Archiwa autora: Mirek Filiciak

Flipperowa nostalgia

Tablica wyników flippera „Jungle Lord” wyprodukowanego w 1981 r. przez Williams Pinball (fot. Richfifi)

Odezwał się do mnie niedawno kolega z rodzinnego miasta z informacją, że w weekend w Warszawie odbędą się zawody flipperowe, przyjeżdża na nie i miło byłoby się spotkać. Organizatorem turnieju okazał się być inny kumpel, ze studiów. W życiu nie byłem na zawodach flipperowych, od wieków nie grałem, ale głupio było odmówić.

Wspomnienia z dzieciństwa i lat późniejszych najczęściej wywołuje u mnie muzyka (niedawno połknąłem wywiad rzekę z Brylewskim, polecam każdemu dziecku PRL-u). Nie tylko „dawna”, ale też odwołująca się do klimatu z przeszłości. Ale kiedy słucham „Lugoli” Pustek, myślę, że wśród przedmiotów wyliczanych jako esencja dzieciństwa z lat 80. czegoś mi brakuje. Wiem nawet dokładnie czego: flipperów. Kojarzących się z trochę szemranym, przez co jeszcze bardziej pociągającym, światem salonów gier (często zlokalizowanych w barakowozach), w których łatwo było stracić żeton. Światem, który na moich oczach zaczął najpierw szybko się zmieniać, wypierany przez coraz większą liczbę automatów z grami wideo (które sam przedkładałem nad pinballe), a później praktycznie przestał istnieć – bo pod telewizorami w moim i moich kolegów domach wylądowały pierwsze komputery. Ale sentyment pozostał – przez lata jednym z moich planów na „dorosłość” było odtworzenie w swoim mieszkaniu aranżacji podpatrzonej w mieszkaniu wokalisty jakiejś badziewnej niemieckiej kapeli („Bravo” przyniesione do szkoły przez koleżankę, której ojciec pracował w Austrii). W kuchni stał flipper, a pod nim – skrzynka po coca-coli.

Czytaj dalej →

Indie Game: The Movie

Od kilku dni w sieci można kupić głośny dokument Lisanne Pajot i Jamesa Swirsky’ego. Jeśli go jeszcze nie widzieliście, to szybko powinniście nadrobić to zaniedbanie.

Dlaczego? Bo to produkcja o grach, które nie tylko przewijały się przez wpisy w Jawnych Snach, ale też, mam wrażenie, są bliskie duchowi tego serwisu. A może raczej: to film o twórcach tych gier. Choć w wypadku kameralnych, niezależnych produkcji, dystans pomiędzy samą grą a jej autorem nie jest duży. Z „Indie Game: The Movie” wynika, że niemal nie istnieje.

Czytaj dalej →

Wielkie tytuły skazane na wymarcie?

Lore Sjöberg

Dużo pisze się o hollywoodyzacji gier, o tym, że wielkie produkcje, siłą rzeczy zazwyczaj zachowawcze, psują rynek. I równocześnie o tym, że gracze, rozbestwieni grafiką z kolejnej odsłony „Uncharted”, nie chcą później patrzyć na rzeczy bardziej, nazwijmy to, skromne. Ale na rynek można spojrzeć inaczej – i zrobił to niedawno Lore Sjöberg w niewielkim tekście na stronie „Wired”.

Proroctwo Sjöberga jest następujące: pożegnajcie się z wszystkimi tymi grami za dziesiątki milionów dolarów. Pożegnajcie się z konsolami do gier. Świat, jaki znacie, wróci do nerdowskiej niszy. Wykończą go smartfony, tablety i gierki po dolarze. Gry w formie, która wydaje nam się być dziś ukoronowaniem rozwoju medium, podzielą los winyli. Nie znikną, ale ze względów ekonomicznych nie utrzymają się w mainstreamie. Jak pisze Sjöberg: …współczesne konsolowe hity, jak „Skyrim”, wymagają takiego nakładu pracy, że przyszłe pokolenia będą mówić, iż zrobili je kosmici.

Czytaj dalej →

Wrzuć monetę

Rynek gier jest duży, jak nigdy wcześniej. Równocześnie jest jednak coraz bardziej zatłoczony. Dlatego wydawcy gier nie ustają w wysiłkach, żeby z każdego kupującego wycisnąć możliwie najwięcej.

Wszyscy znamy dowcipy o absurdalnych DLC, za które nikt nie zapłaci złamanego grosza (choć jak się później okazuje, zawsze ktoś taki się znajdzie). Równocześnie chyba wszyscy wiemy, że na rynku konsol nie ma odwrotu od cyfrowej dystrybucji – pośrednikiem między wydawcami a kupującymi coraz częściej będą internetowe sklepy producentów konsol. Sądzę, że będzie się dziać tak aż do momentu, w którym całkowicie zagarną rynek. Momentu nieodległego – jestem pewien, że za kilka lat gry w pudełkach będą mieć taki sam status wśród graczy, jak dziś wśród ludzi płacących za muzykę płyty winylowe. Fetyszystyczno-kolekcjonerski, lub posługując się językiem sprzedawców – segment „premium”.

Czytaj dalej →

Gry na pomoc Trzeciemu Światu Globalnemu Południu?

infoDev, agenda Banku Światowego zajmująca się wykorzystywaniem technologii informacyjnych do wspierania krajów rozwijających się, opublikowała raport „Converting the Virtual Economy into Development Potential”, poświęcony głównie formalnej i nieformalnej wymianie towarów i usług w grach sieciowych. To świetny pretekst, żeby poruszyć w Jawnych Snach kilka wątków: od wirtualnej ekonomii, przez myślenie o grach jako narzędziu rozwiązywania problemów „reala”, po etykę syntetycznych światów.

Czytaj dalej →

Tak jak w grach

Świat jak na ekranie w Universal Studios Hollywood

Od dawna chciałem coś dla Jawnych Snów napisać. A że dyskusja na temat relacji kina i gier dotyka tematów, które są mi bliskie, uznałem, że to dobry moment do zabrania głosu. Choć – paradoksalnie – o grach napiszę tu najmniej.

Jeśli kogoś interesuje moje marudzenie na temat przesadnego zapatrzenia w kino (może samych twórców, a może raczej osób piszących o grach), zachęcam do zerknięcia choćby tutaj. Żeby się nie powtarzać, zaproponuję coś innego: odwrócę perspektywę i pokażę, w jak stereotypowy sposób często patrzymy na traktowane tu jako ważny punkt odniesienia kino. I że pisanie o kinie bardzo długo było skażone tymi samymi przypadłościami, co dyskusja o grach. Wnioski wyciągnijcie sami.

Czytaj dalej →