Cienie kolosów

Parę słów niezbędnego wprowadzenia od menażerii Jawnych Snów. Prosimy, przeczytajcie, to ważne. Poniższy tekst Romana Książka skonstruowany jest podobnie jak wiele fabuł gier wideo, rozwidlających się w alternatywne warianty – ma dwa zakończenia. Prowadzą do nich furtki uchylone na dole tej strony, pod ilustracją z bączkiem.
Być może niektórym z Was artykuł ten wyda się znajomy. Owszem, kiedyś przemknął jak meteor przez jeden z popularnych wortali o grach – notabene tylko z jednym zakończeniem. Od kiedy zniknął z tamtych stron, nie miał innego miejsca w sieci. Zdaniem Autora, który, jak już wiecie, właśnie zasilił nasze szeregi, Jawne Sny dobrze się nadają na docelową przystań „Cieni kolosów”. Bardzo nas to cieszy, bo uważamy, że to ciekawy głos. I wierzymy, że też będziecie tego zdania.

***

Cienie kolosów

Osobom, które nie miały jeszcze kontaktu z „Shadow of the Colossus” zobaczenie filmu „Zabić wspomnienia” („Reign Over Me”) uświadamia, jak niezwykła jest to gra. Film z kolei stanowi wyjątkowy przykład koegzystencji X muzy i cyfrowej rozrywki. Pozostając w obrębie terminologii gier wideo: „Zabić wspomnienia” pracuje na silniku „Shadow of the Colossus”.

Przełomowym filmem pod względem zaimplementowania weń istniejącej w rzeczywistości gry komputerowej pomagającej w opowiadaniu historii – dlatego pomijam wspaniały „Tron” (1982) Stevena Lisbergera – jest „Zabić wspomnienia” (2007) Mike’a Bindera. Tytuł ten zwrócił moją uwagę właśnie ze względu na informację o pojawiającej się w nim grze – „Shadow of the Colossus”. Ale to, co zobaczyłem zrobiło na mnie, nomen omen, kolosalne wrażenie i było czymś, czego kompletnie się nie spodziewałem. „Zabić wspomnienia” to historia Charliego Finemana (Adam Sandler), który całą swoją rodzinę stracił w zamachach z 11 września 2001 roku. Od tego momentu żyje w swoistego rodzaju letargu. „Shadow of the Colossus” pojawia się już w pierwszej scenie z udziałem głównego bohatera. Zatrzymany przypadkiem na ulicy przez kolegę ze studiów, niemal w transie (na co dzień, z olbrzymimi słuchawkami na uszach, porusza się elektryczną hulajnogą) mówi: – To my się znamy? Mieszkaliśmy razem w akademiku? – Na pytanie o zajęcie odpowiada: – Cały czas pracuję, w Valley. Powaliłem już dwanaście kolosów. – W Valley? – pyta kolega – A co to jest? Jakaś klinika czy coś? – To coś jak inny wymiar. Podróżujesz i poznajesz siebie.

Ulubioną piosenką Charliego jest „The River” Bruce’a Springsteena, zaczynająca się od słów: I come from down in the valley.

Cienie w jaskini

Fakt, że do określenia stanu psychiki bohatera po traumie z 11/9 zostaje użyta fabuła gry komputerowej jest czymś niezwykłym – tak jak niezwykły jest „Shadow of the Colossus” (być może jednak gra komputerowa to właściwe re-medium na zamachy przypominające scenariusze filmowe). Ta niezwykłość ma też swój wymiar praktyczny: gra w przytoczonej scenie nie zostaje wymieniona z tytułu, przez co zajęcie Charliego wzbudza tym większe zaciekawienie (nie spodziewamy się bowiem gry video). Tytuł pojawia się w scenie następnej, rozgrywającej się już w mieszkaniu głównego bohatera. W jego centralnym punkcie umieszczony jest ekran z projektorem (Jean Baudrillard pisał o człowieku siedzącym przed ekranem jako „jednym z najpiękniejszych obrazów antropologii XX wieku”). Alan Johnson (Don Cheadle) w szczególny sposób widzi swojego przyjaciela grającego w „Shadow of the Colossus”: na końcu korytarza, niczym w jaskini, migocze olbrzymi ekran – wygląda to tak, jakby Charlie walczył bezpośrednio z jednym z szesnastu kolosów. Byłoby piękniej, gdyby projektor znajdował się za plecami bohatera – wtedy zobaczylibyśmy w pełni platoński obraz. Metafora jaskini z księgi VII „Państwa” stawia nas od razu w centrum problemu. Niewolnicy skuci kajdanami odbierają migające na ścianie cienie jako rzeczywistość. Sensem tego niepokojącego obrazu jest zwrócenie się do słońca – prawdziwej przyczyny wszystkiego. Ale z naszej perspektywy dostrzegamy coś innego: ściana z migającymi cieniami to ekran. Charlie odwraca się od życia, a więc od rzeczywistości, zwracając się w stronę cienia. Cienia kolosa. Zachodzi zastanawiająca zbieżność pomiędzy bohaterem gry a bohaterem filmu. Pierwszy walczy z kolosami, by ocalić życie ukochanej, drugi walczy z kolosami pamięci o ukochanych. „Nie chcę niczego pamiętać” – mówi Cypher (Joe Pantoliano) w „Matriksie”, ale słowa te boleśnie wciela w życie właśnie Charlie. Swoją drogą wzruszające jest zrozumienie twórców filmu dla wyboru swojego bohatera (jeśli przyjmiemy za słuszną tezę Krzysztofa Kieślowskiego, że fikcyjni bohaterowie w pewnym momencie zaczynają podejmować autonomiczne decyzje – co świadczy o ich „prawdziwości”).

PS3 jako medytacja zen

W głąb mglistej doliny

W głąb mglistej doliny

Graficznie „Shadow of the Colossus” prezentuje się w filmie znakomicie. Mimo że w momencie premiery „Zabić wspomnienia”, na rynku było już obecne PlayStation 3 (ostatnio potwierdzono reedycję tego tytułu na PS3) i pewnie dałoby się znaleźć grę bardziej zaawansowaną technologicznie, to przecież nie technologia była tu najważniejsza. Jako komentarz wystarczy przywołać wiersz „Commodore 64” Artura Nowaczewskiego:

to że zwiększa się rozdzielczość,
wcale nie oznacza, że widać więcej.
wczytuję się w dzieciństwo, a tam:
komputer z pamięcią 64 kilobajty

dziś kiedy wszystko jest mega,
nikt nie spojrzy na to, co kiedyś było
cudem, nie tylko techniki. któż bowiem
pojmie, że słaba grafika była bliżej

tego co niewidzialne.

Pojawiające się fragmenty gry robią wrażenie właśnie swoim brakiem fotorealizmu, co nadaje im poetyckiej ulotności (metafizyki?). Gra pozwala też na pokazanie czegoś więcej – filmowa historia rozgrywa się w cieniu tragedii i kiedy widzimy upadającego kolosa, to w jakimś sensie dostrzegamy też nowojorskie kolosy, które runęły 11 września. Widzimy przyczynę cierpienia bohatera – ale bez nachalnej dosłowności.

Brakuje mi PS3 w filmie właściwie z jednego powodu: pionowo ustawiona konsola (stara wersja) przypomina nieco kamień w ogrodzie medytacyjnym zen. Charlie grając w „Shadow of the Colossus”, tak naprawdę kontempluje potęgę nicości – a takie jest przesłanie wymienionych ogrodów.

Gracz

Shadow of the Colossus

„Zabić wspomnienia” przynosi obraz odbioru świata przez konkretną jednostkę – w tym w szczególności dzieł sztuki (twierdząco odpowiadam więc na pytanie: „Czy gry są sztuką?”). „Shadow of the Colossus” jest wyjątkową grą, ale o jej wyjątkowości w opisywanym obrazie świadczy także specyficzna sytuacja gracza – wiemy już, że ta sama gra będzie znaczyła coś innego, kiedy na końcu filmu Charlie, w nowym nasłonecznionym mieszkaniu, będzie się nią – ważne! – bawić na kanapie w towarzystwie dwóch innych osób.

***

Zakończenie A
(bączek przestaje wirować)

Zakończenie B
(bączek wiruje)

3 odpowiedzi do “Cienie kolosów

  1. Antares

    Ciekawe, ciekawe – gratuluję pomysłu z podwójnym zakończeniem. Biję się natomiast w pierś i spuszczam głowę ze wstydu, ponieważ ani w ICO ani w SOTC jeszcze nie grałem – jako licealista, w czasach gdy królowało PS2 nie mogłem sobie pozwolić na wiele tytułów, a z dostępnością tych dwóch było bardzo krucho. Toteż cieszę się, że będę mógł to teraz nadrobić na PS3. To chyba jedna z niewielu sytuacji, kiedy cieszę się, z reedycji starszej produkcji na nowej platformie.

    Odpowiedz
  2. jar3k

    Ja w przeciwieństwie do Antaresa w SotC grałem. Co więcej… film też widziałem. Miałem „Zabić wspomnienia” obejrzeć już dawno temu, ale przyznam się bez bicia – bałem się. Bałem się Adama Sandelera. Wszyscy wiemy w jakich produkcjach gra ten aktor. Koleś ma na koncie 11 nominacji do Złotej Maliny (Złotych Malin, nie mam pojęcia jak to się tam odmienia :)), w tym jedno zwycięstwo.

    W „Reign Over Me” Sandler zagrał świetnie. Aż dziw bierze, że nie dostał nominacji do żadnej poważnej nagrody. W 2007 roku, nominowanego do Oscara Willa Smitha („W pogoni za szczęściem”) spokojnie mógłby zastąpić właśnie Sandler. Mógłby, ale tak się nie stało. Jak dobrze widać po tegorocznych wyborach (zeszłorocznych zresztą też) – Akademia jest dziwna/specyficzna.
    „Zabić wspomnienia” to nie ‚Siódmy kontynent” Michaela Haneke, ale umówmy się – jest to film, który niesie ze sobą głębszą treść/przesłanie. Poza tym, oglądało się go bardzo dobrze.

    Przyznam się, że nigdy nie połączyłbym fabuły filmu i gry w taki sposób, w jaki ty to zrobiłeś. Wydawało mi się to dosyć „ekwilibrystyczne”, ale… co z tego wyszło? Po kolei…
    „Metafora jaskini” – trafna, aczkolwiek… wątpię, żeby reżyser miał taki zamysł. Myślę, że pan Binder zdziwiłby się dosyć mocno kiedy przeczytałby ten tekst… „co?”, „jaskinia?”, „jaka jaskinia?”, „jaki Platon?”, „jakie cienie?”, „o czym ty do mnie…?”. :)

    „Brakuje mi PS3 w filmie właściwie z jednego powodu: pionowo ustawiona konsola (stara wersja) przypomina nieco kamień w ogrodzie medytacyjnym zen”.
    PS3 brakuje oczywiście z dwóch powodów. Pierwszy – SotC to gra na PS2. Po drugie – myślę, że „nie dogadano” się z Sony w tej sprawie. Doskonale to widać w ostatniej scenie, w której Sandler trzyma jakiegoś dziwnego, bezprzewodowego pada z niebieskimi „rączkami”. Przecież wszyscy dobrze wiemy, że „Shadow of the Colossus” to exclusive dla PS2, a tu jakieś dziwne cyrki – konsoli nie ma wcale. Pad z d*** wzięty ;).

    PS. takie luźne spostrzeżenie. Ile on do jasnej ciasnej tego SotC przechodził? Sandler w filmie kreuje taką postać, która wydawać by się mogło zatraca się w „wirtualnej” rzeczywistości, a tu mały psikus – przez cały film nie może ukończyć gry, której przejście zabiera 8 do 10 godzin.
    Wiem, wiem główny bohater gra w nią wielokrotnie. Na początku mówi, że jest na „12 kolosie”. Później mamy scenę, w której jego przyjaciel gra/walczy z latającym kolosem nr 5. Ostatnia scena filmu to kolos nr 13.
    Jednakże… Trochę to dla mnie dziwne… Może twórcy filmu nie brali pod uwagę tego, że ktoś będzie rozkładał ich dzieło na czynniki pierwsze.

    PSS. Mam nadzieję, że teksty o podobnej tematyce (splot filmu i gier) będę pojawiały się częściej.

    Odpowiedz
  3. Roman Książek

    @Antares – dzięki za miłe słowa. Co do podwójnego zakończenia: powiedzmy, że autor był niezdecydowany…

    @jar3k – tak jak pisałem, „Zabić wspomnienia” to daleki od doskonałości film, ale świetnie wykorzystujący grę komputerową do opowiedzenia o poważnych tematach (a w każdym razie innych niż te, które zwykło się wiązać z cyfrową rozrywką).
    Zamysł Bindera. Po pierwsze, jak mawiał, Eco, książki rozmawiają ze sobą, więc filmy i gry też mogą :-) Po drugie, dzieło bywa mądrzejsze od autora. Ta uwaga odnosi się do filmu Bindera, ale także i do mojego tekstu…
    Co do braku PS3 w filmie – brakowało mi tej konsoli tylko ze względów estetycznych. Jeśli zaś chodzi o rzekome niedogadanie się z Sony, to było inaczej – vide cytat z artykułu na stronie Kotaku: „…the script was changed so that it specifically mentioned the game’s title and sent to Sony Computer Entertainment to get the game’s lead designer, Fumito Ueda, to approve of Shadow’s inclusion. Weeks later, his reply came through: Greenlight”, „Sony Computer Entertainment even sent a staffer to play up to each particular giant” (całość: http://kotaku.com/#!246286/feature-the-colossus-and-the-comedian). No i firma produkująca film należy do Sony…
    Czas np. w filmie jest rzeczą względną, stąd ta rozbieżność z czasem gry (więcej wyjaśnia rzeczony artykuł).
    Ciekawe, też myślałem ostatnio o Hanekem w kontekście gier.
    Dziękuję za lekturę i komentarze, pozdrawiam!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *