Obiektywne recenzje, obiektywne rankingi

Dobrych parę lat temu, jeszcze jako nastoletni smarkacz, wykłócałem się na jednym z forów o kontrowersyjną – bo negatywną – recenzję klasycznej już dziś gry. Jak wielu ludzi rozczarowanych wywodami krytyków, użyłem argumentu, że „recenzja powinna być obiektywna”. Ludzie mądrzejsi ode mnie od razu wytłumaczyli mi oczywisty fakt, że recenzja nie może być obiektywna, bo zawsze będzie odbijała się w niej opinia recenzenta. Po kilku coraz mniej buntowniczych postach przyjąłem to do wiadomości i dyskusja się zakończyła.

Bolączka obecna w czasie lektury wielu recenzji wcale mi jednak nie przeszła. Widziałem zagorzałych pecetowców, którzy nie rozumieli filozofii gier arcade i krytykowali je niesprawiedliwie za brak głębi. Przewracałem oczami, gdy fani „Halo” recenzujący gry strategiczne, ignorowali głębię systemu gry i oceniali ją negatywnie za to, że nie jest dla każdego. „Recenzja nie jest obiektywna.” Jasne, rozumiem – ale coś jest jednak nie tak. Chciałbym to zignorować, ale nie mogę. Niestety, w tej branży Metacritic jest zbyt często panem i władcą.

Tematy, w którym fani zapowiadali, że przejdą „ME3” kilkoma postaciami, po premierze często przeradzały się w koła wzajemnego wsparcia.

Pół roku temu jednak recenzentom przytrafiła się wpadka, której nie dało się już przykryć tą wygodną wymówką. Oczywiście chodzi o „Mass Effecta 3”, zrecenzowanego w wersji na Xboxa 360 siedemdziesiąt cztery razy, za każdym razem pozytywnie. Gra wytworzyła podział typu „my i oni” między graczami a dziennikarzami – ci pierwsi krytykowali zakończenie trylogii i wściekali się z powodu ogromnego zawodu, ci drudzy zaś żarliwie bronili BioWare i swoich ocen. Doszło do chorej sytuacji, w której dziennikarz Forbesa, Erik Kain, który jako jeden z nielicznych reprezentantów poważanych portali internetowych postanowił postawić się po stronie graczy, doczekał się wielu ataków ze strony weteranów dziennikarstwa growego, począwszy od „tabloidowego” Jima Sterlinga po „poważną” Leigh Alexander. Ta ostatnia, popularna choćby ze względu artykuły w „Edge”, kpiła z niego, że jako „niedoświadczony outsider” próbuje być większym ekspertem niż ludzie w branży. Straż przednia dziennikarstwa growego, panie i panowie.

Kain pytał w jednym ze swoich tekstów „Jak to możliwe, że tylu ludzi zarabiających pisaniem na życie nie wspomniało o czymś, co wielu fanów postrzega jako rażącą, okaleczającą całą grę wadę?”. Skończyło się na tym, że by otrzymać szczere podsumowanie zalet i wad trzeciego „ME”, musiałem znaleźć je na forach internetowych. Właśnie na nich obecnie poszukuję opinii, co warto kupić, a co zignorować – recenzje dawno przestały się dla mnie liczyć jako rzetelne krytyki.

Nadal akceptuję, że coś takiego jak „obiektywna recenzja” nie istnieje. Jednak gdy patrzę przykładowo na profesjonalne recenzje filmowe, nawet, gdy się z nimi nie zgadzam, cenię je, bo coś z nich wyciągam. Widzę w nich osobistą refleksję autora, jak najbardziej subiektywną, jednak popartą wiedzą o sztuce filmowej. Czasem teksty te zwracają moją uwagę na dyskretną symbolikę, na piękno pojedynczego ujęcia, którego wcześniej nie dostrzegałem, czasem na inteligentne sztuczki, którymi posługuje się reżyser. Wtedy czuję szacunek do krytyka jako kogoś, kto ma wiedzę o kinie i potrafi uzasadnić, czemu niektóre filmy uważa za koszmarne, a inne za arcydzieła.

Wśród krytyków gier wideo boleśnie odczuwam brak takich ludzi. Żeby dowiedzieć się choćby o błędach, jakie twórcy „Skyrima” i „Diablo III” popełnili przy projektowaniu systemów regulujących loot, muszę skierować się na fanowskie strony. Na profesjonalnych stronach ani w czasopismach branżowych nie znajdę o tym ani słowa, jakby nie wpływało to zupełnie na jakość gry. „Bawiłem się dobrze” lub „bawiłem się źle”, trochę informacji, które można wyciągnąć z notatek prasowych i screenów, zero wnikliwej analizy. Najłatwiej uznać, że walka w „Skyrimie” nie jest słabsza, niż w „Dark Souls”, jest po prostu inna. Po co przeanalizować, co jest gorsze, a co lepsze, niż w kultowym „Morrowindzie”, gdy można przylepić zadowalającą wszystkich notę. Łatwiej pisać o tym, jakie licencje i jacy komentatorzy są w nowej grze sportowej, niż dokonywać krytyki jej gameplayu.

„Skyrim” – lepszy od „Morrowinda”?

A nie daj Bóg, by recenzowana była gra, wokół której atmosfera jest podgrzewana tak bardzo, jak wokół „Uncharted” czy wspomnianego „Mass Effecta”. Kiedy przeczytałem w kupionym przypadkiem ponad rok temu „CD-Action” recenzję „Portala 2”, przeżyłem mały szok. Autor minirecenzji uzupełniającej tekst napisał „Bardzo dobrze, Valve, czwórka z plusem” i obok minusów wypisał bez większych emocji, gdzie jego zdaniem gra mogłaby otrzymać odpowiednie poprawki. Jakże odświeżające było to po hiperbolach, którymi po skutecznej i kreatywnej kampanii marketingowej obsypywano wówczas grę! Niestety – piszę o tym dlatego, że to wyjątek, nie reguła. Z jakichś przyczyn tuż po premierze nawet „ósemki” potrafią być kontrowersyjne (kogo obchodzi treść!). „L.A. Noire”, „Braid”, „Final Fantasy XIII” – te same serwisy, które z początku wysławiały je pod niebiosa, po paru miesiącach zaczęły nieśmiało je krytykować. Ciągle pamiętam pochwały okropnej historii „FFXIII”, obecne choćby w recenzji Gamespotu.

Wychodzi nowa bijatyka? W minusach często pojawia się „brak trybu historii”, mimo, że historie w tych grach to kpiny, a potyczki w kampaniach to formalność między kolejnymi dialogami. Na rady dla nowicjuszy czy analizę mechaniki zwykle nie ma co liczyć. Pojawia się nowy shoot’em up? „Naszych czytelników nie obchodzi punktacja w tych grach”, jak przy premierze Sine Mora stwierdził skrytykowany przez fanów gatunku recenzent Destructoida. Nieważne, że dla weteranów to najważniejszy element. Czasem recenzenci nie mają po prostu czasu zrozumieć gry – te teksty o „Ys: Oath in Felghana”, „Crusader Kings II” i „Vanquishu” rozbawią lub zasmucą każdego, kto chociaż pobieżnie zna te tytuły. Warte są mniej niż miejsce na serwerze, które zajmują.

Tam, gdzie można puścić wodze fantazji i stworzyć recenzję zupełnie subiektywną, niewymagającą rozkładania gry na czynniki pierwsze – przy „Dear Esther”, „Journey” czy „The Path” – recenzenci także zawodzą. Traktują je podobnie do tradycyjnych tytułów z głównego nurtu, a takie podejście owocuje albo – co rzadkie i akceptowalne – w zrozumiale niskich ocenach z powodu banalnej konstrukcji, albo – co jest zbyt częste  – w recenzji zupełnie bez treści, której autor zdaje bać się wejść w dyskusję z przesłaniem autorów i analizować użyte przez nich środki artystyczne. Może to i nie powinno dziwić – kiedy Dan Whitehead z Eurogamera w pełen emocji, osobisty sposób zrecenzował „Braida”, jego ton wypowiedzi został powszechnie wyśmiany. Nieważne, że nie zgadzałem się nigdy z peanami na cześć tej gry – jego tekst po prostu nie zasługiwał na taką reakcję.

Recenzje często muszą powstawać jak najprędzej, przez co brak czasu na dogłębną krytykę. Jednak to nie usprawiedliwia ich poziomu. Jeśli kupowałem ostatnio czasopisma growe, kupowałem je ze względu na interesującą publicystykę. Porządne recenzje pojawiają się w nich niestety od święta (choć zdarzają się chlubne wyjątki, jak na przykład trzymające wysoki poziom recenzje erpegów w „PSX Extreme”). Większości ludzi recenzujących gry na znanych portalach i w prasie brak odpowiednich narzędzi, według których mogliby rzetelnie ocenić jakość gry.

Nie przeszkadza im to jednak w tworzeniu rankingów, które roszczą sobie prawa do swego rodzaju obiektywizmu, czyli wszędobylskich „topów”. Chyba każdego dnia w internecie dziennikarze growi tworzą kilka list, które teoretycznie mają objawić każdemu prawdę o tym, w jakim gatunku jakie gry są najlepsze, a w praktyce są wyrachowanym chwytem ludzi liczących na przychód z reklam i mnóstwo komentarzy. Autorzy tych artykułów nie mają czasu uzasadniać, wedle jakiego klucza ustawiają kolejne tytuły czy według jakich kryteriów je oceniają – wystarczą przecież nazwa gry, numer, obrazek i zdawkowy opis, by gracze łyknęli przynętę.

W ostatnich dniach doczekaliśmy się więc listy stu najlepszych erpegów autorstwa IGN – trzecie miejsce zajął „Baldur’s Gate II”, drugie miejsce przypadło „Chrono Triggerowi”, a najlepszą grą RPG wszechczasów redaktorzy okrzyknęli „Final Fantasy VI”. Skąd kolejność? Nie wiadomo, uzasadnienia brak, ale co z tego, gdy pod artykułem widnieje ponad sześć tysięcy komentarzy. Rodzima Gadżetomania z kolei uraczyła nas wczoraj listą „Najbardziej kultowych gier, w które grali Polacy w ciągu dwóch ostatnich dekad”. Lektura tekstu boli – wszystko z PC, ustawione według wyników facebookowej sondy. Doskonałe źródło, szkoda, że nie wykorzystuje się go do oceny polityków, Janusz Korwin-Mikke byłby wniebowzięty. Fani „Gothika” nie są zadowoleni, bo co ciekawe – brak tam go. A gdzie „Tekken”? Nie ma go, gdyż jak wyjawia szef portalu, Piotr Gnyp „konsole w Polsce zaczęły się tak naprawdę dopiero w tej generacji” (!).

Dzwońcie do Katsuhiro Harady, by usunął polski poziom z „Tekken Tag Tournament 2”, odwołujcie turnieje. Przecież skoro nie ma tu od czasów PSX sporego i wiernego fandomu, nie mają najmniejszego sensu.

Skąd się bierze tak niski poziom tekstów okołogrowych? Wiele może wyjaśnić ta wymiana zdań między wspomnianym już Erikiem Kainem (którego obrona graczy zaskarbiła mu wielu fanów) a Jimem Sterlingiem, szefem działu recenzji Destructoida, portalu, na którym wzoruje się i wiele polskich serwisów.

Jak można go nie lubić? Avatar z „Mężczyzną w meloniku” to tylko wisienka na torcie.

Sterling wini tu czytelników – przecież daje im to, czego żądają! Nie widzi, że tu właśnie leży problem. Dziennikarze dają czytelnikom w krytyce tego, czego ich zdaniem poszukują. Nie chcą rozwścieczać ich stwierdzając, że gra, na którą niecierpliwie czekali przez rok, nie jest warta ich pieniędzy, stąd niemal nigdy nie możemy liczyć na krytykę blockbusterów przy premierze. Wydawca (a może i reklamodawca?) jest zadowolony, gracz również, na wyliczanie wad przyjdzie czas parę miesięcy później, jak to było przy „Dragon Age 2”. Nikt nie edukuje też nowicjuszy w kwestii bardziej skomplikowanych produkcji – plagą recenzji jest stawianie się w pozycji przeciętnego gracza i przeklinanie złożoności zamiast tłumaczenia, czemu warto nauczyć się w daną grę grać. A co jest specyficznego dla naszego podwórka? Pojawiające się co jakichś czas parę nostalgicznych tekstów pochwalnych o „Baldur’s Gate” czy „Diablo” (pecet króluje, zwłaszcza ten z przełomu wieków), w których nie powiemy nic nowego ani wartościowego. Łatwiejsze to, niż odkrywanie nieznanych pereł. Polscy gracze to kupią, może nawet tekst trafi na Wykop, gdzie użytkownicy uczynią go popularnym, lejąc rzewne łzy za minionymi czasami. Łatwiejsze to, niż budzenie entuzjazmu co do tego, co na horyzoncie, jak izometryczne „Wasteland 2” czy „Project Eternity”.

Czasem widywałem w growych mediach komentarze i listy wieloletnich czytelników, w których narzekali, że artykuły i recenzje redaktorów przestają ich satysfakcjonować, już im nie odpowiadają. Tradycyjna chyba odpowiedź na takie wyznania brzmi „czytałeś nas od dziecka, z niektórych rzeczy się wyrasta”. Problem tkwi w tym, że kiedy my, czytelnicy, dorastaliśmy, wielu naszych ulubionych dziennikarzy tkwiło w miejscu. Chcąc tak jak kiedyś dowiedzieć się o grach czegoś więcej, często odchodziliśmy niezadowoleni – byliśmy zmuszeni zostawić naszych dawnych mentorów, bo nie byli w stanie nas więcej nauczyć. Niektórzy z nich przez lata stracili pasję, innych zaślepiła tęsknota za tym, co było, jeszcze inni zapewne postanowili służyć pomocą nie tylko nam, a także wydawcom (co może powodowały bolesne do przełknięcia, ale zrozumiałe kwestie finansowe). Embarga, cofanie reklam, „delikatne” sugestie producentów – niejeden krytyk gier z zazdrością pewnie spogląda na kolegów z sal kinowych. Nie znaczy to, że mamy akceptować obecny stan rzeczy, nie wymagać czegoś więcej.

Profesjonalna minirecenzja „Datury”. (zdjęcie z openbeta.pl)

Czy doczekamy się kontrataku recenzentów zaznajomionych z zasadami game designu, recenzentów konsekwentnie spełniających się w pasji do jednego gatunku, recenzentów mających chęć spędzić z tytułem tyle czasu, ile wymaga jego dogłębna analiza? Tak, powiem więcej – już się go doczekaliśmy. Pytanie tylko, kiedy zaczną oni wychodzić ze swoich blogów i forów do mediów głównego nurtu, by uczynić je lepszymi. Może nie lepszymi obiektywnie, ale lepszymi dla wielu ludzi, którzy na słowa „dziennikarstwo growe” reagują pustym śmiechem.

234 odpowiedzi do “Obiektywne recenzje, obiektywne rankingi

  1. Ziuta

    Przypomina mi się nieustannie wracająca dyskusja w polskim fandomie na temat stanu fantastycznej krytyki literackiej (a raczej jej braku). Właściwie cały tekst można by spokojnie „przekonwertować” z gier na literaturę. Wszędzie te same problemy. „Recki” zamiast recenzji.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Na blogu zauważyłem zdanie „z getta do getta niedaleka droga” i zgadzam się – podobne lamenty słyszę w niektórych kręgach interesujących się anime, stawiam też, że komiksowa brać miałaby podobne przemyślenia.

      Odpowiedz
  2. R

    Oh dear – brawo :) Dawno nie spotkałem się w internecie z tekstem w którym zgadzałbym się z absolutnie każdym zdaniem i każdą tezą autora :)

    Odpowiedz
  3. Surin

    Recepta dla autora na frustrację – czytaj mniej recenzji w sieci. Skup się na najbardziej wartościowych serwisach/blogach. Niech da się je policzyć na palcach u jednej ręki, ważne żeby były tą małą, silną reprezentacją. Recenzje i publicystyka growa w sieci to obecnie niestety jeden wielki photoshop – warstwa powielona na warstwie.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      @Surin
      Zgadzam się z Tobą, ale frustracja pozostanie. Od nieumiejętnych ludzi zależą obecnie losy studiów – jak napisane jest w jednym z zalinkowanych w tekście artykułów, przez brak jednego punktu na Metacritiku Obsidian nie dostał tantiem za „Fallout: New Vegas”. Jeśli przyjrzysz się historii studia, zauważysz, że był to jeden z głównych czynników, dla których studio niemal zbankrutowało. A bez gier Obsidiana cały gaming byłby trochę mniej piękny. Jeszcze raz dzięki Bogu za Kickstartera.

      Zresztą sądzę, że takie powodowane frustracją teksty, jak mój, przydają się, by co jakiś czas przypominać o żenującym stanie okołogrowych mediów – przypominać, że SEO, że mydlenie oczu, że żerowanie na nostalgii i niskich pobudkach, że próby godzenia sprzecznych interesów.

      Jeśli gwiazdy ułożą się pomyślnie, a we wnętrznościach kozy pojawią się dobre znaki, za jakiś czas może wzorem RPS zacznę przegląd polskiej sieci, by promować polskich Don Kichotów. Bym oprócz dzielenia się bezsilną wściekłością robił coś pozytywnego i pokazywał tych, którzy nam pokazują, że można inaczej.

      Odpowiedz
      1. Surin

        To co widzimy teraz, a to co działo się jeszcze 5-6 lat temu, to już zupełnie inny wymiar. Szukasz zdrowych i profesjonalnych analiz w rzeczywistości tak zafiksowanej na kapitał i meta-średnie-instant opinie jak nigdy wcześniej. Mainstream już nie zwolni, to jest pewne. Pozostaje jedynie mała rewolucja na własnym podwórku, tylko jak to zrobić?

        p.s: ta nostalgia „give me back 90.” ma już typowe znamiona stanu zombie ;)

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          Ale ja Cię rozumiem i widzę, jak wszystko pędzi w złym kierunku. Kiedy tylko słyszę o warunkach „w środku” tej branży, a słyszę o nich często, kręcę smutno głową. Czekam tylko, aż ktoś wybuchnie i wygarnie publicznie wszystkim „nad nim”, jak traktują czytelników i jak zabijają pasje.

          Dużej rewolucji nie będzie, ludzie zbyt przyzwyczajeni są do hamburgeryzacji tekstów growych, a ambitne teksty o grach to nisza niszy. Jednak jeśli ktoś się zdenerwuje, a następnie stworzy coś typu Rock Paper Shotgun (mógłbym czasem na nich ponarzekać, ale miażdżą wszystkich wokół) czy Old Man Murray – mi to wystarczy. Oby było miejsce na coś takiego poza głównym nurtem, i żeby to było zdolne egzystować na poziomie.

          P.S. Jak najbardziej. Miewam ataki tej zaraźliwej choroby, ale szybko przechodzą. :p

          Odpowiedz
      2. Pawel Frelik

        Bardzo dobry tekst. Myślę jednak, że warto nadmienić, że „żenujący stan okołogrowych mediów” to jedynie lokalna manifestacja żenującego stanu mainstreamowych mediów w ogóle – czy to piszących o jakichkolwiek artafaktach kulturowych czy to tzw. ogólnych. A to, z kolei, powinno nas skłonić do nieco większego dystansu – żadna ilość tekstów nie zmieni formatowania umysłowego pewnej kategorii recenzentów.

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          W sumie prawda. Jeszcze parę lat temu czytałem codziennie wiadomości, a w pewnym momencie znikąd urwało mi się zupełnie zainteresowanie prasą. Paru ludzi, których znam, stwierdziło, że też tak ma, a uzasadnienie, czemu nie przyznaje się już „Hien Roku”, dało mi do myślenia.

          Popularne obecnie media, w których na przykład taki Piotr Gnyp lubi łechtać Przeciętnego Polskiego Gracza (erpegi rządzą, pc górą, lata 90 wróćcie, PAMIĘTACIE TŁUMACZENIE TORMENTA, konsole won, choć Uncharted nie wygląda źle; gracz = inżynier Mamoń), pewnie zawsze znajdą adresatów. Ci co prawda poczują po jakimś czasie, że „są za starzy na gry”, ale zastąpią ich nowi, młodzi.

          Jeśli jednak Ci, którzy szukają czegoś ambitniejszego – a tacy są, tylko chowają się po kątach, żegnają się w długich listach z ukochanymi czasopismami, narzekają na undergroundowych forach – chcieliby coś zmienić, muszą wiedzieć, że jest ktoś, kto wysłucha ich głosu. A że tego typu teksty padają często na podatny grunt (Erik Kain przed i po „ME3” to dwa zupełnie różne poziomy popularności), zwykle jakiś odzew jest, i daje otuchę, że nie każdemu growe dziennikarstwo się podoba.

          Gdyby pojawiła się jakakolwiek ambitna inicjatywa, która chciałaby zmienić krajobraz polskiego internetu growego i stworzyć w nim jakieś standardy – ma moje serce, mój miecz, i moje pióro, i na pewno nie tylko moje. Każdy narzekacz, który widzi, jak traktuje się jego ulubiony gatunek, to potencjalny gościnny tekściarz. Destructoid czy Giant Bomb dają pomysły, jak stworzyć formę łączącą umiejętności czytelników i redaktorów, tylko kto się za to weźmie?

          Odpowiedz
          1. Pawel Frelik

            No ja myślę, że Jawne Snny są taką inicjatywą :) – takim TAZ-em pisania o grach w Polsce. Co do zmieniania całego krajobrazu medialnego – nawet jeśli chodzi tylko o wycinek gier – to wydaje mi się, że jest w tym pewna dialektyka. :) Albo się pisze dla głębiej zainteresowanych ale też przez to dla bardziej nielicznych albo się pisze do szerszej publiczności ale misja przekonywania do bardziej świadomego patrzenia na gry owych „mas” :) prowadzi albo do spłycenia perspektywy albo do odpływu czytelników. Tak jest w innych media i formach (literatura, film, muzyka) i chyba krytycy gier oraz ich czytelnicy też są na takie wybory skazani.

          2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Z dialektyką to się nie wydaje, tak jest. :p Jawne zaś bardzo sobie cenię, o ile pamiętam, na stałe zacząłem tu zaglądać po tym, jak Olaf Szewczyk próbował promować niszowe tytuły w jednym z programów na stacji Hyper i tak jakoś tu zostałem, a nawet pisać mi się zdarza. Jednak marzę o czymś bardziej… „zobowiązującym”? Bardziej klasycznym formą, z wyczerpującymi recenzjami czy przeglądem newsów. Bardziej wszechstronnym, niż – upraszczając – zbiór często sycących i świetnych felietonów.

            …coraz bardziej chciałbym, by pojawiły się tu comiesięczne przeglądy polskiego poletka growego, które w moich oczach o kroczek zbliżyłoby JS do tej formy. Bardzo lubiłem te wpisy Pawła Schreibera, w których linkował do najróżniejszych dobrych tekstów w całej sieci, a może czasem ignorowani autorzy poczuliby się choć trochę bardziej docenieni.

        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          Powiedziałbym, że taka postawa raczej przejawia się w pojedynczych artykułach, jakie bym wyciągał na świecznik, mówimy o entuzjastach, którzy zwykle piszą niestety zbyt zwięźle o tym, co ich interesuje. Niemniej coś, co warte jest uwagi, zawsze warto promować, więc po zwięzłej wymianie zdań z przyjacielem powstała na szybko krótka lista:

          http://gameplay.pl/cascad
          http://gameplay.pl/pita
          http://gameplay.pl/hed
          Wielka trójca gameplayu – swoją drogą „recnezje”, czyli filmiki Heda na YT kpiące sobie z różnych zjawisk w branży i w okolicach polecam z całego serca.

          http://www.niezgrani.pl/?s=krzywym+okiem
          Cykl „Krzywym Okiem” na Niezgranych.

          http://mrponurasky.wordpress.com
          http://heehoblog.wordpress.com/
          Coś o KKW z pewnym naciskiem na Shin Megami Tensei (czyli naciskiem dobrym, kto nie grał, niech nadrabia – a propos, Bartłomieju, kiedy sparring między fanem ortodoksem a nowym fanem serii? Moje zranione dziś brakiem artów Kazumy Kaneko w SMTIV serce żąda krwi).

          Odpowiedz
  4. Krusty

    Plus jeden za wymienienie Erika, rzeczywiście pokazał hipokryzje tych ludzi którzy za rok za dwa pewnie też będą ME3 krytykować a teraz to jest dla nich drugie przyjście space Jezusa. BTW to co porządny tekst o Obsidianie robicie imho warto by było się rozprawić z niektórymi mitami odnośnie mojego ulubionego studia obok Larian i CDP Red jeśli chodzi o rpg.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Już teraz ludzie się z tego wycofują, co komentatorzy pod artykułami Erika chętnie im wypominają. We wspomnianym w tekście top 100 erpegów IGN najlepiej ocenione w serii „ME3” się już nie pojawiło.

      Nie czuję się jeszcze uprawniony do pisania tekstu o Obsidianie, ale powinien tu powstać, są wyjątkowi. Co do tych mitów – obecnie denerwuje mnie przeświadczenie w ludziach na różnych serwisach internetowych, że Kickstarter z „Project Eternity” to skok na kasę fanów, bo na pewno jakiś producent wydałby ich grę. Hint, hint: nie. Anulowanie „North Carolina”, New Vegas ze średnią 84%, smutna porażka „Alpha Protocol” – ciężko im się w ogóle utrzymać na powierzchni, vide niedawne zwolnienia. Mam nadzieję, że zarobią coś na „South Parku”, dobrze, że Matt i Trey ich docenili.

      Odpowiedz
  5. Bartłomiej Nagórski

    Czy ja mogę się nie zgodzić z zalinkowaną recenzją „Journey”? Bo dwie gwiazdki za tę genialną grę to jest albo trolling, albo kompletne niezrozumienie tematu. I tak, przeczytałem zalinkowany tam FAQ.

    Odpowiedz
    1. Izajasz

      A wyjaśnisz, co jest w The Journey do rozumienia? Bo patrząc na filmiki na YouTube widzę grę z ładnymi widoczkami, w której idzie/biegnie/ślizga się po pustyni i od czasu do czasu skacze.

      Odpowiedz
      1. Bartłomiej Nagórski

        Mógłbym wyjaśnić, ale problem w tym, że po pierwsze, musiałbym mocno zaspojlerować (byłby to spojler rangi „to wszystko dzieje się w stacji kosmicznej obcych” w odniesieniu do „Dark City”), a po drugie, jak to często bywa w grach komputerowych, siła wyzwolonych emocji zależy mocno od osobistego udziału i zaangażowania w grę (vide: http://jawnesny.pl/2012/09/spojrz-na-to-przez-moj-interfejs/ – albo jak w scenie odpychania córki w „God of War: Chains of Olympus”).

        Osobiście uważam, że „Journey” jest warte pieniędzy jakie kosztuje i każdy powinien w tę grę zagrać przynajmniej raz, żeby zrozumieć dlaczego jest to wielka gra. Opowiadanie o niej to jak opowiadanie o skoku ze spadochronem.

        Odpowiedz
      2. Olaf Szewczyk

        @Izajasz „A wyjaśnisz, co jest w The Journey do rozumienia? Bo patrząc na filmiki na YouTube widzę (…)”

        No wiesz, wybacz oczywistość, ale gry tym się różnią od filmów, że nie tylko się na nie patrzy ;). Migawki z YouTube niczego Ci nie powiedzą, tym bardziej że „The Journey” to doświadczenie intymne.

        Jak napisał tu w którymś z komentarzy Aleksander, „Podróż” dla każdego jest inna. To cecha wielu wybitnych tytułów interaktywnego wideo – dają pole do różnorodnych interpretacji. Są trochę jak Mistrz Gry. Tworzą przestrzeń, która, choć ustawia ramy, pozwala Ci wypełnić je sobą. Dokładnie na tym polega wielkość choćby „The Path” czy „Fatale”, że pozwolę sobie sięgnąć po swych faworytów w niniejszej kategorii.

        Nic dziwnego, że niektórych urzekają, innych odpychają. To kwestia indywidualnej wrażliwości; posiadania w sobie akurat tych strun, które przy danym akordzie rezonują. Możesz być zatem osobą dojrzałą, inteligentną, a „Podróż” Cię nie poruszy. Błędem byłoby jednak nie spróbować. Przepraszam, że kieruję pod własny adres, ale skoro pytasz się, co można dostrzec w „The Journey” – mogę Ci powiedzieć, co widzę akurat ja:
        http://jawnesny.pl/2012/04/po-spirali/

        Odpowiedz
    2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Można by nazwać Toma Chicka jest metaskorowym trollem, ale im więcej ludzi będzie niszczyło obecny system, gdzie exec przewiduje średnią, tym lepiej. Co do samej recenzji:
      1. Zauważ, że na samym początku odwołuje się do innych, podobnych gier, jak „The Path”, które docenił.
      2. Czasem gry, które ceni, ocenia i tak nisko – i by to zrozumieć, trzeba przeczytać tekst. I dobrze.
      3. „Journey” nie zostało przyjęte jednomyślnie pozytywnie, niektórzy nazywają je „symulatorem latania po pustyni i wyłapywania prostych metafor” – dlaczego więc niektóre recenzje nie miałyby być negatywne? Kto miał się przekonać, ten się przekonał, wszyscy inni ocenili grę pozytywnie.
      4. Jeśli gra mu się nie podobała, miał się do tego nie przyznać? Nie jest to tytuł, którego systemu gry można „nie złapać”. Wszystko zależy od jakości doświadczenia – widziałem „hardkorów”, którzy byli poruszeni, i zawiedzonych artgejmerów. Dla każdego ta „Podróż” jest inna.

      Odpowiedz
      1. Bartłomiej Nagórski

        Rajt, ja rozumiem Twoją argumentację, ale po prostu zgłaszam swoje votum separatum. Mnie „Journey” poruszyło, więc bronił będę do updałego (powinienem chyba recenzję napisać, ale akurat jestem przywalony zleceniami i tzw. normalnym życiem).

        Odpowiedz
  6. Jakub Gwóźdź

    I chociaż to działa w obie strony, bo 1 pkt MC więcej i twórcy F:NV myśleliby, że zrobili dobrą robotę, gdy tak naprawdę wypuścili wielką techniczną niedoróbkę, to zgadzam się, że recenzenctwo growe już od dawna przypomina szambo i muł, podobnie jak dyktat metacriticsów.

    Ale nie bardzo sobie wyobrażam, w jaki sposób miałoby być inaczej. Przecież klienci oczekują recenzji w dniu premiery albo i przed, a gry to nie filmy, nie wystarczy że poświęcimy im dwie godziny (dwukrotnie, jeśli ciekawe) i już wiemy co i jak o nich myśleć. Są tytuły, które trzeba „ukończyć” w singlu (od 5h do 50h), aby poznać fabułę (a w niektórych przypadkach to może być i ponad 1000h). I pograć tygodnie albo i miesiące w multiplayer, żeby zrozumieć, co jest w nich dobrego, a co złego. A potem usiąść na tyłku i napisać tekst.
    Przy czym gier wychodzi tyle, że przeciętny superczłowiek, choćby grał i pisał w kółko, to nie zaliczy nawet części tych pozycji, co by chciał. Dlatego recenzje w popularnych serwisach zawsze będą takie, jak są. Pisane na szybko, żeby tylko zdążyć przed konkurencją, żeby były kliki. Albo pisane na odczep się, bo przecież nie każda gra jest warta naszego czasu, a reckę strzelić trzeba.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Problem z New Vegas (tak a propos mitów o Obsidianie, o których wspomniał Krusty) wygląda w uproszczeniu tak:
      – Bethesda ustaliła ten próg procentowy,
      – Obsidian zrobił grę,
      – Bethesda zrobiła quality assurance i zrobiła go jak zwykle,
      – Grę zbesztano za bugi, obniżono oceny, nie ma kasy dla Obsidiana.

      Na miejscu Sawyera przeklinałbym wtedy cały świat.

      Najlepszym typem serwisu, który sprzeciwiłby się panującym trendom, byłby taki, gdzie redaktorzy na bieżąco współpracują z czytelnikami specjalizującymi się w danym gatunku, robią z nimi teksty i peer review. Gdzie jest małe kółko speców od bijatyk, mała grupka speców od strategii Paradoxu, i każdy dłubie nad swoim zagadnieniem, a później powstają recenzje. Bo problemem jest nie tylko to, że robi się to szybko, ale i że robi się to bez odpowiedniej wiedzy, a czytelnik – jak przy ME3 – czasem jest postrzegany jak niższa forma recenzenta.

      Mainstream już spisałem na straty, patrzę na ubocze.

      Odpowiedz
      1. Jakub Gwóźdź

        To ja jeszcze rozwinę wątek F:NV, bo po pierwsze primo osoby, które podpisują kontrakt, w którym kasa zależy od procentów na MC, zasługują na wszystko co im się przytrafia. Przecież nie ma nic łatwiejszego dla zmanipulowania, zarówno dla jednej jak i drugiej strony („przecież to ludzie wybierają.” „to dowiedz się, jacy ludzie i porozmawiaj z nimi po swojemu, a potem zakop gdzieś w lesie”).

        A po drugie, wypuszczenie tak zbugowanego programu w moim odczuciu oznacza, że Obsidian powinien był dostać po łapach. Pewnie, że nie aż tak, ale osobiście nie sądzę, żebym jeszcze kiedyś się skusił na tytuł firmowany ich logiem (o ile ktoś zaufany mnie nie przekona :> )

        Odpowiedz
        1. Krusty

          To co lepiej żeby nie podpisać, zwolnić ludzi i zamknąć studio. To jest wybór przed którym stoi każde niezależne studio. Pięknie to opisał szefa Lariana co musiał robić by utrzymać studio i móc robić takie rzeczy jakie chcą(Orginal Sin, Dragon Commander) i zajęło im to ponad 10 lat. 10 lat wyrzeczeń, robienia gier dla dzieci, wydawania nieskończonych gier, zmienia swojej wizji gry bo wydawca chce inaczej a jak nie to koniec kontraktu, kasacja gry i kara za niewywiązanie się z umowy. Więc jeśli Obsidian musiał podpisać cyrograf z Bethesda by dalej istnieć, to trudno trzeba było tą cenę zapłacić. Jęsli Betheda nie ma klasy to też trudno, nic nowego, zawsze to była banda buraków. Bardziej bulwersuje mnie gdzie byli ci ludzie którzy FNV wystawiali gorszą ocenę za bugi gdy F3 i Skyrim dostaję od nich maksymalne oceny. To nie jest nawet hipokryzja to jest oszukiwanie ludzi zwłaszcza tych którzy grają na ps3 czy x360. Ja jako pc guy sobie z bugami poradzę, mam konsolę, mody, fanowskie patche… Ale co z resztą? Klient zapłacił, portal dostał kasę za reklamę i wszystko jest ok.

          Odpowiedz
          1. Jakub Gwóźdź

            Tu jestem. Dałem niską ocenę F:NV (i, haha, oczywiście dostałem za to zjebkę od niezadowolonego fana). I dalej uważam, że to nie powinna być rola użytkownika ani modderów, aby naprawiać błędy kolesi, którzy chcą moją kasę.
            (Chociaż nie grałem w Skyrim, więc ciężko mi porównać. Ale faktycznie w Fallout 3 bawiłem się lepiej niż w F:NV)

          2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Żeby nie było, nie siedzę na karku każdemu, kto zaatakował F:NV za bugi. Jeśli ktoś recenzował New Vegas przy premierze, miał prawo być niezadowolony (choć z kolei nie rozumiem, czemu przy premierze ludzie nie narzekali na Quen w drugim Wiedźminie, nie wiem, jak go zmienili w łatkach, ktoś mi ostatnio mówił że, został poprawiony). Chodzi mi o niezdrowe związki recenzent-developer-wydawca, które wpływają na to, w co gramy w chory sposób, który nie ma swojego odbicia w innych mediach, i trochę o nierówne standardy.

          3. Krusty

            Pytanie na jakiej, pc praktycznie było wolne od bugów. ;) I też nie zamierzam się czepiać tego, że F3 to nie jest prawdziwy imho Fallout. Czepiać się będę wypominania FNV bugów gdy w recenzjach F3 nikt o tym nie wspominał ani tego mocno nie akcentował i oceny nie obniżał.

            BTW zabawna historii Josh, pisał o tym że engine bethesdy na ps3 nie daje rady i wymaga bodajże przepisania od nowa albo dużo rzeczy do poprawy to niektórzy zakrzyczeli go, że Obsidian nie umie programować(Onyx!!!). Wychodzi skyrim recenzje na ps3 mega pozytywne i nagle się okazuje, że Josh miał racje….

          4. zapiskowiec

            Tym fanem byłem ja, choć energii starczyło mi jedynie na pierwsza część zarzutów co do recenzji Pana Gwoździa. Może gdyby autor zechciał odpowiedzieć, to powalczyłbym dalej. Jak dla mnie recenzja F:NV autorstwa J. Gwoździa to przykład dobitny na to, jak recenzji nie powinno się pisać. Przypomnę linka do tej recenzji, bo może, skoro autor tak się tu udziela i ma tyle do powiedzenia na temat recenzowania, warto porozmawiać o niej i tutaj. http://technopolis.polityka.pl/2010/fallout-new-vegas-recenzja-gry

        2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          „Dungeon Siege III” nie był już zbugowany, więc stać ich na tworzenie, hm, bezstresowych doświadczeń. Osobiście mam dużą tolerancję na bugi w ich grach, bo wynagradzają ją genialnym roleplayingiem, ale jako ktoś, kto zna ból po straceniu save’a, nie mogę kogoś ganić za unikanie czegoś, na czym się sparzył.

          Jednak jak napisał Krusty – jest ciężko, bo standardy kontraktów są wyjątkowo niskie, a Metacritic się do tego przyczynia. (Nie jestem na tyle obeznany w komiksach, by stwierdzić, czy to prawda, ale podczas lektury felietonów o „Before Watchmen” doczytałem się, że w branży komiksowej też jest nie najlepiej i niektórzy twórcy przeciwko temu protestują. Ciężej jest protestować, gdy nie ma się na karku całego teamu developerskiego.) A do tego są developerzy równi i równiejsi – Bethesda potrafiła zrobić tak koszmarny port Skyrima na PS3, że na palcach można było liczyć ilość klatek na sekundę, jednak nikt ich nie skrytykował. Podobnie z wersjami GOTY Obliviona czy FO3, o których mówi się mniej, ale też miały podobne problemy, bo silnik gryzł się jakoś z DLC. Lepiej nie podskakiwać wielkiej Bethesdzie, a dogryzać jej przez atak jej silnika w grach innych twórców. Żenujące.

          Odpowiedz
          1. Krusty

            DSIII to ciekawa historia bardzo dobry engine, grafika, klimat tylko średnia gra. Albo by lepiej to opisać dwie różne gry połączone w jedną. Nie wiem czy ja to pytanie zadałem Georgowi Ziets(mam nadzieje, że wróci do studia i nadal jestem strasznie zdziwiony jego zwolnieniem) czy ktoś inny ale on sam zauważył, że popełnili błąd i trzeba było zdecydować się na hns niż na próbę połączenia tego z stylem Obsidianu.

  7. Fraa

    Świetny tekst. :)

    Choć ja tu mam swoją spiskową teorię dziejów, że generalnie za tym wszystkim stoi po prostu kasa. Recki amatorskie, których autorzy nie piszą zarobkowo, siłą rzeczy są od tych uwikłań wolne, toteż są… no nie wiem: chyba po prostu bardziej szczere.

    Moim lekiem na to jest nieczytanie – a raczej czytanie i ignorowanie – tych profesjonalnych, dziennikarskich recenzji. Zarówno jeśli chodzi o gry, jak i filmy czy książki. Ba, z książkami to nawet blogi często muszę omijać, bo zauważyłam, że najczęściej recenzje zawierające na końcu uwagę „egzemplarz recenzencki otrzymany dzięki uprzejmości wydawnictwa takiego a takiego” są hiperpochwalne i jakoś temu nie ufam. Choć rozumiem, że blogerowi może być głupio: no bo jak to, dostał książkę za friko, a teraz miałby ją zjechać…? No więc szuka plusów na siłę.

    …albo może po prostu mam spaczony gust, trudno powiedzieć. xD

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Przede wszystkim – witam wszystkich, którzy komentatorski żywot na JS zaczęli pod tym tekstem, czyli Ciebie, Surina, R, i Izajasza. (Menażerio, co wy na to, by witać nasze „nowe nabytki” po moderacji? Ostatnio zauważyłem, że na paru mniejszych angielskich stronach taki zwyczaj funkcjonuje i jest bardzo sympatyczny, a do naszej etykiety pasuje chyba jak ulał).

      Kasa niewątpliwie gra tu wielką rolę, chodzi przecież o odsłony czy reklamy. Szósty „Resident Evil”, który Neo Plus ma już chyba od kilku tygodni, na 90% nie został zrecenzowany z powodu lojalności wydawcy. Bo wydawca ma materiały, bo wydawca ma pieniądze. Destructoid po krytyce „Silent Hilla” stracił dofinansowanie od Konami, afera Gerstmanngate też miała podobne podłoże. Ponadto jeśli spojrzy się na niektóre polskie portale krytycznym okiem, bez trudu widać, gdzie, kto i jak łakomi się na pieniądz (SEO! Polski Gracz!).

      Czasem jednak to „szukanie plusów” na siłę nabiera komicznych wymiarów. „Mass Effect 3” to jeden przykład, nadchodzące „Devil may Cry” to inny. Fani protestują, dziennikarze growi kpią sobie, że chodzi tylko o włosy bohatera. To, że zniknął lock-on, że gra chodzi dwa razy mniej płynnie, że zmieniono sterowanie i najwyraźniej osłabiono niesamowicie głęboki system walki, mało kogo interesuje. Znacznie ciekawsze i bardziej szczere materiały znajdowałem na skraju internetu – a to wyciek na 4chanie, w którym ktoś z imprezy Captivate opisał połowę fabuły i gameplay, a to nagranie z Gamescomu, którego autor pokazał, jak słabe w porównaniu z poprzednimi częściami są walki i że twórcy nadal nie dopracowali nawet kluczowego dla serii miernika stylu.

      Jednak ludzie na profesjonalnych serwisach wychwalają grę pod niebiosa i nadal żartują o włosach. To nie są specjaliści, to zwykle amatorzy z megafonem. Przynajmniej krytyczni wobec gry gracze coś osiągają, bo z wersji na wersję dema wyglądają coraz lepiej, a najczęściej wymieniane niedociągnięcia znikają. „Dziennikarze”? Mają to w nosie.

      „Amatorzy” growi są bardziej profesjonalni niż profesjonaliści.

      P.S. Te zachwyty wobec dzieł sponsorowanych przez wydawcę rozpatrywałbym jednak w każdym przypadku inaczej. Już sam fakt, że autor recenzji raczy poinformować, skąd otrzymał dany produkt świadczy o tym, że traktuje czytelnika w jakimś stopniu poważnie, tak samo jak wypisywanie, na jakim stopniu trudności grał itd. Pytanie tylko, w jakim stopniu potrafi przemóc uprzedzenia, które wiążą się z dostaniem czegoś za darmo.

      Odpowiedz
      1. Surin

        No więc, witam. Nie jestem botem, nie trzeba mnie testować techniką Captcha. Przybyłem świadomie i planuję bywać tu częściej niż kiedyś… ;) Wiem że to zabrzmi prawdopodobnie niepoważnie (dla grona ojców JS, którzy o tym już wspominali w jednej z notek), lecz zaistnienie w postaci profilu na Facebook nie byłoby takim złym pomysłem. Don’t get me wrong, niszowość pozostanie nienaruszona, zasięg natomiast miło się może zwiększyć. Kto wie, może gdzieś tam kwitnie na drzewach duże grono ciekawych autorów?

        Odpowiedz
      2. Olaf Szewczyk

        @Aleksander: „Przede wszystkim – witam wszystkich, którzy komentatorski żywot na JS zaczęli pod tym tekstem, czyli Ciebie, Surina, R, i Izajasza. (Menażerio, co wy na to, by witać nasze „nowe nabytki” po moderacji? Ostatnio zauważyłem, że na paru mniejszych angielskich stronach taki zwyczaj funkcjonuje i jest bardzo sympatyczny, a do naszej etykiety pasuje chyba jak ulał).”

        [Olaf, na chwilę wychylając łeb z nicości:]
        Taki zwyczaj panował też w Jawnych Snach przez długie miesiące, od początku istnienia tego miejsca. Do momentu, gdy zdałem sobie sprawę, że znowu witam kogoś po raz kolejny :). (czasami czytelnicy podają przy kolejnych swych uwagach nowe adresy mailowe, są zatem rozpoznawani przez WordPress jako debiutanci – a pierwszy wpis wymaga zatwierdzenia, łatwo zatem o pomyłkę).

        Ale witanie to generalnie miły zwyczaj, można do niego wrócić. I fakt, pasuje do specyfiki tego miejsca.

        Odpowiedz
          1. Olaf Szewczyk

            @Bartłomiej „[Olaf] Będzie się objawiał z nicości tylko w chwilach wielkiej potrzeby. Albo jak mu się znudzi. :)”

            Olaf bardzo by chciał częściej, niż to się zdarza ostatnio, ale obecnie, nie chodząc w szczegóły, nie bardzo może. Bardzo za to wszystkich przepraszam, mam nadzieję na zmianę stanu rzeczy :/.

            Z drugiej strony nieplanowany eksperyment, polegający na zdecydowanie mniejszej aktywności Pawła i mojej (z różnych przyczyn – notabene Paweł jest już po ślubie, możecie mu winszować wspaniałej małżonki i nowego lokum), okazał się nadzwyczaj udany. Jawne Sny żyją w najlepsze własnym życiem, pojawiają się nowi autorzy, znakomite merytorycznie teksty, jest zdrowy, kreatywny ferment.

            A to, że – jak piszesz – co niektórzy nazywają nas „najbardziej przeintelektualizowanym [sic! – Olaf] kawałkiem polskiego internetu o grach”, bardzo mnie cieszy. Znak, że trzymamy dobry kurs :).

      1. Fraa

        Dzień dobry. ;)
        Wybaczcie, nie jestem przyzwyczajona do bycia witaną gdziekolwiek. ^^

        Przy tym Aleksander przypomniał mi o jeszcze jednej, chyba nawet bardziej szkodliwej konsekwencji tych dziennikarskich reklam, nie wiedzieć czemu zwanych recenzjami: brak solidnego kopa dla twórców produktu, żeby nad tym produktem trochę przysiedli i poprawili. Bo to oznacza nie tylko, że kupię ten jeden produkt w oczekiwaniu czegoś super, a dostanę bubla. To oznacza, że najprawdopodobniej kolejne części będą dokładnie takimi samymi bublami, no bo skoro takie świetne recenzje były, to nie ma sensu babrać się w poprawkach.

        Ech, ech.
        Ale wydaje mi się, że amatorskie recenzje, te szczere i darmowe, są chyba coraz bardziej opiniotwórcze i chcąc czy nie chcąc – profesjonalni dziennikarze w końcu będą musieli to dostrzec i się dostosować. :)

        Odpowiedz
  8. mrrruczit

    Świetny tekst.
    W temacie recenzji mam jeszcze jedno przemyślenie – jeśli już wystawiać ocenę, to nie jedną. Bo inna ocena powinna być dla gracza, który jeszcze z serią nie miał nic wspólnego (wtedy odpadają argumenty o małych zmianach w stosunku do poprzedniej części, ale za to może być niezrozumiała bez znajomości serii), inna ocena dla „starego wyjadacza”, inna dla gracza nowego, niedzielnego…

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      IMHO łatwiej po prostu dać znać w tekście, jak się sprawy mają. :) Poinformować wyjadaczy o tym, co zmieniono, a nowym wyjaśnić, czy warto spróbować nowej gry, czemu warto się jej nauczyć i jak wysokie progi stawia przed nowymi.

      Co do ocen, jestem fanem pięciogwiazdkowej skali. Już dziesięć stopni to moim zdaniem za dużo.

      Odpowiedz
  9. Michał Ochnik

    Odnoszę wrażenie, że growi deweloperzy i dziennikarze żyją w wygodnej dla obu stron symbiozie. Żadnej ze stron za bardzo nie przeszkadza taki układ recenzji supportujących produkty, bo recenzent wie, że za pochlebną ocenę gry dystrybutor zaprosi go na jakiś przedpremierowy pokaz zamknięty, dzięki któremu jego pismo uzyska dostęp do ekskluzywnych materiałów. Szczególnie CD-Action przoduje u nas w chwaleniu się, że redaktorzy pisma jako pierwsi w Polsce/Europie/na świecie/w Galaktyce widzieli grę X i rozmawiali z twórcami na jej temat. Pismo odcięte od tego typu bonusów jest mniej atrakcyjne, co przekłada się na sprzedawalność.

    Odpowiedz
      1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

        Wszyscy jednak wolą zysk krótkoterminowy, methinks. Zawsze słyszę wyłgiwanie się słowami „dorastasz”. No cóż. Ubisoft też łgał w żywe oczy, że ich drakońskie zabezpieczenia są sukcesem, a ostatnio się z nich wycofali. Może i dziennikarzom growym coś przemówi do rozsądku.

        A wygodna symbioza istnieje na pewno i jest szkodliwa. Nawet na JS pojawiały się przecież teksty o wydawcach traktujących dziennikarzy growych jako reklamodawców, o „przysłudze za przysługę”.

        Odpowiedz
          1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Nie możesz być poważny. Michael Pachter stwierdził, że przez DRM sprzedaż spadła im kilkukrotnie, co prawda nie wierzę mu w przewidywania, ale dostęp do inside info ma.

            Gdyby było sukcesem, to by z niego nie rezygnowali.

          2. Michał Gancarski

            Piotrze, no nie wiem. Przecież ostatnio Ubisoft przyznał, że ten DRM działał niespecjalnie. Zresztą, gdyby działał, to by go nie łagodzili.

            Jaki zaś był jego prawdziwy cel? Szczerze mówiąc, myślę, że nie ukrócenie piractwa tylko rynku używek (ostatecznie dotyka on jedynie osoby, które za grę chciały zapłacić). Tylko w takim kontekście można powiedzieć, że sprawdził się z pewnością. Reszta to tylko gdybania.

          3. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Ale co powiesz o Pachterze? Miał kłamać?

            Michael Pachter told Eurogamer that Ubisoft’s “PC game sales are down 90% without a corresponding lift in console sales.”

            Jaki miałby w tym interes?

          4. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Więc nazwij mnie głupcem, bo trudno mi się domyślić, jaki był cel zabezpieczeń Ubi.

            Nie jestem złośliwy, bardzo możliwe, że znasz się na stronie biznesowej bardziej, niż ja, i mi to wyjaśnisz.

            Dla mnie to był jeden z tych korporacyjnych wynalazków, w których sens twórcy święcie wierzą nawet, gdy przynoszą słabe wyniki.

          5. Michał Gancarski

            Pozostaje pytanie jakie ten DRM miał przełożenie na sprzedaż czy raczej na wpływy. Bo o ile Ubisoft lubił mówić, że ukrócili piractwo, o (oczywistym?) wzroście sprzedaży na PC nie wspominali. Wręcz przeciwnie. Natomiast ceną za brak używek jest z kolei konieczność prowadzenia bardzo agresywnej polityki cenowej. Dystrybucja cyfrowa na PC wiedzie w tym absolutny prym właśnie dlatego, że ostre promocje są wynagrodzeniem za brak możliwości odsprzedania egzemplarza.

          6. Michał Gancarski

            Ale co ze sprzedażą? Bo chyba prawdziwym Mission Accomplished jest zwiększona sprzedaż. RPS ostatnio usmażył na wolnym ogniu dwóch przedstawicieli Ubisoftu drążąc ten temat. Gdyby firma miała się czym pochwalić, to by się pochwaliła.

            Nie łagodziliby DRMa gdyby był sukcesem.

  10. Oskar Świerad

    Powstaje błędne koło – w ostatnie dni przed premierą powstają pospieszne recenzje gier, bezczelnie nastawionych na pierwsze godziny rozgrywki (dla podjarania recenzentów). Widzę wyjście z tej sytuacji, i jest ono dość banalne – to nowe sposoby finansowania.

    Pierwszy: Crowdfunding, i jego uczciwsza wersja, czyli sprzedaż wersji work-in-progress. Soldat to mój ulubiony przykład, chociaż Minecraft najbardziej znany. Gracze (mam na myśli backers) mają dostęp do alphy, bety. Autor dostaje pieniądze nie za Metacritic, tylko za to co już mi zaprezentował. Nie chciałbym przechodzić niedokończonej przygodówki, ale zdarzało mi się grać w bety strzelanek czy strategii (Wesnoth, open-source, wracałem do niej regularnie od 2005 do 2010). Co ciekawe, masa ludzi jest chętnych raportować błędy czy sugerować całe zmiany w designie. Za darmo, bo w zamian gra będzie lepsza.

    Drugi sposób: Gra jako usługa. Dla niektórych cudowne free 2 play, dla innych znienawidzone pay 2 win ;) ale to zależy. Do niedawna to była działka wielkich MMO, teraz wielu idzie w tę stronę. Mnie to cieszy. Developer musi starać się o swój fan-base: bo to fani płacą w takich grach, pozostali wpadają z ciekawości i jeśli ich gra nie przyciągnie, to zaraz wypadają.
    Jednocześnie, developera stać na rozwijanie dzieła lata po jego wydaniu, bo dobrze zaplanowany multi przynosi stały dochód.
    Tribes Ascend – wpadam co prawda rzadko, ale jestem zachwycony jak gra się rozwija od czas bety, a potem 1.0.

    Tutaj jedyne recenzje, jakie przyjmuję, to ze strony ludzi którzy poświęcili setki godziny na te tytuły. Mam kilku znajomych, którzy nie boją się ryzykować czasu, znam ich gust, i dokładnie tak jak piszesz Aleksander, powiedzą mi dlaczego warto przebrnąć przed wczesną fazę gry, i co tam jest do odkrycia. Te nasze rozmowy są chyba bliżej dawnych solucji, niż recenzji.

    Tymczasem, w branży – dzień, dwa po premierze – werdykt na temat gry multiplayer. Jakieś numery, grafa 9, overall 7, dziękuję, wszystko losowane kością d10.

    Od osób, które jeżdżą po imprezach branżowych, oczekiwałbym opisu emocji, jakie pojawiały się w tłumie graczy, w rozmowach. Chciałbym znać nie tylko opinię dziennikarza. Interesuje mnie głos pro graczy, którzy byli tam razem z nim, i testowali już nowy build Starcrafta, albo casuali których zachwyciło Journey. …Nie, zamiast tego dostanę tekst, że Journey jest tak artystycznie głębokie, że tylko autor mógł je pojąć. Klisza za kliszą, relacja z własnego łba.

    Jeśli streaming, alpha-funding i inne nowości zadomowią się na dobre, dziennikarze stracą monopol na opinie o grze w dniu premiery – i bardzo dobrze, „pierwszy” to nie jest żadna zaleta. Jest wręcz odwrotnie, Aleksander podał na to wiele przykładów.
    Ode mnie jeszcze jeden przykład – wasze teksty o Nier’ze i grach Sudy były genialne, bo napisane z perspektywy czasu!

    Do niedawna miałem kłopot z recenzjami muzyki. „Metallica wraca do formy!” Teraz subskrybuję Deezera, odpowiednik Spotify, i nie musiało się naprawić żadne dziennikarstwo muzyczne – omijam je, nie jest mi potrzebne.

    Dlatego… rozwijajcie Jawne. Wasze patrzenie wstecz, zamiast day-one recenzji, wbrew pozorom brzmi jak idealny format na nowe czasy! ;) Ostatnio zaliczyłem dzięki Wam kilka interactive fiction, na Androidzie, i to było najlepsze growe doświadczenie na telefonie so far.

    Odpowiedz
      1. Oskar Świerad

        To nie gry na Androida dokładnie, po prostu interactive fiction grane na Androidzie. Wszystko co wymieniam poniżej, jest do pobrania za darmo ze stron autorów.

        Używam interpretera JFrotz. Tak naprawdę nie ma dobrego interpretera na ten system, w przeciwieństwie do Windowsa. Każda aplikacja ma swoje wady. JFrotz ma ich najmniej ;) Pomimo okazjonalnych błędów z wyświetlaniem, da się regulować wielkość tekstu, scrollować dowolnie daleko wstecz, klawiatura Desire Z jest elegancko obsługiwana. (noo, czasami trzeba wpisać ONE zamiast 1)

        Gry: krótka, ale piękna Photopia – do pobrania z adamcadre.ac. Dzieje się we współczesnych czasach, ale to nie wszystko – tylko nie chcę spoilować. Polecam, bo przedstawiając historię i scenerie, autor świetnie używa niedopowiedzenia i stawia na wyobraźnię. Czyli na maksa korzysta z zalet medium. Tylko odebrałem to trochę jak Call of Duty – liniowość i popychanie do przodu jako cena za utrzymanie spójnej opowieści.

        Druga, którą grałem, to Vespers. Klasztor odcięty od świata z powodu zarazy, XIII w. bodajże.
        Vespers mają genialne ukryte smaczki, więc pokazały mi możliwości tego gatunku. Trzeba być kreatywnym w wymyślaniu komend, a w zamian świat się zmienia wraz z nami, jak u ekspresjonistów. Ale mimo wszystko. jako gra i przygodówka mnie rozczarowały. Za dużo odgadywania intencji autora i story nie jest tak detektywistyczne i straszne jak się zapowiadało na początku. NPCe tylko odburkują dwoma zdaniami.

        Teraz pewnie Varicella Adama Cadre, ale na razie przesiadam się na komputer z grami interactive ficiton, bo tylko tam działają poprawnie gry Emily Short.

        Szukam czegoś, co miałoby inny gameplay niż zwykła przygodówka. Czegoś z dyplomacją może, z polityką – albo inny zaskakujący element, byle nie „zbierz rzecz i użyj” i to wszystko :) – jeśli ktoś zna, to wymieniajcie.

        Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Oskar – jeśli sobie życzysz, powycinam to i owo, ale mi lektura tej ściany tekstu sprawiła przyjemność.

      IMHO work-in-progress jest dobry, ale ma też ma swoje wady. Wspomniałeś o Minecrafcie. Ludzie, którzy fundowali go jako pierwsi, często liczyli na znacznie więcej – że możliwość tworzenia świata zostanie osadzona w jakiejś grze pokroju Zeldy, dla nich MC bywał proof-of-concept. Niestety, gdy fenomen gry wybuchł, Notch zaczął swoje słynne serie coraz dłuższych wakacji, głosy niezadowolonych ucichły w ogólnym zadowoleniu ludzi, którym zabawa w LEGO wystarczała, i często okazywało się, że modderzy robią lepszą robotę niż twórca.

      Niemniej prawdą jest, że inteligentny twórca może zrobić z feedbackiem z bety/aktualizowanych F2P zrobić wiele dobrego. Co prawda nie jestem, łagodnie mówiąc, fanem gier MOBA, między innymi dlatego, że rebalanse na bieżąco kończą się zwykle klęskami, ale już we wspomnianym przez Ciebie Tribes: Ascend widzę znaczne poprawki względem wcześniejszych wersji. Gracz, który uczestniczy z twórcami w dopracowywaniu takich gier, przy wyjściu wersji 1.0 rozjedzie „dziennikarza growego” jak walec, zanim ten sięgnie po klawiaturę.

      Mówisz, że Twoje „recenzjowe” rozmowy przypominają solucje. Wydaje mi się, że dobra recenzja dobrej gry ma w sobie sporo solucji. Mówi nam, jakie zdolności musimy opanować, na co zwrócić uwagę, by dobrze się bawić. Porządna recenzja bijatyki czy strategii wyjawi nam raczej, co musimy opanować, by piąć się w rankingach i mieć lepsze wyniki, a nie opisze story mode. Jeśli chodzi o artgejming – dobra recenzja powie Ci, na co zwrócić uwagę w przekazie, posłuży trochę jak przewodnik po muzeum.

      Co do tych pro gamerów – widzę często, ze dziennikarze growi mają ich w nosie. Oceniając nowe materiały z „DmC” mogliby sięgnąć po pomoc ludzi uczestniczących w turniejach Truestyle, oceniając „Starcrafta” – popytać turniejowiczów. Jednak gdy patrzę na ten pierwszy, gorący przykład, widzę schemat pean-rzeczowe komentarze z krytyką robione przez weteranów-pean z ciętą uwagą o narzekaniu na włosy. Po co komu peer review, po co komu opinia eksperta – przecież z samej racji zawodu JA jestem ekspertem!

      Dzięki za ciepłe słowa o moich tekstach. Moim zdaniem rzetelna recenzja nie ma prawa poznać, póki nie opadnie kurz – nie zniknie hype, zainteresowanie wydawców w dobrych ocenach, nie powstaną patche itd. Są gry, przy których dzieje się to wolno (zwłaszcza multi), i takie, przy których dzieje się to szybko. Zawsze jednak warto poczekać, przy czym jednak warto byłoby jednak stworzyć tekst jak najszybciej, bo ludzie z wiadomych względów się niecierpliwią, non?

      Zappa twierdził, że pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury, i się z nim zgodzę (krytycy muzyczni mają gorzej niż nasi). Niemniej niektóre blogi piszące o muzyce są świetne i pokazywały mi ciągle nowe kierunki muzyczne (wiele nie przeżyło niestety upadku Megaupload, w tym mój nieodżałowany holyfuckingshit40000, nazwany tak na cześć Have A Nice Life, które serdecznie polecam). Warto paru takich poszukać.

      Edit: Ściana tekstu za ścianę tekstu… no, to jesteśmy kwita.

      Odpowiedz
      1. Oskar Świerad

        ;)

        „Zawsze jednak warto poczekać, przy czym jednak warto byłoby jednak stworzyć tekst jak najszybciej, bo ludzie z wiadomych względów się niecierpliwią, non?”

        Tak. Często są sytuacje, że czekam się z kilkoma osobami na Syndicate czy Borderlands i zastanawiamy się, czy warto. Więc może… inna forma tekstów jest potrzebna. Kilka części, z uczciwym zaznaczeniem co autor jeszcze planuje sprawdzić w grze?
        Mniej więcej w takiej formie Niezgrani opisali TERĘ.
        NEO+ próbowało opóźniać recenzje multiplayera o miesiąc, nie wiem jak jest teraz. Wolałbym żeby najpierw opisali wrażenia, a potem ewentualnie rozwinęli temat, ale dobrze, że eksperymentują.

        Art games i przewodnik po muzeum – ładnie określone. Chociaż mam nadzieję, że art games pozostaną w „growym” obszarze zainteresowań , nie wylecą do galerii jak video art ;)

        Truestyle – nie wiedziałem, że coś takiego jest! :) Do sprawdzenia na YT, koniecznie.

        Blogi o muzyce – podlinkowałbyś coś, proszę? Szukałem swego czasu, ale jak człowiek nie jest w coś wkręcony 100%, to jednak nie jest tak łatwo.

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          Internet daje szansę na najróżniejsze podziały tekstów, choćby na te wczesne wrażenia i końcową recenzję. Ale większość ludzi ma to gdzieś i kopiuje wzorce z prasy. :V

          Truestyle polecam, bo to coś wyjątkowego na skalę gamingu – ludzie współzawodniczą… w byciu cool? Wątpię, by robili to na podobną skalę w „DmC”, niestety. Z gry wyleciały nawet taunty.

          Co do muzyki, czas na offtop… polecam przede wszystkim ostatnią dostępną kopię HFS40000 – http://web.archive.org/web/20110718134542/http://holyfuckingshit40000.blogspot.com/
          Brakuje trochę płyt, ale to obecnie najbardziej kompletna wersja tego bloga.

          Obecnie siedzę w społeczności zebranej wokół 4chanowego /mu/ – polecam więc ich essentiale. Tu jest jedna z ich list „lektur obowiązkowych”, które każdy na forum powinien znać, a przynajmniej bardzo mu się to przyda:
          http://info.stylee32.net/Music/general%201.jpg
          Wiele płyt już pewnie znasz (najważniejsze są IMHO płyty przed klasykami, muzyka współczesna jest cudowspaniała i 9gagowa/kwejkowa młodzież powinna się jednak przymknąć z lamentami za Queen i podobnymi), kilku nie polubisz, ale już będziesz wiedział, w jakich gatunkach im zaufać. I wtedy wpisz w google „/mu/ flowcharts” czy „/mu/ essentials”, zobacz te flowcharty, które wiążą się z ulubionymi zespołami czy gatunkami i eksploruj dalej.

          A czego głównie słuchasz, jeśli mogę spytać?

          Odpowiedz
          1. Oskar Świerad

            Heh, spędziłem już z parę godzin od wczoraj przeglądając to /mu/ i flowcharty i słuchając płyt. Dobrze rzeczy :) Essential wyżej też jest solidny. Ale! – nadal nie wiem, jak powstaje essential? I komu mam tak, jak mówisz, zaufać, w zalewie ‚dude bro’ postów co refresh? :) Domyślam się że w tym chaosie tkwi siła /mu/, mimo wszystko jak to noob czuję się overwhelmed

            U mnie… do tej pory rządzili Opeth, Dream Theater „Awake” i Mastodon „Blood Mountain”, mimo że ogólnie prog metal mnie nudzi. Dead Can Dance uwielbiam praktycznie każdy album. Ostatnio top 5: Mos Def, Kanye West, The Roots (różnorodność stylu i emocji! w przeciwieństwie do polskich smutnych kawałków), Clams Casino „Instumentals”, Masafumi Takada NHM OST (dunno why, tak po prostu :) )

          2. Michał Ochnik

            @Oskar

            Nowy album reaktywowanego Dead Can Dance mnie osobiście lekko rozczarował. Jeśli nudzi Cię prog metal, to serdecznie polecam choćby „The Human Equation” z projektu Ayreon (i, w ogole, wszystkie płyty Ayreona) i Guilt Machine z ich cudownie rozbudowanymi kompozycjami.

          3. Oskar Świerad

            No tu popełniłem gafe, bo akurat ostatniego albumu nie sprawdzałem. Z „Human Equation” dobrze trafiłeś – lubię, sporo słuchałem. Swego czasu też Star One. Guilt Machine mnie ominęło, sprawdzę. thx

          4. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            >NMH OST
            Przyjacielu. Bracie. Osobiście po latach wolę OST z „Killer 7” z racji jego różnorodności, ale Takada pokazał swój geniusz w każdej z „głównych” gier Sudy.

            /mu/ wytworzyło własną kulturę, w którą trzeba jakiś czas wchodzić. Są płyty dla patrycjatu i plebsu, „największe dzieło wszechczasów”, czyli „In The Aeroplane Over The Sea” Neutral Milk Hotel (indie, które połowa boardu kocha, połowa nienawidzi), postironiczne stężenie ironii w pogoni za hipsterstwem.

            Trochę trzeba szukać tego, co wartościowe, a wartościowe są na przykład sharethready, na których wszyscy dzielą się ulubionymi albumami, i dyskusje na temat określonych płyt, które albo są dobre, albo nie. *śmiech* Ale jeśli znajdziesz gdzieś flowchart z możliwością komentowania, zakładam, że ludzie pod obrazkiem wypiszą Ci czarno na białym, dlaczego ta lista się nie nadaje i co by pozmieniali… przy okazji obrzucając twórcę epitetami. (Aha, na chanarchive znajdziesz poprzednie sharethready).

            Żeby coś polecić na koniec – może Nujabes? Genialny japoński twórca instrumentalnego hiphopu, który współpracował też często z undergroundowymi raperami z USA. „Metaphorical Music” jest przepiękne.

          5. Oskar Świerad

            Dzięki wam obu. Będzie czego słuchac, wszystko to nowe nazwy dla mnie
            @Adam: Sebenza – wypas! Artykuł ciekawy, na jutro zostawiam sobie odsłuchanie embedów

    2. Olaf Szewczyk

      @Oskar „Ściana tekstu”.

      Bardzo lubimy, gdy jest dużo tekstu. To miejsce tak ma, na przekór rzekomym internetowym standardom.

      Poza tym wcale nie „ściana”. WordPress sam ładnie rozdziela akapity w tekstach autorów, a i Ty o to zadbałeś. Nie ma potrzeby tego ciąć, bo po cholerę niby?

      Łatwo

      się

      to

      czyta.

      Amatorzy krótkich, prostych żołnierskich warknięć mają dla siebie Twittera :).

      Odpowiedz
  11. Void

    Dobrze ujęte.
    Od dawna nie czytam serwisowych „recenzji”, bo tak naprawdę nic z nich nie wynika. Składają się z ogólników („dobrze się bawiłem”), i opisów załączonych obok screenshotów, które sam mogę obejrzeć.
    Brakuje mi porównania wprost do najbliższej konkurencji w gatunku, w przypadku serii gier – opisu zmian w stosunku do poprzedniej odsłony.
    Praktycznie nie zdażają się recenzje odradzające kupno gry, a gdy już się taka zdarzy to wynika zazwyczaj z kompletnego niezrozumienia konwencji i gatunku przez „recenzenta”.
    Jedynymi miejscami gdzie udaje mi się dowiedzieć czegoś istotnego jest RPS, codex (ale tam trzeba przebijać się przez wiele kiepskich komentarzy by trafić na te wartościowe) i ten blog. Najlepszą znaną mi grą do testowania wiarygodności serwisu jest Knights of the Chalice.

    Odpowiedz
  12. Void

    Wyszedł Uprising 44. Jestem ciekaw jak to „działo” potraktują zawodowi recenzenci.
    Tradycja „Wilczego szańca” nie umarła w krajowych produkcjach.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Wyszedł tak znikąd, hm? Na trailerze widzę potężne slowdowny, ech.

      Obejrzałem gameplay z pierwszej godziny gry, ciała w cutscenkach znikają, widok w częściach RTS jest ucinany przez kontur lornetki (telepatyczne przekazywanie rozkazów?), część strzelankowa wygląda ze względu na bezsensowne animacje komicznie, fabuła na początku to „dwóch nudnych komandosów i ładna panna strzelają”, bohaterowie zabijają dziesiątki Niemców bez problemu… Wygląda to jak budżetowa gra na Androida.

      Najlepsze jest to miasto, które wygląda jak tania sklejka z wszystkich miast w grach wojennych.

      Odpowiedz
  13. mpiwo

    „Fani „Gothika” nie są zadowoleni”

    Fani Gothika nigdy nie są zadowoleni. Fani Gothika, na pierwszą krytyczną wzmiankę na temat ich ulubionej gry, zlatują się tabunami i atakują personalnie autora tekstu/materiału, grożąc mu na przeróżne sposoby i lamentując nad aktem płciowym, który doprowadził do poczęcia tegoż autora.

    Przypadek Mass Effecta 3 jest dość ciekawy pod innym względem – względnie głośna grupa graczy prowadziła kampanię przeciwko twórcom, ale wciąż był to procent wszystkich kupujących. Czy więc recenzent powinien brać pod uwagę ich zdanie, kiedy pisze swoją recenzję? Czy recenzent nie powinien wyrażać swojego zdania niezależnie od nacisków wydawców i nacisków graczy?

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Z Gothikiem to trochę prawda, cóż, gra popularna w gimnazjach, to ma często dość brutalnych i niezbyt dobrze wychowanych fanów. Niemniej tym bardziej nie wyobrażam sobie bez niej list kultowych gier – przecież i stare wygi, i trzynastolatki w to grają. Niemal nabożny kult fanów starej daty i te nieszczęsne setki ivonowych przeróbek na YT o czymś jednak świadczą. Tyle ode mnie na temat tej listy na Gadżetomanii, uważam to za co najmniej dziwny twór.

      Ależ oczywiście, że recenzent powinien wyrażać własne zdanie, tak pisze choćby Erik Kain, którego twitterową wymianę zdań ze Sterlingiem na ten temat zamieściłem w tekście. Tylko że jeśli spodoba mu się coś, co według 90% graczy w internecie jest napisane koszmarnie, co przeczy wszystkim zapowiedziom, co wychodzi na przeciw wszystkim motywom ustalonym przez dwie poprzednie gry i sprawia, że środkowy akt staje się niemal bezsensowny – to czytelnicy mają prawo go uznać za kogoś, komu nie można ufać, krytykiem dla gimnazjalistów. Tylko niektórym imponuje już pozycja „pana z gazety” czy „pana z internetu”, wśród naprawdę obeznanych trzeba sobie wypracować renomę i pokazać, że zna się na rzeczy, a recenzowanie gier składa się i z oceny muzyki, grafiki, scenariusza, gameplayu… Trzeba być specjalistą i obeznanym krytykiem.

      „Względnie głośna” to IMHO zbywanie tej grupy. To samo mówiono o DA2, a sprzedaż pokazała, że spora grupa fanów ma inne standardy, niż recenzenci. Ciężko jest znaleźć osoby, które DA2 sobie cenią, nie jest to niemożliwe, ale jednak. Widzę psychofanów ME, którzy ignorują DLC do ME3, nawet BioWare Social zraziło się do gry. BioWare już nie jest cenione, a odejście dwóch doktorów wcale nie pomoże ich imidżowi.

      Recenzent jest graczem i powinien być głosem doświadczonego gracza, a stawia się nie na pozycji przewodnika, a dobrego kumpla z kanapy, który nie chce urazić uczuć twoich i twórców. Zabawna też jest sprawa tych nacisków – recenzenci są nieugięci, gdy chodzi o krytykę ich recenzji przez społeczność graczy, a w kontaktach z wydawcami tylko kiwają głową i zgadzają się na żenująco niskie standardy traktowania za ekskluzywny nius czy reklamę.

      Odpowiedz
      1. mpiwo

        W ogóle fani jakiejkolwiek gry to osobnicy brutalni werbalnie, szczególnie kiedy czują, że ich gra jest atakowana. Zdaję sobie sprawę, że często pojawiający się pod naszymi zestawieniami tekst „A gdzie Gothic” wynika właśnie z popularności tej gry.

        Co do słuchania grup nacisku graczy, to jest to naprawdę spory problem. Bo w którym momencie wokalna w necie grupa staje się grupą na tyle reprezentatywną, żeby słuchać ich głosu? W przypadku DA2 wiemy dopiero teraz, że ta grupa, która płakała tuż po premierze miała w jakiś sposób rację, ale widzimy to dopiero teraz. Jak będzie z Mass Effectem 3? Kiedy będziemy mogli to ocenić? Po premierze kolejnej gry? Jak ocenić to w tydzień po premierze?

        Z naciskami i z niskimi standardami już bym był bardziej ostrożny. Walki recenzentów z użytkownikami widzimy w komentarzach i na forach. Walk recenzentów z wydawcami nie widzimy, bo odbywają się w mailach oraz przez telefon. Zawsze można zrobić coś takiego jak VG247 i po prostu nie pisać recenzji, wrzucać wszystkie newsy jak lecą, a w felietonach o branży pisać, że „dziennikarze są od tego, żeby wspierać sprzedaż”.

        IMHO nie jest tak źle z polskimi recenzjami. Kiedyś było gorzej. Głównym ich problemem jest to, że zazwyczaj, aby zostać osobą piszącą o grach, trzeba „grać w gry od x lat” i to wystarczy.

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          „Głównym ich problemem jest to, że zazwyczaj, aby zostać osobą piszącą o grach, trzeba „grać w gry od x lat” i to wystarczy.”

          Tak. Więc:

          „Bo w którym momencie wokalna w necie grupa staje się grupą na tyle reprezentatywną, żeby słuchać ich głosu? (…) Jak będzie z Mass Effectem 3? Kiedy będziemy mogli to ocenić? Po premierze kolejnej gry? Jak ocenić to w tydzień po premierze?”

          Przede wszystkim – nie wydaje mi się, by warto było stawiać jakieś mury, podziały między recenzentami a krytykami na forach. W przypadku ME3 rozczarowanie i żal przesiąkły już nawet komentarze na YT, gdzie zwykle reakcje na ataki na grę to „hejterzy będą hejtować xD”. Ludzie na sieci też są krytykami, niektórzy będą doszukiwali się wad tam, gdzie ich nie ma, inni przedstawią argumenty. Tych ostatnich trzeba wysłuchiwać.

          Zastanawiam się, czy pierwsza reakcja na ME3 nie wynikała z tym, że wczesni recenzenci nie zapoznali się z pozostałymi zakończeniami. Wielu ludzi stwierdzało przy premierze „cóż, to było dziwne”, wbijali na sieć, by zobaczyć, co zrobili źle, i widzieli filmy z tym samym zakończeniem w trzech kolorach. Ludzie grający przed premierą nie mogli tego zobaczyć. Tylko spekuluję, ale możliwe, że Silent Hill HD też zbierałby wysokie noty, gdyby wściekli fani nie zaczęli wymachiwać redaktorom przed nosem dowodami na to, jak paskudną robotę zrobiło Hijinx Studios. Pierwszy zobaczył to wspomniany w tekście Sterling, a że porażka była to taka, że nie mógł jej zignorować – skrytykował kolekcję i dostał od Konami po kieszeni, gdyż cofnęli im reklamy.

          Recenzent nie może dziś liczyć na to, że z racji pozycji uzna się go za speca. Mam w nosie to, co Destructoid uważa o „DmC” (a uważa, że będzie to arcydzieło), kiedy fani pokazują, co jest nie tak:
          http://www.youtube.com/watch?v=903X23ISK-o
          http://www.neogaf.com/forum/showpost.php?p=37671157&postcount=226

          Co ma zrobić recenzent – ten dobry, nie ten o szybkości i SEO? Wgryźć się w game design, edukować się, szukać opinii w internecie i dyskutować z nimi, przez to stać się tak surowym krytykiem, że „6+” będzie u niego tytułem godnym uwagi, pokazywać, że zna się na rzeczy. Porządnie uargumentowany tekst, nieważne, czy się z nim zgadzamy czy nie, jest czegoś wart. Pod moim tekstem o „Nierze” pisałem, że mógłbym zrobić i recenzję pochwalną, i miażdżącą tę grę, niemniej krytyka w internecie była co najmniej licha. Tylko argumenty i analiza, nie prześlizgiwanie się po grze i wypisywanie jej cech.

          Wiesz, jeśli zakończenie ME3 zaprzecza motywom ustalanym przez inne dwie gry, jest pisane przez najgorszego scenarzystę w serii (już po ME2 ludzie narzekali na Waltersa – „Hack Walters”, kto by pomyślał, że będę tęsknił za Karpyshynem, który popełnił jedną z najgorszych książek, jaką w życiu czytałem), zaprzecza obietnicom sprzed premiery („nie będzie wyboru A, B i C”), niczego nie rozwiązuje – kończy kilkuletnią podróż tak źle, jak to tylko możliwe. Powiedz mi, czy znasz kogoś, kto to obronił? Ludzie przebąkują coś o porównaniach do Clarke’a, ale to bzdura, nagłe zmienianie space opery w pseudofilozoficzny gniot to nie „Koniec dzieciństwa”.

          Odpowiedz
          1. Michał Ochnik

            @Aleksander
            „kto by pomyślał, że będę tęsknił za Karpyshynem, który popełnił jedną z najgorszych książek, jaką w życiu czytałem”

            Podaj tytuł. Zgaduję, że coś ze Star Wars?

          2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Nie, coś z Baldur’s Gate. Czytałem też coś z Revanem (?), nigdy więcej.

            Tylko pierwsza książka w uniwersum „Mass Effect” była w miarę… sprawna. Choć to też nic wyjątkowego, taka przystawka przed grą.

          3. mpiwo

            „Przede wszystkim – nie wydaje mi się, by warto było stawiać jakieś mury, podziały między recenzentami a krytykami na forach”

            No tak, ale jakieś trzeba. Ostatecznie i tak każdy z nas w swojej głowie decyduje, gdzie leży granica między argumentem głupim a argumentem mądrym. Trochę za dużo jest w sieci tych wypowiedzi, żeby słuchać się większości albo nawet połowy.

            Co do szybkości pisania recenzji, to zgadzam się w pełni. Na dzień premiery lub po filmik z komentarzem, może tekst z wrażeniami, ale recenzja powinna być czymś, co zostaje, a nie czymś, co sobie jest przez chwilę i znika. IMHO w tej działce pisarstwa kulturowego panuje pęd za nowością, a za rzeczy stare uznaje się już gry roczne. Osoba recenzująca powinna najpierw profesjonalnie pokazać, na czym to wszystko polega, a potem zacząć się wgryzać. Taką recenzję, po miesiącu, bym przeczytał.

          4. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Zgodnie z prawem Sturgeona 90% komentarzy będzie idiotyczna, ale warto szukać tych dziesięciu.

            Jeśli wpisujesz się w jakąś „szkołę” dobrego game designu, wiesz, czego oczekujesz po dobrze skonstruowanych systemach gry, a także masz jakieś oczekiwania względem dobrze napisanej historii i znasz mniej więcej zasady, na jakich opiera się jej konstrukcję – możesz oddzielić ziarno od plewu. (Swoją drogą przewertowałem niedawno z nudów w bibliotece książkę o game designie autorstwa kogoś z Bethesdy – przestrzegał w niej przed tworzeniem nieśmiertelnych NPC, hehe).

            Analiza elementów gry to czasem ciężka orka, bo albo musisz wejść w głąb filozofii gry zamiast cieszyć się nią powierzchownie, albo grać w nią bardzo długo, by zrozumienie przyszło samo. Większość graczy tego nie robi i dlatego po 5h gry wrzeszczy „TA GRA TO DRUGIE PRZYJŚCIE JEZUSA NA ZIEMIĘ” w komentarzach pod krytycznymi recenzjami, a po paru miesiącach przebąkuje „w sumie ten gość miał rację”… Na krótką metę znacząco bardziej się opłaca wpisywać w oczekiwania, ale szkodzi to medium i jego odbiorcom.

        2. Void

          W ogóle fani jakiejkolwiek gry to osobnicy brutalni werbalnie
          Raczej zależy to od gry. Na pewno bluzgają na siebie i innych gracze Grand Theft Auto lub Call of Duty, bo te gry przyciągają głownie takich ludzi.
          Zupełnie inaczej sprawa wygląda z środowisku wielbicieli serii Steel Panthers.

          Odpowiedz
          1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Nie do końca, recenzja „Journey”, do której linkuję w tekście została w wielu komentarzach zaatakowana dość prymitywnie, mimo, że w pierwszym akapicie autor mówi, że ceni sobie growy arthouse. Każdy fandom ma swoich tępych zakapiorów.

            Myślę, że fani Steel Panther też by się wściekli, gdyby jakiś ignorant ocenił ich grę po łebkach, tak jak fani shmupów – niemniej to są takie nisze, w których ludzie trzymają się razem i zwykle śmieją się z mainstreamu we własnym gronie. Art gaming jest obecnie często na świeczniku, więc i fanów ma bardziej widocznych, w tym tych mniej rozgarniętych.

          2. mpiwo

            Chcesz powiedzieć, że fani starych gier turowych nie będą bronili swoich ulubionych gier przed atakami prawdziwymi i wyimaginowanymi i nie poczują się obrażeni, gdy ich gry zabraknie w zestawieniu najlepszych turówek wszech czasów? :)

          3. Void

            Nie tyle chodzi mi o turówki, tylko o gry posiadające „próg wiedzy na wejściu” dedykowane dla graczy poza gimnazjum, w przeciwieństwie do wysokobudżetowych tytułów „AAA”. Te pierwsze przyciągają na lata, a dyskusja toczy się przykładowo na temat podejścia kompanią zmechanizowaną do wioski, z odniesieniami do bitew historycznych i dokumentów armii, a w tych drugich do… ascii-penisów i przerzucania się tytułem nobów.
            Inna sprawa że turówki odstraszają gimbazę.

  14. Michał Ochnik

    @mpiwo

    „Fani Gothika nigdy nie są zadowoleni. Fani Gothika, na pierwszą krytyczną wzmiankę na temat ich ulubionej gry, zlatują się tabunami i atakują personalnie autora tekstu/materiału, grożąc mu na przeróżne sposoby i lamentując nad aktem płciowym, który doprowadził do poczęcia tegoż autora.”

    Wypraszam sobie (jako fan Gothica). Akurat fani są boleśnie świadomi wad ich ulubionej gry. A hejterzy zdarzają się wszędzie, środowisko fanów Gothica nie jest tu jakoś przez nich nadprezentowane.

    Odpowiedz
  15. Caligari

    Bardzo dobry tekst, z większościa punktów się zgadzam. Szczególnie z opisem polskiej publicystyki – zawsze mnie śmieszył fakt, że niemal każdy portal musi mieć serię w stylu „ Klasyka gier”, gdzie zawsze mielone są te same tytuły.

    Jednak mam jedno małe „ ale”.

    „konsole w Polsce zaczęły się tak naprawdę dopiero w tej generacji”

    Nie rozumiem krytyki tego zdania. Przecież to prawda.

    Ok, istniały grupy grające na PSX/PS2, a nawet wcześniejszych konsolach, ale to była nisza. Z biegem lat coraz większa, ale jednak nisza. Gdy zapytam kogokolwiek z mojego otoczenia (a w większości to osoby które nie grają) czy kojarzą Tekkena albo Final Fantasy VII, wzruszą tylko ramionami. Pecetowe produkcje (np Heroes III, Quake czy Gothic) zna niemal każdy.

    Do powszechnej świadomości, czyli tzw. mainstreamu przebiła się dopiero obecna generacja. Wystarczy spojrzeć ile konsolowych gier polonizowano dawniej, a ile obecnie. Kilka lat temu to się kompletnie nie opłacało.

    Odpowiedz
  16. Surin

    Polska była w latach 90. niewątpliwie twierdzą PC… Jak wiemy ze statystyk, w dalszym ciągu jesteśmy silnym, europejskim blokiem monogamii sprzętowej :) Deklarowana platforma growa w pismach pism branżowych w tych latach również kierowała się silnie w stronę blaszaków. Pisma konsolowe były w zasadzie w fazie embrionalnej. PSX potrzebowało u nas naprawdę wiele czasu, żeby odciąć się od kafejek, wypożyczalni i umieszczania tej konsolki jako ciekawostki rodem z salonu gier (domowe przedłużenie typu „insert coin”).

    Odpowiedz
    1. Pita

      „Pisma konsolowe były w zasadzie w fazie embrionalnej.”

      Za czasów PSXa co drugi mój znajomy miał konsolę i daleko było temu do ciekawostki, bo wtedy były spore napięcia dotyczące platform – i nie dziwne, ze czytelnicy prasy pecetowej deklarowali, że grają na pececie. A gier na konsole nie opłacało się lokalizować bo większość grała na piratach. A jednym z dowodów na to był fakt, że nigdy wcześniej, ani później nie było TYLU pism konsolowych naraz – PSX Fan, Playerstation Plus, Neo, Neo Plus, PSX Extreme, bodajże Gamer, PSM, niemieckie magazyny z płytami z „ulotką po naszemu”, pisma których nazw już nawet nie pamiętam. Całe tony gazet, gazetek. Turnieje – w Tekkena, Gran Turismo, Crasha.

      Niszą może było Nintendo i SEGA, ale nie Sony.

      Odpowiedz
    2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      @Caligari, Surin
      PSX to może za wcześnie, by uznać konsolowy gaming w Polsce za odpowiednio duży, ale ignorowanie PS2? Gry na PS2 pod koniec tej generacji ciągle da się znaleźć w każdym większym sklepie (ciągle dodrukowywane są gry Capcomu), działy z PS2 są większe niż te związane z Nintendo. Ludzie nie grali wtedy za czasów peesdwójki w FIFĘ, bo była wtedy beznadziejna, grali za to w PESa; Tekken był i nadal jest cholernie popularny, parę razy widziałem wzmianki o nim w TVN, nawet po premierze PS3 ciągle okupował pierwsze miejsca sprzedaży w okolicznych hipermarketach czy w Empiku, moi pecetowi znajomi go znali i w niego grywali, a kiedy grywałem na handheldach w pociągu, prowokowałem parę razy wśród dziewczyn obok rozmowę o Tekkenie. Pecetowcy zazdrościli peesdwójkowcom MGS3, Okami, Shadow of the Colossus, i pożyczali konsole, by móc je przejść.

      Jest więcej reklam, mamy polski oddział Sony, ale to nie znaczy, że nagle jest znacznie lepiej, niż było, że Uncharted powaliło miliony. Więcej ludzi zna Crasha niż Nathana Drake’a. W 2007 widziałem znacznie częściej PS2 u znajomych, niż obecnie PS3 w ogóle.

      Odpowiedz
      1. Caligari

        @Aleksander
        Prawda, nie powinienem do jednego worka wrzucać PSX i PS2, to faktycznie inny poziom popularności.
        Gry z artykułu w Gadżetomanii pochodziły z przełomu wieków i głównie o tym okresie myślałem jako o niszowym. Póżniej było dużo lepiej, choć pamiętam ludzi którzy po zobaczeniu stojącego u mnie PS2 pytali gdzie kupiłem takiego dziwnego Pegasusa (ale to były skrajne przypadki).

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          Rozumiem. Jeśli miałbym jednak wskazywać na prawdziwe przebudzenie konsolowe w Polsce, bez wahania wybrałbym PS2. Wtedy nawet pecetowe CDA zaczęło zmieniać zdanie o PlayStation, a wielu właścicieli PC zaczęło wyklinać te złe konsole, które kradną im gry i zostawiają słabe porty.

          Obecną generację wybraliby głównie dziennikarze, którzy zaczęli mieć lepsze kontakty z ludźmi w branży, hm.

          Odpowiedz
          1. Krusty

            Veto pierwszy xbox to jednak to jest ta chwila. Przed nim gry które wychodziły na pc i konsolę to jednak były dwa różne światy które rzadko się spotykały. Ja byłem w tych dwóch i jedynie przy FIFIE czy GTA mogłem obserwować jakieś większe zainteresowanie obu stron. Normalnie to pecetowca nic nie obchodziło Final Fantasy bo to była bajeczka dla dzieci a konsolowca Planescape bo to jest książka a nie gra.

  17. Barnaba "b-side" Siegel

    Bardzo ciekawe spostrzeżenia, choć kilka dosyć kontrowersyjnych.

    Między recenzją gry i recenzją filmu jest jedna, ale to bardzo zasadnicza różnica. I dosyć oczywista.

    Film trwa 1-2 godziny. Recenzent ogląda go raz. Ma mnóstwo punktów odniesienia, bo takich 1-2 godzinnych filmów jest w stanie obejrzeć pewnie 7 w tygodniu. Jest więc w stanie (o ile mu na to talent i warsztat pozwala) profesjonalnie wypowiedzieć się po jednym seansie. Albo dwóch, jeśli naprawdę uważa, że film na to zasługuje.

    Wypowiedzenie się natomiast nawet o takim Call of Duty, uznawanym powszechnie za grę dosyć prostacką, to spędzenie 5-6 godzin przy samej kampanii. Czyli 3 razy dłużej niż przy filmie. Natomiast, jak postuluje autor, recenzja powinna wyczerpywać również te tematy, które są poruszane na forach, więc do zgłębienia jest tryb multiplayer oraz spec-ops, co daje dodatkowe 6 godzin. A najlepiej ze 30, żeby już dosadnie wypowiedzieć się o zaletach i błędach. Przy ograniczonym czasie, w jakim ma pojawić się recenzja w piśmie, te „wpadki” zawsze będą. W lepszej sytuacji jest on-line, bo może podzielić recenzję na część single i multi, ale przy takim natłoku wydarzeń w jednej kampanii, i tak naprawdę niewielu punktach odniesienia, porządna recenzja jest faktycznie czymś trudnym. Na pewno nie „niewykonalnym”, ale napisanie jej z sercem nie jest prostym zadaniem.

    Nie rozumiem natomiast przytyków do Piotrka Gnypa – osobiste?
    Przecież zdanie „konsole w Polsce zaczęły się tak naprawdę dopiero w tej generacji” to oczywiste wskazanie na to, że dopiero current geny równają się z PC (na to przynajmniej wskazuje sprzedaż gier). Jeszcze 15 lat temu konsola (wyjąwszy podróbki NESa i SNSa) była czymś nietypowym w domu. I fakt, była scena miłośników bijatyk, ale gdzie jej było do sceny jaka wytworzyła się wokół Quake’a III czy Counter-Strike’a???

    Nie dziwię się też, że tekst o „kultowych grach” powstaje na podstawie sondy na Facebook. Nie wiem czemu ma to śmieszyć, ankieta na Facebooku też może być bardzo dobrym źródłem. W końcu to nie artykuł o podsumowaniu list przebojów z pism z lat ’90 tylko o tym jakie gry ludzie DZIŚ uznają za kultowe.
    A „braki” można wymieniać zawsze, ja nie znalazłem tam kultowego dla mnie Duke’a 3D – tylko o czym to świadczy. Artykuły powinny być o jakiejś czołówce czy o setce gier na podstawie szerokich badań?

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Hej. Więc:

      1) O recenzjach. Nie chodzi mi o długo tworzoną analizę gry, a dobrą analizę gry. W pewnym momencie, w którym zacząłem porzucać czasopisma growe jako zbyt nudne i proste, sam zacząłem rozbijać gry, w które gram na czynniki pierwsze, analizować, jak wszystko gra ze sobą. Było to bardziej męczące, ale bardziej wynagradzające i wcale nie zajęło więcej czasu. I zacząłem wyciągać wnioski – takie systemy lootu są rozsądne i działają, takie nie działają i są złe. Albo na przykład te uniki, w których każda klatka animacji jest nietykalna i które można anulować w kolejny unik, to zupełna porażka, sprawiają, że gra jest banalna. Potem patrzyłem na całość i oceniałem grę.

      Nie widzę takiej analizy w recenzjach, i głównie to mnie martwi. Nie widzę też tych pisanych z sercem. Wszystko to fastfood. Niewiele więcej wart, niż to, co wypisane w rubryce „pierwsze wrażenia”, a gdy potem te same strony, które recenzują gry, tworzą te przeklęte topy, wyglądają one zupełnie inaczej, niż można byłoby spodziewać się po ocenach i recenzjach. Dlaczego nie widzialem przy premierze takich recenzji D3, jak ta? http://loudhouse.vg/

      2) Hah, nie osobiste, Piotra Gnypa przecież osobiście nie znam ani nigdy się z nim nie kontaktowałem (możesz go spytać, czy w ogóle wie o moim istnieniu, czy coś w ten deseń). To przytyki z zasady.

      Dla mnie sprawa jest jasna – rankingi zostawia się ekspertom. Chcesz robić „Top” gier na PS3? Jasne, droga wolna, jeśli zagrałeś w każdą z gier na PS3. Inaczej mam twój ranking gdzieś, bo nie mogę uznać cię za eksperta w danej dziedzinie. Jeśli chcesz robić takie durne rankingi, nazwij je uczciwie – „Najpopularniejsze gry wg czytelników Gadżetomanii”. W przypadku topu PS3 „Moje ulubione gry na PS3”. Nie prowokuj dyskusji dla odsłon i komentarzy, graj fair. Przedstaw uczciwie tę listę, zamiast burzyć przypadkowych czytelników.

      I NIGDY, PRZENIGDY NIE RÓB TAKICH LIST, JAKA TERAZ WISI U NICH NA SZCZYCIE. Nawet nie podlinkuję, ale to „7 głupot w grach opartych na myśleniu”, „zabawnie” krytykujące uproszczenia w przygodówkach. „Hehe, gry wideo to nie rzeczywistość”. Przynajmniej w komentarzach znajdziesz teksty typu „Bezpowrotnie straciłem 5 minut ze swojego życia na przeczytanie” i „Kogo zatrudniają w Hyperze…”. Panie Piotrze, może czas na jakiś quality assurance?

      Co do konsol – nie, nie, nie, nie zgodzę się. Pisałem już to, co wyżej, dodam więc jeszcze – obecna popularność „Tekkena”, gdzie marka jest tak silna, że pobliskie Empiki nie przyjmują już z powodu ich nadmiaru kopii zawodzącego „Street Fighter x Tekken”, nie wzięła się znikąd. Popularność „MGS”, gdzie czasopisma przy okazji premiery MGS4 wrzucały Snake’a na okładkę, nie wzięła się znikąd (listy z wąglikiem wysyłane krytycznym recenzentom, pamiętacie?). Przypomnę, że wiele z tych pecetowych gier też ukazywało się w „ciemnych czasach”, gdzie piractwo na PC było znacznie powszechniejsze z powodu wyższych cen, i mało kto wierzył, że CDP uda się coś zmienić. Mamy oceniać gry po sprzedaży? Czy „Transformers 2” to film kultowy?

      To, że w Mediamarktach sześć lat po zmianie generacji gry na PS2 zajmują połowę miejsca przeznaczonego dla gier na PS3, o czymś świadczy. Ba, podczas ostatniej wizyty w Empiku zobaczyłem tam FIFĘ 13 na PS2. Nie olewajmy Czarnulki w pościgu za „the next big thing” i w dzikiej pogoni za nowościami, kiedy zostało tyle klasyków do odkrycia przed publicznością. Popularność konsol to efekt kuli śniegowej, gdzie szalona popularność PS2, kilkukrotnie większa od peestrójkowej odbiła się i na naszym kraju.

      Odpowiedz
      1. Barnaba "b-side" Siegel

        1. Ale ja także uważam, że recenzje gier POWINNY BYĆ znacznie głębsze, dokładniejsze. I że absolutnie DA się to zrobić – sam to od wielu lat staram się praktykować i mam nadzieję, że czasem mi wychodzi :).

        Chodzi mi głównie o bardzo nieostre porównanie z recenzjami filmowymi. Recenzencie filmowi mają, względnie, znacznie prostsze zadanie. I krótsze. Rzadko kiedy widzi się recenzję filmową o takiej długości jak recenzja topowej gry.

        2. Natomiast totalnie nie zgadzam się z tymi argumentami o popularności konsol. To, że jest w Polsce kilka kultowych tytułów (głownie bijatyk) nie oznacza wcale, że były powszechnie(!) lubiane i ogrywane. Porównaj popularność wspomnianych przez Ciebie gier z popularnością tych, które ja wymieniłem. I wieloma innymi grami PC – ilu zaczepionych na ulicy dwudziestolatków grało w Tekkena, a ilu w Herosów 3? To zupełnie inny pułap. Zobacz ile było pism PC, a ile konsolowych i jakie były ich nakłady. Nawet w latach 2002-2003 multiplatformowy PLAY przerzucił się szybko na pisanie głównie o PC.

        Oczywiście sprzedaż pism czy sprzedaż gier nie są bezwzględnymi kryteriami, ale jakieś przyjąć trzeba, żeby poznać fakty. Można też zastanowić się ilu znajomych w dawnych czasach miało konsole – w latach 1995-2005 poznałem może 5 które miało konsole (PS2 albo Gamecuba). I pewnie setki tych, którzy grali na PC.

        A PS2 owszem, miało swoją niszę, gdy było current genem, ale zyskało na popularności później dlatego, że po wejściu na rynek PS3 stara wersja bardzo mocno staniała (bundle po 500zł). To nie jest tak, że w momencie wejścia na rynek obecnej generacji była już gigantyczna liczba użytkowników.

        3. Ja nie mam NIC przeciwko rankingom. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby traktować je z przymrużeniem oka, a nie śmiertelnie poważnie. Większość zresztą ma taki charakter – satyryczny. Lubię je, bo często ich autorzy wyciągają absolutnie archaiczne albo prawie nieznane tytuły. Albo przypominają właśnie klasykę w jakimś zabawnym kontekście.

        Kończąc – ja bym na Twoim miejscu skupił się na jednym-dwóch wątkach artykułu, a nie bardzo wielu, które pozostają niedopowiedziane czy narażone na (słuszne) ataki :)

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          1) Prawda, że prostsze. Jednak da się i powinno się robić rzetelniejszą krytykę gier – widzę, że obaj o tym wiemy. :)

          2) Zaznaczę, że nie wypiąłem się na tę nieszczęsną listę, bo „NIE MA TEKKENA OMG”. Po prostu tekst, że „konsole w Polsce zaczęły się tu i tu” bez odpowiedniego komentarza to niemal trolling i zbywa dużą grupę weteranów, a nawet tych, którzy dołączyli do peesdwójkowców po obniżkach. A czy na takie coś powinien sobie pozwalać redaktor dużego serwisu? I tak za dużo w tej branży skrótów myślowych, podżegania flamewarów i uproszczeń.

          3) Te rankingi, które stawiają sobie za cel wyciąganie niedocenionych gier i nie ustawiają ich w jakiejś bezsensownej kolejności, cenię i im błogosławię, pełna zgoda. Tego aspektu satyrycznego niestety tak często, jak Ty nie widzę, a „struganie eksperta” jest zbyt częste.

          Zalinkowałem do Top 100 RPG IGNu i topu kultowych gier Gadżetomanii – co daje im spojrzenie z przymrużeniem oka, nie wiem. Więcej fastfoodu.

          Odpowiedz
    2. Olaf Szewczyk

      @Barnaba
      „Nie rozumiem natomiast przytyków do Piotrka Gnypa – osobiste?”

      Barnabo, pozwól, że jako facet, który pełni w tym miejscu funkcję woźnego, zajmę się z braku czasu tylko tym, co mi najbardziej leży na sercu – a co dotyczy stylu dyskusji i, uogólniając, stylu bycia w Jawnych Snach.

      Mam nadzieję, że po wyjaśnieniach Aleksandra nie jest to konieczne, ale na wszelki wypadek powiem: zasadą tego miejsca jest, że nie staramy się na nikogo personalnie naskakiwać. Bywa, że popełniamy nieintencjonalne błędy, niezręczności, ale zasadą jest, że pod tym względem próbujemy trzymać jakiś poziom.

      Nie widzę w artykule Aleksandra nic, co byłoby w tej kwestii nadużyciem. Wierzę, że Piotr też nie – hej, Piotrze, czytasz te słowa? możesz machnąć łapką na „tak” lub na „nie”? :). W dodatku podoba mi się to, że Aleksander totalnie zignorował fakt, że jestem z Piotrem Gnypem w relacjach koleżeńskich, że sam tu niedawno polecałem jego blog, że Piotr od dawna żyje z Jawnymi Snami w zgodzie, a nawet symbiozie, republikując nasze teksty.

      Byłoby bardzo źle, gdyby chciał coś przemilczeć, biorąc to pod uwagę.

      A jeszcze bardziej podoba mi się to, że Aleksander dokopał też mocno mnie, bo trudno się nie czuć celem wielu z tych zarzutów, zwłaszcza gdy autor wprost pisze o mainstreamie :). (kurtuazyjne gesty w komentarzach absolutnie nie są w stanie mnie zmylić, Aleksandrze! :)). I to jest OK. Aleksander nie ukrywa, że się ze mną nie zgadza w wielu kwestiach, i bardzo go za tę szczerość cenię.

      Tak to powinno wyglądać.

      Poza tym: peace & love. Mam nadzieję i wierzę, że dyskutantom uda się utrzymać poziom tej rozmowy, wyciągnąć wnioski i rozejść się z uśmiechem.

      Odpowiedz
  18. Piotr Gnyp

    Z chęcią przeczytam zestawienie „Kultowych gier Polaków” przygotowane przez redakcję Jawnych Snów i dowiem się na jakiej podstawie, oprócz szczerego przekonania autora, została ona ułożona. I jak się ma do rzeczywistości. I ile będzie w niej pozycji, bo problemem topów zawsze jest to, że gdzieś je trzeba zamknąć i część rzeczy się w nich po prostu nie zmieści.

    Nie wiem też dlaczego głosy prawie półtora tysiąca osób z Facebooka są bez znaczenia.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      „Jawne Sny” nie zrobią takiego zestawienia, bo nie istnieje skuteczny miernik kultowości, a wszelkie tego typu listy byłyby tanim chwytem mającym zainteresować potencjalnych nowych czytelników, co zapewne nasz „target” by sobie zraziło. Mogą zrobić „20 ulubionych gier czytelników Jawnych Snów, które pochodzą z lat 90”, ale to też nie jest typ tekstów, jakie chcemy promować.

      Spytam – jaką wartość ma tekst, który skrytykowałem? Czy ktoś zakrzyknie „Rany, HoMM3, w życiu o tym nie słyszałem!” i podbiegnie to sklepu, by w to zagrać? Wątpliwe.

      Czy powiedziałem, że 1500 głosów to coś bez znaczenia? Mogliście to nazwać „Gry najcieplej wspominane przez czytelników Gadżetomanii”, wtedy bym nie narzekał. Po prostu idiotyczny jest trend robienia tych rankingów, które traktuje się jako szybki zabieg mający na celu wzbudzenie taniej kontrowersji i podbicia popularności. Nigdy nie ustala się w nich jakiejś tezy, nie tworzy czegoś wartościowego. Polecam dalszą lekturę: http://www.learntocounter.com/top-ten-reasons-your-video-game-list-blows/

      I czy mogę usłyszeć, jaki jest sens listy „7 głupot w grach opartych na myśleniu”? Bo kiedy ją zobaczyłem, umarłem nieco w środku. Erik Wolpaw pokazał na „Old Man Murray”, że tego typu teksty można stworzyć z jajem, ale i z sensem, krytykując Gabriela Knighta. Ale to coś? To jest koszmarne. Puste „haha” bez sensownych wniosków.

      Odpowiedz
      1. Piotr Gnyp

        Jaką ma wartość? Ludzie lubią takie zestawienia. Są dla nich interesujące. Chcą je czytać.

        W naszej ankiecie wzięło udział około 1500 osób z Facebooka. Nie tylko czytelników Gadżetomanii. Z tego co wiem, to wystarczająca próba.

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          Ludzie lubią czytać też „Pudelka”. I do tego dąży wiele growych outletów. „Kotaku” ogłosiło swego czasu, że fetyszem Ameryki jest penis (nawet nie próbując kamuflować tego w płaszczyk gier wideo). Ludzie też to czytali. Publikacje mają pewną odpowiedzialność. Wy macie za stan prasy growej.

          Powiem szczerze – wydaje mi się, że patrzysz na media zbyt bardzo z perspektywy salesmana, ignorując to, jak wielu ludzi jest niezadowolonych ze stanu dziennikarstwa growego. To, że coś się sprzedaje, nie znaczy, że jest dobre. Ten tekst nie ma żadnej wartości, wypisujecie po prostu te gry, a moglibyście na przykład ruszyć w ślad za popularnością „Heroesa III”, znaleźć wydawców i spytać, jak gra sobie radziła, recenzentów, którzy zajęli się nią przy premierze, organizatorów turniejów, którzy ocenią, jak gra wygląda na high-level play i co można było w niej poprawić. Wtedy to byłby wartościowy tekst, a nie „Ta gra była cudowna”, „ta gra była boska”, „ta gra była świetna”. Mogliście po prostu opublikować na boku strony wyniki sondy, na jedno by wyszło.

          Ankietę przeprowadziliście na Waszym profilu. Przynajmniej tak informuje mnie wstęp. Dla mnie to określony target.

          Odpowiedz
          1. Piotr Gnyp

            Na początek umówmy się, że Gadżetomania to nie jest serwis stricte gamingowy. To serwis o technologiach, w których czasami pojawi się coś o grach. Czy to się zmieni? Zobaczymy.

            Po drugie – napisałeś piękny i idealizujący tekst zarówno czytelników, jak i autorów. Musisz jednak wziąć pod uwagę, że w pewnej części to są przedsięwzięcia komercyjne, jak również, że nie wszyscy chcą czytać takie treści, jak ty. I nie mówię tu o zaniżaniu poziomu. Po prostu jakoś tak jest, że ludzie w internecie i w ogóle lubią zestawienia. I prawie wszyscy je publikują z jakichś powodów. Analogicznie sprawa ma się z recenzjami. Uogólniając: wszyscy ich chcą, nikt ich nie czyta, liczy się ocena i podsumowanie. Taką mamy rzeczywistość.

            Owszem, są serwisy niszowe, gdzie jest miejsce na dogłębną analizę na 40 tysięcy znaków ruchów postaci z Tekkena, czy artyzmu Ico. Są też serwisy komercyjne, które muszą zadowolić jak największe grono użytkowników, bo z czegoś autorów należy opłacić za ich pracę. A mówimy tu o rynku lokalnym, a nie o zagranicznych gigantach, które pisząc po angielsku mają ogromny zasięg, a przez to i dostęp zarówno do reklamodawców, jak i do informacji.

            Nie, nie patrzę z perspektywy salesmana. Patrzę z perspektywy osoby, która chce mieć i dobre teksty i mieć z czego za nie zapłacić. Gdzieś musi być balans. Bo wszystko jest fajnie, jak ludzie mają zajawkę i piszą za darmo. Niestety ta zajawka się kiedyś kończy i stajesz przed wyzwaniem – co dalej.

            Przed takim wyzwaniem stanęła Agora z GameCornerem i podjęła jakąś decyzję. To samo czekało wiele serwisów i czasopism. Budżety nie są z gumy, zarówno wydawnictw, jak i reklamodawców.

            Jeżeli pojawi się grupa kupujących i klikających czytelników, która będzie dopominać się o takie treści to idę o zakład, że one powstaną. Ba! Powstają – sam takie zamawiałem i pisałem na Polygamię, podobnie jest z GZ, GoLem czy innymi mediami.

            Podobały Ci się teksy Bartka Kluski, które zamawiałem? Zygmunta Miłoszewskiego? Ci wszyscy autorzy kosztują. I zawsze liczysz na to, że spowodują wzrost czytelnictwa Twojego serwisu. Nie zawsze tak jest.

            A co do okładek pism, o których piszesz, to nie jest tak prosto, że jak gra jest super, to damy na okładkę.

            Reasumując – nawalanie w serwisy i recenzje jest proste. Co więcej, czytelnicy mają do nich święte prawo. Jednak robią analizę warto pogrzebać nieco głębiej.

          2. Piotr Gnyp

            Ach i jeszcze dwie rzeczy:

            – w ankiecie na fejsie wzięły osoby nie tylko z naszego fanpage’a, 1500 osób to mało? Ile potrzeba?

            – pisanie w moim przypadku „konsole won” i przesiadł się żeby przypodobać się komuśtam jest zabawne ;)

          3. MarcinS

            Ponieważ chodzi o „kultowe gry” to ani 1500, ani też i 15,000 surowych głosów to za mało. Gdy widziałem tę ankietę na FB, to się wtedy wstrzymałem od głosu – naprawdę ciężko mi decydować, które gry są najbardziej kultowe dla Polaków – dla mnie taką kultową grą jest na przykład Liero, a tego rodzaju tytułów w ankiecie nie zauważyłem. Najzwyczajniej w świecie słowo „kultowe” zobowiązuje do czegoś więcej niż prostej ankiety.

          4. Piotr Gnyp

            Każdy mógł dodać swój tytuł do tej ankiety i zobaczyć jak jest popularny.

            Do bardziej poważnych badań próba 1000 (chyba) jest wystarczająca. Dlaczego przy grach ma być inaczej? Która z wymienionych gier w zestawieniu nie jest kultowa dla Polaków?

            Jeżeli przyjmiemy definicję: ” gry, które odcisnęły się w świadomości społeczeństwa/grupy/pokolenia” to ta ankieta jak najbardziej działa.

          5. Marcin S

            Wiem, jak działaja ankiety na Facebooku :) i nie mam zastrzeżeń do waszego „top ten”, ba! przecież znalazły się tam bezsprzecznie kultowe skoki narciarskie. Zważ jednak, że odpowiadam w kontekście wyzwania, jakie stawiasz Jawnym Snom, by takie zestawienie kultowych gier przygotowały. A tutaj takich zestawień nie ma, m.in. z powyższych przyczyn.

          6. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Nie myśl, że nie rozumiem realiów ekonomicznych. Ale masz wybór – albo starasz się poprawić jakość dziennikarstwa growego i ciężej Ci zdobyć czytelników, albo obniżasz loty w celu zwiększenia liczby odsłon i stajesz się pośmiewiskiem doświadczonych graczy. Tyle. Olaf Szewczyk wybrał z tym blogiem opcję nr 1, i może Jawne nigdy nie będą drugą Polygamią, ale przynajmniej autorzy i czytelnicy mają świadomość, że się nie tabloidyzują.

            Bardziej świadoma publika powstanie, jeśli autorzy będą ją edukowali o dobrych, niszowych grach i prawidłach game designu.

            Nie sugeruję, że krzyczysz „atarowca wal z gumowca”, po prostu napisałeś bez argumentów krótki tekst, który na popularnym serwisie lub napisany przez no-name’a mógłby być przyczyną flame’a (rym niezamierzony).

            Może być i 300 osób, jeśli nazwiesz artykuł odpowiednio, bez słowa „kultowe” albo jeszcze lepiej – zrobisz z niego wyniki sondy. Bo tak to trąci nieco tabloidem. Justin Bieber dowiedział się po sondzie, że najwięcej fanów ma w Korei Północnej, Taylor – że chcą, by zaśpiewała w szkole dla głuchych. Sonda internetowa to sonda, nie gloryfikujcie jej do rangi artykułu.

            I nieważne, ze głosowało parę osób spoza Gadżeto, jeśli robiliście tę sondę na swoim FB (a tak jest, o ile dobrze zrozumialem wstęp). Swoją drogą adres http://gry.gadzetomania.pl/ mi działa, wcześniej był to osobny portal, więc jakieś medium growe to jednak jest.

          7. Piotr Gnyp

            „Nie myśl, że nie rozumiem realiów ekonomicznych.”

            No widocznie nie rozumiesz, bo dalej piszesz – „Olaf Szewczyk wybrał z tym blogiem opcję nr 1.”

            To gdzie są jego teksty? Ile ich tu dziennie/tygodniowo publikuje? Ile piszą inni autorzy?

            Dalej piszesz – „Bardziej świadoma publika powstanie, jeśli autorzy będą ją edukowali o dobrych, niszowych grach i prawidłach game designu.” – mogą ci pokazać artykuły, które napisałem, artykuły, które zleciłem, które publikowały inne serwisy. Jest tego dużo. Gdzie ta publika? Może czasami warto pomyśleć, że są różne serwisy dla różnych odbiorców? I że każdy z nich ma swoje wartości? Dlaczego uzurpujesz sobie unikalne prawo do decydowania o tym, co jest dobre i koszerne w pisaniu o grach?

            Co do początku konsol w Polsce. Jasne był i PSX i gry na niego i Pegasus i PS2. Lokalizacje, reklamy, klient masowy to dopiero ta generacja, jakkolwiek byśmy na to nie spojrzeli. Nie oznacza to, że nie było turniejów Tekkena i Street Fightera. Nie oznacza to, że grała w te gry garstka. Natomiast konfrontowanie tego z popularnością Diablo, Heroesów czy Deluxe Ski Jump jest, no nie wiem, wiarą w cuda.

            Polska była i jest krajem, gdzie PC jest najsilniejszą platformą. Dopiero teraz sprzedaż się zrównuje. A czasami i przewyższa.

            Teraz jeszcze wracając do zestawienia i pomijając jego formę – która z tych gier nie była kultowa? W którą nie zagrywały się tysiące Polaków? Bo mi się wydaje, że we wszystkie, więc tytuł jest uprawniony.

            Teraz dalej – skąd wiesz ile osób spoza fanpage zagłosowało? Masz jakieś procenty do podzielenia się? Czy znowu tylko swoje silne przekonanie?

            I na sam koniec – czy pozwolisz redakcji powiedzieć, jaki prowadzi portal, czy sam wiesz lepiej? Bo ja ci mówię, że nie mam pod sobą medium stricte growego. Mam serwis o technologiach, który czasami coś napisze o grach.

  19. Michał Ochnik

    @Aleksander

    „„Jawne Sny” nie zrobią takiego zestawienia, bo nie istnieje skuteczny miernik kultowości, a wszelkie tego typu listy byłyby tanim chwytem mającym zainteresować potencjalnych nowych czytelników, co zapewne nasz „target” by sobie zraziło. Mogą zrobić „20 ulubionych gier czytelników Jawnych Snów, które pochodzą z lat 90″, ale to też nie jest typ tekstów, jakie chcemy promować.”

    +1

    Odpowiedz
    1. Michał Gancarski

      Ależ moment… przecież wykluczenie możliwości zrobienia zestawienia „20 gier, które są najbardziej…” automatycznie wyklucza możliwość wyrażenia jakiejkolwiek opinii. Ostatecznie zestawienia są agregacją opinii na temat pojedynczych tytułów do postaci pewnej listy.

      I tak sobie myślę, że z tekstu pt. „Najkultowniejsze gry według Jawnych Snów” wyszłaby dyskusja długością prześcigająca „Modę na sukces”. Ostatecznie opinia to opinia i choć jest z nią jak z pupą, to zamiast próbować kończyć rozmowę na „to tylko Twoja opinia, więc nie ma o czym mówić”, warto próbować pociągnąć rzecz dalej. „To Twoja opinia, a teraz opowiedz mi skąd się wzięła, bo to może być ciekawe”.

      Odpowiedz
  20. Sławek Serafin

    1. Atakując osobiście redaktora konkurencji stawiasz się na przegranej pozycji – to tak jak nazwanie kogoś głupim w normalnej dyskusji, od razu wiadomo, kto jest naprawdę głupi.

    2. Generalnie fragmenty o recenzjach (a właściwie kiepskich recenzetach) mają trochę sensu, ale bazują na płytkiej wiedzy autora. Ot, choćby cały case Mass Effect 3 z odwołaniami do zachodnich mediów, zamiast skupienia się na naszych – tak się składa, że byli w Polsce recenzenci, którzy napisali szczere i prawdziwe recenzje ME3. Nie wspominasz o nich, bo o nich nie wiesz. A innych za niewiedzę krytykujesz… Hipokryzja. Słabo.

    3. Proszę, nie porównuj swojego pisania do tego, co można znaleźć na RPS. To, że aspirujesz do takiego stylu jest chwalebne, ale trzeba znać swoje ograniczenia – RPS na przykład jest bezpretensjonalny. A ten tekst i natężenie sążnistych komentarzy autora pod nim świadczy o czymś wręcz przeciwnym. Za dużo afektacji i upajania się własną zdolnością składania słów w zdania – naprawdę, nie jest to atrakcyjne, ciekawe pisanie.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      1. Proszę znaleźć argumenty „ad personam”. Atakuję to, co traktuję jako komórkę rakową na prasie growej. I w Polsce, i za granicą. Wielu ludzi mi przytakuje, bo wielu z nas nie jest zadowolonych. Erik Kain pisał o tym wiele razy. Nieuniknione będzie to, że ktoś poczuje się urażony.

      2. Za granicą też znalazło się paru krytyków ME3. Tyle, że Metacritic – „pan i władca” – ich nie uwzględnia, niestety. Sama zieleń! A to świadczy, że z całym dziennikarstwem growym coś jest nie tak. I proszę nie sugerować, że nie czytam rodzimych autorów, jeśli linkuję w komentarzach do tych dość niszowych, a zresztą mówię, że nie wszystko jest złe i niedobre.

      3. Taki jest ton Jawnych Snów, autor dyskutuje z komentatorami. Nie, nie upajam się swoim stylem, często piszę, że muszę go rozwijać i wiele mi brakuje. Popytaj redaktorów, choćby Olafa i Bartłomieja.

      Możemy sobie darować lekko zakamuflowane ataki personalne? Miałem wiele zgryzów z „Gamecornerem”, ale nie wywlekałem ich na wierzch i nie sugerowałem w komentarzach, że „Sławomir Serafin jest głupi”. Są ludzie, którzy chcą lepszego dziennikarstwa growego. Tutejsi autorzy i komentatorzy zebrali się tu, a nie na innych serwisach z jakiegoś powodu. Nie udawajmy, że atakuję problem, którego nie ma.

      Odpowiedz
      1. Piotr Gnyp

        A propos tutejszych autorów… Póki to jest hobby to jasne, bez dyskusji. Ale ja bym się zastanowił dlaczego tak rzadko pisze tu Olaf i parę innych osób. Nie chce im się? Wątpię. Może nie mają czasu, bo rachunek ekonomiczny jest jaki jest?

        Odpowiedz
        1. Roman Książek

          @Piotr Gnyp
          Na moje teksty na szczęście nikt nie (sz)czeka – i to jest naprawdę dobre. Z szacunku jednak dla tych moich kilku
          czytelników na Jawnych chciałem wyjaśnić swoje milczenie (zResztą wiadomo czym jest reszta wg Williama S.). Ostatnio jako redaktor jedyne, co robię, to oddaję książki do druku w szokująco krótkich interwałach. Wpadłem przez to w stany lękowe (#dedlajn), Uważam Rze TEKST to zuo i mam szczerą nadzieję, że już nigdy nic nie napiszę.

          strawberry fields forever/die another day

          Odpowiedz
        2. Paweł Schreiber

          @Piotr – U mnie nie rachunek ekonomiczny, tylko fakt, że przez wakacje musiałem się ożenić i przeprowadzić :). W związku z przeprowadzką dostęp do mojego kompa stacjonarnego i Internetu miewałem sporadyczny. I będzie tak jeszcze przez chwilę.

          Odpowiedz
      2. Tomasz Kutera

        2. Więc z jednej strony piszesz, że Metacritic jest do bani, ale z drugiej nie warto uwzględniać tych „paru krytyków”, bo ich… nie widać na Metacritic? No podziwu godna konsekwencja.

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          Z argumentami innych wchodzę możliwie jak najbardziej kulturalnie w dyskusję, ale to jest czepialstwo. Proponuję przeczytać tekst jeszcze raz. Ze zrozumieniem.

          Napisałem w komentarzu „pan i władca”. To nawiązanie do artykułu! W nim bowiem znaleźć można akapit, w którym piszę, że Metacritic JEST do bani, ale skoro wpływa na kształt branży, nie można go zignorować.

          I nie napisałem, że „nie warto” ich uwzględniać. Godne podziwu czytanie ze zrozumieniem. Są niestety mniejszością, i jakoś nie widać ich było szczególnie przy premierze, byli we mniejszych outletach (przepaszam za makaronizm), a napisałem, że na nich szukam godnej krytyki.

          Odpowiedz
          1. Tomasz Kutera

            Dziękuję za personalne przytyki, zawsze miło usłyszeć coś w dyskretny sposób niemiłego.

            Nadal nie rozumiem, o co ci tak ogólnie chodzi. Nie lubisz Metacritica. Spoko. Ja w sumie też nie. Wpływa – Twoim zdaniem – na kształt mainstreamowych mediów. Spoko (choć ja tak nie uważam). Ale Ty przecież – czego nie krytykuję w żaden sposób, nie odnieś takiego wrażenie, proszę – szukasz informacji na mniejszych outletach. I tam ci krytycy – którzy Twoim zdaniem mieli w tym wypadku rację – byli.

            Więc znalazłeś jakieś medium, które ci odpowiada. Są takie media. Po co w takim razie w ogóle krytykować inne? Bo, nie wiem, nie trzymają jakiegoś magicznego, wymarzonego „poziomu”? Są różni czytelnicy i różne media. Różne potrzeby. Taki jest świat. Jeśli są takie, które odpowiadają Tobie, po co krytykować te, które ci nie odpowiadają, zamiast po prostu… ich nie czytać?

            Tego przede wszystkim nie rozumiem.
            Ale ja nie umiem czytać ze zrozumieniem przecież.

          2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Po prostu niemiłe i męczące jest to, kiedy muszę wyjaśniać to, co w tekście jest wyłożone czarno na białym. Jesteś redaktorem dużego portalu, na pewno przewracasz oczami, kiedy widzisz komentarz, który krzyczy „LOL NIE CZYTAŁEM”. Stąd złośliwa uwaga, po prostu nie lubię takich szybkich dźgnięć. (Stąd też moja krytyka komentarza o rynku konsol – stąd też pewnie komentarz Sławka, który zadał mi kuksańca za zbyt dużą ilość długich komentarzy).

            Dlaczego uważasz, że Metacritic nie ma wpływu na media? Obsidian prawie został zniszczony finansowo przez dwie za niskie średnie. W CV non stop znajdujesz warunek „pracował przy produkcie z taką i taką średnią” – co w przypadku takiego Visceral Games, które wymaga większych średnich, niż samo ma, jest tragikomiczne. Metacritic przeżera tę branżę od środka.

            Ty uznajesz, że taki jest świat. Ja uznaję, że nie chcę, by taki był, chcę czegoś innego, lepszego. Historia stara jak świat.

            Kiedy wydawcy przestaną szantażować krytyków, kiedy Ci zaczną odważniej wygłaszać swoje zdanie i pokazywać, że znają się na rzeczy, kiedy Rotten Tomatoes nie będzie już w stanie uznać, że gier nie opłaca się uwzględniać w podsumowaniu ocen, bo wszędzie jest 100% – przestanę Wam psuć życie swoimi wywodami. Czy czytelnicy, którzy odchodzą, nie dają nikomu do myślenia? Oni chcą przewodników po świecie gier, tak, jak ja chciałem, kupując nałogowo wszystkie czasopisma na rynku parę lat temu.

            Przepraszam, że poczułeś się urażony, ale nie wierzę, że sam nie wiesz, że na wielu takie krótkie, czepialskie komentarze bez argumentów działają jak płachta na byka.

            Ta dyskusja momentami schodzi na poziom tego obrazka z „Daturą”, a tego przecież chcę uniknąć.

          3. Tomasz Kutera

            OK, również sorry, mogłem od razu napisać bardziej obszerny komentarz i wytłumaczyć, co mam na myśli.

            Przechodząc do dyskusji – dlaczego nie uważam, że Metacritic nie ma wpływu na media? Cóż, przykłady, które podałeś, nie są przykładami wpływu na media, ale na wydawców/twórców. I one też mi się nie podobają, zwłaszcza przykład z Obisidianem jest potworny.

            Ale… gdzie tu media? Nie sądzę, by jakikolwiek szanujący się redaktor przed wystawieniem swojej opinii „konsultował” ją ze średnią na Metacritic.

            Media tworzą Metacritic, ale nie sądzę, by on „tworzył” je czy miał na nie jakiś większy wpływ. Problem z ocenami i ich skalą jest zresztą starszy niż ten serwis.

            Rzecz druga: piszesz, że chcesz zmieniać świat. Ja myślę, że dzisiejszy świat jest piękny, ponieważ daje praktycznie nieskończenie wiele możliwości. Jeśli coś Ci nie odpowiada, to zawsze masz jakąś alternatywę. Gdyby jej nie było, rozumiałbym frustrację. Ale tak? Ktoś czyta te mainstreamowe media – nawet te najgorsze – więc widocznie komuś to odpowiada, ktoś uważa to za fajne, ktoś właśnie czegoś takiego potrzebuje. Jeśli Tobie nie odpowiada – Twoje święte prawo. Ale po co krytykować, zamiast po prostu nie czytać?

            Zwłaszcza, że ostatecznie świat i tak się zmienia. Prywatnie uważam, że recenzje w dzisiejszym tego słowa znaczeniu będą z nami w sieci jeszcze tylko przez góra parę lat. Potem ich czas się skończy. Ale do tego wszyscy – czytelnicy, media – muszą jeszcze dorosnąć. Pytanie tylko, co będzie nową formą.

          4. Piotr Gnyp

            „Dlaczego uważasz, że Metacritic nie ma wpływu na media? Obsidian prawie został zniszczony finansowo przez dwie za niskie średnie. W CV non stop znajdujesz warunek „pracował przy produkcie z taką i taką średnią” – co w przypadku takiego Visceral Games, które wymaga większych średnich, niż samo ma, jest tragikomiczne. Metacritic przeżera tę branżę od środka.”

            Poproszę o obiektywną rynkową ocenę sukcesu/porażki danej gry. Jak inwestorzy, dyrektorzy zarządzający, fundusze inwestycyjne mają oceniać co się udało a co nie (pomijając wyniki sprzedaży).

            Do Metacritic można mieć zarzuty za algorytm, ale za samo istnienie?

            No i – jakie szantaże krytyków przez wydawców? O ilu z nich wiesz tak na pewno. Gamespot i co? Jeżeli autor daje się zastraszyć, to soraski, ale to cienki autor, a i redakcja powinna znać swoje prawa.

            Piszesz o czytelnikach – masz jakieś dane, czy znowu swoje przekonanie. Skąd odchodzą i z jakich powodów? Bo to też w sumie ciekawe.

            A to co się chciało kilka lat temu, teraz nieco się nie przekłada na rzeczywistość. Świat się zmienił, czytelnicy również. Chociaż faktem jest, że poradniki to nadal świetna sprawa. W końcu nie bez powodu GoL tyle ich produkuje.

            To wszystko naprawdę wygląda pięknie z pozycji blogera. Ale jeżeli chcesz być traktowany bardziej serio, to powinieneś zrobić jakiś research.

    2. Olaf Szewczyk

      @Sławek Serafin

      „1. Atakując osobiście redaktora konkurencji stawiasz się na przegranej pozycji – to tak jak nazwanie kogoś głupim w normalnej dyskusji, od razu wiadomo, kto jest naprawdę głupi.”

      Z maksimum dobrej woli staram się traktować tę uwagę jako niezręczność językową, a nie jako świadomą próbę obrażenia rozmówcy. Proszę jednak na przyszłość ostrożniej posługiwać się w tym miejscu słowem.

      „3. Proszę, nie porównuj swojego pisania do tego, co można znaleźć na RPS. To, że aspirujesz do takiego stylu jest chwalebne, ale trzeba znać swoje ograniczenia – RPS na przykład jest bezpretensjonalny. A ten tekst i natężenie sążnistych komentarzy autora pod nim świadczy o czymś wręcz przeciwnym. Za dużo afektacji i upajania się własną zdolnością składania słów w zdania – naprawdę, nie jest to atrakcyjne, ciekawe pisanie.”

      W Jawnych Snach nikogo nie interesuje, co ktoś myśli z pogardą o czyimś stylu, warsztacie, aspiracjach. Tu się nie wbija szpil ad personam i nie ma na to przyzwolenia. Jako że to Twój tutaj pierwszy komentarz, uprzejmie zwracam na to uwagę, a nie wrzucam go od razu do kosza.

      Proponuję przyjrzeć się dyskusji Aleksandra z Piotrem. Kulturalnej i merytorycznej. Piotrowi z pewnością nie było miło, gdy przeczytał zarzuty pod swoim adresem (co ważne, oceniające nie jego, ale podejmowane przezeń działania), ale były one wyrażonej w formie, która nie przekreśla możliwości rozmowy. I podparte konkretnymi argumentami. Można się z nimi zgadzać lub nie, ale nie było w tym tanich złośliwości, a jedynie żal z powodu takiego a nie innego stanu rzeczy. I dało to szansę na ciekawą rozmowę, która gdzieś prowadzi.

      Nie wiem, dokąd miałaby prowadzić dyskusja prowadzona tonem, którego użyłeś w punkcie trzecim.

      Odpowiedz
  21. Aleksander Borszowski Autor tekstu

    @Piotr Gnyp
    Będę sobie uzurpował to prawo. Piękny dla redaktora byłby to świat, w którym może zrobić z sondy internetowej artykuł, i nikt nie wytknie mu niskich standardów publikacji na jego stronie. Gdybym zebrał, dajmy na to, na wykopie ludzi, by wybili na pierwsze miejsce „Dinka Smallwooda”, i mi się udało, też byście pisali o tym, jak wielki wpływ na polskich graczy miał Dink?

    Jawne to portal tworzony bez zarobków, dla pasji, dla zmian. Przez człowieka, który mówił w przeszłości parę razy „nie” embargom i byciu zatrudnianym jako twórca kryptoreklam – czymś, na co wielu innych dziennikarzy growych się zgadza. Zarabiacie – niech Bóg wam błogosławi. Jednak niskie standardy, przez które wielu pasjonatów w branży się wypala, a wielu czytelników uznaje, że „wyrosło z gier”, istnieją, i przez wielu ludzi kochających gry będą wam wytykane.

    Dokonałem wyboru, by napisać ten tekst, mimo, że wiedziałem, że pewnym ludziom się nie spodoba – teraz odczuwam konsekwencje. Ty uznałeś, że portal musi robić takie i takie rzeczy, by na siebie zarobić – przyjmij krytykę i odczuj konsekwencje.

    Chcę portali, na których teaser teasera i obniżka na Steamie nie jest materiałem na długą wiadomość, więc będę narzekał na to, co otrzymuję.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Zresztą – nie traktujcie tego jako stanowiska JS. To jest moje stanowisko i jestem za nie odpowiedzialny. Mówcie o mnie, nie o Jawnych.

      EDIT: I dla równowagi – naprawdę cenię te teksty, które wypisałeś jako ambitniejsze, Piotrze, jestem Ci za nie wdzięczny. Moje stanowisko w kwestii „growych tabloidów” jest jednak takie, a nie inne. Kwestie pieniężne są boleśnie zrozumiałe, jak pisałem w tekście, jednak ja zajmę pozycję buntownika.

      Odpowiedz
    2. Piotr Gnyp

      „Będę sobie uzurpował to prawo. Piękny dla redaktora byłby to świat, w którym może zrobić z sondy internetowej artykuł, i nikt nie wytknie mu niskich standardów publikacji na jego stronie. Gdybym zebrał, dajmy na to, na wykopie ludzi, by wybili na pierwsze miejsce „Dinka Smallwooda”, i mi się udało, też byście pisali o tym, jak wielki wpływ na polskich graczy miał Dink?”

      Rzecz w tym, że nie rozróżniasz różnych typów treści. Są sążniste, przekrojowe artykuły, są fotogalerie, są wywiady i zestawienia. Każdy z nich jest nieco inny i adresowany do innego odbiorcy. Przyjmę z chęcią uwagi co do zawartości zestawienia, ale nie do jego formy. Ludzie lubią zestawienia i są dla nich ciekawe. A czy Dink by przeszedł? Nie. Po to jest redakcja.

      Na podstawie sondy wybraliśmy naście gier. Wskaż, która z nich nie była kultowa, w którą nie grali i nie znają Polacy. Nie da się tam wstawić wszystkich, zawsze wybierasz i zamykasz się w jakiejś liczbie. Moim zdaniem nas wszystkie typy są trafione.

      Co do reszty dyskusji – nie wiem, czym się zajmujesz w życiu i z czego się utrzymujesz, ale pisanie „kiedy mi się chce i co chce” do niszowego serwisu, a prowadzenie tematycznego serwisu komercyjnie to trochę dwie różne sprawy. Byłem i tu i tam, wiem o czym mówię.

      Przyjmę krytykę, ale sensowną. Ty zaś na razie uderzasz w sam format zestawienia. Dla mnie to inny tryb treści. Czy produkujemy też inne? Tak. Chociażby plotki (Adrian Chmielarz, Stuart Black), czy publicystykę (artykuł o gamedev).

      Olaf założył Jawne i chwała mu za to. Piszą tu świetni ludzie jak mając czas i chęci, a jak nie mają czasu, to nie piszą. Serwis się czyta, albo nie. Nie jest to ważne. I to super wygodna sprawa, można narzekać na innych. W momencie jednak, kiedy ludzie przestają przychodzić, bo tekstu Filiciaka, Orbitowskiego, Szewczka i Gopa nie było od wielu tygodni, a autorzy chcą mieć jakieś pieniądze optyka zaczyna się zmieniać.

      Teraz produkujesz treści dla siebie, mając nadzieję, że ktoś będzie je czytał, po drugiej stronie patrzysz na to, co ludzie chcą czytać i co jest dla nich ciekawe. To czasami dość brutalna weryfikacja. I bynajmniej nie chodzi tu o zaniżanie lotów i tabloidyzację, ale tworzenie dla użytkownika.

      Co do twojego tekstu natomiast – równie dobrze można go sprowadzić do „kolejny flamebait o recenzjach”. Zacznijcie na JS recenzować większość gier i zaproponujcie model. Nie jak Wam się chce, tylko recenzje wszystkich ważniejszych tytułów. Z chęcią zobaczę jaki zaproponujecie model.

      A w sumie najbardziej dziwi mnie, że piszesz tekst analityczny i absolutnie olewasz drugą stronę medalu. Jeżeli ją znasz i rozumiesz to zaproponuj rozwiązanie. Pisanie, że my ci dobrzy, a oni to sprzedajne zaniżacze jakości mnie nie przekonuje i jest proste, nawet za bardzo.

      Odpowiedz
      1. Michał Ochnik

        Piotrze (dzień dobry, tak w ogóle), myślę, że Aleksandrowi (z którym zgadzam się nie-do-końca-w-zupełności-się-zgadzam) chodzi ogólnie o cały mainstreamowy model prowadzenia dużych portali, który jest wadliwy i rodzi patologie. Nie twierdzę, że się z tym zgadzam – choć pewne symptomy istotnie są warte analizy – ale odnoszę wrażenie, że każdy z Was prowadzi nieco inną dyskusję na niego odmienny temat.

        Odpowiedz
        1. Piotr Gnyp

          Ja mówię tylko, że jest miejsce na różne treści i formaty dla różnych czytelników. Nie wchodzę w dyskusję o samych recenzjach i przykładach. Mówię tylko, że świat wygląda inaczej z punktu widzenia niekomercyjnego niszowego bloga i martwi mnie brak próby zrozumienia i przedstawienia wizji, czy też realiów drugiej strony.

          Odpowiedz
          1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Ale teraz zbliżamy się do argumentu „korporacje to też ludzie”. Rozumiem realia, ale sprzeciwiam się wynikowi, zastojowi.

            Rozumiem, że doświadczony redaktor może mnie wyśmiać i spytać „co ty wiesz o życiu”, ale patologie w systemie istnieją i mają takie wyniki, a nie inne. Zauważ, że przed dzisiejszym dniem i tym „raidem” wszyscy przyznawali mi rację, że coś jest nie tak. Don’t shoot the messenger!

          2. Piotr Gnyp

            Ja się nie zbliżam do tego argumentu. Staram się Ci wyjaśnić, że różni ludzie lubią różne treści.

            Mnie osobiście nie interesuje recenzja na 20k znaków, wolę taką co mieści się w 4. Jestem gorszym czytelnikiem? Nie nadaję się na JS? Dlaczego?

            Zastoju nie ma. A przynajmniej nie ma go wszędzie. Redakcje cały czas eksperymentują z nowymi formatami treści. Unikają dawnych sążnistych epopei. Internet to nieco inne medium. Pojawiają się streamy na żywo, vlogi, twitterowe recenzje, przekrojowe artykuły. Różne, dla różnych ludzi.

            Czy coś jest nie tak? Z mojego krótkiego doświadczenia wynika, że zawsze jest coś nie tak, gry są wtórne i są same sequele i w ogóle tylko umierać.

            Owszem, zdarzają się słabe treści. Owszem, nie wszystkim wszystko się podoba. Nie każdy format i artykuł jest dla każdego.

            Wystarczy tylko to zrozumieć.

            A czy jest źle? Nie wiem kto ci poda cyferki, ale serwisy growe (przynajmniej parę) notują wzrosty. Pisma, owszem, nie, ale to wina ogólnej sytuacji printu.

            Mam takie wrażenie, że okopałeś się na pozycjach – chciałbym Secret Service i EDGE online nie zauważając, że internet to totalnie inne medium od printu i że czasy i odbiorcy się bardzo zmienili.

  22. kwisc

    1. „Najłatwiej uznać, że walka w „Skyrimie” nie jest słabsza, niż w „Dark Souls”, jest po prostu inna. Po co przeanalizować, co jest gorsze, a co lepsze, niż w kultowym „Morrowindzie”, gdy można przylepić zadowalającą wszystkich notę. ”

    Nie wiem czy autor wie, ale w recenzji nie da sie opisać każdej jednej wady i zalety. Jak gra jest świetna, to nie będę przez pół tekstu rozwlekał się nad np. słabym lootem w Skyrim, albo dokonywał szczegółowej analizy porównawczej systemu walki(lol), bo czytelnik odniesie wrażenie, że gra jest słaba, a to nie jest moim celem. O tym warto po prostu napisać osobny artykuł. Można narzekać, że tego typu tekstów jest za mało w mediach, ale nie ma to nic wspólnego z poziomem recenzji…

    2. „Pół roku temu jednak recenzentom przytrafiła się wpadka, której nie dało się już przykryć tą wygodną wymówką.”

    Jaka wpadka? Czyli recenzenci nie mogli ME3 wystawić wysokiej oceny, bo zdaniem części graczy to słaba gra? No proszę cię… „Zmierzch” to też twoim zdaniem wspaniała książka i film, bo miliony czytelniczek na świecie go uwielbia? Tylko jeden dziennikarz była profesjonalny i sprawiedliwy, bo miał opinię taką jak jak. Super sposób myślenia ;)

    Reszty komentować nie będę, bo nie mam na to siły, ale z całym szacunkiem, poziom pretensjonalności tego tekstu i komentarzy autora jest naprawdę przerażający ;)

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      1) Tyle, że słaby loot w Skyrim znacząco wpływa na grę. Po co eksplorować i szukać legendarnych mieczy, jeśli crafting wszystko załatwia? W pewnym momencie tracisz chęć eksploracji, bo wiesz, że już nic lepszego nie znajdziesz.

      Ludziom zaczęło to przeszkadzać po wielu godzinach gry, i wtedy wrócili do Morrowinda. Recenzenci powinni to wytknąć grze. A system walki jest tak prostacki, jak to tylko możliwe, i Todd Howard powinien usłyszeć, że czas na zmiany.

      2) Naprawdę nie widzisz rozdźwięku między reakcją graczy a redaktorów przy premierze? Zachęcam do lektury forów Bioware przy premierze, do lektury NeoGAFa i podsumowań Kaina. Nie można tego zbyć, jak Ty to zrobiłeś.

      Odpowiedz
      1. kwisc

        1) Jako recenzent mogę wspomnieć opisane przez ciebie błędy w 2-3 zdaniach, ale jeśli nie miały one większego wpływu na czerpanie przyjemności z gry przez ok 100h, to nie poświęcę im dużo miejsca. Oczywiście zupełnie inaczej napisze recenzje osoba, której Skyrim nie podoba przez słaby system walki i loot. Ona może poświecić każdemu z tych błędów po jednym akapicie. Nie oznacza to jednak, że jedna czy druga recenzja jest gorsza. Każdy ma inne priorytetu i oczekuje od gry czegoś innego.
        2) Osobiście uważam, że druga część ME jest dużo lepsza od „jedynki”. Jednocześnie znam masę osób, które mają zupełnie inne zdanie na ten temat. Każdy ma swoje argumenty i nie da się przekonać. To samo dotyczy „trójki”. Jeśli podoba mi się ME3 to sorry, ale rekcja nawet miliona fanów tego nie zmieni. Diablo III też ma olbrzymią ilość przeciwników, a ja i tak wystawiłbym jej bardzo wysoką ocenę. W czym problem? Jeszcze raz odwołam się do Zmierzchu. Masa ludzi uważa tą książkę za świetną i jednocześnie masa krytyków miesza ją z błotem. Na prawdę uważasz, że w tym przypadku krytycy są głupi i nie rozumieją czytelników, bo chyba do tego sprowadza się twój zarzut wobec recenzentów ME3?

        Recenzja to bardzo szerokie pojęcie, które ma wiele form i kształtów. Inna będzie recenzja Dark Souls na Gamespocie, a inna na stronie dla graczy casualowych. Nie można wymagać, żeby każdy tekst zajmował się krytyką rozwiązań game dezajnerskich w danym tytule, bo to pomysł idiotyczny. W mini-recenzjach w „Polityce” czy „Dużym Formacie” też powinni zajmować się systemem lootu w Skyrim? :>

        Lubisz takie recenzję? Chcesz je pisać? Proszę bardzo. Internet jest duży. Tylko proszę cie, nie wywyższaj tego typu tekstów nad inne. Równie dobrze mógłbyś narzekać na artykuły w gazetach, bo przecież nie wyczerpują tematu jak książki naukowe. Czy to znaczy, że artykuły są złe i nie powinny powstawać? :>

        Odpowiedz
        1. kwisc

          PS. Tak samo słabe jest czepianie się TOP100 RPG IGNu. To forma zabawy, w której ludzie dzielą się tym co lubią najbardziej. Nikt nie będzie w tego typu tekście rozpisywał się na temat wyższości FFIV nad BG2. Może FFVI wygrało, bo autor grał w nie w dzieciństwie i na zawsze będzie jego ulubionym RPGiem? Czy na prawdę wszystko musi mieć obiektywne uzasadnienie?

          Odpowiedz
          1. Piotr Gnyp

            Nadal nie rozumiem. To są najlepsze gry wg redakcji/autora IGN-u. Co tu jest niejasnego?

            IGN czy każde inne medium przecież nie twierdzi, że ktoś może mieć inne zdanie i że piszą absolutną objawioną prawdę, która sprawdza się w absolutnie każdym przypadku. Myślałem, że o takich rzeczach nie trzeba pisać…

            Nadal nie rozumiem co jest złego w pisaniu formatów tekstów, które się podobają ludziom i które chcą czytać.

          2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Nie widzisz różnicy między „Top 20 gier Colina Moriarty’ego” a „Top 20 gier IGN na PS3?”.

            Nie uważasz, że pierwszy tytuł jest uczciwszy, zwłaszcza, że czytelnicy, którzy wiedzą, że nienawidzi on „Demon’s Souls”, nie zdziwią się nieobecnością gry na liście?

            Nie sądzisz, że decydując się na taki ranking, powinni ustalić klucz, wedle którego układa się gry? Nie uważasz, że to świadczy o szacunku do czytelnika?

            Bo jeśli nie, mamy sytuację patową.

            Z pisaniem tego, czego chcą ludzie, jest taki problem, że kończysz tak: http://kotaku.com/5932081/has-glados-from-portal-invaded-the-olympics

            Polecam blog gamejournos.com, którego autor wypisuje lepiej niż ja, co jest nie tak i czego należy unikać.

          3. Piotr Gnyp

            Nie wiem kim jest Colin M. Wiem, co to jest IGN.

            To redakcja IGN podejmuje decyzje o publikacji. To ona ją firmuje. Co jest tu problemem? To jest top 100 czegóśtam według tej redakcji i jej autora. Nie jest to oczywiste?

            Ranking jest IGN ułożony według widzimisie IGN. To nie jest ostateczny-jedyny-zadowalający-wszystkich ranking. Nie ma takich. To ranking IGN ułożony według ich kryteriów, które mogli podać lub nie. Nie ma to nic wspólnego z szacunkiem.

            Problem w tym, że ty uważasz, że to Twoje zdanie i gust sprawdza się dla wszystkich, co mnie dziwi.

            Wracając do mojego rankingu na gry kultowe – nie odniosłeś się absolutnie do wyboru. Zła była podana metoda i fakt, że nie było tam Tekkena. A co z grami, które wymieniono? Które nie są kultowe? Któraś z nich nie zasługuje by tam się znaleźć?

            Nagle Twoje zdanie staje się tym jedynym obowiązującym. Zresztą z jednostronną optyką, nie sprawdzającą, co ma do powiedzenia druga strona. Od tekstów na JS wymagam jednak więcej, skoro ma być to ta nowa jakość i pójście naprzeciw trendom. Zamiast marudzenia – analiza. Sprawdzenie faktów, przedstawienie wniosków.

            A blog znam od lat, zresztą jakiś czas temu przestało tam się cokolwiek pojawiać.

            I jeszcze o Kotaku (przepraszam za chaotyczność, ale trochę się dookoła mnie tu dzieje) – ich czytelnik przychodzi tam między innymi po takie treści. Obok jest gamasutra, rps, edge, gamesindustry, gamepolitics…

        2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          1. Ja widzę problem w tym, że branża nie poświęca miejsca minusom. Miejsce w internecie nie jest płatne – można wymienić i wady, kto zwraca uwagę tylko na ocenę, jest stracony, ale wielu ludzi chyba chce wiedzieć, co ich czeka po wydaniu dwustu złotych.

          „Skyrim” na PS3 jest niegrywalny, a nikt o tym nie pisał. Framerate o wartości kilku, kilkunastu klatek na sekundę też nie wpływa na przyjemność z gry?

          Nie uważasz, że combat system to główna rzecz, która dzieli Skyrima od prawdziwej wielkości? Że recenzenci powinni o tym mówić, by Todd Howard wziął się w garść? Narzekania na animacje Bethesdy przyniosły efekty, w końcu da się patrzeć ludziom na twarze.

          To samo z „DmC” – przyszli recenzenci pieją z zachwytu, co pokazuje, że nie znają się na serii, a krytycy, w tym ja, jadą po kolejnych materiałach jak po łysej kobyle. I wiesz co? Każdy kolejny trailer jest coraz lepszy. Poprawiają animacje, udźwiękowienie, system walki, wszystko, co atakujemy. Dalej nie zgadzam się z wyborem Ninja Theory na dewelopera, 30 FPS i brak lock-ona to żenada, ale coś się zmienia na lepsze.

          2) ME2 ma lepszy gameplay, ME1 ma lepszy, bardziej zwarty storytelling. Tyle. Stąd podziały w fandomie. Rzeczywiście, wszystko to kwestia gustu, ale gry to nie jakieś nieuchwytne formy, które niemożliwe jest zamknąć w recenzji dla wszystkich.

          Mam problem z Twoim podejściem, nie ukrywam. Zerknij na recenzję, która okupuje obecnie stronę główną loudhouse.vg. Widzę, że gra zachowuje większość tego, co dobre w Diablo II, i cieszę się z tego. Niemniej recenzent przestrzega mnie też przed błędami designu, który popełnił Blizzard, przez co wybór „kupię to czy nie” jest bardziej świadomy. Jeśli jesteś obeznany w game designie, możesz pokazać ludziom, że takie i takie wybory projektantów mogą ich zrazić, nawet, jeśli gra Cię porwała. To próbowałem zrobić przy kontrowersyjnym „Nierze”.

          Jeśli pisałbym recenzję Zmierzchu, napisałbym, że to historia miłosna oparta o nieznośne schematy, która może odpowiadać targetowi ze względu na skuteczność tych schematów, ale można znaleźć lepsze rzeczy tego typu, po czym wskazuję wskazuję tu, tu i tu. Ująłbym to ładniej, by nie urazić czytelniczek, ale każdy wiedziałby, w co się pakuje.

          Pisząc do „Polityki”, uprościłbym krytykę, nie używając żargonu i pisząc na przykład, że pierwsze wrażenie jest olśniewające, ale po pewnym czasie brak wyzwań i wspaniałego ekwipunku, który można znaleźć zaczyna coraz bardziej dręczyć.

          Nie zgadzam się z Twoim relatywizmem, gdzie wszystko jest dobre, tylko różnorodne, ale to już chyba będzie sytuacja typu „let’s agree to disagree”. Teksty na HG101 powiedzą mi o grze znacznie więcej, niż recenzje z archiwalnych numerów czasopism. Są teksty równe i równiejsze. :) Liczba ludzi, którzy zrazili się do prasy growej, o czymś jednak IMHO świadczy.

          Odpowiedz
          1. Tomasz Kutera

            „To samo z „DmC” – przyszli recenzenci pieją z zachwytu, co pokazuje, że nie znają się na serii, a krytycy, w tym ja, jadą po kolejnych materiałach jak po łysej kobyle.”

            Nie traktuję tego komentarza jako przytyku do siebie, ale ja tu idealnie pasuję, więc pozwól, że pokażę Ci, jak to wygląda z mojej strony.

            Grałem w DmC na E3 przedpremierowo i bardzo mi się podobało, o czym napisałem na swoim serwisie. Nie znam się na serii? No, faktycznie, raczej nie jestem jej weteranem, i się do tego przyznaję. Chyba nie trzeba być znawcą wszystkiego… Ale mi się podobało i to bardzo. To zabronione?

            Jednocześnie nie jestem „przyszłym recenzentem”, bo nie jestem znawcą serii. Mamy takich w redakcji, ktoś z nich na pewno zajmie się tą grą, gdy już wyjdzie. Nadinterpretujesz pisząc „przyszli recenzenci” i jednocześnie czepiając się tego, że komuś może się coś podobać.

            A poza tym, odnosząc się do Skyrima – różni ludzie, różne oczekiwania – to znowu to samo, co pisałem wcześniej. Ty chciałbyś, by recenzja wypisywała wszystkie wady i zalety gry. A mi na przykład to niepotrzebne, wolę, jeśli recenzent skupia się na emocjach i opisuje swoje przeżycia z grą. Ty wolisz takie teksty, ja inne. Oba nasze podejścia są równie dobre, czepianie się ich jest bez sensu. Nie ma jednej słusznej wykładni.

          2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            DMC przed premierą Bayo wyznaczało standardy w tworzeniu combat systemów, chodziło 60 klatek na sekundę, miało lock-on, dzięki któremu miałeś więcej ciosów, walka w nim była przegenialna. Tymczasem Ninja Theory zwiększa nacisk na platforming, cutscenki, obcina framerate o połowę, przynosi wynalazki z beznadziejnego zdaniem wielu fanów DMC Heavenly Sword i zmienia niepotrzebnie system walki, potyczki z bossami zmienia na bliższe God of War, zabija stary kanon na rzecz angstu, psuje (póki co, mam nadzieję, że to zmienią) miernik stylu. Dlaczego wszyscy wychwalają grę pod niebiosa, nie pytając o zdanie weteranów? Wy, media (że tak znowu uproszczę), malujecie nas zwykle jako ludzi, którzy są wkurzeni na kolor włosów. Nigdzie nie ma krytyki, wszędzie jest radośnie i wesoło. A przecież fani poprzednich gier chyba też Was czytają. Nie mam nic przeciwko pozytywnym doświadczeniom, mind you, ale kiedy sto procent doświadczeń dziennikarzy (dlatego mówiłem o przyszłych recenzentach) jest pozytywna, coś jest nie tak.

            Porzucacie weteranów i ludzi doświadczonych, skupiając się za bardzo na zadowoleniu rzeszy. To jest mój problem. Znajdźcie mi rzetelną recenzję „DMC”, która pokaże, jak genialną robotę wyprawia w Capcomie Hideaki Itsuno.

            Za każdym razem, kiedy czytałem w Neo+ recenzję jRPGa, przewracałem oczami. Nier – błędy merytoryczne dotyczące najważniejszej dla gry części, czyli fabuły. Persona 2 – „potyczki są za długie, grałem dwadzieścia pięć godzin, ewidentny minus”, jeśli włączasz długie animacje, Twój problem. Dissidia: Final Fantasy – „nie ma Bartza z FFV, i bardzo dobrze”, błąd merytoryczny, dziwaczna opinia, o co chodzi? jRPG to nisza, więc można je traktować po macoszemu?

            Nie, Piotrze, nie mówię, że tylko specom wolno recenzować, ale jeśli wszystkie recenzje są dla amatorów, to Ci w końcu wyuczą się z tych recenzji waszego fachu lepiej niż wy i zaczną was ignorować, bo zostajecie na tym samym poziomie. Tak, jak ja zrobiłem z wieloma z Was przez bijatyki czy DMC.

          3. Piotr Gnyp

            Nie wszystkie recenzje są dla amatorów. Czytam te komentki, czytam i czekam aż zajarzysz, że są media typu DMCfans, hardcoreslashercommunity i takie jak Gamezilla, NEO+ czy wręcz Gadżetomania i KAŻDE z nich łapie trochę innego czytelnika.

            Jeżeli jest odbiorca na tego typu teksty, to je po prostu pisz. I pozwól innym redakcjom pisać pod swojego czytelnika. A jeżeli grono twoich wzrośnie, a wygląda na to, że jest potencjał, bo podobno nikt tak nie robi, to jeszcze wyjdziesz na swoje.

            Ja mam tylko prośbę, żebyś pochwalił się potem cyferkami.

          4. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Więc „Gamezilla i Neo” mają za target amatorów gier wideo i niedzielnych graczy, czy „hardkorów”?

            W czym recenzje w branży są lepsze od tych, które znajdę na forach? Jaki jest sens kupowania czasopism i wchodzenia na strony dla kogoś, kto jakąś tam wiedzę na temat ma?

            Poważne pytania, chcę teraz poznać target, zbliżamy się do sedna sprawy.

          5. Piotr Gnyp

            „Liczba ludzi, którzy zrazili się do prasy growej, o czymś jednak IMHO świadczy.” – tak w szerszym kontekście spadków prasy, to o czym w zasadzie świadczy?

            I jak w to wpasujesz CDA i GI?

          6. kwisc

            „Liczba ludzi, którzy zrazili się do prasy growej, o czymś jednak IMHO świadczy.”

            Przeprowadzałeś jakieś badania ile osób się zraziło? Z jakiego powodu? Jaka gruba badawcza? :>

          7. Piotr Gnyp

            „To samo z „DmC” – przyszli recenzenci pieją z zachwytu, co pokazuje, że nie znają się na serii, a krytycy, w tym ja, jadą po kolejnych materiałach jak po łysej kobyle. ”

            Tylko znawcom serii wolno recenzować? Jakieś egzaminy są na to?

          8. kwisc

            Nie wiedziałeś? Chcesz recenzować nowe DMC musisz przejść wszystkie japońskie slashery, a potem wypełnić test. Dostaniesz mniej niż 80%, to nie otrzymujesz licencji i nie możesz nigdzie twierdzić, że gra ci się podoba, bo się nie znasz ;)

          9. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Może się nie znam na dziennikarstwie growym, jak mi mówicie, ale nie oceniłbym tak samo God of War, którego system walki jest banalny do opanowania, a DMC, którego mięsem jest granie w coraz bardziej stylowy sposób.

            Zobaczcie turnieje Truestyle, panowie. Gra, która daje takie możliwości łączenia kombosów, zasługuje na pochwały i wymasterowanie jej.

  23. kwisc

    Może czytamy inne serwisy, ale w znanych mi recenzjach zawsze są wypisywane wady. Jeśli gra jest znakomita to normalne, że poświęca się im mało miejsca. Pamiętaj o tym, że strony takie jak IGN czy Gamespot są skierowane głównie do GRACZY, a nie do ich TWÓRCÓW. Dlatego nie znajdziesz tam tekstów doradzającym twórcom jak mają tworzyć gry, tylko ostateczne opinie o tym co stworzyli. Tak jak wcześniej napisałem. Chcesz się zajmować krytyką gier? Bardzo fajnie, ale nie czepiaj się ludzi, którzy je recenzują.

    „ale po pewnym czasie brak wyzwań i wspaniałego ekwipunku, który można znaleźć zaczyna coraz bardziej dręczyć.”

    Ale jeśli ja uważam sprawę ekwipunku za mało znaczący błąd, nie psujący zabawy, to czemu mam mu poświęcać całe jedno zdanie na pięć, które mogę napisać? :)

    „Jeśli pisałbym recenzję Zmierzchu, napisałbym, że to historia miłosna oparta o nieznośne schematy, która może odpowiadać targetowi ze względu na skuteczność tych schematów, ale można znaleźć lepsze rzeczy tego typu, po czym wskazuję wskazuję tu, tu i tu. ”

    Kilka milionów czytelniczek uważa inaczej. Twierdzi, ze to najwspanialsza książka na rynku, a ty jesteś głupim recenzentem zupełnie nie rozumiejącym czytelników.

    Według twojego toku myślenia, coś jest nie tak, jeśli jest taki duży rozdźwięk między opiniami czytelników, a krytyków.

    „Nie zgadzam się z Twoim relatywizmem, gdzie wszystko jest dobre, tylko różnorodne, ale to już chyba będzie sytuacja typu „let’s agree to disagree”.”

    Jasne, ze nie wszystko jest dobre, ale w wielu przypadkach nie można tego obiektywnie stwierdzić. Nie możesz mówić, że ME3 jest zły, bo tak uważa ileś tam osób. Z drugiej strony, czy każdy musi uważać, że Słowacki wielkim poetą był? Nie. To kto ma rację? :>

    BTW
    Po obejrzeniu filmiku na loudhouse.vg cieszę, że dziennikarze tak rzadko zajmują się krytyką game design’u. Większych bzdur dawno już nie słuchałem ;) Serio. Uszy mnie prawie bolały jak tego słuchałem ^^

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Dobry Boże. Bez urazy, ale dla mnie Twoje komentarze to powód, dla którego często ignoruję recenzentów. Krytyka game designu to coś, od czego bolą Cię uszy? Przecież od projektów gry zależy, czy warto w nią grać na dłużej, niż do napisów końcowych.

      Na dole właśnie pojawił się kolejny komentarz kogoś, kto był zniesmaczony recenzjami Civilization 5, w której niedoświadczony designer uczynił spustoszenie, czego recenzenci nie zauważyli. Znowu ignorujemy weteranów? Dla kogo są gry wideo? Dla tych, którzy nie podchodzą do nich analitycznie? Tylko dla nowicjuszy?

      Fani strategii i fani bijatyk to tak różne grupy, a mają tak bardzo podobne problemy.

      Odpowiedz
      1. kwisc

        „Krytyka game designu to coś, od czego bolą Cię uszy? ”

        Nie bolą mnie uszy od krytyki game designu. Bolą mnie uszy od krytyki game designu przez osobę, która ma o nim nikłe pojęcie. Nie zgadzam się z niemal każdym jego argumentem.

        „Przecież od projektów gry zależy, czy warto w nią grać na dłużej, niż do napisów końcowych.”

        Właśnie. I na szczęście za Diablo 3 odpowiadali projektanci (słuchający opinii graczy), a nie dziennikarz z loudhouse.vg ;) Niemal każdy z jego zarzutów był mielony na forach Blizzarda milion razy w ciągu 4 lat i niemal każde wprowadzone rozwiązanie ma bardzo dobre uzasadnienie. Oczywiście zdarzają się błędy, których Blizzard nie przewidziałem, ale PLZ GOD ile razy można słuchać bzdur typu „D3 wygląda jak WoW”…. Uwierz mi gdybyś śledził powstawanie Diablo 3 tak jak ja to robiłem, uszy by ci więdły słuchając tego filmu….

        Odpowiedz
          1. kwisc

            Nie twierdze, ze end game w D3 jest idealny, a sama gra to ideał. Chodzi o prostsze elementy, które twórca filmiku krytykuje. Kule zdrowia sa gorsze od bezmyślnego spamowania potków? Nowy ekwipunek jest słaby? Ma wszystkie zalety starego systemu i brak jego wad. Informacje o zabiciu kilku bestii pod rząd czy zniszcznieu kilku beczek są głupie? Grafika jak z WoWa? Prosze cię ;)

          2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            „niemal każde wprowadzone rozwiązanie ma bardzo dobre uzasadnienie”

            W tym brak endgame’a i balans wokół AH, a raczej jego brak (coś, co ludzie przepowiadali na forach na długo przed premierą)? Przez tyle lat nie potrafili przebić D2, a nawet nie zdążyli stworzyć PVP. Przez własną chciwość zmienili częściowo udaną mechanikę gry w mechanikę programu do mikrotransakcji. Wszystko obraca się wokół AH, nawet coś tak kluczowego, jak drop rate’y.

            Zgodzę się najwyżej, że autor filmu źle rozłożył akcenty na wady, ale takie teksty, jak „nowy ekwipunek ma wszystkie zalety starego systemu i brak jego wad” ignorują na przykład planowanie, którego potrzebę budził system w D2.

      2. kwisc

        Co nie zmienia faktu, że wprowadzone rozwiązania mogą się autorowi filmu nie podobać. Woli oldskul? Zawsze może pograć w Torchlighta. Tylko proszę mi nie wmawiać, że plecak w D3 czy kule zdrowia to błąd projektanta, bo padnę ze śmiechu ;)

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          Porównanie do WoWa jest tu inne, niż zwykle, ale to nieważne. Co z Inferno i Auction House, na które wszyscy narzekali długimi tygodniami? To też nic wielkiego? Error 37? Gdzie PVP? Co z drop rate’ami i legendarnymi przedmiotami? Gra rozpadła się w endgame’ie, co świadczy o tym, że designerzy Blizza nie są już tacy, jak kiedyś.

          Tak, jak Skyrim, to gra, z którą masz fun, póki ją w pełni zrozumiesz, i później nie masz ochoty po nią sięgać. Naprawdę myślisz, że krytycy na sieci mają fun z jazdy po czymś, za co zapłacili dwieście złotych? Pozostaje mieć nadzieję, że gra zostanie porządnie załatana i wszystkie błędy znikną, ale nie dziwi mnie obecna reakcja na sieci.

          I znowu mało kto przestrzegał, że gra nie jest w formie i lepiej poczekać.

          Odpowiedz
      3. Piotr Gnyp

        Dopóki recenzent (krytyk) opisuje swoje subiektywne wrażenia z gry, to problemu nie ma. Nie gra mi się fajnie, bo…

        Ale skoro tak wymagasz kwitów od wszystkich ludzi oceniających subiektywnie gry, i jednocześnie sam mówisz o game design, to może pokażesz swoje papiery w tym temacie.

        Czy może każdy recenzent ma być po jakimś kursie?

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          Wiesz, papiery pokazujemy, pisząc wnikliwe teksty. Takie, jak ten o Cywilizacji, który zapostował Jerzy.

          Niestety nie mamy jeszcze odpowiedniego rozwiniętego czegoś, jak „groznastwo”, nauki, która wytworzy nam krytyków z odpowiednią wiedzą teoretyczną.

          Uważasz, że swój warsztat recenzent powinien rozwijać przez coraz lepsze pisanie, co czuje, czy przez coraz lepsze i dogłębne analizy gry?

          Jeśli planszówka rozpada się w endgejmie, to wadliwa planszówka. Jeśli robi to gra wideo – „eee, jest spoko, dobrze się bawiłem, póki nie minęło 15h, story mode był spoko, ocena: spoko na 10”.

          Odpowiedz
  24. Aleksander Borszowski Autor tekstu

    Piotrze, cofnijmy się na moment. Mam wrażenie, że mnie źle rozumiesz z moją krytyką „konsolową”.

    Mogłeś powiedzieć, że „konsole ze względów takich i takich są teraz popularne jak nigdy dotąd”, pokazać argumenty i zamknąć mi usta. A nie zbywać ludzi, którzy grali w Mario (kto nie zna Mario! Moi wujkowie w niego grali przed małżeństwem), Contrę, Tekkena, czy PESa, bo takie wrażenie daje mi odnieść Twoja zdawkowa odpowiedź. Wyjaśnić, że nie chodziło Ci o zignorowanie wszystkich, którzy popularyzowali konsole przez lata, a docenić to, że w ostatnich latach udało im się je wyciągnąć na Twoim zdaniem przyzwoity poziom.

    Tyle, uciekłbym do piwnicy i rozpłakalbym się, że nie mam się już o co kłócić.

    Odpowiedz
    1. Piotr Gnyp

      Użyłem skrótu myślowego w komentarzu. Nie robisz z tego za dużej dramy? „zignorowanie wszystkich, którzy popularyzowali konsole przez lata, a docenić to, że w ostatnich latach udało im się je wyciągnąć na Twoim zdaniem przyzwoity poziom” – no proszę Cię, trochę mniej patosu.

      W tej generacji konsole pojawiły się w świadomości masowej konusmenta, ergo – zaczęły się. Tak, były wcześniej w Polsce, był i Atari i Pong i milion Pegasusów i PSX i PS2, ale to była nisza, niezależnie od tego, ile turniejów po drodze

      Odpowiedz
      1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

        Więc co uczyniło PS3 mniej niszowym, niż wszystko wcześniej? Pegasus to nie kultowa maszyna? Każdy w mojej klasie wiedział, „ocokaman” z Pegausem. Obracamy się w dość mglistym pojęciu „kultowości”, a Twoje słowa były dość stanowcze.

        Odpowiedz
  25. Jerzy

    Bardzo dobry tekst – dzięki. Odniosłeś się do wszystkich niemal zastrzeżeń, jakie mam do współczesnych recenzji (z podobnych przykładów: metacritic Civilization 5 a recenzja fanowska). A na rynku polskim mam wrażenie, że odkąd upadł Świat Gier Komputerowych, nie ma gdzie poczytać dobrze o grach.

    Panom komentującym wyżej: redaktor Kutera występuje z właściwą sobie gracją i zrozumieniem tekstu. Mam nadzieję, że polygamia nie będzie wyznacznikiem jakości recenzji w następnych latach.

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Witaj, Jerzy!

      Mogłem coś wspomnieć o Civilization V, to rzeczywiście pokazało, jak bardzo recenzenci potrafią nie zrozumieć game designu. „Wygląda jak Civka, gra się jak w Civkę, 9/10!”. W ogóle naprawili tę grę w patchach i dodatkach?

      Odpowiedz
      1. Jerzy

        Próbowałem grać w ostatnią wersję przed wyjściem dodatku i żaden z problemów pierwotnej wersji nie został naprawiony. Poprawki miały charakter raczej kosmetyczny.

        Nb. doskonały tekst na ten temat to „Five Problems with Civ5’s Design”, który znajduje się mniej więcej w połowie strony:
        http://www.garath.net/Sullla/Civ5/whatwentwrong.html
        Takiej analizy mechaniki naprawdę brakuje w recenzjach.

        Odpowiedz
        1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

          „As I write this, word has just come out that Jon Shafer, lead designer of Civ5, is leaving Firaxis. There are no details on his departure, and it’s most likely a perfectly normal part of the business process. At the same time, Civ5 will now have to go forward without its head designer in charge of the patching process, which would seem to indicate that further changes and improvement will be minimal.”

          Pamiętam ten tekst, miałem nadzieję, że Firaxis zrobi to, co Square zrobiło z FFXIV – zatrudni nowego designera i przemodeluje od podstaw mechanikę gry. Szkoda.

          Ale widzisz, wyżej wykłócam się, że nie ma takich recenzji, a ludzie mnie zbywają. Szkoda. Jak tu się dziwić, że fani shmupów czy strategii Paradoksu głównie trzymają się sami ze sobą, ignorując media?

          Odpowiedz
          1. zapiskowiec

            „miałem nadzieję, że Firaxis zrobi to, co Square zrobiło z FFXIV – zatrudni nowego designera i przemodeluje od podstaw mechanikę gry. Szkoda.”

            Tylko że wtedy Cywilizacja przestałaby być Cywilizacją. W przypadku strategii mechanika jest niemal wszystkim. Generalnie wydaje mi się, bez obrazy :), że Twoje oceny i pomysły są niezbyt przekonujące.

          2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

            Jeśli tak uważasz, powiedz mi czemu.

            I nie mówię o zrobieniu z gry czegoś innego, niż Cywilizacja, źle się wyraziłem. Po prostu problemy gry sięgały dość głęboko i ktoś doświadczony mógłby je naprawić. A ciężko to zrobić po odejściu designera.

    2. Olaf Szewczyk

      @Jerzy

      „Panom komentującym wyżej: redaktor Kutera występuje z właściwą sobie gracją i zrozumieniem tekstu.”

      Auć! Bardzo proszę o powstrzymywanie się od takich wycieczek :/

      Odpowiedz
  26. Aleksander Borszowski Autor tekstu

    Jeszcze parę uwag:
    – Pytacie o nową formę recenzji, pan Serafin wskazał całkiem słuszny trop, porównując mnie z RPS. „Wot I Think” i ostateczny werdykt. Świetna forma, warta uwagi, można zrobić i recenzję, którą określam jako „fastfoodową”, i już kompletną, z podsumowaniem wad i zalet, trafiając do weteranów, a co dwa teksty, to nie jeden,
    – Uważam, że nostalgia to growy odpowiednik kobiecych piersi w mediach – ma na celu tylko sprawienie, by graczowi zrobiło się jakoś cieplej i przyjemniej. Rzadko kiedy artykuły pisane z nostalgią za wielkimi hitami wnoszą coś nowego lub wartościowego, zazwyczaj to smęcenie o niczym, zbyt rzadko odsłaniane są zakurzone perły sprzed lat (a Hardcore Gaming 101 to darmowa baza potencjalnych materiałów na artykuł),
    – Te wszystkie teasery, informacje o obniżkach, wszystko to mogłoby być przekazywane w suchych notkach, mniej akcentowanych layoutem, niż właściwe artykuły. Po co udawać, że króciutka notatka prasowa z pozmienianym szykiem zdań to news?

    Nie wydaje mi się, że to zraziłoby dotychczasową publikę, a może warto sprawić, by czytelnicy tacy jak kilku narzekaczy tutaj zaczęli się interesować na nowo mediami.

    Nie chcę Was hejtować, jak może niektórzy sądzą, chcę zmian na lepsze, na to, by i nastawieni bardziej krytycznie odbiorcy gier mieli swoje miejsce w mediach. Czy zaprzeczycie, że recenzja kogoś robiącego combo videos nie wejdzie głębiej w gameplay „DmC”, niż przeciętnego recenzenta? „Trzeba egzaminu na to?” to niezbyt rozsądny komentarz – że tak ujmę, jeden muzyk powie mi, że na instrumencie da się grać, inny określi, czy na instrumencie warto grać profesjonalnie. Bardziej wartościowa jest druga krytyka, nie relatywizujmy przesadnie.

    Świetny przecież był tekst Bena Kuchery, w którym opisał niewtajemniczonym metagrę, jaka miała miejsce na turnieju EVO 2004. http://www.penny-arcade.com/report/editorial-article/the-beast-is-unleashed-capcoms-seth-killian-explains-the-most-famous-minute

    Na pewno da się zainteresować przeciętnego czytelnika głębszym poziomem rozgrywki.

    Odpowiedz
    1. Piotr Gnyp

      „Czy zaprzeczycie, że recenzja kogoś robiącego combo videos nie wejdzie głębiej w gameplay „DmC”, niż przeciętnego recenzenta? „Trzeba egzaminu na to?” to niezbyt rozsądny komentarz – że tak ujmę, jeden muzyk powie mi, że na instrumencie da się grać, inny określi, czy na instrumencie warto grać profesjonalnie. Bardziej wartościowa jest druga krytyka, nie relatywizujmy przesadnie.”

      To bardzo rozsądny komentarz. Ostatni raz piszę ten komentarz – inaczej wyglądać będzie ta wypowiedź muzyka w Wyborczej, inaczej w Pani Domu a zupełnie inaczej w Hardcorowi Muzycy Klasyczni Daily.

      Czyli – recenzja DMC jaką postulujesz znudziła by mnie śmiertelnie i bym jej nie przeczytał. Potrzebuję 4k znaków o tym, czy gra jest fajna i dlaczego i czy mam ją kupić. Wszelakie inne teksty publicystyczne o tym tytule przyjmę później i w innej formie.

      Odpowiedz
      1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

        „Gra jest fajna, bo jest fajna”.

        Właśnie z tymi tekstami mam problem. Zwłaszcza w przypadku art games, które pokazują, że autor nie umie lub boi się wejść w dialog z grą. One są „nietypowe, ale fajne, bo nietypowe, ale fajne”.

        Muszą istnieć jakieś kryteria oceniania i tworzenia rankingów, bo inaczej to jest szukanie na ślepo kogoś, kto się zna.

        Odpowiedz
        1. Piotr Gnyp

          No są – gust autora recenzji. Są oczywiście jakieś tam wyznaczniki jakości produkcji, ale reszta to gdybanie autora.

          Zresztą – o tym, co to jest recenzja, napisano już wiele znaków. W grach dochodzi jeszcze subiektywny element pod tytułem – „jak fajnie się w to gra”, który ma jakieś trzy stany – niefajnie, ok, super fajnie. Oczywiście można to rozbijać na tony poszczególnych współczynników, ale zwija się to do tego. Chcesz mieć grę, w którą się będzie po prostu dobrze grało, bo to jest język tego medium – rozgrywka. Reszta, to rzecz służebna.

          Co do art games, serious games itd to wchodzisz na to samo terytorium, co jakiś czas temu filmy. Czyli – jak oceniać różne typy materiałów przeznaczone dla różnego odbiorcy.

          I nie ma ludzi, którzy się znają. Bo co to znaczy znać się? Że się ma zaliczone studia game design na co najmniej 5?Encyklopedyczną wiedzę o gatunku? Zagrało się w co najmniej 5 gier tego typu i jest się w pierwszej 100 graczy?

          Internet na szczęście to zmienił. Jeżeli twojej opinii ufa 100 osób, to dla nich Twoje warto/nie warto jest wystarczające. I dobrze.

          Odpowiedz
          1. Paweł Schreiber

            @Piotr – Yyyyy. Czyli chciałbyś u siebie na serwisie mieć np. ludzi, którzy recenzują „Risena 2”, a nigdy nie widzieli na oczy żadnego „Gothika”? Albo nigdy nie grali w żadnego RPGa, więc mówią, że to taka dziwna przygodówka, ale ma za to świetny system walki, bo się człowiek fajnie wyklika?
            To, że ktoś ufa Twojej opinii, nie bierze się z powietrza, tylko z (takich czy innych) kompetencji właśnie.
            Te „jakieś tam” wyznaczniki jakości produkcji są zwykle dość jasno określone – w ramach określonej konwencji spodziewamy się tego a tego; recenzent, który danej konwencji nie zna/nie rozumie, naraża się na pośmiewisko. Takich recenzentów niestety bywa coraz więcej. Dobry recenzent zna konwencję, wie, komu ona odpowiada, a komu nie, i czego obie strony się po niej spodziewają. Powiedzieć, że „wszystko zwija się do tego, czy fajnie się gra” i na tej podstawie recenzować gry, to tak, jak powiedzieć „w biznesie idzie o to, żeby dobrze zarabiać” i zostać doradcą finansowym. Tak się chyba nie da… I przecież choćby Twoje teksty dobrze pokazują, że nie tak się pisze recenzje.

      2. Aleksander Borszowski Autor tekstu

        I czy nie trudno pogodzić mentalność „piszemy to, czego żąda publika” i „krytyk wyraża siebie”? Zobacz screen z rozmowy Sterlinga i Kaina, który zamieściłem w tekście.

        Łatwo jest zasłaniać się wymówką „tego żąda publiczność!”, ale czy różne wydawnictwa nie powinny mieć wyższych standardów, niż przeciętne blogi?

        Odpowiedz
        1. Piotr Gnyp

          Da się, każdy na swój sposób próbuje.

          Owszem, wydawnictwa powinny dostarczać najwyższej jakości materiały w dużej ilości, a czytelnicy powinni je czytać, chwalić i za nie dużo płacić.

          Jeszcze jakieś życzenia?

          I co rozumiesz przez Wyższe Standardy? Znowu wracamy do tezy: różni czytelnicy szukają różnych treści?

          Odpowiedz
  27. Surin

    Powoli gubię sens tej przydługiej dyskusji. Z jednej ścieżki sensownej krytyki zrobiły nam się skrzyżowania i serpentyny plusów i minusów całego (nie)miarodajnego środowiska dziennikarzy branży growej na naszym globie. Kiedy patrzę na to z perspektywy osoby nie będącej recenzentem i krytykiem, nie widzę przed sobą tak groźnego pola minowego, jakiego wizję roztaczasz przed nami, Aleksandrze. Obawiam się trochę twojego ciśnienia na dość niesprawiedliwą próbę wyjałowienia i ujednolicenia odbioru, analizy i wyplucia materiału dla czytelnika/klienta. Nie czuję się bierną owieczką na pastwisku sieci. Żaden tekst w sieci nie jest dla mnie mesjaszem i jednoznaczną wskazówką na „tak”, lub „nie”. Na Odyna, jeszcze nigdy nie mieliśmy na ekranie tyle alternatyw dla opinii.. Popyt na gry jest stale nakręcany, klienci są coraz bardziej kreatywni, sami rozwijają scenę solucji i krytyki. Odklejam się od tej dyskusji, zdecydowanie za dużo w niej zadyszki i prób wprowadzenia dyktatury ;)

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Najchętniej bym zamknął komentarze. Do niczego nie dojdziemy. Moja krytyka była zbyt szeroka, jeśli chciałbym coś zmienić, musiałbym może wytykać rzeczy po kolei. Zrobiłem głupotę w dobrej wierze. (Nie mogłem też zachować rzetelnego poziomu dyskusji, kiedy kilka osób, do tego dość „high-profile” na raz rzuciło się na ten tekst i zaczęło komentować falami ze wszystkich stron, a raczej w każdym wątku).

      Nie mówię, że ludzie tu to owieczki. Ale uważam że jakość krytyki jest niska, nie oparta o nic miarodajnego (pierwszy temat, jaki poruszam w tekście), co mi przyznano – gra ma być „fajna”. Nie trzeba się znać na grach, wszystkie recenzje są równie wartościowe, tylko inne. Pojawiają się niskie i tanie chwyty na odsłony, ale to dobrze, bo ludzie tego chcą. A potem ludziom czasopisma przestają odpowiadać, jedni na blogach piszą paszkwile na polską prasę grową, inni nie wiedzą, że da się lepiej, ale przychodzi nowy, młody widz i wszystko kręci się dalej.

      Za paranoję uważam, że teksty profesjonalnych krytyków są mniej profesjonalne, niż teksty fanów na forach.

      Mógłbym prowadzić coś takiego, jak Ben Paddon na gamejournos.com i pokazywać przez dlugie miesiące na przykładach, co mi nie pasuje, zacząć gardzić niską jakością dziennikarstwa, a potem skończyć „karierę” takim ociekającym wściekłym jadem tekstem. http://gamejournos.com/post/25135584025/fuck-videogames
      Zgadzam się z nim w zupełności. Wszystko powinno być lepsze, ale jesteśmy oparci o chore modele zarówno w dziennikarstwie, i w środowisku wydawców oraz developerów. Są tam dobrzy i szlachetni ludzie, niektórzy z nich nawet podyskutowali ze mną, ale ogólnie, to wszystko śmierdzi na kilometr.

      Ale nie chcę tak narzekać i narzekać. Zamykam się, bo moja idea dobrej prasy growej jest zbyt odmienna od tego, co się obecnie tworzy. Jeśli będę coś tworzył, to wartościowego i nie dla pieniędzy. Tyle mogę od siebie obiecać, to bardziej konstruktywny bunt, niż takie teksty. Tyle się nauczyłem. Tak, może to patos, ale każda zasłyszana przypadkiem historia o tym, co się dzieje „w środku”, sprawiała, że gorzkniałem coraz bardziej i musiałem dać temu wyraz.

      Odpowiedz
      1. Surin

        Występujesz z perspektywy obserwatora/pasjonata tej tematyki, czy raczej ze strony praktykującego opiniotwórcy który na tym zarabia? To takie fundamentalne pytanie które ma mi pomóc zrozumieć skąd u Ciebie taki długowieczny smutek i ubolewanie nad stanem tej branży ;)

        Odpowiedz
      2. Piotr Gnyp

        Problem w tym, że rzuciłeś flamebait/rant bez researchu. Stąd i tekst, który jest po prostu narzekaniem dla narzekania. Nie dziw się więc, że takie są reakcje.

        Odpowiedz
  28. Aleksander Borszowski Autor tekstu

    @PG
    Słuchaj – zacząłem nie akceptować, ale rozumieć, na czym opierasz swój punkt widzenia, i choć gorąco z nim się nie zgadzam, to rozumiem, że jest osadzony w takiej, a nie innej ekonomii i oparłeś go na swoich doświadczeniach z tworzeniem różnego typu zawartości w mediach. Rzecz się sprawdza, ma swojego widza, super, gratuluję. Możesz uznać, że skoro odniosłeś sukces, to czas przemawiać do mnie z perspektywy „specjalista wyjaśnia, o co chodzi trollowi, który nie umie zrobić researchu”.

    Bo fakt, że mój bunt był przedstawiony miejscami w nieco szczeniacki sposób (uderzyłem w zbyt szeroki zakres zachowań), co zakrawać może na ironię, skoro apeluję o wyższe standardy i poziom profesjonalizmu. Przepraszam zwłaszcza za wyrażenie „taki Piotr Gnyp”, które gdzieś tu padło – nieszczęśliwy wynik kilku operacji na komentarzu, za który już przed kimś się pokajałem. Możliwe, że i później zacząłem wyrażać się coraz mniej merytorycznie, ale ciężko było dyskutować na bieżąco na poziomie z falą mniej lub bardziej znanych dziennikarzy growych.

    Niemniej o to mi chodzi. O standardy i profesjonalizm. O pozbycie się tych topów rodem z „Bravo”, w które ludzie klikają bez namysłu. O wygryzienie ze stron taniej nostalgii, która do niczego nie prowadzi. O tworzenie recenzji, które wprowadzą jakieś standardy, wedle których ocenić można całe gatunki gier. O to, by wprowadzić też standardy tego co, jest newsem, a co nie (do niektórych – śmieszne filmiki nie są materiałem na wiadomość, sorry). O to, by dziennikarze przestali tańczyć, jak im wydawca zagra (embarga, recenzowanie pod opieką wydawcy, co to za niskie standardy?). Czasem są teksty, którym przytakuję (http://polygamia.pl/blogi/hildebrand/2011/10/placz_nad_zlamanym_embargiem), ale to zbyt mało. Może przydałoby się więcej prób bycia profesjonalnymi dziennikarzami z jajem, a nie wesołymi blogerami piszącymi byle jak. Niektórzy czytelnicy chcą szacunku.

    Uważam, że publikacje mają pewną odpowiedzialność za to, jakiej jakości treści przedstawiają, i powinny starać się o jak największą niezależność od wydawców. Jest z tym kiepsko, nie oszukujmy się, jak z całym dziennikarstwem, ale ja zajmuję się tu grami, więc i mówię o dziennikarstwie growym. I każdy z ludzi, którzy o grach piszą powinien albo a) walczyć o wyższe standardy, albo b) robić byle co, byle wózek szedł do przodu, i zbierać krytykę od ludzi, którzy się na temacie znają. I możesz powtarzać, że „są czytelnicy, którzy to lubią, możesz czytać co innego”, ale to samo powie mi redaktor Faktu. Lepiej w takim wypadku chyba siedzieć cicho, tak, jak redaktorzy tabloidów, którzy nie walczą wszędzie o dobre imię swoich gazet, bo nie mają jak ani po co (zaznaczę po raz kolejny, że nie mówię tu WSZYSCY JESTEŚCIE ŹLI, bo np. b-side zaskoczył mnie pozytywnie jakością rozmowy, muszę zacząć zwracać na niego uwagę). Dziwi mnie, że podjąłeś tę dyskusję takim tonem, gdy łatwo było zdusić ją w zarodku i nie wyciągać na wierzch rzeczy, które utwierdziły mnie w różnych przekonaniach (wyjaśniło się choćby, czemu tyle razy naciąłem się na recenzje).

    Mi tam ta dyskusja nie przeszkadzała, może w oczach niektórych ludzi nieco się zbłaźniłem, ale za to dowiedziałem się paru ciekawych rzeczy. Wydaje mi się jednak, że ciągnięcie rozmowy nie ma sensu. Skończymy ten teatr, czy próbujemy dobić do 200 komentarzy?

    Odpowiedz
    1. mpiwo

      Chciałbym stanąć w obronie Piotra Gnypa i zestawień w ogóle (w tym miejscu, bo dyskusja tak się rozciągnęła, że nie ma sensu w środku odpowiadać).

      Gadżetomania jako serwis nie tylko growy, ale przede wszystkim technologiczny, spełnia odrobinkę inną misję niż Jawne Sny. Podobnie jak w moim przypadku (gry.wp.pl) częścią zadania jest wzbudzanie zainteresowania grami wśród ludzi, którzy coś tam wiedzą, coś słyszeli, ale nie są za bardzo wkręceni. A potencjalni czytelnicy lepiej chłoną rankingi, które mają jasną strukturę oraz tezę niż ambitne recenzje, które chcą coś przekazać (często nieudolnie). Nie rozumiem, dlaczego nie można robić i jednego, i drugiego – z jednej strony wrzucać treści ambitne, z drugiej mniej ambitne, przyciągające ludzi.

      Problemem mediów zajmujących się grami jest właśnie to, że zamykają się w getcie niedostępnej nomenklatury (shooter, fragi, deathmatch, RTS), specjalizują się tak mocno, że nowemu czytelnikowi, nawet chętnemu, ciężko jest się przebić do środka. Rankingi i zestawienia, te robione z ankiet też, otwierają materiały na czytelnika nowego, który być może po kilku latach czytania takich rzeczy będzie chciał temat zgłębić i przyjdzie na przykład tutaj.

      Odpowiedz
    2. Piotr Gnyp

      Ale super pomysł, zakończmy dyskusję i dajmy mi ostatnie zdanie :P Nie za duzi na to jesteśmy?

      I teraz – domagasz się wysokiej jakości, ja też. Twój tekst jej nie miał. Gdzieś tam mam w głowie tekst, żeby zaczynać wymagać od siebie najpierw, a potem od innych. Pasuje, nie?

      Dalej też nie rozumiem co jest złego w topach i nostalgii. Ludzie lubią to czytać i chcą. Ty nie lubisz, ale wybacz – póki mi nie napiszesz sensownie, co w tym złego, poza tym, że Tobie się wydaje, to ma to dla mnie taką sobie wartość. W ogóle też nie tykasz się merytoryki atakując sam format. To trochę, nierozsądne.

      I nadal nie rozumiesz, że na rynku jest miejsce i dla Faktu i dla Wyborczej. I nie ma w tym nic złego.

      W czym cię utwierdziła dyskusja, to nie wiem. Mam nadzieję, że przekazała chociaż minimalną ilość wiedzy, i że kolejne teksty będą czymś więcej niż flamebaitem.

      Odpowiedz
      1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

        Pisałem Ci, czemu uważam za tabloidowe pewne teksty.
        Pisałem Ci parę razy, czemu nie uważam „ludzie chcą, to czytają” za argument.
        Pisałem Ci, że są topy o (powiedzmy) akceptowalnej formie i topy nieprofesjonalne, nastawione na kliki.
        Pisałem Ci… a, nieważne.

        Ty wolisz to ignorować, kręcić się w kółko i powtarzać te same argumenty salesmana, a jednocześnie twierdzić, że nie jesteś salesmanem. Jednocześnie na teksty, na które nie wiesz, jak odpowiedzieć, nie odpowiadasz. Choć pewnie wolisz je przegapić, łatwiej kłócić się ze strawmanem.

        Nie mów nawet, że czytasz moje odpowiedzi dokładnie i starasz się wejść z nimi w polemikę, bo gdy uderzyłem się w pierś i przeprosiłem za to, że mój tekst miał wady i dlatego mój idealistyczny apel można było potraktować z ironią, ty odkrywczo powtórzyłeś to samo innymi, złośliwymi słowami (wzorowa reakcja na przeprosiny, nie ma co). Wysyłałem Ci opisy podziału między dobrym a złym „topem”, a Ty to zignorowałeś. Mogłeś sobie zrobić dobry PR, jak b-side, a sprawiłeś, że nie zamierzam już poświęcać czasu na lekturę żadnego z Twoich tekstów, bo po co. Czytelników nie szanujesz, bo zbywasz ich kontrowersyjnym tekstem bez argumentów (tekst, który najlichszy pijarowiec mógłby zbyć jako przejęzyczenie lub skrót myślowy, który profesjonalista napisałby zupełnie inaczej), mnie nie szanujesz, bo nawet nie próbujesz mnie czytać.

        Tworzysz z kilkoma innymi tuzami polskiej sceny okołogrowej treść, którą uważam za godną „Bravo”. Każdy z ludzi tworzących internetowe i prasowe publikacje odpowiada za ich jakość, i mam prawo wytykać to, co uważam za nieprofesjonalne (a nawiązując do Twojej analogii – „Fakt” paskudnie wpłynął na ogólną jakość prasy). Nie mówię tu o „okopywaniu się w twierdzach” i pisaniu tylko o niebieskich migdałach, a o czystej, dziennikarskiej przyzwoitości i tworzeniu wartościowej zawartości. To idealistyczne koncepty, których bronię w tekście, i jako blogera nie obchodzi mnie, czy da się je łatwo spieniężyć. (Zresztą pytanie – komu bardziej powinno zależeć na tym, by nie mieszać się w jałowe, rzeczywiście nieprofesjonalne dyskusje tego typu, gdzie obaj dyskutanci mówią o czymś zupełnie innym – początkującemu blogerowi czy słynnemu redaktorowi?).

        Nie był to flamebait, choć sądzę, że z lekkiej edycji art bardzo wiele by zyskał. Jeśli uważasz, że „Twoje” teksty są wartościowe tylko dlatego, że ludzie je klikają, i każdego, kto się temu sprzeciwia, nazywasz trollem, to gratuluję standardów. Już się nie zamierzam spierać, naprawdę, uznaj tę przestrzeń na komentarze za swoją mównicę, skoro uważasz, że ścigam się o to, „kto ostatni coś tu powie” (?). Jeśli myślisz, że nie wiedziałem, że tu wrócisz, to naprawdę nisko mnie cenisz. Ale to już ustaliłem.

        Odpowiedz
  29. ynleborg

    Uff, przebrnąłem tekst i wszystkie komentarze. Za chwilę wpadnie tu mój kierownik i urwie mi łeb więc niewykluczone, że jest to mój ostatnio komentarz.
    Podoba mi się to, co napisał Michał w ostatnim poście. Oczekiwania czytelników są bardzo zróżnicowane więc pozwólmy współistnieć serwisom zarówno takim, które publikują zestawienia i rankingi jak i takim, które próbują sięgnąć trochę głąbiej w medium.
    Dla każdego znajdzie się miejsce w internecie. Niech wokół Polygamii skupią się czytelnicy, którym odpowiada taka wartość zawartość. I niech do Jawnych Snów zaglądają tacy, którzy chcą na gry spojrzeć trochę z innej perspektywy. Te dwa światy nigdy nie będą żyć w zgodzie co dowodzi momentami ton tej dyskusji, a także – z drugiej strony, komentarze pod tekstami autorów Jawnych Snów które czasami pojawiają się na Polygamii. Ludzie są różni…

    Odpowiedz
    1. Michał Gancarski

      > Dla każdego znajdzie się miejsce w internecie. Niech wokół Polygamii skupią się czytelnicy, którym odpowiada taka wartość zawartość. I niech do Jawnych Snów zaglądają tacy, którzy chcą na gry spojrzeć trochę z innej perspektywy. Te dwa światy nigdy nie będą żyć w zgodzie co dowodzi momentami ton tej dyskusji (…)

      A mnie trochę zasmuci taki stan rzeczy, bo okopywanie się we własnych twierdzach jest raz, że zbyt powszechne (i naturalne, bo tak jesteśmy zbudowani), a dwa, że prowadzi do intelektualnej stagnacji wśród okopujących się. Podejrzewam, że „Jawne Sny” zawsze będą domeną formy dłuższej i „przeintelektualizowanej” ale bardzo chciałbym, by trafiały tu osoby, które czytają także Polygamię i inne serwisy o grach, posiadające całkowicie odmienną specyfikę.

      Chciałbym, by polski (siłą rzeczy, bo po polsku piszemy) odbiorca popkultury miał swoje miejsca w sieci ale nie bał się odwiedzać także tych, które nie pasują do jego strefy komfortu. By zamiast ograniczać się do jednego serwisu, doceniał każdą formę. By po tym, jak zaczerpnie garść newsów z „Polygamii”, przeczytał jakiś tekst na „Jawnych snach” o teatrze i jego związku z grami. By, odwrotnie, po przeczytaniu kolejnej porcji rozważań na temat gier i sztuki, wszedł na „Polygamię” i naładował się atrakcyjną, lżejszą treścią. By nie było „nas i was”. By nie istniały obiektywne miary dobrego i złego, a jedynie dyskusje i argumenty na temat tego co za dobre lub złe się uważa. By argumenty i ich spójność były świętością, a gusta jedynie kolorującymi je dekoracjami. Byśmy docenili fakt, że odmienność poglądów nie jest dla nikogo zagrożeniem tylko okazją do nauki i że nie chodzi o to by wygrać tylko by grać.

      No i żeby „Pudelek” był nadal odskocznią od „Arts & Letters Daily”, a „Arts & Letters Daily” pozwalało odpocząć od „Pudelka”.

      Odpowiedz
      1. Piotr Gnyp

        Michał, ale przecież już ich dawno nie ma. Kiedyś, jak wydawałeś 10zł na pismo to decydowałeś w jakiej enklawie treści się zamkniesz. Teraz wydajesz 10zł na internet i w swoim zasięgu masz wszystko.

        Nikt się nie zamyka, a patrzy na to, co mu ciekawego wpadnie w łapki i tam idzie. Moim zdaniem serwisy growe z lepszym lub gorszym skutkiem starają się zapewnić i rzeczy lżejsze i te cięższe gatunkowo.

        Odpowiedz
  30. ynleborg

    Historia zna takie przypadki. Pamięta może ktoś jeszcze Secret Service i „Moje Boje – czyli Bergera historia wojskowości”? Pamiętam, że będąc wtedy pacholęciem omijałem te felietony szerokim łukiem. Dopiero po latach dowiedziałem się, że byli ludzie którzy kupowali SS właśnie dla tekstów Bergera i Pejotla.

    Odpowiedz
  31. kmh

    Piszę ten komentarz aby dać świadectwo, że przeczytałem tekst i dyskusję. Mam nadzieję, że po wszystkim co napisał tutaj Piotrek, za kilka lat Aleksander będzie mógł zacząć jakiś tekst od słów:

    „Dobrych parę lat temu, jeszcze jako dwudziestoparoletni smarkacz, wykłócałem się na jednym z niszowych blogów o kontrowersyjną – bo negatywną – ocenę stanu recenzji w growych mediach. Jak wielu ludzi rozczarowanych wywodami krytyków, użyłem argumentu…”

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Zapewniam, że nie. Żałuję paru skrótów myślowych, paru niedopowiedzeń, paru błędów, art napisałbym teraz nieco inaczej, ale za parę lat będzie to najwyżej „jako dwudziestoparoletni idealista z głową w chmurach”. Wyrazu buntu nie żałuję. Polskie media growe są w moich oczach w opłakanym stanie.

      Odpowiedz
      1. kmh

        To nie chodzi o bunt, a o wiedzę konieczną do wysuwania naprawdę celnych argumentów. Bo zawsze mogę się zgodzić z Twoją ogólną tezą (każdego dnia widzę masę rzeczy, które powinienem był jako to „growe medium” zrobić lepiej), ale obawiam się, że do końcowego wniosku dochodzimy innymi drogami :)

        Odpowiedz
  32. Paweł Schreiber

    Oho – widzę, że dyskusja zrobiła się pod moją chwilową nieobecność trochę niemerytoryczna. Cenzurować nie będę, ale stwierdzę mocno, że i sugerowanie Piotrowi, jakoby tworzył treści na poziomie „Bravo”, i wypominanie Aleksandrowi wieku są mocno nie na miejscu.

    @Aleksander – Mógłbym tu długo pisać o specyfice pisania w Internecie z księgowym nad głową, ale inni mnie w tym uprzedzili. Dodam tylko, że napisanie krótkiej, lekkostrawnej, a jednocześnie *uczciwej* recenzji to cholernie trudne zadanie – o wiele trudniejsze od napisania recenzji poważnej, długiej i dogłębnej (moja największa trauma – format recenzji teatralnej na ćwierć strony w „Przekroju” :) ). I myślę, że gdybym miał robić to, czym zajmują się Piotr lub Konrad – koordynować duży serwis starając się i o rentowność, i o to, żeby w nim przemycać treści mniej popularne, a wszystko to dzień w dzień, żonglując mnóstwem notek – w życiu bym sobie z tym nie poradził. A do tego moim zdaniem akurat ani Piotr, ani Konrad zupełnie się nie nadają na przykłady ludzi, co do gier podchodzą po linii najmniejszego oporu – od obu dowiadywałem się o ciekawych i mało znanych zjawiskach. A z Konradem łączyło mnie do tego w pewnym momencie zachłyśnięcie się „Dwarf Fortress”.

    @Piotr&Konrad – Jasne, trzeba się pogodzić z tym, że mamy w Polsce i „Fakt”, i „Wyborczą”. Ale strasznie trudno mi się pogodzić z tym, że trendy wyznacza właśnie „Fakt”, co widzi każdy, kto polską prasę czyta regularnie przynajmniej od 10 lat.
    W polskim pisaniu o grach na większą skalę przeciwwagi dla treści popularnych jest bardzo mało. Większość piszących o grach – którzy kiedyś mieli ambicję pisania tego, co faktycznie myślą/wiedzą – przechodzi (z pewnym rozczarowaniem) do pisania tego, czego się domaga ich uśredniony odbiorca i państwo od rachunkowości, albo nuży się pisaniem i idzie w biznesy. Podkreślam przy tym, że nie jestem smarkaczem, tylko młodzieńcem zdrowo po 30-tce, który gra od 1984 roku, a recenzje gier czyta regularnie od roku 1986. Pamiętam Bergera. Pamiętam analizy mordobić przeprowadzane w „SS” przez Gulasha. Pamiętam dział poświęcony sieciowym strzelankom w „ŚGK”. Dzisiaj takich zjawisk w polskim pisaniu o grach na szerokim forum niestety coraz mniej.
    Jasne, inne czasy, Internet nie print itp. Ale myślę, że za dobrych parę latek na czasy, kiedy liczyła się przede wszystkim klikalność, będzie się patrzeć tak, jak np. na polskie zachłyśnięcie się kapitalizmem we wczesnych latach 90-tych, czy na amerykańską gospodarkę myślącą w kategoriach Ayn Rand. Takie „inne czasy” często trwają 10-20 lat, a potem je diabli biorą.
    Mam nadzieję, że do tego czasu Aleksander nie przestanie pisać o grach, a Wy będziecie mogli spokojniej i bardziej bezkompromisowo robić to, w czym jesteście dobrzy.

    (A Jawne, daj Boże, wciąż wtedy pozostaną niszowym, hobbystycznym i nierentownym blogiem :) )

    Odpowiedz
    1. Aleksander Borszowski Autor tekstu

      Z tym „Bravo” to było podsumowanie ogólnego stanu, do którego robione na szybko topy i podobne teksty się wliczają. Pogratulowałem Piotrowi kilku tekstów, przypominam.

      A z tym księgowym też wspominałem – rozumiem, że tak jest ciężej, ale mam prawo narzekać na stan mediów. Że z mojej perspektywy jest coś więcej, niż pieniądze.

      Ja się tu już tylko powtarzam. :( Ale staram się ograniczyć pisanie tu, bo z ludźmi piszącymi o grach nie jestem w stanie jako outsider nawiązać kontaktu, inna mentalność.

      Odpowiedz
      1. Paweł Schreiber

        @Aleksander – Przykro mi, też jesteś człowiekiem piszącym o grach :) (moim zdaniem świetnie!). A że dyskusja się już trochę wyczerpała – tyż prawda. Argumenty obu stron padły, moim zdaniem obie mają też dużo racji.

        Odpowiedz
    2. kmh

      Porównanie do Faktu i Wyborczej, ogólnie do papierowego rynku, moim zdaniem nie ma już najmniejszego sensu. Z jednego zasadniczego powodu: internet oferuje znacznie szerszy wybór treści, tematów i sposobu ich podania niż kiedykolwiek robiła to w danym zakresie prasa (mówię tu na przykładzie gier).

      Rozumiem sentyment Aleksandra i chęć reformowania głównego nurtu. Ale tak naprawdę przeskoczenie do mniejszego, smaczniejszego strumyka jest dziecinnie łatwe.

      W dzisiejszych czasach problemem nie jest to, że internetowe media się tabloidyzują, a raczej to, że brakuje dobrych narzędzi, aby treści nieco inne znajdowały swoich odbiorców. Z Rssów przestałem korzystać, na Facebooku widzę coraz mniej, twittera wykorzystuje do innych celów. W sumie aktualnie najczęściej zdaje się na redditowy tłum.

      Treści „ambitne”, „lepsze”, są wszędzie dookoła. Jest ich więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. Ale nie wpadają nam prosto w oczy.

      Odpowiedz
      1. Paweł Schreiber

        @Konrad – O, to, to. Prawie takie same sformułowania miałem we wcześniejszej wersji jednego z komentarzy, ale w końcu wyciąłem, bo wychodziło za długo. Problemem jest brak doinformowania o tym, gdzie szukać treści ambitniejszych – a takie doinformowywanie to chyba jednak zadanie dużych serwisów, od których powinny odchodzić ścieżynki do takich miejsc. Niechże mainstream prowadzi do mniejszych streamów. Wtedy będzie tym, czym powinien być – tętnicą, od której odchodzą mniejsze naczynka krwionośne, a nie zamkniętym kanałem. I właśnie tak rozumiem postulat Aleksandra, żeby w mainstreamie było więcej miejsca dla specjalistów – bo to ułatwia obieg informacji w ramach całej branży gier i sprawia, że generowane w niej teksty są sensowniejsze.

        Odpowiedz
    3. Bartłomiej Nagórski

      „(A Jawne, daj Boże, wciąż wtedy pozostaną niszowym, hobbystycznym i nierentownym blogiem :) )”

      Czemu mierzyć tak nisko? Może właśnie będą już wtedy RPSem polskiego światka growego? A może będą firmować jakąś niedużą, periodyczną publikację z krytyką grową na nieco ambitniejszym poziomie? A może zostaną wchłonięte (z zachowaniem niezależności) w jakiś odpowiednik „Huffington Post”, gdzie będą zajmować się szeroko rozumianą popkulturą?

      You mustn’t be afraid to dream a little bigger, darling.

      Odpowiedz
        1. Michał Gancarski

          No ja bym Cię chciał namówić na dłuższą odpowiedź w postaci tekstu na Jawnych Snach. Na głos ze strony praktyka, który współtworzył i prowadził popularny, komercyjny serwis o grach i coś o realiach takiego przedsięwzięcia wie.

          Odpowiedz
          1. Michał Gancarski

            To tym bardziej :-) A firmowane Twoim nazwiskiem, przez Ciebie pozbierane i poukładane, będzie miało większą wartość. Brakuje mi większej liczby tekstów o tym jak działa ta branża, pisanych przez osoby będące w jej centrum.

      1. Paweł Schreiber

        Taaak… wtedy wszyscy na chwilę westchniemy „Trwaj chwilo, jesteś piękna”, a potem wszystko się zawali i przez resztę naszych dni będziemy ze łzami w oczach wspominać, jak nas kiedyś czytali :).

        Odpowiedz
  33. mpiwo

    Mam ryzykowną tezę, że nigdy nie powstanie polski RPS, gdyż:
    1) Ludzie, co chcą RPS-a, pójdą do RPS-a, gdyż ich teksty zawsze będą brzmiały lepiej i bardziej pro (przez język), gdyż

    2) Mało jest w Polsce sprofilowanych na konkretną platformę dziennikarzy, którzy jednocześnie byliby na tyle charakterystyczni, aby przez rozpoznawalny styl stworzyć sobie własne miejsce, gdyż

    3) Mało jest w Polsce użytkowników, którzy taki serwis swoją obecnością i klikaniem mogliby napędzić, gdyż

    I tak dalej, i tak dalej. Jest w polskim internecie w ciągu ostatnich kilku lat jakieś fajne inne growe przedsięwzięcie oprócz Dubscore.pl, który jednak ma tematykę zbyt wąską, aby rzeczywiście znaczyć coś swoim głosem wśród graczy? Bo ja nie znam.

    Odpowiedz
    1. Michał Ochnik

      @mpiwo

      „Jest w polskim internecie w ciągu ostatnich kilku lat jakieś fajne inne growe przedsięwzięcie oprócz Dubscore.pl, który jednak ma tematykę zbyt wąską, aby rzeczywiście znaczyć coś swoim głosem wśród graczy? Bo ja nie znam.”

      No Jawne Sny przecież :)

      Ponadto:

      Ad 1. nie zgadzam się. Choć z angielskim nie mam jakichś większych problemów, to jednak teksty po naszemu czyta mi się po prostu przyjemniej. Poza tym, to żaden argument.

      Ad 2. Tu, niestety, racja. Ale nie można przecież zakładać, że będzie tak zawsze.

      Ad 3. Do niedawna wszyscy myśleli, że nie ma w Polsce tylu fanów komiksów Marvela, by uciągnęli oni szerzej dystrybuowany cykl wydawniczy, a niedawna afera z Hachette jasno pokazała, że owszem, fani są. I to nawet sporo.

      Odpowiedz
  34. mpiwo

    „No Jawne Sny przecież :)”

    Ale o czym w zasadzie jest ten serwis? RPS to serwis o grach pecetowych. Ja mam na myśli wyspecjalizowany, czyli piszący w jednej działce, czyli „serwis o strategiach”, „serwis o modach”, „serwis o handheldach”, „serwis o konsolowych grach”. A tu przecież piszecie o grach, w które gracie i które was fascynują. To nie jest specjalizacja, a przynajmniej nie taka, o którą mi chodzi.

    Ad 1. To jest argument: Teksty po angielsku zawsze będą wydawały się odrobinkę bardziej eksperckie niż po polsku. Poza tym trudniej jest trollować na stronie angielskojęzycznej. Więc skoro ludzie będą szli tam, to nie będą przychodzić do naszego potencjalnego serwisu po polsku.

    Ad 2. Pewnie nie będzie, ale dopóki ktoś nie spróbuje tego na poważnie, to się nie dowiemy. A nikt tego nie chce zrobić na poważnie, bo poważni ludzie mają pracę, rodziny, mieszkania, kredyty i nikt nie wyłoży kilkudziesięciu tysi na eksperyment.

    Ad 3. Nie siedzę w komiksach, więc nie wiem za bardzo, o co chodzi. Ale tutaj jest ta sama sytuacja, co w Ad 2.

    Odpowiedz
  35. Michał Ochnik

    @mpiwo

    „To jest argument: Teksty po angielsku zawsze będą wydawały się odrobinkę bardziej eksperckie niż po polsku. ”

    Otóż to – będą się wydawały. Ale osoby, które są na tyle zdeterminowane, by szukać czegoś ambitniejszego są na tyle ogarnięte intelektualnie, że nie będą czytać tego, co „wydaje się” bardziej eksperckie, tylko to, co jest takim w istocie. A nie widzę żadnego powodu, dla którego tekst napisany po polsku nie miałby być bardziej ekspercki od tekstu napisanego po angielsku.

    „Poza tym trudniej jest trollować na stronie angielskojęzycznej. ”

    Dlaczego?

    „Więc skoro ludzie będą szli tam, to nie będą przychodzić do naszego potencjalnego serwisu po polsku.”

    Nie rozumiem założenia albo-albo.

    Odpowiedz
  36. Pingback: Karnawał blogowy: wrzesień 2012 | Planeta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *