Prasa dogorywa. Ta bardziej ambitna w każdym razie, bo tabloidy wciąż trzymają się nieźle. Jest nawet gorzej niż to widać z zewnątrz – także owe mocne zdawałoby się tytuły jadą na oparach. Myślicie, że taka na przykład „Polityka” nie nabiera wody mimo sztormów? Że nic się jej nie ima, bo trzyma sznyt? Że jakościowe dziennikarstwo zawsze znajdzie odbiorcę? O, szczęśliwe w swej ufnej niewiedzy lemingi i dziobaki! Nawet nie podejrzewacie, ilu naczelnych robi pewną minę do złych kart. Policzcie uważnie strony z reklamami, tekstami sponsorowanymi, „wspólnymi akcjami społecznymi”, zobaczcie, jak niewiele miejsca zostaje na materiały redakcyjne, po czym przytomnie zauważcie, że kiedyś tych śmieci nie było tak wiele. Na naszych oczach opiniotwórcza prasa podcina sobie gardło, ograniczając materiały własne, bo żeby wyjść na swoje, musi dziś sprzedać więcej reklam niż wczoraj. Albowiem dramatycznie potaniały. Nieoficjalnie, w cennikach tego nie zauważycie; w rzeczywistości jednak rabaty sięgają już, bywa, dziewięćdziesięciu procent. Budżet reklamowy kurczy się i odpływa, trzeba machać mu przed nosem większą marchewką. To ma krótkie nogi, czytelnik oczekuje od pism markowych nie tsunami reklam przecież, zaraz zatem ta prowizorka rozsypie się jak domek z kart. Jeśli myślicie, że rok 2012 był dla prasy zły, poczekajcie na 2013. Majowie kropnęli się o rok. Przynajmniej w kategorii żurnalistyki.
Jest niefajnie. Jak nigdy. Gdzie się rozejrzeć, nawet bardzo dobrzy autorzy i redaktorzy rozpaczliwe szukają jakiejś innej roboty, bo z sensownego dziennikarstwa – jak w tej chwili widać z całą jaskrawością – już za chwilę nie da się wyżyć. A nie każdy, i dobrze, gotów jest się szmacić w brukowcu lub jak młotkowy przy taśmie tłuc kretyńskie niusy na masę w internetowym serwisie.
Tym bardziej cieszy, że wbrew owym ponurym trendom pojawiają się na papierze nowe tytuły. W roku 2012 zdechły były: „Playbox”, „Play”, a przed chwilą „Komputer Świat Gry”, z coraz większym trudem ucieka przed kosą „Neo”. A tu proszę – debiutuje z założenia bezczelnie niszowy magazyn, o prowokacyjnej nazwie „Lag” (miejmy nadzieję, że nie zwiastuje to kłopotów z regularnością).
Ma to być nie kolejny raport o grach z formatem spod obowiązującej sztancy, a pismo stricte publicystyczne. Jak czytam na stronie magazynu:
Lag to magazyn o grach i graczach. W przyjemnej oprawie przeczytasz o grach i ich miejscu w życiu ludzi, o drugim dnie elektronicznej rozrywki i jej wpływie na otaczający świat, o marzeniach i słabościach graczy.
Szczerze mówiąc, brzmi to trochę zbyt enigmatycznie, by mnie zachęcić, ale lepsze wrażenie robi lista autorów. Jako czytelnicy Jawnych Snów dobrze znacie kilka osób z tego grona, rekomendacja jest zbędna. „Lag” wypełnili tekstami: Marzena Falkowska, Maciej Frączyk, kairo, Bartłomiej Nagórski, Michał Ochnik, Łukasz Odziewa, Łukasz Orbitowski, Michał Ostasz, Karolina Piwowarczyk, Marceli Szpak, Adam Wieczorek. Redaktorem naczelnym i wydawcą jest Arkadiusz Bartnik.
Więcej informacji o „Lagu” znajdziecie na stronie pisma. Tam też się dowiecie, jak je zamówić.
***
A skoro już mowa o nowych tytułach prasowych, które z tupetem płyną pod prąd, pozwolę sobie na odrobinę prywaty. Właśnie trafił do empików i saloników prasowych pierwszy numer magazynu literacko-kulturalnego „Chimera”.
W miesięczniku tym nie ma co prawda ani słowa o grach wideo, ale już w kolejnym numerze ten temat niemal na pewno będzie obecny. Poza tym wszelkie znaki na niebie, ziemi i w oceanach zwiastują, że (oprócz między innymi autora tych słów, który teraz coś tam dziabnął o antropocentryzmie jako narcyzmie gatunkowym) będzie w „Chimerze” już od przyszłego miesiąca publikował Paweł Schreiber. Paweł startuje jako krytyk teatralny, a ja zostałem zaproszony do współpracy przez redaktora naczelnego Rafała Bryndala jako gość od – bo ja wiem – panoramicznego oglądu różnych zjawisk, ale nie chcemy na tym poprzestać. Chcemy być też w „Chimerze” aktywną frakcją Jawnych Snów.
Jedynie dycha za sto stron słowa i fajnych ilustracji na świetnym papierze. No kurczę, to jak za darmo – tylko brać!
Bardzo dobre rekomendacje. Pytanie czy polski odpowiednik „Edge” ma szanse. Mam nadzieję, że ma. Autorom gratuluję.
Serdeczne dzięki za wzmiankę, Olafie!
Chętnie kupię. Zawsze marzył mi się magazyn poświęcony przemyśleniom na temat gier, a nie przedrukowujący zapowedzi, które w erze internetu już dobrze znam sam.
Dzięki! Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz. :)
Jak Marceli to biore 3
O, i to jest słuszne podejście. Witamy w fanklubie Marcelego!
Zamówiłem Laga w ciemno, z ciekawości. Szkoda, że nie dotarł przed świętami (że nie obudziłem się szybciej ze złożeniem zamówienia?) i teraz będę musiał uzbroić się w cierpliwość. Na tekst o Ash będę jednak czekać z przyjemnością, bo koniec końców nasmarowała go moja kumpela. No i, nawiasem, co oczywiste, trzymam kciuki za rozwój magazynu! ;)
Dzięki!
Przedsięwzięcie nawet nie ryzykowne, co brawurowe – przynajmniej w kraju, w którym tak naprawdę nigdy nie było poważnej prasy o grach z prawdziwego zdarzenia, a kultura grania została niepodzielnie zawłaszczona w latach 90. przez przaśno-chałupniczy fandom miłośników fantastyki, co gorsza świadomie operujący językiem skierowanym do czytelników w wieku gimnazjalnym.
Sam zostałem przez to środowisko niejako „wychowany” i mam do niego spory sentyment, ale nieraz chętnie ukręciłbym łeb jego dogorywającym zwłokom na rynku prasowym. Ile można!
Lag wygląda (fantastyczna szata graficzna!) kapitalnie i niezwłocznie zamawiam egzemplarz!
Dziękuję!
Feedback mile widziany, czy tu, czy mailownie na adres ze strony LAGa.
A kiedy będziecie rozsyłać? Bo nie mogę się doczekać na swój egzemplarz.
Arek mówi, że pierwsza duża partia już gotowa do wysyłki. :)
Obawiam się jednak, że dotrze dopiero po Nowym Roku.
Właśnie, szata graficzna bardzo mi odpowiada. I też się zgapiłam z zamówieniem, bo zrobiłam to dopiero wczoraj, pewnie poczytam dopiero w styczniu… Mam nadzieję, że inicjatywa wypali, bo czegoś takiego mi brakowało.
Dzięki! Oby wypaliła, byłoby fajnie.
„Chimera” to nazwa ze sporym bagażem historycznym. Mam nadzieję, że podołacie.
Listonosz przyniósł mój egzemplarz godzinę temu. Ślicznie wydany, nadspodziewanie kompaktowy, co jest tylko zaletą. Oby rozrósł się w kolekcję.
Przeczytałem w autobusie i jestem rozczarowany, generalnie zgadzam się z wpisem na Open Beta http://openbeta.pl/z-braku-lagu-o-zinie-z-ambicjami/ ALe może nie jestem targetem i przy zakupie nie powinienem się kierować wyłącznie Waszą rekomendacją oraz listą nazwisk autorów?
Ciekawe, że czytając magazyn czułem się, jakbym przeglądał bloga, za to Jawne bardziej kojarzą mi się z wydawnictwem papierowym ;)
Pierwsze koty za płoty. Zanim uznasz, że nie ma po co – spróbuj jeszcze z drugim numerem, który, nawiasem mówiąc, pojawi się na początku marca. :)
O, marzec! Bo przyznaję, że trochę mi brakowało ręki redaktorskiej w pierwszym numerze. Newsowe elementy chyba też nie są potrzebne, bo z siecią nie da się pod tym względem konkurować. Więcej jeszcze dłuższych form!
Z tą korektą, to wszyscy mówią. Powinno być lepiej pod tym względem. A co do zawartości merytorycznej, to również będzie więcej tekstów publicystycznych. Sam zobaczysz!