich, tekstowych przygodówek. Smutne, gdyż są pięknie napisane, zresztą mnie zawsze cieszą odwołania do gatunku, a poza „Nierem” znajdowałem je ostatnio (w uboższej formie) tylko w grach głównego nurtu – „Saints Row: The Third” i „Call of Duty: Black Ops”.

A przecież jasne jest, że jednym z motywów przewodnich jest tu słowo. Słowami się walczy, słowami wypełnia się Weissa, by odzyskał moc. Pełzającymi po skórze słowami w tajemniczym alfabecie objawia się Black Scrawl, choroba, na którą cierpi mała Yonah. Niezrozumiane słowa, słyszane przez całą grę stają się przyczyną tragedii. A przy premierze zauważył to chyba tylko dziennikarz „New York Times”, porównując grę do kultowego „Planescape: Torment”.

…słowa mogą też ranić. Nawet te prawdziwe.

„Niera” naprawdę wyjątkowym czyni jednak to, że jego historii nie dałoby się opowiedzieć w innym medium. Za pierwszym razem jest to prosta historia o ojcu, który pomaga przyjaciołom i ratuje córkę w tradycyjny dla bohaterów gier wideo sposób – wyrzynając wszystko, co stoi między nią a nim. I choć jego przygoda ma parę wzruszających momentów, za pierwszym razem nie wyróżnia się poza jakością dialogów niczym szczególnym, i można nawet przez to zrozumieć wiele reakcji recenzentów. Tyle, że po jej zakończeniu na ekranie pojawia się napis zapraszający do ponownej gry w celu zapoznania się z tą samą historią oczami Kaine, w zakończeniu zdającej się wiedzieć o wrogach Niera więcej, niż jest w stanie przyznać. Ci, którzy to zignorowali (co to, deadline jutro, a ja mam jeszcze raz to przechodzić? Niedoczekanie wasze), nigdy nie dowiedzieli się, jak wyjątkowa to gra.

New Game+ nie pozwala nam zmienić żadnych decyzji ani dokonać wyboru jakiejś alternatywnej ścieżki. Rozpoczyna się w połowie przygody, gdy do drużyny dołącza na stałe Kaine, i powtarza po prostu cały drugi akt gry. Jednak tym razem gracz, który już zgodnie ze swoim sumieniem i skupiony wyłącznie na Yonah wypełnił swoją misję, zmuszony jest do spojrzenia na nią z kilku innych perspektyw poprzez nowe dialogi, cutscenki czy nawet krótkie opowiadanie. Staje się kimś na kształt statysty w swojej własnej historii. Jako centralna postać opowieści, którą poznaliśmy już wcześniej, zepchnięty jest na bok i powtarza to, co mu przeznaczone. A choć przez zdobycie nowych informacji chcielibyśmy coś zmienić, jasne jest, że nie możemy, gdyż swój los przypieczętowaliśmy już za pierwszym razem. Czasem chce się wręcz przeklinać bohatera za jego zaślepienie, ale nie można! W końcu jego decyzje były naszymi, widzieliśmy wszystko z jego oczu, rozumiemy go przez to doskonale nawet wtedy, gdy robi coś zupełnie sprzecznego z naszymi wartościami. Nie będąc istotami wszechwiedzącymi, możemy jedynie robić to, co uważamy za słuszne w danym momencie, iść dalej i być gotowymi na konsekwencje – powtarza się jedna z myśli obecnych w zadaniach pobocznych.

I to, co jest wspaniałe w tej narracji, to fakt, że nikogo szczególnie nie faworyzuje, po prostu bezstronnie przedstawia smutny, czasem bezsensowny konflikt, który wynika głównie z niedoskonałości świata, głupoty i braku wzajemnego zrozumienia. Gdybyśmy przeczytali po prostu suche streszczenie gry, łatwo byłoby nam przylepić do postaci etykietki typu „zły” i „dobry”. Będąc „w grze”, wchodząc z nią w interakcję, nie jest już tak łatwo. „Nier” doskonale wykorzystuje język gier wideo, by manipulować graczem, który – tak jak główny bohater – ma na oczach swój cel i nic innego. A kiedy już go osiągamy, każe nam spojrzeć na to, co zrobiliśmy i pyta – czy było warto?

A po drugim zakończeniu pozostaje ostatnia gra i wybór między trzecim a czwartym zakończeniem, które każe nam zdecydować o losach Kaine. Po poznaniu jej historii – tego, jak w rodzinnej wiosce prześladowano ją z powodu jej problemów z płcią, tego, jak skrzywdziły ją Cienie, tego, jak wiele poświęca dla Niera – trzeba dokonać wyboru, który w oryginalny sposób redefinuje poświęcenie w grze. OGROMNY SPOILER: yrg ysipaz eiktsyzsw ,eizdi myt az oc a ,ćatsop ąjows ćąnusu yżelan ,ąicreimś dezrp ąj ćawotaru yb a – nizdog aicśeizdawd jeinmjan oc ezrg yzrp ćizdęps abezrt ,eniaK z ainezcńokaz od ćśjod yB. KONIEC SPOILERA.

Patrząc na „Niera”, widzę bardziej wiedźmińską grę niż nasze rodzime „Wiedźminy”. Wojownik o białych, spiętych opaską włosach poszukuje szarowłosej córki, zbierając drużynę odmieńców. Brzmi znajomo? Takie są też końcowe etapy, przypominające wydarzenia z zamku Stygga. Ale nie chodzi mi tylko o powierzchowne podobieństwa. Yoko Taro jest kimś bliższym Andrzejowi Sapkowskiemu, niż scenarzyści wiedźmińskich gier – dosyć rzec, że pierwsza wersja „Niera” skupiała się na przedstawieniu na nowy sposób klasycznych baśni, a na twitterze Taro można znaleźć narzekania na pozbywanie się mrocznych treści z disneyowskich adaptacji. Świat Niera jest pełen wad i skazany na rychłą zagładę, a bohaterów nie da się jednoznacznie określić. Przede wszystkim jednak „Nier” wchodzi w dialog z medium, którego jest częścią, a jego scenariusz jest subtelny i daje do myślenia na długo po zobaczeniu napisów końcowych ostatni raz (czego w growym „Wiedźminie” mimo wszystko mi brakło, a w książkowym nie). CD Projekt Red mógłby się czegoś nauczyć.

Gdyby nie to, że gameplay nie jest zbalansowany i praktycznie nigdy nie stanowi wyzwania, mielibyśmy arcydzieło. Niestety – otrzymaliśmy nieoszlifowany diament, który powinien był pokazać twórcom gier nowy kierunek w tworzeniu fabuł w grach wideo (to chyba jedyne jRPG tej generacji „dużych” konsol, którego fabuła jest dobra nie tylko „jak na grę”). Istnieje tu pełna zgoda treści i formy – absurdalna postać Kaine przekształca się z czasem w jedną z najlepszych postaci żeńskich ostatnich lat, rzeź wrogów ma swoje miejsce w fabule i nie jest gloryfikowana, a oryginalny system New Game+ jest doskonałą innowacją, którą chciałbym zobaczyć w innych, mniej wadliwych grach. „Nier” udowadnia, że nie trzeba odwracać się od klasycznych form gameplayu, by poruszyć gracza i przekazać satysfakcjonującą opowieść. Trzeba tylko pomyśleć, jaką treść można zawrzeć w danej, gotowej już formie.

Yoko Taro obecnie jest na przymusowej emeryturze.  Możemy tylko mieć nadzieję, że japońscy wydawcy zaoferują mu w końcu możliwość stworzenia czegoś nowego. W jednym z wywiadów porównał swoją ostatnią grę do brzydkiego szczeniaka. „Jest pełen wad i czasem nie możesz na niego patrzeć, ale ma pewien urok, przez który nie możesz się z nim rozstać”.

Swoją kopię „Niera” znalazłem w jednym z hipermarketów, na stosie koszmarnych tytułów, które nie sprzedały się z jasnych przyczyn. Poprosiwszy o nią, usłyszałem lekkie prychnięcie i stwierdzenie, że „mogę to dostać za dziesięć złotych”. Brzydki, porzucony szczeniak.

Kupiłem tam wiele gier, ale z żadną z nich nie spędziłem tyle czasu, co z tą.

LINKI:

https://docs.google.com/document/preview?id=1vEP2iZ52P-DWhQBQ2Is6R8Wjao99AGi0YuWShTvA-tA – Grimoire Nier – fanowskie tłumaczenie wydanej tylko w Japonii książki na temat gry. Fascynujące strzępki historii świata, jakie z trudem można znaleźć w grze (celowo zepchnięto je na bok, by skupić uwagę gracza na tym, co ważne) tu złożone są w całość i wzbogacone o chronologię oraz dodatkowe informacje.  W książce zawarte jest też piąte, wycięte z gry zakończenie, kilka krótkich opowiadań, wywiady z twórcami, mnóstwo ciekawostek i coś, za czym grający w „Drakengarda” tęsknili – historia każdej ze zdobytych broni.

UWAGA – twórcy zakładają, że czytający zaznajomił się w pełni z fabułą gry, więc teksty pełne są spoilerów!

http://lparchive.org/NIER/ – Doskonały „Let’s Play” autorstwa The Dark Ida. Kompletny, pełen multimediów i materiałów spoza gry. Dobry do przypomnienia sobie gry lub zapoznania się z nią, jeśli nie zamierza się w nią grać (co jednak odbierze fabule moc oddziaływania na gracza). Warto też zapoznać się z jego wcześniejszym Let’s Playem „Drakengarda”. Nawet bardziej, niż w niego zagrać.

71 odpowiedzi do “Nier – coś bardzo wyjątkowego

  1. Pita

    Obok Dark Souls moja gra generacji. Zabawne, że obie są krytykowane często za fabułę – a obie mają jedną z najlepszych, najciekawiej wykorzystujących to medium i najciekawszych fabuł w grach wideo. Świetny tekst.

    Do NIERa sam podchodziłem ostrożnie, a okazał się prawdziwym diamentem i geniuszem. Dodałbym jeszcze, że DLC bardzo mocno bawi się grą samą w sobie i prezentuje ciekawe informacje o żonie Niera. Uważam też, że przesadzasz jeżeli chodzi o questy ;). Generalnie – kocham. Uwielbiam. Obok Mother czy Tactics Ogre pokazuje, że te historie i to medium dostało już masę wielkich, dorosłych rzeczy tylko nie zwraca się na nie uwagi bo nikt nie pompuje w nie milionów. Szkoda. Jeszcze raz gratuluje tekstu.

    Odpowiedz
  2. Paweł Schreiber

    @Aleksander – Kolejny Twój tekst, który poszerzył mi growe horyzonty i kolejny, po którym stwierdzam, że strasznie lubię wchodzić na Jawne również jako czytelnik. Dzięki! (i przepraszam, że komentarz niemerytoryczny)

    Odpowiedz
  3. Dr Judym

    W takim razie muszę się zainteresować, wyląduje na półce gdzieś pomiędzy Lost Odyssey i Deadly Premonition, które uwielbiam. Swoją drogą na tym ostatnim poznał się przynajmniej jeden zachodni dziennikarz, więc czasem udaje im się przejrzeć na oczy ;) Szkoda że tak rzadko.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Na Deadly Premonition: Director’s Cut na PS3 czekam z wywieszonym językiem, bo wygląda to pod paroma względami na moją grę marzeń, a nie ma nic o dacie premiery. Przynajmniej dziś doszły jakieś informacje – SWERY chce to wydać do końca roku, przebąkuje też coś o sequelu, a dziennikarz włoskiego Eurogamera mówi o październikowej dacie wydania wersji reżyserskiej.

      Główny bohater gada w pustym samochodzie o „Wstrząsach” z Kevinem Baconem, już go pokochałem. <3

      Odpowiedz
  4. mrrruczit

    Świetny tekst, lecę i kupuję! Tylko pytanie gdzie to można dostać za te 10 zł, bo na Allegro jest 5 razy droższe ;)

    Odpowiedz
      1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

        Popieram, grałem w grę kilkadziesiąt godzin, a „Shadows of the Damned”, kupione za osiem razy więcej w tym samym sklepie, rzuciłem na zawsze w kąt po ośmiu godzinach. (Ale nie powtarzajcie moich błędów i nie ulepszajcie mieczy ani nie hodujcie kwiatów, naprawdę nie warto).

        Odpowiedz
  5. Matesko

    Świetny tekst, wspaniała gra. Skończyłem ją miesiąc temu i z westchnięciem odłożyłem na półkę, myśląc, że nie warto się bawić w jakieś tam New Game+, skoro tyle gier czeka na przejście. Ale teraz chyba zmieniłem zdanie. Inne gry mogą poczekać, a NIeR jest jeden na milion.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Naprawdę warto, zwłaszcza, że jeśli się sprężyć, NG+ można przejść w jakieś trzy godziny. A zakończenie B sprawia, że im dłużej myśli się o fabule, tym większe robi wrażenie. No, i „Grimoire Nier” to po grze lektura obowiązkowa.

      Nie zaciekawił Cię jednak tekst „poznaj wersję historii opowiedzianą przez Kaine”? Pod koniec jasne jest, że wie coś, o czym nie mówi, i mnie to tak strasznie dręczyło, że od razu uruchomiłem New Game+.

      Odpowiedz
      1. Matesko

        Szczerze mówiąc planowałem (jeżeli nie znajdę na nie potem czasu) obejrzeć dodatkowe zakończenia na YT, ale skoro czytam, że to nie tylko ostatnia cut-scenka, ale zupełnie inny punkt widzenia, nowe sceny etc. …
        Dobra, biegnę do konsoli. I szkoda, że OST z Niera schodzi w sieci za takie grube pieniądze…

        Odpowiedz
  6. Michał Mielcarek

    Ta krytyka recenzentów chyba jednak nie do końca trafiona. Warto spojrzeć na to z takiej perspektywy – jeśli gra nie zachwyca przez 10 godzin, dlaczego oczekiwać, że ktoś będzie chciał doszukiwać się jej prawdziwej wartości. Nie chodzi mi o recenzentów, tylko o graczy. Jeżeli jako gracz ziewałbym po dwóch godzinach, no to sorry, nie gram dalej, no nie ma bata, żebym się zmuszał, skoro jest tyle innych gier do ogrania, filmów do obejrzenia, książek do przeczytania. A na pewno nie zamierzam kończyć gry tylko po to, żeby zobaczyć, jaka jest naprawdę w New Game+. Czyste szaleństwo. Czy należy za to chwalić developera? Ja bym raczej uznał to za fatalne rozwiązanie designerskie.

    Zgadzam się jednak, że do recenzenta należy sprawdzenie, co kryje w sobie NG+. Ale też uczciwe wydaje mi się napisanie, że gra jest nudna, nie zachęca do zabawy, po prostu jest źle zaprojektowana i wlepienie jej za to niskiej oceny. Na tej samej zasadzie możemy uznać, że jakiś crap stanie się genialną grą, gdy ukaże się część druga, w której wydarzenia obejrzymy z innej perspektywy. Nie kupuję tego.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Zgadzam się, że jeśli ziewam po paru godzinach, to grę mogę posłać w diabły. Z tego powodu nie kupiłem FFXIII – jeśli gra chce mnie trzymać za rączkę przez kilkanaście godzin, daruję ją sobie. Tom Bissell miał taki cytat w tekście o „Wiedźminie 2” – „Jeśli przecierpiałeś sześć godzin jakiegoś doświadczenia i nadal jesteś nieszczęśliwy, to albo grasz w grę wideo, albo jesteś w więzieniu”.

      Ale nie jest tak, że „Nier” nie zachwyca przez dziesięć godzin (może to moja wina, że taki wniosek można było wyciągnąć z tekstu). Wolne tempo ma może początkowe, nie wiem, maksymalnie półtorej godziny? Ale te kilkadziesiąt minut konieczne jest, by osadzić głównego bohatera w świecie, pokazać go jako zwykłego człowieka walczącego o życie córki. Kiedy Weiss dołącza do drużyny, nie ma już problemów – magia pozwala się dobrze bawić.

      Dialogi między postaciami wgniatają wychwalane w grach BioWare kwestie w ziemię. Walka jest na identycznym poziomie, co kretyńskie fabularnie i też pełne backtrackingu „Kingdom Hearts 2” (Metascore: 87) – czyli mimo, że zupełnie nie stanowi wyzwania ani nie jest skomplikowana, gra się sympatycznie. Sam soundtrack powoduje, że chce się przeć do przodu. Końcówka jasno daje do zrozumienia „to nie koniec historii”, zresztą od razu w internecie były informacje od NG+, które trwa dosłownie parę godzin. Et cetera, et cetera.

      Chodzi mi tylko o to, że ludzie, których skrytykowałem, zazwyczaj nie dawali grze uczciwie szansy:
      – Gamespot – „bezsensowne przeklinanie” – GTA IV, „godnemu Oskara” nie dorasta tu do pięt, zresztą sam początek NG+ wyjaśnia czarno na białym (dosłownie), skąd się bierze. „Słaba historia” – brednie, dodam, że ten sam człowiek, który oceniał „Niera”, dał odznakę za „doskonałą historię” Final Fantasy XIII, napisanemu przez Motomu „Seriobójcę” Toriyamę, największego grafomana w branży,
      – Yahtzee – zaczyna od wyśmiewania Niera jako gry, o której nikt nie słyszał, później atakuje muzykę jako „elevator tunes” – jeśli kompozycje, które wymieniłem w tekście, są godne tego miana, to nie wiem, co nie jest.
      – Joystiq – dezinformacja i bezpodstawna krytyka, wynikająca z głupoty recenzenta,
      – Neo Plus – też ma swoje za uszami, zwłaszcza błędy merytoryczne. „Akcja przenosi się siedemdziesiąt lat w przód” – nie wiem, skąd się to wzięło, skoro świat wygląda zupełnie inaczej, a napis po prologu mówi jasno „1,312 years later”. „Nier znajduje [Grimoire Weiss] po raz kolejny” – spoilerem byłoby napisać, co znalazł wcześniej, ale nie był to Weiss, a coś innego, co na końcu gry jest zupełnie jasne. Nieprawdą jest też, że sidequesty pokroju wyzwań wędkarskich są obowiązkowe. I tak dalej. (*)

      To nie jest przykład gry, która nie rozwija skrzydeł. Zazwyczaj ktoś wziął się bez powodu za najnudniejsze sidequesty, ktoś czegoś nie doczytał, ktoś coś zignorował. „Niera” da się słusznie skrytykować (sam mógłbym to zrobić mimo swojej miłości do niego), ale grę w mediach potraktowano po prostu po macoszemu, jak ostatnio wiele tytułów pozbawionych marketingu, ale celnej krytyki ani analizy gry niemal nigdzie nie da się znaleźć.

      *(Ogólnie chyba każdy numer pisma, jaki kupiłem, miał tego typu problemy z jRPG – a to o „Dissidii” ktoś napisał, że pozbawiona będzie postaci z „beznadziejnego” FFV, co było zupełnie wzięte z księżyca, a to o „Personie 2”, że walk nie da się przyspieszyć – o tym gatunku nie mogę w Neo czytać, bo zbyt często łapię się za głowę).

      Odpowiedz
  7. mack

    dzięki za kolejny ciekawy tekst w Jawnych o ważnej, oryginalnej grze, (wcześniejszy o Maiden Astrea z Demon’s Souls). Również dzięki za ciekawe linki. To się po prostu czyta. A tak a propos: uderz w stół a nożyce się odezwą – zaginiony w akcji redaktor NeoPlus – czytelnicy czekają :)

    Odpowiedz
  8. solter

    Trochę zdemonizowana ta recka z Neo+. Wyrwane z kontekstu określenie”gra dla nikogo” sugeruje, że tytuł został zmieszany z błotem. A przecież nie miało to miejsca.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Nie miało to miejsca, i też nie piszę, że miało, wypisuję tylko opinie recenzentów. „Gra dla nikogo” to mylne określenie, skoro gra jest otaczana kultem od premiery. Prawda, o grze wyrazili się łagodnie. Recenzję Neo jednak mógłbym zdemonizować z powodu, o którym piszę w komentarzach wyżej – błędów merytorycznych typu pomylenia się o całe tysiąclecie w określaniu czasu akcji (!), stąd pewnie postanowiłem wrzucić ją do takiego, a nie innego towarzystwa.

      Odpowiedz
  9. Bartłomiej Nagórski

    Right, zacząłem dzisiaj, pękły już dwie czy trzy godziny, wróciłem z rybką do córeczki… i póki co tak samo jak w „Binary Domain” na początku męczę się. Na razie nie widzę nic specjalnego: świat przedstawiony jest nijaki (sztampa, nie licząc mostów, klasyczny jRPG jak z PSP), bohater jest prostacki, gameplay nużący i do kurzej nędzy, od 1300 lat nie udało mu się wyleczyć córki? Jeśli jako chora przeżyła właśnie swoje XIII stoleti, to może nie jest aż tak bardzo źle z nią? Ugh, ja rozumiem poczucie tajemnicy, ale tu mam poczucie kretynizmu.

    A żeby nie było że tylko narzekam: fantastyczny głos Grymuara Wajsa, kojarzący się z wiecznie marudnym Alanem Rickmanem, miasteczko nadmorskie, wioska i ta świątynia w której znajduje się książkę – fajne lokacje, klimatyczne takie. Pierwsze spotkanie z Kaine intrygujące, bossowie interesujący. Gram dalej, bo bardzo bym się chciał dowiedzieć what the fuck is going on.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      „świat przedstawiony jest nijaki”
      „Jeśli jako chora przeżyła właśnie swoje XIII stoleti, to może nie jest aż tak bardzo źle z nią?”

      NIC NIE WIESZ, JONIE SNOW. Graj dalej. Zresztą, widziałeś kiedyś kogoś, kto żył 1300 lat? :) Logika tego świata jest pokręcona, ale to nadal na swój sposób nasz świat.

      TU zgodzę się, że prolog może wydawać się nużący, ale jest konieczny dla konstrukcji fabuły. Zresztą w NG+ go nie powtarzają, i dobrze. A, i walcz zaklęciami, jest znacznie zabawniej. Walka samym jednoręcznym mieczem jest nieciekawa jak Kingdom Hearts 2 bez ozdobników w postaci form czy technik.

      P.S. Możesz zapoznać się najpierw z Let’s Playem Drakengarda, będziesz miał nieco większy fun.

      A, i mała zachęta do parcia dalej – to, co spada z nieba w prologu, to nie śnieg.

      Odpowiedz
      1. Bartłomiej Nagórski

        NIC NIE WIESZ, JONIE SNOW. Graj dalej. Zresztą, widziałeś kiedyś kogoś, kto żył 1300 lat? :) Logika tego świata jest pokręcona, ale to nadal na swój sposób nasz świat.
        Rajt, i to mnie utrzymuje przy grze – chciałbym wiedzieć o co bangla, więc brnę dalej.

        prolog może wydawać się nużący, ale jest konieczny dla konstrukcji fabuły
        Pisałeś komuś z poprzedników, więc zaciskam zęby i brnę dalej. Jak mówię, dotychczasowe boss fighty były całkiem, całkiem.

        A, i walcz zaklęciami, jest znacznie zabawniej.
        Robię piu-piu-piu słabszym strzelaniem, ale to się wtedy zmienia w Ikarugę. :P

        A, i mała zachęta do parcia dalej – to, co spada z nieba w prologu, to nie śnieg.
        http://www.roflcat.com/images/cats/Cocaine_So_Much_Cocaine.jpg

        Odpowiedz
  10. Bartłomiej Nagórski

    Znowu będę narzekał, ale zaciąłem się na bossie w świątyni piasków (save’a miałem w cholerę daleko, przed miastem-bez-księcia, a zabrakło mi rzeczy do leczenia i rozwalał mnie jednym ciosem) i straciłem chęć do grania. Muszę przejść z godzinę durnych zagadek i wożenia się tratwą po rzece piasku i mi się nie chce. Powoli zaczynam zbliżać się do opinii, że niedocenione gry tej generacji nie są niedocenione bez powodu.

    Dla równowagi: głos Kaine opierniczającej grubymi słowami Weissa na samym początku to jeden z lepszych wstępów do gier ever.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Tratwę można było przewinąć, o czym zapomniałem Ci wspomnieć.

      Zagadki denerwowały mnie w trakcie, ale [rot13]xvrql mbonpmlłrz xfvępvn habfmąprtb gelhzsnyavr znfxę m punenxgrelfglpmalz qżvatyrz j gyr, mnłncnłrz v jlonpmlłrz vz jfmlfgxb; zbżr j temr m gnx fłnolz tnzrcynlrz młbśyvjbśpv cbq nqerfrz qrfvtah qhatrbaój j Mryqnpu avr fą an zvrwfph, nyr „ybymntnqxbjr” ybpul Rvwvrtb Nbahzl mnfłhthwą an yrxxvr jlxcvravr.[/rot13]

      Przypomnę, że nie dla dobrze zaprojektowanego gameplayu poleciłem Niera (PRZYNAJMNIEJ TYM RAZEM JEST GRYWALNA, CO, CAIM), gdyż oceniając go pod tym kątem zmiażdżyłbym go, ale dla otoczki i fabuły. Jeśli masz problem, wbij teraz na Easy w opcjach, wsłuchaj się w „Gods Bound By Rules”, którego już nie usłyszysz w grze, wykończ sześciościennego i idź dalej. Nie ma sensu się frustrować.

      I tak, ten wstęp jest boski, choć współczuję go ludziom w krajach anglojęzycznych. Laura Bailey dała popalić, jak zawsze, gdy stoi nad nią dobry reżyser dubbingu.

      Odpowiedz
      1. Bartłomiej Nagórski

        Czuję się poklepany po pleckach. Postaram się brnąć dalej, ale na następną grę biorę jakieś AAA (cholera, wczoraj w przypływie rozpaczy jako przerywnik pociąłem w Demon’s Souls).

        Also, rozumiem że mogę sobie zmienić poziom trudności w trakcie? To chyba zmienię, bo już sporo razy zginąłem w walce, z tym jaszczurem co miał worki na podgardlu i z wilkami na pustyni (szybkie są, skubane), a teraz ten boss, mamlu, mamlu.

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          Swoją drogą… atakuję czasem mocno gameplay Niera, bo mam porównanie z najlepszymi, ale czy w sumie nie jest on nienajgorszy jak na wątłe standardy action RPG? Jest co najmniej na poziomie Skyrima. Zaklęcia są bardzo dobre i dają uczucie potęgi.

          Jasne, balans nie istnieje, ale balans to w action RPG częsty problem.

          Odpowiedz
          1. Pita

            BTW miałem pisać długą i pełną mądrości kontr-krytykę Twej krytyki Niera, ale nauczony przykładem z Binary Domain przypuszczam, że pogadasz, pogadasz a potem „8.5” ;p ;p ;p ;p!

          2. Matesko

            Co tam, napisz, ja chętnie poczytam! Nawet czytanie o tej grze sprawia mi ogromną przyjemność.

        2. Pita

          Okej, więc żeby było krótko i bez filozofowania to może tak – przede wszystkim w ogóle nie rozumiem Twojej krytyki Niera i strasznie zaskakuje mnie ona u osoby, która doskonale zrozumiała Soulsy nie mając je za „Diablo TPP” (Boski tekst Ci wyszedł, sam miałem o tej Pani pisać :< ;*! ).

          Może to prostu to nie jest gra dla Ciebie, może po prostu masz gorsza formę, ale dla mnie wszystko wskazuję, że – bez urazy – grasz w nią źle. Coś zawalasz przegrywając z bossami i złoszcząc się na zagadki, i stawiam tutaj na złe używanie kontr/czarów/dysponowanie zapasami. Nier jest banalny jeżeli chodzi o poziom trudności gdy wiemy co możemy robić, ale choćby dzięki zmieniającemu się gameplayowi oraz ilości czarów (a od drugiego rozdziałku innym broniom) – dla mnie nie sposób się nim znudzić. Ja dzięki temu miksowi gatunkowemu bawiłem się jak na dyskotece lat 70tcyh. W sensie przednio.

          Więc IMO – używaj różnych czarów. Graj na easy. Olewaj questy. Dojdź do drugiego chaptera za wszelką cenę i jeżeli dalej nie będziesz czuł czegoś – odłóż.

          Widocznie nie jest dla Ciebie i nie ma w tym nic złego. Ja mam duży problem ze starymi point&click, chociaż połowę z nich szanuję, to po prostu wolę je oglądać, czy o nich słuchać niż w nie grać. Przez lata nie mogłem patrzeć na Virtua Fighter, które teraz kocham. Nie trawię gier na Infinity, nawet w Planescape grając dla fabuły bo ten gameplay doprowadza mnie do gorączki. Itd., itp.

          JEDNAK – sam rozumiem, że NIER to nie jest gra w którą łatwo się wchodzi. Mnie w tym momencie już miała, a pod koniec 1 rozdziału wiedziałem, że to jest to. Nie hipsterze, ale dla mnie ze względu na fabułę – dla której głównie grałem – to gra tej generacji stacjonarek, z którą w ostatnich latach równał się jedynie PSPkowy Tactics Ogre.

          Wszystko ma tak słodko-gorzki kontekst, że tutaj czułem prawdziwe więzi, prawdziwy żal i złość, jaką podobno miały dać mi setki innych gier. Czułem relatywizm moralny, gniew i czułem, że tak powinny wyglądać fabuły w grach wideo, które chcą coś przekazać. Dlatego nie rozumiem Twojej krytyki – także fabuły – która od początku buduje ciekawe tajemnice i zadaje pytania, na które poznajemy sensowne odpowiedzi. Wydaje mi się, że Ty byś chciał te odpowiedzi za wcześnie ;p ;p ;p ;p

          Gameplayowo to gra blisko Ysa i wręcz rozmawiałem poważnie z Alexem o jej rozgrywce – mi bardzooo robiła, i była to jedna z nielicznych gier, gdzie mieszała się ona dla mnie istotnie z fabułą – także przez te wszystkie wstawki z innych gatunków. Ma słabe trofea. Ma dziwne rozwiązania. Jest technicznie uboga. Jednak na zawsze pozostanie w moim sercu ze względu na bohaterów i to co uczynili.

          Rozumiem, że NIER może po prostu nie być dla Ciebie, ale sugerowanie, że ktoś docenia go na siłę osobiście mnie boli – bo jestem w stanie postawić dolary przeciwko orzechom, że jakby nie kilkunastu graczy krzyczących swego czasu głośno na forach to i Demon’s Souls by dołączył do owego grona „niedocenionych ze słusznych powodów gier tej generacji”. Nierowi trzeba czasu, ale to gra niezwykła i nie chcę powtarzać po Alexie. On to ujął doskonale. Więc rozumiem Cię, ale zaklinam – daj szansę tej grze, bo jest tego warta. Pamiętaj, że w soulsach wielu nie dziwi w ogóle fabuły.

          Co do prostoty i "garbatości" – ja po Dark Souls mam problemy z wracaniem do Demon’s Souls, ale doskonale rozumiem zalety poprzednika. Kocham Ysy, uwielbiam inne action-RPGi. I chociaż nie uważam, że Nier stoi w tej samej klasie co one, to od Mass Effect i Skyrima dzielą go eony. Na plus, bo jest po prostu fun i ma system, który nie tylko nie jest zepsuty, ale sprawia też masę frajdy.

          Mass Effect i Skyrim bronią się budżetem i elementami nie-action-RPGowymi, ale jako action-RPGi są słabe. Po prostu. Jak włączam ME to po 15 minutach szukam, gdzie mam Binary Domain/Vanquisha. Nier wypada blado jako aRPG tylko przy najlepszych z najlepszych z najlepszych.

          Dla mnie rzecz jeżeli chodzi o gatunek wygląda to tak – Dark Souls — Ys — King’s Fieldy — Shadow Towery — NIER — Eternal Ring — długo nic — gry niezależne — jeszcze nic — jeszcze trochę nic — Fable — nic — gry Bioware — TESY. Mniej więcej.

          I ponownie wiem, że masz inne zdanie, ale chodzi mi o prostą rzecz – nie widzimy w tym tytule magii, bo sobie ją wymyliśmy. Ona tam jest.

          Więc pokój bracie – nie rań mego serca i daj grze jeszcze szansę.

          Odpowiedz
          1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Eh, choć z wieloma rzeczami się zgadzam, powiedziałbym, że porównania do ME2 to grząski grunt. ME2 wypada kiepsko jako shooter, to fakt – bullet sponges, średni cover system, brak uczucia „kopa” broni. Ale nie wiem, czy Nier jest lata świetlne nad ME2. ME2 miało przewagę w postaci trybu Insanity, w którym dało się zginąć z powodu głupoty… można było się przy nim lepiej bawić, jeśli ktoś nie narzekał na wrogów-gąbki.

          2. Pita

            W zasadzie niedookreslilem sie – piszac „ME” mam na mysli jedynke. Dwojke ogralem „byle jak i nie cala” bo czekalem na GOTY + wlasnie uslyszalem ze na Insanity jest lepiej. Wiec tutaj nie moge z reka na sercu sie wypowiedziec – ale z calego mojego przechodzenia calej trylogii moge powiedziec cos innego – nie ma tej roznorodnosci co Nier. Przerywniki glownej rozgrywki w ME sa nudne. W Nier sa slodkie.

            (Macie dowod ze nie jestemy z Sumiem jednomyslni na japonskie zboczone gry !11!1!). Zreszta mamy odmienne zdanie w paru innych aspektach Niera ;) – chocby questy, gdzie nie widzialem tej teh dramy, ktora Ciebie dobijala ;p

          3. Bartłomiej Nagórski

            Hej Pita, dzięki za długi komentarz. Bardzo doceniam, odpowiedziałem dopiero teraz, bo nie bardzo miałem czas wcześniej.

            Grze dam szansę, bo już za wiele pokończyłem żeby się dać tak łatwo zniechęcić. Frustracjaa mi się tylko trochę ulała, no i po drugie to trochę taka relacja live.

  11. Bartłomiej Nagórski

    For the record, ciągle pozostaję zacięty w tamtym miejscu. W międzyczasie pękł „Spec Ops: The Line” (rewelacja), DLC do „Dark Souls” (dostałem zamówienie na recenzję), trochę PvP darksoulsowego (bo się wciągnąłem), potem przyszedł kod na darmowe miesiąc PS+, więc troszkę pobawiłem się „Little Big Planet 2” i „Just Cause 2”. A „NieR” leży przy konsoli i patrzy na mnie z wyrzutem…

    Przyznam, że zerknąłem sobie w spoilery na wiki i neogafie, i okej, mam dodatkową motywację i jeszcze spróbuję – ale nie wiem kiedy.

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski

      Nie mówiąc już że w międzyczasie dopadło mnie tzw. prawdziwe życie, więc było i jest co robić poza graniem. Na przykład praca, o, to jest RPG na żywo, z levelowaniem, zarządzaniem drużyną, nieliniowymi dialogami i wkurzającymi questami…

      Odpowiedz
      1. Void

        Na przykład praca, o, to jest RPG na żywo, z levelowaniem, […] nieliniowymi dialogami
        W takim razie to dobry RPG. Zdarza się praca bez levelowania i z niezwykle powtarzalnymi dialogami.

        Odpowiedz
  12. mafiamix

    Witam!
    Postanowiłem, że coś napiszę o „Nier”, a postanowiłem to zrobić w miejscu, które mocno pchnęło mnie w kierunku tej gry. Dodam, że lubię gry niesztampowe. „NIER” mną zawładną. Wbił się w głowę i pewnie tam zostanie na długo. Gra „rozwaliła mi konstrukcję mózgu” pod względem fabularnym jak i mechaniki gry. Wiem, że wielu osobom rozgrywka nie przypadła do gustu, jest prosta i daleko jej do gier obecnej generacji. ALE DLA MNIE BOMBA. Ta gra nie jest przestarzała, ta gra jest czystym hołdem dla gier z minionej epoki. Ta gra to czysty „oldschool”. Może jak będę miał więcej czasu to jeszcze tu zaglądnę i wyjaśnię moje spostrzeżenia i do jakich gier to dzieło nawiązuje.
    pozdrawiam Jawne Sny

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Nie ukrywam, że bardzo, ale to bardzo ucieszył mnie ten komentarz. Dla takiego odzewu warto pisać tego typu teksty.

      Rozgrywka mogłaby jednocześnie być hołdem, i bronić się sama. Gdyby ktoś doświadczony pomajstrował przy gameplayu „Niera”, byłby niekwestionowany klasyk. Niestety, otrzymaliśmy „tylko” nieoszlifowany diament.

      Jeśli chcesz podyskutować, nie krępuj się, może zachęcisz Bartłomieja do tego, by przy następnym momencie zadumy przy półeczce z grami sięgnął po właściwą płytę!

      Odpowiedz
      1. mafiamix

        Hej. Szkoda, że tak rzadko tu zaglądam. Dziś to robię bo potrzebuję pomocy. Mam prośbę do osób komentujących tekst lub do samego autora. Polećcie mi podobną grę do Nier. Gram obecnie w różne tytuły, ale niestety wydaje mi się, że przez Nier już gry nie cieszą jak dawniej. Mam nadzieje, że ktoś mnie rozumie. Pozdrawiam

        Odpowiedz
        1. Dycu

          Mam w planie Nier jak tylko je gdzieś dorwę w miarę tanio, ale zacząłem się bać po tym komentarzu. Aż tak ta gra zmienia spojrzenie, że już w nic innego grać się nie chce? :)

          Odpowiedz
          1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            @mafiamix – Może „Drakengard”? Słabszy gameplayowo, ale tych samych autorów i osadzony w tym samym uniwersum.

            @Dycu – ja takiego stanu nie uświadczyłem, ale rzeczywiście gra jest niezwykle urokliwa.

          2. Pita

            Mr. Borszowski za dużo narzeka (;p) – odpowiedź brzmi „w dużej mierze tak” ;)

            Ja bym nie polecał jednak Drakengarda – różnice są boleśnie na minus gry z PS2. Za to proponuję Vagrant Story, Final Fantasy Tactics, Tactics Ogre i Kana Little Sisters bo obok Niera te gry „zmieniały mi perspektywę”.

          3. Bartłomiej Nagórski

            Hmm, to ja potwierdzę Vagrant Story i Tactics Ogre (obie można na PSP ograć), dołożę Personę 3 (w wersji Portable bądź nie). Wszystkie wywarły na mnie mocne wrażenie.

          4. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            „Persona 2: Innocent Sin” jest lepsza pod względem jakości fabuły – pisał ją jeszcze twórca serii, a motywy w niej obecne padły ofiarą marnego recyklingu w P3. Zresztą lepiej zacząć od niej, bo miała dość eksperymentalny i mniej oszlifowany, niż w następnych częściach gameplay. Miałem tu o niej tekst, gdzie napisałem o tym wszystkim szerzej.

            Gry Matsuno też gorąco polecam.

  13. Marcuch

    NIERa skończyłem dobry rok temu, ale mimo to wciąż budzi we mnie mnóstwo pozytywnych emocji. Jest dla mnie jedną z twarzy tej generacji -bardzo wąskiej listy gier, które zrobiły na mnie piorunujące wrażenie.

    Muszę się zgodzić, że początek jest nużący, ale w pewnym momencie totalnie wchłonęła mnie gra. Do tego stopnia, że zrobiłem wszystkie questy (!) , a przed końcem pierwszego aktu pieczołowicie sprawdzałem, czy wszystko jest zrobione.

    Myślę, że powrócę do tego świata ponownie -i to całkiem niedługo. Postanowiłem, że wbiję platynę (dla własnego egoizmu) oraz poważnie zastanawiam się (czytaj: brak środków) nad importem Replicanta z Japonii.

    Tak żeby kontynuować poruszony wątek Persony -co sądzicie o czwartej części?

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski

      Kurczę, następny fan NIERa, a ja ciągle nie mogę się zmusić do powrotu do tej gry. Niemniej dzięki za podzielenie się wrażeniami, każda taka opinia trochę nakręca mnie do tego, by spróbować ponownie.

      Odpowiedz
    2. Pita

      4 wolę niż 3 – uważam, że jest idealną ewolucją elementów z trójki, do tego cholernie dobrym jRPGiem. Innym niż 2, ciekawym, lekko zepsutym, ale słodkim.

      Odpowiedz
    3. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Też zrobiłem wszystkie questy, też miałem aspirację na platynę, brakuje mi tylko osiągnięcia „Lightspeed Warrior”, kiedyś pro forma się nim zajmę. Licha gra, która zauroczyła mnie swoim światem na tyle, że kazała mi bardzo długo grindować za Forlorn Necklace’ami i Lunar Tear (zero funu).

      Ja bardziej niż Replicanta chciałbym mieć Grimoire Nier. Wygląda ślicznie. (._.)

      Czwarta część Persony? Gdyby „Shin Megami Tensei” było alternatywnym zespołem, byłby to ich drugi popowy album, znacznie lepszy niż pierwszy, choć nadal pozostawiający pewien niedosyt. Ale kiepskie porównania na bok – P4 lubię, ale nadal uważam je za jedne z uboższych pozycji z logiem SMT. Jest ZNACZNIE lepsze niż P3 (typowa ofiara mentalności „przystępność za wszelką cenę”), ale wciąż brak mi tu wielu rzeczy, które w P1 i P2 były normą. Chcę od P5 lepiej zaprojektowanych dungeonów, lepszego tempa fabuły i – by zakończyć koncert życzeń – Satomiego Tadashiego przy scenariuszu. Fabuła, atmosfera i miasto z P2 wraz z gameplayem P4 zmiażdżyłyby wszystkich.

      A, i chcę więcej Kaneko. :< Duet Soejima+Kaneko był idealnym kompromisem między przystępnością a artyzmem portretów postaci.

      Odpowiedz
  14. Dycu

    Dziękuję jeszcze raz za ten tekst. Pierwszy raz przeczytałem go po publikacji, więc trochę wody upłynęło zanim udało mi się dorwać to cudo w swoje łapy. Dzisiaj zobaczyłem czwarte zakończenie Nier’a co pozwala mi odłożyć grę na półkę. Aktualnie pod względem fabuły najlepsza gra w jaką grałem. Jak trochę odpocznę to zamierzam przeczytać jeszcze „Grimoire Nier” żeby usystematyzować sobie wiedzę o świecie i może wyciągnąć jeszcze jakieś smaczki.

    Jeszcze raz wielkie dzięki! Oby więcej takich materiałów które otwierają oczy na cuda tego medium.

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski

      Obawiam się że nie bałdzo. Mnie nie podszedł poprzedni Nier, Aleksander pewnie zrecenzuje Automata do CD-Action w ramach obowiązków zawodowych, Paweł i Olaf nie są wielkimi japońszczyzny spod znaku Yoko Taro, reszta na JS pojawia się i znika. Małe szanse zatem, choć oczywiście byłoby miło gdyby ktoś, nieprawdaż.

      Odpowiedz
  15. Faroszek

    Dzięki temu tekstowi zakupiłem tydzień temu NieR na ps3, wczoraj dotarłem do zakończenia A, dzisiaj mam zamiar poznać historię Kaine. Jest to jedna z najlepszych gier w jakie grałem w życiu, absolutne arcydzieło. Gameplay jest genialny w swojej prostocie, grafika jak na 7 letnią grę jest bardzo ładna a muzyka to poezja.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *