Podsumowanie 2014

Jeśli idzie o gry wideo, to w 2014 roku słowem kluczowym było dla mnie “rozczarowanie”. Rozczarowanie nowymi konsolami i tym co sobą reprezentują (brak szacunku dla klienta, nachalny DRM, płacenie za tryb online). Rozczarowanie starymi konsolami (odwrót Sony od PS Vita, coraz słabszy PS+, bieda-wersje gier na nowe konsole). Rozczarowanie konkretnymi tytułami (nędzne “Dark Souls II”, nudnawe “Banner Saga”, leniwe reedycje HD). Rozczarowanie Kickstarterem (niewypały, naciąganie, krętactwa Double Fine). Rozczarowanie grową prasą (przedłużona agonia “LAG-a”, żałosne konwulsje “Secret Service”, cichy upadek “GRAMY!”). Rozczarowanie pisaniem o grach (z małymi wyjątkami żałosne stawki, konserwatyzm niektórych decydentów, inne kwestie, o których na razie zmilczę). Rozczarowanie samymi graczami (durnowate komentarze pod artykułami, obleśne #gamergate).

Rzecz jasna to nie tak, że w ogóle nie było miłych chwile czy przyjemnych niespodzianek. Kapitalne nowe epizody “Kentucky Route Zero” (drugi i trzeci). Fantastyczny styczeń w PS+ z nowym “Tomb Raiderem” i “BioShock: Infinite”. Wydane wreszcie “Rogue Legacy” i “FEZ” na PS Vita. Niespodziewana podróż do Japonii, w tym wycieczka śladami gier wideo (do poczytania tu i tu). Kilka naprawdę udanych artykułów. Dobra współpraca z Gram pl, dwa niezłe teksty puszczone w CDA. Ale to były pojedyncze fajne momenty na kupie nawozu.

Wallpaper_1

Straszliwie w tym roku rozczarowało mnie Sony, co piszę z dużą przykrością, bo od dawna byłem zagorzałym fanbojem tej firmy. Ceny w Europejskim sklepie PSN wzięte z sufitu. Drobiazgi indie w rodzaju “Nidhogga” czy “Rogue Legacy” za 15 Euro, czyli po zniżce dla abonentów PS+ około 50PLN (na PC dostępne za grosze). “The Wolf Among Us” i sezony “The Walking Dead” po 104 PLN pod koniec roku, parę miesięcy wcześniej 89 PLN bez upustów. Do tego każde oddzielnie, bez CrossBuy – przecież to jest tak udany ficzer (przepraszam, nie wiem jak to napisać po polsku), że powinien być obowiązkowy. I nie mówcie mi, że to leży w gestii wydawcy, a biedne małe Sony nie ma tu nic do powiedzenia. Inny ciekawy przykład kosmicznego spartolenia Cross Buy to God of War Collection – pierwotnie tylko na PS3, po wydaniu wersji na PS Vita dostępne na obie platformy. Tylko że wraz z wprowadzeniem nowej wersji cena poszła w górę do 99PLN (wcześniej bodajże 79PLN)! W czasach gdy ekonomia się kurczy lub pełza, ludzie ważą każdy grosz, ale Sony podwyższa ceny. Gracze są zasobni, można ich śmiało golić, nieprawdaż.

Do tego co Sony ma za uszami w temacie cen dochodzą jeszcze inne kwestie. Fatalna polityka komunikacyjna firmy na oficjalnym blogu EU. Gry tkwią sto lat w QA, ale brak informacji o dacie wydania czy odpowiedzi na pytania oczekujących ich fanów (casus choćby “1001 Spikes”). Nie mówiąc o tym, że proces QA zwraca uwagę na kwestie kulturowe (obcięta ręka w “Daturze”), a tymczasem “The Walking Dead” na Vicie tnie się do granic grywalności, w obu sezonach. Na blogu EU pojawia się informacja o darmowym “Mediatonic Bundle” do pobrania (a w nim m.in. „Monsters (Probably) Stole My Princess„), potem okazuje się że nie da rady tego ściągnąć, pytanie pozostaje bez odpowiedzi, za to obsługa cichaczem dodaje pod informacją dopisek “dostępne tu i tam, a w Bolandzie, Elbonii i Krakozji nie”. Cytując reklamy Spotify – “miłe, prawda?”

Kontynuując temat Sony (sorry, chłopcy i dziewczęta, ale nazbierało się wam w tym roku) mamy coraz bardziej kiepski abonament PlayStation Plus. Pół biedy, że pojawiają się w nim znacznie słabsze gry niż jeszcze rok temu, znacznie gorsza jest kwestia fatalnej komunikacji i niedotrzymywania obietnic. Kiedyś były gry zmieniające się co miesiąc i pewna pula tytułów dostępnych cały rok. Potem bez informowania o tym graczy rok zmienił się w czas nieokreślony, potem te tytuły znikły, nowych nie wprowadzono. Jakiś czas później Sony obwieściło że ujednolica przekrój gier i będą 2 na PS4, 2 na PS3, 2 na Vitę. I pięknie, bo ma prawo to zrobić, ale nikt ani słowem nie zająknął się o tym, że wcześniej zasady były inne, a wiele osób przedłużało abonament zakładając jednak ich jakąś ciągłość. W którymś momencie cichaczem odpuszczono też zapis, że gry dostępne w PS+ mają mieć ranking na Metacritic 70% lub więcej – i znowu, samo w sobie to nic złego, chodzi o to, że nikt o tym oficjalnie nie powiedział, nie mówiąc już o uzasadnieniu. Do tego dawniej było tak, że w pobrane (lub zakupione za 0 PLN, w każdym razie „klepnięte”) gry z PS+ można było grać, jeśli tylko abonament był aktywny. Dopuszczalne było zrobienie sobie przerwy w opłacaniu PS+, późniejsza jego kontynuacja i cieszenie się niegdyś dostępnymi tytułami. Z informacji graczy na rozmaitych forach wynika, że z niektórymi grami jest problem, na przykład „Sleeping Dogs”. Może dotyczy to już wszystkich, nie wiadomo, bo oczywiście znowu nie ma oficjalnego komunikatu. Każda z tych zmian ma jakiś sens, w najgorszym razie biznesowy, ale przy braku stosownej polityki informacyjnej ogólne wrażenie jest bardzo złe, co widać w sekcji komentarzy na Playstation EU Blog.

Chciałem przerwać narzekanie na Sony, ileż w końcu można, aż mi trochę żal jeśli jakaś PiaR-owca dowolnej płci z polskiego oddziału zostanie oddelegowana do przeczytania tych smutów. Tylko że to jeszcze nie koniec, bo teraz czas na to w co grałem, a grałem głównie na maszynkach tej firmy. Więc zaraz znowu wrócimy do narzekania, jednak póki co dajmy chwilę odetchnąć Sony.

03200409

Zacznijmy od PlayStation 3, na którym w tym roku grało mi się całkiem przyjemnie. Co prawda spędziłem na tej aktywności znacznie mniej czasu, może z powodu kotów, o czym później, może przez coraz bardziej kłującą w oczy grafikę, może dlatego, że stoi w najzimniejszym pokoju w całym domu, nie wiem, ale po trzech bardzo udanych latach wyraźnie zamanifestowała się tendencja spadkowa. Dla niepoznaki początek roku był świetny: “Tomb Raider” i “BioShock: Infinite” z PS+ dały mi mnóstwo frajdy i pozwoliły nadrobić braki z 2013-tego. Oba tytuły bardzo mi się spodobały: “Tomb Raider” mimo pewnych wad fabularnych miał świetny gameplay, ładną bohaterkę (ten głosik z brytyjskim akcentem, mmm!), niezły klimat, widowiskowe sceny i fantastyczne wizualia. “BioShock” również – z bardzo podobnych powodów. Mimo że Olaf i Aleksander mocno kąsali ten tytuł na łamach Jawnych Snów, mnie przypadła ona do gustu i to bardziej niż się spodziewałem. Najbardziej chyba uwiodła mnie w nim logika snu: najpierw jest kolorowo i miło, a minutę później przechodzimy w mrok, strach i dziwaczne rejony. To w ogóle jest strasznie oniryczna gra i chciałem napisać cały tekst na ten temat, ale nie było kiedy, no i nikt nie chciał za niego zapłacić, bo przecież gracze nie chcą czytać o grze która ma już cały rok.

ds2

Potem przyszło “Dark Souls II”, które było kolejnym rozczarowaniem 2014 roku i to nader mocnym: tak mnie ta gra wkurzyła, że na jakiś czas przestałem grać w ogóle, a potem sprzedałem wypasioną edycję kolekcjonerską na Allegro. Nie życzę sobie tego łajna u siebie na półce. Jeszcze grając w betę cieszyłem się na premierę sequela jednej z moich ulubionych gier wszechczasów. Ulepszona w stosunku do pierwszego “Dark Souls” grafika, świetne modele postaci i bardziej naturalna animacja, operowanie mrokiem i światłem tak na poziomie zagadek, jak i na poziomie taktycznym (czytaj: podczas walki), a do tego ten charakterystyczny klimat. No cóż, beta była jak w tym starym dowcipie o piekle, działem marketingu i reklamy. We właściwym “Dark Souls II” zostały oczywiście ładniejsze modele i animacje, ale wywalono szumnie zapowiadany model oświetlenia, który tak mi się podobał. Do tego okazało się, że z klimatem jest słabo, fabuły praktycznie nie ma (i to w porównaniu z poprzednikami, a nie z innymi grami RPG), spójność świata jest nijaka (nie dość że brak iluzji jednego miejsca jak w jedynce, to jeszcze dochodzą ewidentne bzdury takie jak to, że ze szytu samotnej wieży windą przedostajemy się do zatopionego zamku w jeziorze lawy), a bohaterowie niezależni są wyprani z osobowości. Magiczne zwiedzanie cudownych krain zmieniło się w męczący grind, żeby już wreszcie uporać się z tym tytułem. Dopiero jakiś czas po premierze wyszło na jaw, że nad “Dark Souls II” pracował kompletnie świeży zespół, zaś weterani serii “Souls” i Hidetaka Miyazaki w międzyczasie robili “Bloodborne”. I to, proszę państwa, jest pierwszej wody korporacyjna chamówa i bucera, której wzorzec można by trzymać w Sèvres pod Paryżem.

Na PlayStation 3 pobawiłem się też trochę “American McGee’s Alice: Madness Returns”, “Need for Speed: Most Wanted”, “Remember Me”, “BioShock 2” i “Game of Thrones” (erpegiem, nie epizodami od Telltale) i każda z nich znudziła mnie i znużyła. Poszalałem trochę w pierwszym “Dark Souls”, w zależności od humoru dręcząc innych graczy, eksperymentując z nieznanymi mi dotąd buildami oraz nieśmiało próbując zrobić jakieś achievementy po drodze do platyny, do czego jednak zabrakło mi cierpliwości. Pod koniec roku bardzo pozytywnie zaskoczył mnie “Far Cry 3”, po którym spodziewałem się sztampowego fpp shootera w tropikalnych ciuszkach, a dostałem coś pomiędzy “Skyrimem”, a “Red Dead Redemption” (w tropikalnych ciuszkach). Widać, że jednak wysoko oceniane gry AAA dla masowego to niekoniecznie samo zło, ale często przystępna i dobrze zaprojektowana rozrywka.

Poza PlayStation 3 sporo czasu spędziłem na Vicie – i tu dochodzimy do kolejnej porcji narzekań. Wychodzi bowiem na to, że będę musiał przeprosić się z Aleksandrem: faktycznie, PS Vita jest jak PSP, tylko bardziej, gorzej i głupiej. Czemu? Najpierw zerknijmy w co na niej grałem: trochę w “Stealth Inc.”, jedną z moich ulubionych gier na tę platformę, trochę w “FEZ” (warto było czekać na wersję PSV, moim zdaniem idealnie tu pasuje), dużo w “Rogue Legacy” (przyjemne, acz monotonie powtarzalne, jednak jakoś się zapętliłem w grindzie, zacisnąłem zęby i skończyłem), trochę w “The Walking Dead: Season 2” (nie kupię nigdy gry od Telltale przed wydaniem całości i nigdy za pełną cenę, tylko najwyżej za pół). Widzicie już wzorzec? No właśnie, w każdą z tych gier można zagrać gdzie indziej – i to znacznie taniej. Gwoli prawdy przyznam, że jeszcze chwilę pobawiłem się “Luminesem” (kocham), “Danganrompą” (nie rozumiem co ludzie w tym widzą) i jakimiś drobiazgami, ale nic nie wciągnęło mnie na dłużej. Ogólnie tegoroczny zwrot Sony z “mamy najmocniejszą konsolę przenośną świata, zobaczycie na niej takie hopsztosy jak na dużych” na “mamy zabawkę dla wyjątkowo oddanych graczy, zobaczycie na niej wszelkie indie które uda nam się zebrać po taniości, za to za wyższą cenę” to kolejna korporacyjna chamówa i bucerka. Sprzedać obietnice, wycofać się z nich rakiem, zostawiając najwierniejszych klientów i fanów na lodzie. “Miłe, prawda?” No więc nie, nie miłe, niemiłe wręcz. PlayStation Vita nie ma teraz tego co określa się jako unique offering, wyróżniającą i unikatową cechę, a jako maszynka do gierek niezależnych jest grubo za droga, tak jako sprzęt, jak i w eksploatacji. Powiedziałbym że już nie kupię następcy PS Vita, ale raczej wątpię czy w ogóle coś takiego się kiedyś pojawi (vide impresje japońskie o śmierci kieszonsolek).

I proszę, kolejne rozczarowanie tego roku.

Jego efektem ubocznym był niespodziewany atak nostalgii za PSP. Kurczę, to jednak była świetna maszynka. Spędziłem nieco czasu w świecie emulatorów (“Final Fantasy VI” na SNES, “Mother 3” na GBA, trochę Amstrada i Spectrum). Kto wie, może wreszcie przejdę “Shattered Memories” i inne zaległe tytuły? Przez chwilę miałem też w domu 3DS-a i muszę przyznać, że przy wszystkich ograniczeniach tej platformy, przynajmniej jest ona jakaś. Chodzi o to, że ma charakter, ma gry, w które nie zagra się nigdzie indziej, ba, samo obcowanie z menu jest przyjemne (możliwość dmuchnięcia na wirtualny kartridż, padłem) w odróżnieniu od bezpłciowych banieczek na Vicie.

Za sam nastrój tego obrazka można Rosjanom rzucić grosik.

Za sam nastrój tego obrazka można Rosjanom rzucić pieniążek.

Poza tym trochę grałem na PC. Coraz bardziej genialne, a jednocześnie odjechane “Kentucky Route Zero”, króciutkie, acz urokliwe “Stranded”, “Banner Saga” z którym jakoś nadajemy na różnych falach (bo nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć że to zła gra, ale nie daję rady w nią grać). Na wstępie tego tekstu napisałem o rozczarowaniu Kickstarterem, jednak lepszym słowem byłby chyba niesmak, bo przecież nigdy nie byłem fanem Kickstertera. Trochę wydłużyła mi się mina po paru godzinach z “Banner Saga”, trochę zbrzydziły mnie kolejne wtopy DoubleFine. Ciągle czekam na “Pillars of Eternity”, może kiedyś się doczekam. Rzuciłem groszem na Ślimakota, czyli “Rain World”, i “Mór. Utopia”, czyli “Pathologic”. Ten pierwszy ze względu na klimat, grafike i poważne podejście autorów do tematu, ten drugi po części z powodu zachwytów Pawła (mówi że warto, a ja mu wierzę – odbiłem się kiedyś, może nowa wersja będzie bardziej strawna), a po części z innych przyczyn, o których możliwe że napiszę oddzielny tekst.

Zgodnie z obietnicą pisałem mniej, ale nieskromnie powiem, że każdy tekst należał do tych bardziej udanych: czy to wspomniany cykl japoński, czy to wspomnienie o małym Parysku, czy duży artykuł o Lovecrafcie, czy sylwetka Jake’a Eliotta, czy też przybliżenie tematu graktywistów. W 2015 nadal będę pisał niedużo, za to szykuję dwie duże niespodzianki z pisaniem powiązane. Na razie jednak powstrzymam się przed zdradzaniem szczegółów, bo potem wyjdzie tak jak z grą na podstawie Gałczyńskiego i będzie mi wstyd. Co do grania, to być może kupię sobie 3DS-a, jak już w Europie pokaże się jego nowa wersja – czeka tam parę fajnych gier i trochę backlogu z DS-a. W ogóle w powodzi “update’ów”, “day one patchów”, DLC-ków, czasów ładowania liczonych w minutach, cen z księżyca wziętych i inwazji raka jakim jest pakowanie do gier mediów społecznościowych i rozwiązań z nich zaczerpniętych (“twój kolega zrobił tę misję o 2 minuty 36 sekund szybciej – czy chcesz spróbować pobić jego rekord?”) konsole przenośne mogą być ostatnim bastionem grania jak dawniej. Co prawda, nie wszystkie i nie zawsze (patrzę na ciebie, Vita), ale jednak bardziej niż te duże – zwłaszcza w trybie offline.

Być może zaryzykuję też zakup PS4, ale coraz bardziej w to wątpię. Raz, że drogo (sama konsola to pół biedy, ale gry po 300PLN to już grube przegięcie), dwa, że ostatnie wyczyny Sony nie napawają zaufaniem, trzy że nie mam życzenia płacić abonamentu za przywilej grania online (bo jak widać gram coraz bardziej sporadycznie), a cztery – że na PS4 w zasadzie nie ma gier. Niezależne popierdółki są fajne, ja lubię, ale nie po to kupuje się nową konsolę. Są odgrzewane kotlety: mniej lub bardziej odświeżone “Sleeping Dogs”, “Tomb Raider”, “Grand Theft Auto V”, “The Last of Us”, “Flower” i inne (ha, ha, a na PSP mówili kiedyś “portstation”!) – ale znowu, nie po to miałbym wywalić kupę kasy, żeby grać po raz drugi w to samo, tylko drożej. Owszem, chciałbym “Blodborne”, ale dla jednej gry nie kupię sobie drogiej zabawki. Najpewniej więc poczekam jeszcze rok, dwa, trzy, aż uzbiera się stosowny katalog. Albo wcale nie kupię, z uwagi na powyższe. A jeśli to oznacza, że nigdy nie skosztuję “Bloodborne”? No trudno, są w życiu gorsze problemy.

bloodborne-screen-03-ps4-us-10jun14

Co powiedziawszy, chciałbym jednak wszystkim życzyć udanego 2015 roku, tak na naszym growym poletku, jak i poza nim. Mimo wszystko i na przekór przeciwnościom. Przy wszystkich wadach tego medium, jest ono jednak unikatowym i wciągającym sposobem na spędzanie czasu wolnego lub oderwania się od skrzeczącej rzeczywistości, i nieraz jeszcze zaskoczy nas czymś ciekawym. Czego sobie i Wam życzę.

28 odpowiedzi do “Podsumowanie 2014

  1. GameBoy

    „jeszcze dochodzą ewidentne bzdury takie jak to, że ze szytu samotnej wieży windą przedostajemy się do zatopionego zamku w jeziorze lawy”

    Magiczne zakrzywienie czasoprzestrzeni. W alternatywnym wymiarze Hawking i Gandalf napisali o tym wspólnie pracę naukową.
    Dziwi mnie trochę, że ludzie narzekają na takie rzeczy jednocześnie nie mając nic przeciwko lokacjom, które są wspomnieniami skamieniałych gigantów.

    Dark Souls II to słaby/przeciętny Souls, ale nadal jest to gra stojąca kilka klas wyżej niż spora część wydanych w tym roku pozycji.

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      To tylko jeden, przykładowy problem. Co do kwestii że DS2 jest lepsze niż większość szitu z tego roku (nowy „Assassin’s Creed”, lolwut), jasne. Ale nazywa się „Dark Souls II” i przychodzi po rewelacyjnej grze, sorejszyn, nie oceniamy według normalnej skali. Najgorszy Souls ever nie oznacza wyróżnika na tle reszty, tylko obelgę rzuconą w twarz fanom serii.

      Odpowiedz
      1. Cpt. Schrodinger

        Patrząc na tą grę jest dość ewidentne, że autorzy mocno wzorowali się na DS1 i niestety przechylili się w złym kierunku, stąd na przykład powtarzalne i monotonne walki z bossami. Osobiście nie sądzę jednak, żeby ta odsłona pokazała jakiś straszny spadek jakości, znam wielu fanów serii, którzy potrafili miło utopić w niej kilkadziesiąt godzin. Mam nadzieję jednak, że Bloodborne przyniesie wiele ciekawych mechanik i innowacji. Może jednak uda im się wydać to na PC? Nie jestem zaznajomiony z tym tematem, ale trzymam kciuki.

        Odpowiedz
        1. Simplex

          „Może jednak uda im się wydać to na PC? Nie jestem zaznajomiony z tym tematem, ale trzymam kciuki.”

          To możesz przestać :) Bloodborne nie wyjdzie na PC z tych samych przyczyn z których Demon’s Souls nie wyszło na żadną inną platformę niż PS3.

          Odpowiedz
        2. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

          Ja też utopiłem kilkadziesiąt godzin, ale jest znacznie słabsza od Dark Souls. Pół biedy mechanika, tam akurat jest nieźle, ale wszystko poza tym (fabuła, NPC-s, lore, konstrukcja świata) jest słabsze. Wizualia bywają świetne (klatka ze smokiem, Huntsman’s Copse), ale bywają kiepskawe.

          „Bloodborne” ma szansę być fajny, ale myk z DS2 powoduje, że podchodzę doń niechętnie.

          Odpowiedz
  2. Void

    Nawet jeśli “Banner Saga” było nieco nudne, to bardzo ładnie rysowane, więc przyjemnie mi się grało.
    Nigdzie nie wspomniałeś o Wasteland 2 – pominąłeś ten tytuł przy pisaniu, czy przy zakupie?

    Osobiście nie traktuję Kickstartera jako sklepu, tylko jako loterię z możliwością wsparcia konkretnych pomysłów. Wtedy zła decyzja mniej boli, bo nie winduję oczekiwań zbyt wysoko. No chyba że chodzi o Armikroga.

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      „Banner Saga” – owszem, ładne. I wszystko wskazuje na to, że powinno mi się podobać. A jakoś nie było chemii.

      „Wasteland 2” – nie zainteresowało mnie, więc ominąłem zakupowo.

      Co do Kickstartera, pełna zgoda. Ja też raczej w ten sposób. Ale wyczyny Double Fine napełniły mnie głębokim niesmakiem. A że do tego doszło jeszcze trochę drobnicy plus np. spektakularny fail gry Stephensona, to i Kickstarter rozczarował. Zwłaszcza, że wcześniej miałem sporo sympatii do projektów i spoosbu finansowania, natomiast teraz pierwsza myśl to „ciekawe jak to spartolą / jaki przekręt się za tym kryje?”

      Odpowiedz
      1. Void

        Na Double Fine się nie skusiłem, więc niesmak mnie ominął. Tym większy że to niby poważne studio, a nie typowy scam.
        Chodziło mi bardziej o wrażenia po „Banner Saga” i pierwszym module „Shadowrun Returns” – czyli nie tego się spodziewałem, ale nie jest źle, pieniądze dałem z góry świadomie pozostawiając wolność autorom, nie czuję się oszukany, nawet jeśli lekko zawiedziony.
        Tym od „Shadowrun Returns” dorzucę jakieś pieniądze w styczniu.
        W „Wasteland 2” nie pograłem dużo głównie z powodu świeżo odebranej córki – teraz jestem w stanie grać co najwyżej w gry długości „This War of Mine” i to głównie jedną ręką. Jednak cieszę się że ich wsparłem.

        Odpowiedz
        1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

          Ja też się nie skusiłem, a mimo to skrzywiłem się czytając o tym, jak temy ręcamy Tim Shaeffer morduje resztki wiarygodności KS.

          Co do córki – moje gratulacje. Jeśli mogę coś podpowiedzieć: X-COM i Star Wars Old Republic na telefon i masz jednoręczne granie zawsze przy sobie w kieszeni. :)

          Odpowiedz
          1. Simplex

            „Ja też się nie skusiłem, a mimo to skrzywiłem się czytając o tym, jak temy ręcamy Tim Shaeffer morduje resztki wiarygodności KS.”
            Shaeffer to stare dzieje, wiarygodność KSa z powodzeniem odbudowują takie projekty jak Divinity: Original Sin i Elite: Dangerous, No i Dreamfall Chapters równiez, mimo podzielenia gry na epizody.

  3. MarcinS

    „na Playstation (…) pobawiłem się też trochę (…) “Game of Thrones” (erpegiem, nie epizodami od Telltale) i (…) znudziła mnie i znużyła”

    ZTCP, to jedna z tych gier, które trzeba przejść do końca, żeby mieć z niej jakąkolwiek satysfakcję – wykręcona historia pojawia się raczej w późniejszych rozdziałach. Mechanika walki rozczarowała mnie, gdy przy którymś z kolei trudniejszym starciu spostrzegłem, że można najzwyczajniej w świecie już rozpoczęte zdolności specjalne anulować, co nie przerywa ich rozpoczętego już działania, a przywraca staminę/manę/whatever, nie pamiętam nazwy – w każdym razie można było ich dzięki temu używać raz za razem, bez żadnego ‚cooldown period’ czy innego limitu. Nie wiem czy to był bug obecny tylko w wersji PC, czy na Playstation też, ale jeśli był to „cheat” zamierzony przez autorów gry, to muszę przyznać, że z takim rozwiązaniem się wcześniej nie spotkałem.

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      „to jedna z tych gier, które trzeba przejść do końca, żeby mieć z niej jakąkolwiek satysfakcję”

      Tak też słyszałem, ale nie starczy mi zacięcia do znoszenia kiepskiej mechaniki/rozgrywki, średniawej fabuły (póki co) i takiej sobie grafiki. Sorejszyn, ale władowałem już w to parę godzin i nie ma chemii. Life’s too short to dance with fat chicks.

      Odpowiedz
      1. MarcinS

        I bardzo dobrze! Tym bardziej, że dla fanów GoT i GRRMartinowskiego uśmiercania protagonistów obecnie na czasie jest serial-gra od Telltale.

        Odpowiedz
  4. Morden

    To, ze przemysl growy z roku na rok coraz bardziej zawodzi nie jest zadna nowina, ale dla mnie 2014 nie byl az taka tragedia. Swiatelkiem w tunelu byly przede wszystkim gry wydane na konsole Nintendo. Czego by sie o Wii U nie mowilo, na konsoli tej moglismy pograc w ciekawsze exclusive’y tego roku, chyba ze dla kogos gry pokroju Mario Kart 8, DKC: Tropical Freeze, Hyrule Warriors, Super Smash Bros i Bayonetta 2 sie nie kwalifikuja.

    Na dokladke Nintendo zaczelo konkurowac na polu cenowym w przypadku tytulow cyfrowych. Takie na przyklad Child of Light kupilem na Wii U, i zaplacilem za nie 1/5 ceny z PSN / XBL. W chwili obecnej brakuje mi jedynie nintendowskiego odpowiednika cross-buy.

    Zakupu PS4 i Xbox One rowniez nie zaluje. Owszem, wiele tytulow nadal wydawanych jest rownolegle na poprzednia generacje, ale po pierwsze, chce grac w najlepsze konsolowe wersje gier, a po drugie, kilka exclusive’ow zdazylo sie pojawic, w tym plytowe wydanie pierwszego „sezonu” Killer Instinct, inFamous wraz z First Light, Sunset Overdrive, kolekcja Halo [wiem, ze to odgrzewaniec, ale nigdy nie kupilem czworki na X360 – do tego cena z Black Friday za kolekcje na Xbox One byla nizsza niz cena czworki na last gena].

    Potyczke kieszonkowcow zdecydowanie wygral 3DS. Doczekalem sie wydania Tomodachi Life [w kolekcje na DS’a gralem jak szalony], poskakalem po platformach w Yoshi’s New Island, Kirby: Triple Deluxe i Putty Squad i pooralem murawe w Mario Golf: World Tour [uwielbiam gry Camelot].

    Narzekac zawsze mozna, ale bedac obiektywnym, 2014 byl kolejnym rokiem, w ktorym dobrych gier bylo wiecej, niz mojego wolnego czasu. Jest jednak cos, czego w 2015 chcialbym widziec mniej. Nie wiem w ktorym momencie gry staly sie medium, poprzez ktore walczyc musimy o rownosc wszystkich ras, wyznan i orientacji seksualnych, ale czas juz wrzucic na luz. W 2014 internet kipial z byle powodu, a sensacji doszukiwano sie doslownie wszedzie. Nagle okazalo sie, ze w Mario Kart wszystkie postacie sa biale, choc seria istnieje od ’92. Jak mowi stare powiedzenie, jeszcze sie taki nie urodzil, co by wszystkim dogodzil. Podsumowujac:

    + Wszystkie, moim zdaniem dobre, tytuly
    + Nintendo
    + Nadal interesuja mnie gry

    – Vita
    – Internetowi aferzysci
    – Sprzedawanie gier w kawalkach

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      Hej Mord,

      „przemysl growy z roku na rok coraz bardziej zawodzi nie jest zadna nowina, ale dla mnie 2014 nie byl az taka tragedia.”
      Wiesz co, ma górki i dołki, a mnie w tym roku jakoś bardziej dopadły te drugie, natomiast mniej te pierwsze.

      „Swiatelkiem w tunelu byly przede wszystkim gry wydane na konsole Nintendo. Czego by sie o Wii U”
      Nie neguję, ale z racji nieposiadania WiiU ominęły mnie te rzeczy. Trochę pobawiłem się 3DS-em, czego w tekście powyżej prawie nie ma, i to były jedne z lepszych chwil w tym roku, faktycznie.

      „Na dokladke Nintendo zaczelo konkurowac na polu cenowym w przypadku tytulow cyfrowych.”
      Bez przesady, w promocjach Sony można rzeczy dorwać po taniości, a dystrybucja cyfrowa na 3DS nieco mnie zniesmaczyła cenami (Shovel Knight, oryginalne Cave Story, Another World etc.).

      „Zakupu PS4 i Xbox One rowniez nie zaluje.”
      PS4 może bym rozważył dla fantasy-action-RPGów, ale ceny mnie odstraszają. Tak, stać mnie i to bez bólu, ale ja jestem bardzo oszczędny i gry kosztujące 1/20 średniej krajowej kojarzą mi się z mrocznymi latami 90-tymi. (FYI: 200+PLN i 4kPLN)

      „Killer Instinct, inFamous wraz z First Light, Sunset Overdrive, kolekcja Halo”
      Nic z tego mi nie robi. W ogóle nie odczuwam potrzeby grania w te tytuły.

      „Potyczke kieszonkowcow zdecydowanie wygral 3DS.”
      Zgadzam się, mimo mojego (coraz bardziej chłodnącego) fanbojstwa Sony.

      „Jest jednak cos, czego w 2015 chcialbym widziec mniej. Nie wiem w ktorym momencie gry staly sie medium, poprzez ktore walczyc musimy o rownosc wszystkich ras, wyznan i orientacji seksualnych, ale czas juz wrzucic na luz.”
      Oj, nie bądź Chmielarzem, nie idź tą ścieżką.

      „Nagle okazalo sie, ze w Mario Kart wszystkie postacie sa biale, choc seria istnieje od ’92.”
      Zawsze gdzieś się znajdzie jakiś przygłup, czy to po jednej, czy po drugiej stronie barykady. Ale w mojej optyce większym problemem jest agresywna mizoginiczna tłuszcza spod znaku #gamergate niż narzekanie na niedostatek inkluzywności przez jedną osobę.

      Z twoją listą plusów i minusów na końcu się zasadniczo zgadzam. Niemniej jako całość ten rok mnie zdecydowanie nie zachwuycił. 2012 i 2013 per saldo były znacznie fajniejsze.

      Odpowiedz
  5. Kwas Akorbinowy

    Błąd rzeczowy w tekście: Far Cry 3 wyszedł w 2013. W minionym roku wydano Far Cry 4, którego akcja na pewno nie rozgrywała się na tropikach. Swoją drogą też dość RPGowe i ciekawe jak na FPSa.

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      Cześć, jesteś tu nowy, więc wyjaśnię: ja pisuję co roku podsumowanie MOJEGO roku. W co grałem, co mi się podobało, a co nie – wliczając w to rzeczy które wyszły wcześniej. Jak poszukasz podsumowanie 2011 roku, kiedy to kupiłem PS3, znajdziesz tam gry 2007-2011. :)

      Co do meritum, oczywiście masz rację: FC3 to 2013. Tak jak i Bioshock: Infinite i Tomb Rider… :)

      Odpowiedz
  6. Olaf Szewczyk

    Jeśli idzie o gry wideo, to w 2014 roku słowem kluczowym było dla mnie “rozczarowanie”. Rozczarowanie nowymi konsolami i tym co sobą reprezentują

    No właśnie. Z tym że do Twojej litanii żalów – z którymi się w dużej mierze zgadzam – dorzuciłbym jeszcze jedno rozczarowanie, z mojej perspektywy dominujące. To po prostu skandal, że konsola, która z założenia ma być standardem przez ładne parę lat, nie jest nawet w stanie odtwarzać płynnie gier w standardowej dziś rozdzielczości telewizorów: 1920 x 1080.

    Gdy jeszcze czekaliśmy na premierę PlayStation 4, nie uwierzyłbym nikomu, że będzie aż tak źle – zresztą wszyscy pamiętamy chyba solenne zapewnienia Sony, że będzie detalicznie i bez chrupnięć. Ostatecznie okazało się, że PS4 jest co prawda wydajniejsza od XO, ale zarazem żadna z tych konsol nie dorasta technologią do naszych oczekiwań. Nie tak wygórowanych przecież.

    Xbox One okazał się lepszy, niż myśleliśmy po niesławnej pierwszej prezentacji, PlayStation 4 okazała się gorsza. Na obu platformach pewnie doczekamy się wielu świetnych gier, ale niesmak pozostanie, zwłaszcza że lada moment standardem staną się telewizory o rozdzielczości 4K (od paru miesięcy gram na takim, wkrótce mam nadzieję podzielić się wrażeniami), taniejące na potęgę.

    Mnie prawdopodobnie w tej generacji w ogóle PS4 ominie, obecnie mam pod telewizorem XO, przymierzam się do solidnej modernizacji peceta. Bo to PC będzie w najbliższych latach wyznaczał górny pułap możliwości gier, pod każdym względem, także technologicznym – wykluczając jedynie (odpukać) górny pułap cen ;). Myślę, że tym razem programiści nie będą się tak oglądać na konsole i ich ograniczenia, jak w czasach PS3 i X360. Za duży dystans na starcie.

    Odpowiedz
    1. Bartłomiej Nagórski Autor tekstu

      Tak, po trzykroć tak. Nowe konsole są, oględnie mówiąc, mocno rozczarowujące. Kiedyś nowa generacja to był znaczny krok w przód, tu zaś mamy – drobny przyrost.

      Ponadto trend, o którym tylko wspomniałem pokrótce: patche, update’y, poprawki, na okrągło ściąganie i dociąganie tego czy tamtego. Kiedy mam pół godziny dla siebie, to nie włączam konsoli, bo będzie obowiązkowe gapienie się na ekran z napisem „Loading”. A przecież po to porzuciłem granie na pececie, żeby nie musieć się z tym użerać!

      „przymierzam się do solidnej modernizacji peceta. Bo to PC będzie w najbliższych latach wyznaczał górny pułap możliwości gier, pod każdym względem, także technologicznym”
      Też rozważam coś w tym guście. Powrót do korzeni, poniekąd. Być może zainwestuję w PS4 pod kątem exclusive’ów (Rime, Bloodborne, Uncharted 4 etc.) – ale niech one najpierw wyjdą i upłynie trochę czasu, żeby krytycy i znajomi potwierdzili, że są fajne i że warto.

      Odpowiedz
      1. Olaf Szewczyk

        @Bartłomiej
        „przymierzam się do solidnej modernizacji peceta. Bo to PC będzie w najbliższych latach wyznaczał górny pułap możliwości gier, pod każdym względem, także technologicznym”
        Też rozważam coś w tym guście.

        W szufladzie już leży procesor Intel Core i7-4790K, zaprawdę mocarne z niego bydlę. Płytę główną już wybrałem na 99 procent: MSI Z97 Gaming 7. Jedyne, czego żałuję, to tego, że – z powodu braku wymaganego złącza – nie podepnę do niej swojej obecnej karty dźwiękowej Asus Xonar D2. Podobno jednak wbudowany układ dźwiękowy jest fajny, może nie odczuję istotnej różnicy.
        Do tego 16 lub 32 GB RAM (mierzę w 32 GB w każdym razie), około 240-GB SSD na system i główne programy, karta graficzna pozostanie na razie dotychczasowa (HD 7870 w podkręconej wersji Toxic od Sapphire’a), poczekam z wymianą na nowy proces litograficzny, a przede wszystkim na lepszą kondycję finansową. Na razie daje radę, wymiany domagają się głównie RAM i procesor.

        I jak to wszystko podepnę, to może „Wiedźmin 3” nie będzie mi kicał żabką na high :).

        Odpowiedz
  7. Piotr Spychała

    Zgodzę się z Olafem, że w czasach, gdy filmowca-amatora stać na kamerę 4K, a użytkownika na telewizor obsługujący tę rozdzielczość (przynajmniej na zachodzie), to konsole wyglądają tutaj naprawdę żałośnie.

    Jeśli chodzi o gry, to dla mnie największym rozczarowaniem roku jest Thief. Panowie mieli naprawdę wszystko. Świat, postacie, tło fabularne, całą konwencję. Wystarczyło zmodernizować sterowanie, grafikę i naprawdę się przyłożyć do konwencji projektowania poziomów. Wielka szkoda, że nie zajął się tym zespół, który stworzył DX:HR.

    Odpowiedz
    1. Olaf Szewczyk

      @Piotr
      w czasach, gdy filmowca-amatora stać na kamerę 4K, a użytkownika na telewizor obsługujący tę rozdzielczość (przynajmniej na zachodzie), to konsole wyglądają tutaj naprawdę żałośnie.

      Błyskawicznie to filmowe 4K się rozprzestrzenia. Panasonic Lumix GH4 jest już na rynku chyba od około roku, a kręcić w 4K pozwala dziś już nawet kompaktowy LX100 – swoją drogą, świetny jak na tego typu aparat. Nawet niektóre smarftony to umożliwiają. Wkrótce ludzie zaczną kupować telewizory 4K jako monitory dla swoich filmów i zdjęć, bo świetnie się je ogląda na takim ekranie – co powinno przyspieszyć popularyzację tego standardu. Gry konsolowe będą na tym tle wypadały coraz bardziej ubogo.

      Irytujące, zwłaszcza że podzespoły umożliwiające odtwarzanie gier 1080p/60 zeszły z cenami do poziomu tych wykorzystanych w PS4/XO zaledwie parę miesięcy później.

      Odpowiedz
  8. M

    Mój 2014 upłynął pod znakiem grania w starocie, gdyż nie przesiadłem się jeszcze na Windowsa nowszego niż XP i większość nowych gier jest dla mnie niedostępna. Moimi highlightami było zatem ponowne przejście dwóch pierwszych Thiefów, Blood, Bloodlines i Warcraft 3 (niestety nie udało mi się uruchomić Undying). Nadrobiłem też sequel Commandos, w którego wcześniej nie grałem i dużo czasu utopiłem w The Binding of Isaac.
    Z nowości które udało mi się uruchomić najlepsze wrażenie zrobiła na mnie wersja reżyserska Shadowrun Returns, choć jeszcze jej nie przeszedłem. Z pozostałych dobrze wspominam The Wolf Among Us (niby to samo co zwykle u Telltale, ale jakoś mnie wciągnęło), The Banner Saga (ładne i klimatyczne, nawet jeśli pod koniec już trochę zamulało) i Door Kickers (bardzo przyjemna taktyczna gierka, w sam raz na zapełnienie jakiejś małej luki w rozkładzie dnia).
    Jeśli chodzi o sprawy okołogrowe to najistotniejsze było dla mnie objawienie się na RPS Alice O’Connor, która szybko stała się moim ulubionym writerem na stronie wciąż będącej moim podstawowym źródłem informacji o grach (oprócz Jawnych Snów rzecz jasna ;)) i mam nadzieję, że jej rola tam się zwiększy. Bardzo miło wspominam też konferencję „Grasz?” na Ars Independent, a zwłaszcza spotkanie z Olafem Szewczykiem.
    Patrząc po recenzjach (jak napisałem w większość nowości zagrać nie mogłem) rok 2014 rzeczywiście jawi się słabym rokiem dla gier, ale podobnie jest w muzyce i kinie więc nie ma co rozpaczać.

    Odpowiedz
  9. Aśka

    No cóż harce cenowe to ewidentny przejaw myślenia: „Bogatemu obojętne, ile zapłaci, a biedny i tak spiraci/nie kupi”. Wspomniałam, że bzdurnego i nie mającego oparcia w rzeczywistości?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *